<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470</id><updated>2011-12-05T12:23:31.331+01:00</updated><category term='miłość'/><category term='nie znajdziesz ziarna prawdy'/><category term='notka ilustrowana'/><category term='zmiany'/><category term='bóg'/><category term='szpital'/><category term='skinhead'/><category term='samotność'/><category term='ja'/><category term='NIN'/><category term='moda'/><category term='sława'/><category term='młodzież'/><category term='choroba psychiczna'/><category term='antykoncepcja'/><category term='zwierzenia'/><category term='wspomnienia'/><category term='youtube'/><category term='o kurwa jakie to długie'/><category term='krzyż'/><category term='wizja'/><category term='pokemony'/><category term='kościół'/><category term='logo'/><category term='altruizm'/><category term='indywidualizm'/><category term='wiara'/><category term='subkultura'/><category term='patriotyzm'/><category term='MROCZNY PAN NADSZEDŁ BY UMIEŚCIĆ NA TWEJ TWARZY SWÓJ CZARNY EJAKULAT'/><category term='życie'/><category term='ateizm'/><category term='Marvin Heemeyer'/><category term='eksperyment'/><category term='władza'/><category term='Lady Gaga'/><category term='The Residents'/><category term='demotywatory'/><category term='pożądanie'/><category term='telewizja'/><category term='ewolucja'/><category term='przemyślenia'/><category term='cywilizacja'/><category term='dada'/><category term='prostactwo'/><category term='relacja'/><category term='humor'/><category term='mistrzowie'/><category term='relacja z wycieczki do Londynu'/><category term='recenzja'/><category term='popkultura'/><category term='kompletna fikcja'/><category term='system'/><category term='seks'/><category term='człowiek'/><category term='jp'/><category term='muzyka'/><category term='materializm'/><category term='przyjaźń'/><category term='śmieszne'/><category term='kobieta'/><category term='zemsta'/><category term='rzeczywistość'/><category term='egoizm'/><category term='marzenie'/><category term='polska'/><category term='wiosna'/><category term='Nine Inch Nails'/><category term='filozofia'/><category term='blog'/><category term='Madonna'/><category term='szablon'/><category term='relacja z wycieczki do Paryża'/><category term='poezja'/><category term='religia'/><category term='współczesność'/><category term='kicz'/><category term='perkusja'/><category term='przemoc'/><category term='sprawy techniczne'/><category term='nowy'/><category term='aborcja'/><category term='rymy częstochowskie'/><category term='mężczyzna'/><category term='bunt'/><category term='postrzeganie'/><category term='fotoblog'/><category term='komixxy'/><category term='filmiki'/><category term='koncert'/><title type='text'>A Cold Place</title><subtitle type='html'>NAJLEPSZE DARMOWE PORNO W SIECI</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>56</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-5921946487499405466</id><published>2011-11-27T14:21:00.000+01:00</published><updated>2011-11-27T14:22:42.405+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o kurwa jakie to długie'/><title type='text'>Wise words from the departing</title><content type='html'>...dwudziestego trzeciego dnia Bóg po tym, co robił przez szesnaście poprzednich (co nie ma większego znaczenia) przypomniał sobie o jednym ze swoich dzieł, którym próbował zapełnić swoją wewnętrzną pustkę. Pustka ta była ogromna, gdyż czym może się zajmować ktoś potężniejszy od wszystkiego dookoła i za to odpowiedzialny? Fatalne położenie- bez sensu, bez celu, bez nadzoru, z masą bezsensownych gówien na głowie. Dlatego też to, że Bóg coś gdzieś zostawił jawiło mu się jako pasjonująca perspektywa. Oko Opatrzności rzuciło okiem na tę śmieszną niebieską kulkę i...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...o kurwa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zgniło. Tak to jest dobierać wszystkie parametry, ukierunkowania i dyrektywy na oślep, w nadziei, że chaos się uporządkuje. Stało się na odwrót- twór z zabawnej, niepoukładanej masy zmienił się w groteskową, śmierdzącą grudę bez jakiegokolwiek ładu i składu. Bóg swoim Językiem Opatrzności przejechał po Afryce. Poczuł suchy suchy piasek, spermę i kał. Pomyślał sobie, że pewnie jego robaczki ustanowiły to miejsce jako swoiste śmietnisko, zbiornik na wszelkie odpady. Wszystko dużo bardziej świeciło się tak trochę po drugiej stronie i wyżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wszystko złoto, co się świeci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sperma i kał sprawiały wrażenie bardziej soczystych, w rzeczy samej, jednak trudno mówić o czymś straszniejszym niż jakby wypalający kubki smakowe, jadowity smak karkołomnego połączenia atomów, gorzki smak polimerów, leków, eks-leków i wielu innych. Opatrzność od razu schowała Język.&lt;br /&gt;O Nosie Opatrzności mowy nawet nie było, już z daleka Bóg czuł straszliwy fetor czegoś, co leży w jednym miejscu zdecydowanie za długo. Nie było sensu nawet się interesować, czy wszędzie śmierdzi tak samo. Pozostało tylko spojrzeć z daleka na to, jak to wygląda.&lt;br /&gt;Rzucało się w oczy zmęczenie materiału. Wszystko się rozpadało, rozklejało lub też wpadło do jakiegoś płynu i się całkiem rozwodniło, tworząc obrzydliwą papkę. Gdyby tak dwadzieścia trzy dni temu ustawić wszystko na lepiej trzymające się reszty...