28 października 2012

List do Ω.

Jestem bez włosów i mam rany
Sam to sobie zrobiłem wczoraj
Zahaczyłem się o ogień ostry
A łysy bo jestem oryginalny
I żeby włosy nie robiły mi krzywdy w czapkę
Bo one są bez sensu a czapka bynajmniej
A to się nie powinno tak mieszać

Następnie wytnę sobie wargi
Już z braku innych potrzeb
Można będzie całować po zębach
I lizać że nawet nie będę czuł
Czuć by było wymiociny
Wyciekające przez szczerby
Gdybym kiedyś nie miał aparatu
To bym się porzygał przy prezydencie
Ale będę szczelny także z dziurą w ryju
Obiecuję

Myślę też czasami o moim nosie
Ale nosa ruszać nie zamierzam
Ponieważ potrzebuję wyczuwać
Jak twoja kibić się zbliża od tyłu
Bo ona pachnie ciasną bawełną
I tą taką górą we Lwowie
Czyli grupowymi zdjęciami z panoramą
Tam jak byłem miałem rany i włosy
A teraz co
Nigdy tak nie było jeszcze
Że jak się patrzysz to tego nie czuję
Najpierw, musi dojść do lędźwi
Tam się zatrzymuje i tam to odbieram
To się obraca na planie twojej źrenicy
Więc wiruje bo są wąskie wąskie
Bo masz dużo światła i nie trzeba szeroko

Te źrenice to taki wszechobecny kształt
Tak jak w kroplach deszczu o parapet
Zawsze się powtarza taka sama sekwencja
Pewnie patrzysz fraktalem albo spiralą
Wyjątkowy komplement
Podpisano „Łysy”

24 października 2012

Pompeje

Dzisiaj jest taki tydzień
W którym było wiele dni i rażące błędy logiczne
Mały kosmos wyciekł się z mojego łokcia
W wyniku pęknięcia
I rozlał się zasychając i tworząc Pompeje

Tutaj jednak nie zagra psychodeliczny zespół
Bo on już poszedł do klasyki
Więc jest raczej jak dajmy na to magnetowid

Ale przecież mnie to nie obchodzi
Bo to świadectwo się nie zachowa odlew
Wszystko się pomieszało ze sobą

Się ponakładało i straciło konsystencję
Patrz pan jak się tutaj wszystko trzęsło
Od niskiej temperatury
Dalej pachnie zimnem wszędzie
Bardzo kobieco

Nad Pompejami przelatują aktualnie gęsi
Nadrukowane na szwedzkim banknocie
Dwadzieścia koron, sam sprawdź
To taka wiesz, ciekawostka
Bo my szanujemy ciekawostki

Pompeje odwiedziło wielkie konsorcjum
Usystematyzowało ono skrobanie
Z założenia ma być do dna
Ale to całkiem do dupy
Bo to jednak tylko płytko

Użyto do tego celu naiwnej ekstazy
O niestety tępych ostrzach
Tym się nie dokopiecie
To chuja daje

Nie dowiemy się jakie struktury zalał kosmos
Jakie budzenie się w nocy
I jakie myślenie zamiast czegoś innego
Jakie mylenie głosów ludzi
I czy był tam pierwiastek z czternastu
Jakie ślady pozostawiła protoplazmatyczna projekcja
Z chęci przejścia do osoby obok
Każdy o tym słyszał

Konsorcjum się dokopie
Ale tylko gdy się pokłóci całe
I będzie to przypadkowo
Nie nastąpi to w dzisiejszym tygodniu
Ale mnie to przecież nie obchodzi

13 października 2012

Obfitość

Chcę zjeść moją muzę
Pożreć, nie wiem czemu
Ale na stole w kuchni
W moim obsesyjnym mieszkaniu
Na niezdrowo zainteresowanej ceracie

Nie wiem co z niej przyswoję
Jakie substancje i minerały
No bo nie znam składu
A skąd skład jak nie znam muzy