&lt;br /&gt;Najgorzej jednak było ze stworzeniami, które opanowały to miejsce. Ich organy kontrolujące resztę organizmu w wyniku jakiegoś dziwnego błędu rozwinęły się w sposób zupełnie absurdalny. Miliony istot snuły się po wielkich przestrzeniach w kółko bez pojęcia o tym, dlaczego to robią, bez żadnego w tym celu poza przypadkowym niszczeniem rzeczy i istot wokół, ślepo, bez żadnych sygnałów z otoczenia. Chodziły tak coraz bardziej wycieńczone, oszołomione, aż w końcu padały. Spora część z nich potrafiła uaktywnić pełnię swoich możliwości, jednak drzemiących gdzieś w tych chorych organach, wtedy i tylko wtedy, gdy napotkali istotę ze swojego gatunku, która włóczy się w podobny sposób jak oni, ale innym torem. Takie spotkanie na środku ósemki z dwóch kółek. Albo kogoś, kto idzie zupełnie nieregularnie, tudzież jego chory mózg sprawia, że widzi w jakimś miejscu „cel” (to akurat nawet Bogu wydało się na swój sposób zabawne). Wtedy mózgi wyłączały swoje chore części i zaczynały pracować na pełnych obrotach, by zniszczyć taką istotę.&lt;br /&gt;Oczywiście, różne typy błędów doprowadzały do niewłaściwych rozpoznań i wielu przypadków siania pożogi nawet wśród tych, którzy nie mieli pojęcia, o co chodzi. Zdarzały się też wersje o w miarę „zdrowych” mózgach, które by ocalić siebie, były w stanie „odpalić” tłum i pokierować go w stronę przeciwną od siebie, zanim włączą się sami i zniszczą ten wybryk natury.&lt;br /&gt;Oko Opatrzności prawie dostało zeza od prób ogarnięcia tego wszystkiego.&lt;br /&gt;Kluczowy moment dwudziestego trzeciego dnia nastąpił, gdy Bóg już miał odchodzić i próbować zapomnieć o tym, co widział. Przypadkiem zauważył coś jeszcze bardziej odrażającego. Pomimo dziesiątek chorób i deformacji, te istoty dobrze pamiętały czasy pierwszych siedmiu dni i kilku następnych, kiedy, tak się zdaje, Bóg pracował nad fundamentami dla tego, czym stał się ten twór. Nie było wtedy źle, jednak istoty w swym ograniczeniu i chorobie najwidoczniej zapamiętały to inaczej. Bóg ujrzał, ile czasu poświęcają na wyszydzenie i oplucie jego i wszystkiego co zrobił. Zrobili mu pełno paskudnych wizerunków, na których wyglądał żałośnie według kategorii zarówno ludzkich, jak i boskich. Postawili wręcz niebotyczną ilość groteskowych kup gruzu o bezsensownych kształtach i nazwali je Domami Bożymi. Robili często głupie teatrzyki, w których udawali, że Bóg dla nich wiele znaczy i przez to najwidoczniej pokazywali, jak bardzo mają go w dupie. To już dla Boga było za dużo. Zamierzał obrócić całą kulę zgnilizny w nicość i zapomnieć że popełnił tak karygodny błąd, gdy zauważył coś jeszcze bardziej zaskakującego. Gdzieś pośrodku tego wszystkiego, w jednym z wielu większych skupisk gówna i syfu, znajdowała się wysoka wieżyczka. Na jej szczycie siedziała sobie istota ludzka jak wszystkie inne, ale jej mózgowi udało rozwinąć się prawidłowo, w wyniku jakby podwójnej mutacji tego, co było zmutowane. Istota ta zauważyła, że jest kaprysem Boga i że otacza ją syf i masa stworzeń bez umiejętności jakiegokolwiek kojarzenia. Nie pozostało jej nic innego, jak odizolować się z zapasem alkoholu i papierosów i wciąż upijać się, siarczyście spluwając na wszystko na dole, a na karykatury boskości nawet z flegmą.&lt;br /&gt;To byłem ja.&lt;br /&gt;Bogu przypomniał się patent, który już stosował jako ostateczne rozwiązanie, zresztą kiedy było o chyba trzy czwarte lepiej niż to. Kazał mi zbudować łódź, niekoniecznie dużą, ale solidną łódź. Nie było potrzeby martwić się o zwierzęta- większość osobnicy z (podobno) mojego gatunku zdążyli wybić lub zmodyfikować i pozbawić wartości, toteż za bardzo nie było co ocalać.&lt;br /&gt;Długo dobierałem odpowiedni materiał, zwłaszcza że ciężko o jakiekolwiek drzewo żywiczne, jak i o smołę, a nie pójdę przecież do Croppa zrobić sobie Arkę z poliestru, plastiku i włókien z recyklingu. W końcu wybór padł na różnego typu akcesoria dla metali z rockmetalshopu. Pomimo ich koszmarnej brzydoty, rzucającej się w oczy nawet na takim tle, były jednymi z niewielu łatwo dostępnych, w miarę solidnie wykonanych rzeczy, i to z naturalnych materiałów. Ze skóry i metalu, rzecz jasna. Łódź z glanów, pasów z ćwiekami i pieszczoch spiętych rzemykami i łańcuchami do spodni brzmi jak prowizoryczne rozwiązanie, ale tak nie jest. Ja także użyłem tego wszystkiego by zapewnić sobie przynależność, w tym wypadku akurat do tych, którzy przeżyją. Gdy już przygotowałem odpowiednią ilość wszystkiego, czego będę potrzebował przez te... dużo dni, a także wszystko to, co uznałem za godne ocalenia (czyli pilnik do paznokci) i zamknąłem się wewnątrz łodzi. Przyszło mi wtedy do głowy zapytać, czy nie powinienem przypadkiem zabrać jeszcze kogoś ze sobą, mając oczywiście na myśli zaludnianie planety od nowa. Bóg jednak zasugerował mi, że nie ma takiej potrzeby i że to już nie moja mańka. Nie powiem, zdziwiło mnie to, jednak biorąc pod uwagę moje położenie, nie pozostawało mi nic innego, jak mu zaufać i siedzieć cicho w łodzi.&lt;br /&gt;I nadszedł oczekiwany przez całe moje życie dzień.&lt;br /&gt;Mówiło się, że Bóg ma poczucie humoru, czego oznaką jest to, że stworzył dziobaka, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ornithorhynchus anatinus&lt;/span&gt;. Za o wiele dobitniejszy dowód uważam jednak to, że Potop Wydanie Drugie Poprawione odbył się bez kropli deszczu. Otworzyły się inne źródła Wielkiej Otchłani. Otóż wszystkie telewizory na świecie zaczęły wyświetlać tę samą reklamę pasty do zębów. Wiecie, świeżość. Morze. I nagle zburzenie czwartej, szklanej ściany. Hektolitry wody wlewające się  z panoramicznych albo mniej bogackich ekranów najpierw do mieszkań, potem na ulice, potem ponad dachy, potem dachów już nie było, bo potężne strumienie wody niszczyły bez litości wszystkie te kupy gówna zamieszkane przez żywe chore psychicznie trupy. Wielkie spuszczenie wody w kiblu. Jestem pewien, że na koniec Bóg zrobi gdzieś jakąś dziurkę do której to wszystko spłynie, woda i ruiny, i jeszcze powiesi kostkę toaletową.&lt;br /&gt;Teraz dryfuję po Oceanie Światowym. Jest idealnie. Doświadczam przestrzeni, którą mało kto potrafiłby sobie wyobrazić pełzając w szczelinach pomiędzy podniszczonymi budynkami. Wiem też, że ci tam na dole są ostatecznie wyzwoleni od swoich głupich kłopotów, podziałów, obowiązków pod kilometrami kwadratowymi wody. Spróbuj przejmować się swoim chłopakiem, pedałami, religią, pieniędzmi, nietolerancją, subkulturą, rodziną, czymkolwiek gdy masz siedem oceanów na głowie, ciulu.&lt;br /&gt;Pewnego dnia na środku pustki, nie wiadomo gdzie dokładnie, bo naprawdę nie widać dna, po raz pierwszy zobaczyłem odpowiedź na moją jedyną wątpliwość. Gdzieś tam w oddali, dryfowała sobie druga łódź. Nie była zrobiona tak samo jak moja. Za bardzo nie kojarzyłem dokładnie użytych materiałów i techniki, ale wyglądała także na całkiem porządną. Żadna prowizorka, ewidentnie przemyślana konstrukcja. Oznaczało to oczywiście, że jej konstruktor został zawczasu uprzedzony. Pomyślałem sobie, że w takim razie Bóg dogadał się jeszcze z nim i jest nas dwóch. I że na pewno jest bardzo piękna...&lt;br /&gt;To samo przyszło mi do głowy w związku z drugą, także zupełnie inaczej skonstruowaną łodzią, wypatrzoną wiele dni później. Czwarta łódź była już jednoznacznym sygnałem, że jednak Bóg uważa, że sam nie powiększę (nad)gatunku kiedy to wszystko się skończy, bo kiedyś musi. Potem przestałem już liczyć, ale na pewno nie jest nas za dużo i na pewno one są bardzo piękne. Tak jak my. Gdyby istniał jeszcze Internet, naprawdę w takim wypadku napisałbym gdzieś, że lubię poznawać nowych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czy z Tobą się jeszcze zobaczę, jak Bóg spuści kibel? Czy może raczej tam na dole też jest ciekawie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-5921946487499405466?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/5921946487499405466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/11/wise-words-from-departing.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5921946487499405466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5921946487499405466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/11/wise-words-from-departing.html' title='Wise words from the departing'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-8150826562007579598</id><published>2011-09-08T22:18:00.001+02:00</published><updated>2011-09-08T22:21:06.796+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><title type='text'>Grzybów kadry</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(ponieważ dzisiaj publikuję mój autorski utwór, po raz pierwszy odstąpiłem od chujowej tradycji tytułowania notek cytatami z różnych kawałków)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znawcy różne skąd który dlatego&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Amatorzy pewni że zabójcę trudu widoczny jest temat ładnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sromotnikowego a zwłaszcza dlaczego?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Muchomora właśnie duży takiego jadalny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bez rozpoznać na wygląda widzenia jest siebie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiesz większości jego biorą punkty że śmiertelnych&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nim a jest trujący&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Weźmy go za człowiek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Grzyb nieraz grzyb nie? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mają ludzie grzybów kadry&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Daleka zbyt i w a wie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wyjebać ci pierdolony cwelu?&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-8150826562007579598?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/8150826562007579598/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/09/grzybow-kadry.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8150826562007579598'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8150826562007579598'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/09/grzybow-kadry.html' title='Grzybów kadry'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-5740133466067524908</id><published>2011-04-18T20:11:00.000+02:00</published><updated>2011-04-18T20:13:14.672+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><title type='text'>The Internal</title><content type='html'>Transcendencja, kochani. Ażeby ją osiągnąć należy wziąć te kilka prostych narzędzi, jakie każdy z nas gdzieśtam ma, a następnie z ich pomocą rozczłonkować i zbadać tak wiele rzeczy, ile zdołasz przed zamianą w zimną, gnijącą masę do której dążymy. Młotek, śrubokręt, piła- coś takiego, prawda. Ja, jako że jestem rozsądny, najpierw dokonałem szybkiego przeglądu narzędzi- nie było to wyzwaniem gdyż młotek nie należy do skomplikowanych konstrukcji, najwyżej tam przeczyścić ostrze nożyka do tapet trzeba było. Wówczas z czystym sumieniem przeszedłem do części właściwej. Rzecz jasna, nie wskoczyłem od razu na głębokie wody. Nie miałem zbyt wielkich oczekiwań co do wszystkich efektów moich badań- przepołowienie kulki z plasteliny nie było dążeniem do odkrycia jakiejś wielkiej tajemnicy, jednakowoż dowiedzenie się że w środku kulki z plasteliny jest plastelina to coś o wiele lepszego niż ignoranckie przekonanie o istnieniu wyłącznie plasteliny. Młynek do kawy i jego mechanizm działania również nie oświecił mnie na niebagatelną skalę poza tym, że pokazał mi, że to co robię jest naprawdę spoko. Zacząłem więc w chaotyczny sposób brać na warsztat kolejne elementy- kilka razy się nieźle zdziwiłem widząc rozmaite niespodzianki ukryte w pudełkach, garnkach, maszynkach do mięsa. Niektóre rzeczy uznałem za godne zmodyfikowania tudzież wypierdolenia, gdy dotarłem do ich esencji. Słowem, doskonale się bawiłem z poczuciem nieustannego zbliżania się do celu.