Pomyślałem sobie tak jakoś
Że mogłabyś nią być ty
Ale z tego co widzę to obawiam się
Że nie nadajesz się do zjedzenia
Ponieważ to co widzę to powłoka
Która jest w porządku ale wypycha ją
Płynna lepiąca się tłuszczem żelowata półprzezroczysta gęsta
bezzapachowa lepka tłusta substancja
I gdybym cię nacisnął palcem
To by się wybrzuszyło w innym miejscu
I to wszystko jest sztywne dosyć
Bo tej substancji jest dużo w środku
Jest obfitość
Martwię się bardzo że ty jesteś dookoła
A nie że to w środku ciebie

Najgorsze jest to że jesteś nieszczelna
Przez małe pory w skórze to się wylewa
Nawet nie strumieniem jakby fontanna
Że tak obficie
To jeszcze by było ciekawe przynajmniej
Ale to się sączy i robi taki poślizg
Jak na prezerwatywie
A ja nie chcę się ślizgać na twoim czole
Jak je dotknę to tego się wyciśnie więcej
Straszne
Że wiem czemu nosisz wysokie buty
Bo byś się rozlała w łydkach
Obficie na boki
I upadła jak budynek do rozbiórki
Tak w dół całkiem pionowo
Nawet fajnie to wygląda
Całe szczęście że nie masz tego na włosach
Że są tak ładnie suche i długie
Obficie wyrastają
Pewnie musisz je myć dwa razy, co?
Chyba że skórę głowy masz szczelną
Boję się twoich białych zębów
Bo to kryształy tej substancji
Zamarznięte lub wysuszone
Czy się roztapiają, gdy jest gorąco?
Wtedy by było jak bukkake ale na odwrót
W drugą stronę w sensie
Ale też obficie

Wycisnąć się bardziej
I dodać grafit z tysiąca ołówków
Posmaruj tym rzęsy

07 października 2012

Dziecko kalekie, jakiego nie znamy

A znacie to?
To dziecko kalekie
Jakieś znamy
Ale znacie to?
To jest dziecko kalekie
Jakiego nie znamy

Ono jest tak kalekie
Że ma zawsze spokój
Coś się dzieje, wydarzenie
Sytuacja, sprawa
Umówienie się
Spotkanie, dialog
Pożegnanie nawet dłuższe
A ono jest spokojne
I kalekie i ma spokój
I ten spokój zapierdala
Że nie znamy tego spokoju
Bo jest za szybki
Bo zapierdala

I to dzieckie kaleko
Się myli w słowach!

Dziecko kalekie jakby
Je zapytać dobrze
To mówi zawsze
Że jest doświadczonym neofitą
Że zawsze jak jest coś nowe
To ono wie jak to jest
Że jest coś nowe
I ten spokój go wtedy dogania
Bo czasami gdzie indziej zapierdala
Ale jak coś jest nowe to przychodzi
Jak stare to jest zawsze
Tylko jak jest już nie nowe
Ale jeszcze nie stare to nie
Tak jest głównie w niedzielę
Bo spokój nie lubi zapierdalać
Po takim że średnie
Wypluwa zawsze letnie
Dla niego to są brednie
Dla dziecka kalekiego też

I dziecko kalekie
Wszystko robi naturalnie

I musicie też wiedzieć
Że dziecko kalekie
Jak skądś wraca, ze spokojem
To się kładzie normalnie
I się opieprza
Całymi dniami
Za to że jest szybsze od spokoju
I spokojowi jest przykro i się obraża
Za to że się myli w słowach
I w imionach, jaki wstyd
Za to że spokój go łapie jak jest coś nowe
I mu zatyka oczy, nozdrza i pamięć
Za to że letnie jest brzydkie
Bo a może jest ładne?
Za to nawet że jest kalekie
I go nikt nie zna w ogóle
Za to też że jest dzieckiem
I go denerwują dzieci każde
Za to że twarz ma wymiary dłoni
I to tak pasuje jak tarcza
Za to że ogląda za mało filmów
I nie można porozmawiać
Za to że ogląda za dużo filmików
I nie można mądrze porozmawiać
Za to że nie wie w ogóle jak to będzie brzmiało
I chyba wyjdzie żenująco

Dlatego spierdalaj
Sam spierdalaj
No powiedziałem ci chyba

06 października 2012

Sylaby się zgadzają

Sylaby się zgadzają chyba
Ale mogłem się pomylić bo
Dawno nie widziałem pomnika
Chyba się komuś kamień skończył
Bo chyba nie bohaterowie
Albo kwiaty mi zasłaniają