&lt;br /&gt;W pewnym momencie ciąć, rozkręcać i rozłupywać rzeczy zacząłem wręcz machinalnie. Doszło do tego, że dopiero po rozebraniu danego przedmiotu orientowałem się, czym dokładnie jest i do czego służy (wcześniej miałem to w dupie). Pewnego razu zabrałem się za kolejną rzecz która akurat leżała pod ręką. Z takim samym jak zwykle entuzjazmem dobrałem się do niej z piłą, nożykiem i dłutem. Niespodziewanie poczułem ogromny, przeszywający ból. No nie zgadniecie, co się stało.&lt;br /&gt;Właśnie otwarłem sobie swoje własne kolano.&lt;br /&gt;Nosz kurwa.&lt;br /&gt;W gruncie rzeczy sam fakt okaleczenia się w ten sposób nie był najgorszy. Nabrałem niekiepskiej wprawy w rozkładaniu i składaniu rzeczy dokładnie tak, jak moim zdaniem powinny być, toteż opatrzenie rany nie było problemem nie do przeskoczenia. Problemem było to, co zobaczyłem poza wnętrzem swojego kolana.&lt;br /&gt;W moim kolanie okazał się żyć pasożyt. Wielka, włochata glista. Nie zdawałem sobie sprawy z jej istnienia, nie skarżyłem się na żadne bóle, ale gdy moje oczy ujrzały jej odrażający odwłok, poczułem dokładnie, jak mnie pożera. Stworzenie, którego metabolizm był na tyle szybki, że czułem tkankami mojego kolana jego ząbki, soki trawienne a nawet coś pokroju przełyku. Wydalanie było tak szybkie, że ów robak był praktycznie nawleczony na fragment mojego kolana. Pomimo gigantycznego bólu spowodowanego w większym stopniu nie faktem otworzenia sobie kolana, a bycia wpierdalanym przez pasożyta, udało mi się dokonać rzeczowej analizy sytuacji.&lt;br /&gt;Rozsądek, racjonalizm niezbędny przy moich badaniach nakazywał mi wziąć nożyk do tapet i wyciąć czym prędzej pasożyta... ale ze sporą częścią kolana włącznie. A w ten sposób kiepsko mi się by chodziło, co stanowi poważne utrudnienie w dalszych badaniach. No i, cholera jasna, to jest moje kolano do chuja.&lt;br /&gt;Dlatego też zdecydowałem się na krok w tył. Stchórzyłem, poddałem się, nastawiłem drugi policzek, cokolwiek. Szybko zaszyłem ranę i odczekałem jakiś czas, aż się zabliźni i poszedłem dalej. Oczywiście, to nie było jak wczytanie poprzedniego zapisu gry. Wszystko się zmieniło. Cały czas czuję jak toto mnie wdupia. Musiałem też zmierzyć się z pokusą szukania protezy, być może schowanej w, dajmy na to, automacie z colą czy czymś takim. To by tylko jeszcze bardziej zepsuło mi humor. Oczywiście, warto brać pod uwagę możliwość znalezienia takowej protezy, jednak szukanie jej samo w sobie nie ma sensu. Muszę się jednak pochwalić, że oparłem się pokusie i moje badania, chociaż utrudnione przez ból w kolanie, przebiegały w praktycznie niezmieniony sposób. Sądzę, że prędzej czy później znajdę protezę kolana albo przynajmniej części do jej zbudowania. Niewykluczone, że okaże się doskonalsza niż zwykły staw, z którym się urodziłem, że będę mógł podczas swoich badań wyskakiwać na wysokość pięć metrów i biegać z prędkością stu dwudziestu ośmiu kilometrów na godzinę. Jedynym problemem w zasadzie jest zdążenie z tym, zanim robal skonsumuje moje kolano całkowicie i nigdzie sobie nie pójdę. Cóż, wliczyłem to w ryzyko całego przedsięwzięcia, nic innego nie mogę zrobić. Robak jest gdzie jest i nie sprawię, by odszedł w niebyt zastępując siebie sprawną tkanką budującą moje kolano.&lt;br /&gt;To była bolesna lekcja. Rozumiem teraz lepiej tych, którzy być może kiedyś coś takiego znaleźli i dlatego popierdolili badania, by skupić się raczej na zignorowaniu tego, co tam było. Cóż, szkoda, że nie każdy ma dostatecznie silny charakter. Nadal jednak liczę, że każdy kretyn którego narzędzia leżą gdzieś jebnięte w kąt i nigdy nie ruszone, albo ruszone w celu zbadania kartki papieru przykładowo, co poskutkowało tym, że delikwent sam siebie uznał za wybitnego badacza ma w sobie całą kolonię takich robali i wpierdolą go one zanim zda sobie sprawę ze swojego błędu. Albo nie, zaraz po, by umierał ze świadomością, że na własne życzenie doprowadził do tego, że jest za późno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygląda na to, że robak ma sporą wartość merytoryczną jednakowoż. Szkoda, że to akurat kolano.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-5740133466067524908?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/5740133466067524908/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/04/internal.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5740133466067524908'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5740133466067524908'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/04/internal.html' title='The Internal'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-3946190133086157319</id><published>2011-03-11T21:34:00.004+01:00</published><updated>2011-03-11T22:44:11.064+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><title type='text'>Wriggle like a fucking eel!</title><content type='html'>Chwilowo chowam do kieszeni płaszcza prześmiewcze zabiegi okołoliterackie i eksperymenty ze słowem pisanym (ono nawet nie było na początku) by pochwalić się odkryciem, jakiego dokonałem.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Otóż zdarzyło mi się odkryć niemalże bezpośrednią przyczynę... uczucia porównywalnego z noszeniem pierścionka na nie tym palcu co zawsze i niemożności zdjęcia go z chuj wie jakiego powodu. Wygląda na to, że mogę nareszcie jednoznacznie wskazać, dlaczego uważam większość otaczających mnie ludzi za winnych położenia, w jakim się znajduję. Gwoli ścisłości, nie obracam się w jakiejś patoli i ubóstwie czy coś. W każdym aspekcie jest... średnio. I u was też. I wiecie dlaczego i nic nigdy tego nie zmieni?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Bo wszyscy zgadzamy się i zupełnie afirmujemy bylejakość i półśrodki w każdym aspekcie życia. Ludzie nie są chorzy psychicznie toteż nikt nie chce mieć źle, ale wszystko co nie jest absolutną chujozą jak w Somalii zapewnia błyskawiczną satysfakcję. Każdy uważający się za rozsądnego zarzeka się, że należy "znać umiar". Ale nie ma kurwa racji. Przez nieruszanie swojego ucywilizowanego dupska w celu wyniesienia się ponad "wystarczający" JA który średniością jestem zmęczony jak spieczonymi ustami po zjedzeniu taniego kebaba z sosem ostrym czuję się osobiście zraniony.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zamierzasz po studiach mieć dzieci i męża. Gasisz papierosa na mojej pachwinie. Mówisz że "no tak już jest, co zrobisz". Przecinasz mi ścięgna. Marzysz o dostatnim, ustabilizowanym życiu i dobrej pracy. Stosujesz waterboarding by zmusić mnie do pisania takich głupot...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Chuj już tam z indywidualnością, jest przereklamowana ("Cropp to marka odzieżowa dla prawdziwych indywidualistów, którzy poprzez strój chcą wyrazić swoje poglądy i zamanifestować niezależność") i nieprawdziwa, sztuczna. Jebie mnie identyczność i seryjność mojego otoczenia, taki na przykład dandyzm wie jak to naprawić a to już ma wiele lat. To wynika z tego, o czym mówię. Globalizacja miała poważną wadę, a w zasadzie konsekwencję- wszystko, co nie jest na poziomie pracowania 18 godzin w kamieniołomie za miskę ryżu tak jak to jest w reportażach stało się zajebiste. I tak znajdzie się ktoś, kto ma gorzej od nich, nie ma obiektywnego dna, a porównywanie się do tych o wiele gorszych to błąd. Z perspektywy tych lepszych i tak wszystko to jeden śmieć.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zauważcie też, że pomimo rozwoju cywilizacyjnego poziom tego półśrodka maleje. Dzieci z Afryki też mają z tym związek. Zachłysnęliśmy się nowoczesnością. Futuryści to byli kurwa debile masturbujący się konstrukcją silnika 12 razy mocniejszego niż jeden koń, a myśmy to kupili! Nasze jedzenie nie ma smaku, plastik z którego są nasze ubrania przypomina raczej papier toaletowy, a "myśl" jest na tym samym poziomie, porusza się tylko horyzontalnie. Ku Klux Klan dzisiaj należałby do Greenpeace'u. Jednakowoż, jesteśmy nowocześniejsi niż afrykańska wioska na National Geographic.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Reasumując, nienawidzę jebanych krajów trzeciego świata. I zarazem im zazdroszczę. Podcinać skrzydła światu, który stworzył komputer i poleciał w kosmos- to naprawdę nie jest mało.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Świat pomylił się ponad osiemdziesiąt milionów razy. Patriarchat, religie, zespół Nightwish, weganizm to zaledwie promil z ogromu tych niewybaczalnych błędów. Ale nic nie jest czarno-białe, przez setki lat tej obłąkańczej, aroganckiej metody prób i błędów światu kilkakrotnie się udało. Perłami w kupie gówna są dajmy na to pizza, klasyczna elegancja, sztuka (o tym za chwilę), Internet. A co my z tymi perłami robimy? Wstrzykujemy do nich mieszaninę poliestru i naszej spierdoliny, by "iść z duchem czasu" czy "łączyć tradycję z nowoczesnością". Wszystko ulega modernizacji, a raczej zepsuciu, seryjności, zamienieniu w "tworzywo doskonale imitujące...". Przeraża mnie, jak nawet najpiękniejsze i najczystsze rzeczy stają się syntetycznymi ersatzami. Muzyka staje się produktem pokroju jogurtu a wszelkie próby zapobiegnięcia temu są replikacją rzeczy wymyślonych wieki temu. Co chyba najbardziej apokaliptyczne, sprawy nie mają się lepiej z... kobiecym pięknem. Jest ono bombardowane niewiarygodną ilością gówna. Cały szajs w żywności, buty do koszykówki czy też akceptacja dla zachowywania się w sposób, jaki najtrafniej określiłbym odwrotnym do kobiecego... Uważam, że okołoseksualne doświadczenia są jednymi z najważniejszych, jakie można zdobyć, toteż skażenie ich jakimiś pojebanymi wymysłami odczuwam jak coś wspaniałego, co nie z mojej winy nieodwracalnie mnie omija. I żeby nie było, a muszę to w tym takim lewicowym świecie napisać, nie jestem szowinistą, kobiecość ma wiele wymiarów i nie wszystkie mieszczą się w konserwatywnym punkcie widzenia, ale wymiar pierdolonej bluzy z kapturem nie istnieje.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A przede wszystkim, całe to moje gadanie pozbawione jest sensu i wartości, ponieważ wszyscy od małego doświadczamy tylko i wyłącznie tego, o czym piszę i bez względu na to, za jak niezależnego i "open-minded" się może ktokolwiek z nas uważać, lwia część naszych poglądów, gustów i sposobu myślenia to efekt działania naszych kochanych syntetycznych, mdłych i smakujących jak szampon zdobyczy cywilizacji. Jakie to uczucie być ukształtowanym przez społeczeństwo złożone z zupełnych, beznadziejnych kretynów i media dedykowane społeczeństwu właśnie, zapewniające im idiotyczne nawet jak na nich rozrywki i podniety? &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tak, ja też wiem. I nie obwiniam tu nikogo, bo sam nie mogę rzucić kamieniem. To naturalne, że skoro nikt nam nie pokazywał alternatyw widzimy tylko dostępne opcje. Skąd masz wiedzieć, jak smakuje pomarańcza, skoro jadłeś tylko zafarbowaną kulę skrystalizowanych pestycydów.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ale wiecie, sądzę, że chyba wypracowałem przynajmniej podstawy dla chociażby częściowego wyleczenia się z tego raka toczącego życie każdego z nas. I wygląda mi na to, że najprostsze rozwiązania w rzeczy samej są najlepsze. Wspominałem o błędach i sukcesach tego świata. Jak odróżnić jedne od drugich? MYŚLĄC KURWA, A CZEGO ŻEŚ SIĘ SPODZIEWAŁ. Większość naszych postaw opiera się na aksjomatach przyswojonych dawno temu w wyniku jakichśtam okoliczości. Coś jak śmieciarka. A może chcesz mieć swoje poglądy? To je sobie weź. Zweryfikuj i zakwestionuj wszystko, co masz w czerepie. Walcz, by wyrzucić z siebie całe syntetyczne "słyszałem, że" i "powszechnie wiadomo, że". Ludzie to idioci i przeważająca większość tego, co rozkminili jest do roztrzaskania o kant chuja. Nie można niczego, co wyszło z ust tych śmieci przyjąć bezkrytycznie. Pamiętaj, że robiąc tak wierzysz komuś, kogo zadowala oferta programów na tvn.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie jesteśmy wszyscy wyjątkowi, nikt o zdrowych zmysłach nie powinien tak o sobie myśleć, ale ilość kombinacji cech jest spora i to fest. Jeżeli twoja kombinacja nie uczyniła cię bezmyślnym, bezwartościowym chujem to może bądź łaskaw to udowodnić i dopasuj swoje życie, poglądy i wszystko do tego, kim się urodziłeś. Egzystencja każdej jednostki jest w ogólnym rozrachunku bezcelowa i ulotna, więc jedyne, co możemy wartościowego sobie zapewnić to subiektywne wrażenia. Ale prawdziwie subiektywne, priorytety wyniesione z domu/podwórka/czatu są do chuja.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Istnieją ludzie, którzy wyzwolili się z ucywilizowania o wiele bardziej niż inni. Mało tego, przekazują innym jak to jest i z tego wynika ich pozycja. Są to artyści. "Sztuka jest arystokratyczna do szpiku kości, jak książę krwi. Jest zaprzeczeniem równości i uwielbieniem wyższości.". Umiesz coś tworzyć? Kocham cię. Rób to, zajrzyj jak najgłębiej do swojego serca i zrób sztukę z tego, co tam znajdziesz. Z niczego innego, wszystko inne to konserwanty, ulepszacze i aromaty identyczne z naturalnym na które nie ma miejsca na stole arystokraty. Bez tego twoja twórczość będzie jak opatrunek na moją duszę.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jeżeli jednak jesteś dyletantem jak ja, obcuj z arystokracją w formie sztuki jak najczęściej. W ten sposób sporo tej doskonałości i czystości, z jaką obcują artyści spłynie i na ciebie. Jest tylko jedno kryterium, według którego można oddzielić syntetyczny, pośledni produkt który lepiej zostawić dla niewykwalifikowanych mas od dzieła tak wyższego, że aż nieludzkiego. To jest to, o czym mówiłem- musi być to prosto z serca. Łatwo to ocenić, używając również serca i tylko tego.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Należy jednak być realistą. Warstwa kału oblepiającego nas jest za gruba. Nawet odsłuchanie całej muzyki i przeczytanie wszystkich książek tego nie zmieni. Warto walczyć, by zdobyć chociaż kilka okruchów rzeczy prawdziwie pięknych i to pięknych zupełnie subiektywnie, ale stuprocentową transcendencję oddaliśmy za chipsy i fajne dzwonki za 1,22 zł. To nie walka o końskie zdrowie, lecz raczej o zostawienie chociaż kikuta lewej ręki. Albo prawej, jak jesteś praworęczny.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A najbardziej boli mnie to, jak bardzo jestem przeżarty chujstwem i że pewnie wszystko to, co tu napisałem to i tak pełne cywilizacji i kultury masowej gówno.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mit dem Kopf durch die Wand. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-3946190133086157319?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/3946190133086157319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/03/wriggle-like-fucking-eel.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3946190133086157319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3946190133086157319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/03/wriggle-like-fucking-eel.html' title='Wriggle like a fucking eel!'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-9156713377353675539</id><published>2011-02-23T16:41:00.003+01:00</published><updated>2011-02-23T17:21:37.270+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MROCZNY PAN NADSZEDŁ BY UMIEŚCIĆ NA TWEJ TWARZY SWÓJ CZARNY EJAKULAT'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mistrzowie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rymy częstochowskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demotywatory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komixxy'/><title type='text'>Sit me down with Ezra Pound</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" &gt;Nie wiem czy zauważyliście, ale w poezji pojawił się nowy nurt- mroczna poezja zafascynowanej metalem młodzieży. Chodzi o te krótkie (białe bądź naszpikowane rymami częstochowskimi) wierszyki publikowane gdzie się da, pełne egzaltowanych określeń rodem z tłumaczeń tekstów jakiegoś Blind Guardian i pozbawione jakiejkolwiek wartości. Sądzę, że każdy z was spotkał się z przynajmniej kilkoma dziełami, a może i nawet tworzył własne? Ja jestem pod wrażeniem znalezionej zupełnie przypadkowo próbki poezji tego typu:&lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" &gt;&lt;div style="font-style: italic; "&gt;My, zaplątani w niemoc,&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: italic; "&gt;znów nie wypełniliśmy się.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: italic; "&gt;Nie wypełniliśmy się dniem...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-style: italic; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Postanowiłem więc tylko i wyłącznie dla waszej przyjemności stworzyć coś w tym klimacie. Oto kilka z moich wierszy, w całości spod mojej ręki, acz starannie według wytycznych gatunku.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"SPASSMACHEN DUNKELHEIT"&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Stare, brudne szmaty&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;W mrocznym, odległym zamczysku&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Mamo, wyczyść mi glany&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;-----------------------------------&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"ZAKŁAMANY BÓG"&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Więc powstańcie&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Więc sprzeciwcie się&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Sprzeciwcie się zbrodniarzom&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;W czarnych szatach&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Skończył się czas milczenia&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Powstańcie&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I walczcie z zakłamaniem i hipokryzją&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Sprzeciwcie się&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I przerwijcie księdzu na religii&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Pytaniem o Wielki Kamień&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal; "&gt;&lt;i&gt;-----------------------------------&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"MROCZNA WATAHA"&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Jesteśmy mroczną watahą białych &lt;/i&gt;&lt;i&gt;wilków&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I zdecydowanie pędzimy ku Przeznaczeniu&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Nic nas tutaj nie powstrzyma&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Bo techniawa to szit&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Nie to co Linkin Park&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal; "&gt;&lt;i&gt;-----------------------------------&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"CZAS ZWĄTPIENIA"&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Zabija mnie oczekiwanie&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;To tak bardzo boli&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Kiedy poznam odpowiedź?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Czy kiedykolwiek się dowiem?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Czy prawda dotrze do mych uszu?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Czy koszulki Slayera są na rockmetalshop.pl za 39,99?&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal; "&gt;&lt;i&gt;-----------------------------------&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"BEZMYŚLNY TŁUM"&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Wy śmiejecie się ze mnie, bo jestem inny&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;A ja się śmieję z was, bo jesteście tacy sami&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;To znaczy nie macie kostek z naszywką Metalliki&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Tak jak moi kumple&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal; "&gt;&lt;i&gt;-----------------------------------&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"TEN, KTÓRY PRZYCHODZI"&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I nadejdzie On&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Nadejdzie Ten, Który Przychodzi&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I zaprowadzi pożogę&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I zaprowadzi ból&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I zasieje zniszczenie, i łzy&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;A imię jego strasznym&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I niewypowiedzianym&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Jego imię&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;To &lt;/i&gt;&lt;i&gt;Grzybica Kutasa&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: normal; "&gt;&lt;i&gt;-----------------------------------&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"THIS SYSTEM"&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;This system is being a slavery&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;It is giving me pains&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;I hit the wall with my boots&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;Because I is knowing truth&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;From lyrics of System of a Down&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dziękuję, mam nadzieję że podobała wam się ta wycieczka w mroczny, zbuntowany świat. Jeżeli reakcje będą pozytywne, pomyślę o wydaniu tomiku poezji.&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-9156713377353675539?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/9156713377353675539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/02/sit-me-down-with-ezra-pound.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/9156713377353675539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/9156713377353675539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/02/sit-me-down-with-ezra-pound.html' title='Sit me down with Ezra Pound'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-3748347026471159800</id><published>2011-01-23T23:47:00.012+01:00</published><updated>2011-01-24T00:00:09.195+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ateizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demotywatory'/><title type='text'>This is the weeping song, but I won't be weeping long</title><content type='html'>Ostatnio z zupełnych głupot czytając denne newsy na onecie (mieszkaniec Rumunii żyje 14 lat z nożem do cięcia ostryg w oku) natrafiłem na umieszczoną na prawo od newsa rubrykę „Na blogach”. Tytuł reklamowanej tam notki zaciekawił mnie (ale nie na tyle, żebym go teraz pamiętał), toteż zdecydowałem się rzucić okiem na całego bloga. Jego adresu nie podam bo nie wiem po co mam robić reklamę czemuś, co jest jednym z wielu, wielu przedsięwzięć tego typu, nie różniących się niczym od siebie.&lt;br /&gt;Przedsięwzięciem jest prowadzenie ateistycznego bloga, w którym będzie się wytykać wszelakie grzechy kościoła z domieszką udowadniania, że Boga nie ma (a będą to czytać tylko i wyłącznie ludzie o takich samych poglądach i radować się, że ktoś podziela ich rewolucyjne rozkminy). Oczywiście nie mogło z tego wyjść nic innego niż papka dla studentolewicowców w arafatkach czytających joemonstera, ale o tym za chwilę.&lt;br /&gt;Czym prędzej zapisałem moje znalezisko w firefoxowych zakładkach...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTywMeFe4JI/AAAAAAAAAEw/bgGuHfkdbRU/s1600/1.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 318px; height: 39px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTywMeFe4JI/AAAAAAAAAEw/bgGuHfkdbRU/s320/1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565516967804067986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;… i zacząłem przeszukiwać poszczególne artykuły w poszukiwaniu „kwiatków”.&lt;br /&gt;(wybaczcie rozmiar screenów wymagający wzroku lepszego niż jak do zobaczenia pussy tej babki w Nagim Instynkcie, ale jak klikniecie to będzie lepiej widać)&lt;br /&gt;Zacznijmy od komunikatu umieszczonego pod bannerem bloga:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTywgGXNpuI/AAAAAAAAAFA/QyJzEPUqjTQ/s1600/2.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 21px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTywgGXNpuI/AAAAAAAAAFA/QyJzEPUqjTQ/s400/2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565517305033369314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zauważyliście że każdy, kto próbuje „zmuszać do myślenia” powinien spróbować tego z samym sobą? Znaleźli sobie kurwa misję, to bardzo rozważne i pożyteczne „zmuszać do myślenia” tych którzy albo myślą inaczej, albo (w większości) wcale nie mają na to ochoty. Takie same cele mają gimnazjaliści z pentagramami na kostkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jedziemy z notkami:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTywn94umNI/AAAAAAAAAFI/xqwX4jsWDIk/s1600/3.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 66px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTywn94umNI/AAAAAAAAAFI/xqwX4jsWDIk/s400/3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565517440196974802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zacznę od jednego z moich ulubionych, który jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju. Skąd ten kmiot może mieć o tym kurwa pojęcie? Mi to przypomina trochę fragment „Dywizjonu 303” o Niemcach którzy się śmiali bombardując Londyn i dopiero jak Polacy ich rozjebali uśmiech zszedł z ich twarzy. A przynajmniej coś takiego zobaczył autor tejże książki jak go fantazja kiedyś za bardzo poniosła. Tego klienta za bardzo poniósł racjonalizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTyw2sit11I/AAAAAAAAAFQ/I8F4JE0PYyM/s1600/4.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 62px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTyw2sit11I/AAAAAAAAAFQ/I8F4JE0PYyM/s400/4.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565517693239285586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina"&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Toteż wypierdalać mi z takim argumentem&lt;br /&gt;(na cytowanych na blogu klerykalnych blogach też pojawiają się tego typu chwyty ale zniżanie się do poziomu przeciwnika w dyskusji chyba nie jest fortunnym pomysłem, prawda?)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTyxAiOaZgI/AAAAAAAAAFY/TuSdbRiHgEA/s1600/5.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 51px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTyxAiOaZgI/AAAAAAAAAFY/TuSdbRiHgEA/s400/5.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565517862268462594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To może i nie jest takie głupie ale serio, jak można w 2010 roku pisać coś takiego pogrubioną czcionką i uważać to za oświeconą myśl? Może przejdziemy do przykładu z wszechmocą Boga i kamieniem?&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTyxPiicuiI/AAAAAAAAAFg/UBvGMlMpbVk/s1600/6.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 64px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTyxPiicuiI/AAAAAAAAAFg/UBvGMlMpbVk/s400/6.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565518120050539042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A chuj cię to obchodzi? Przecież to nie jest twój cyrk. W Indonezji za masturbację ucinają głowę, ale ze względu na to że tam nie mieszkam podczas walenia konia nie obawiam się dekapitacji ani zasadniczo mało mnie to obchodzi, mogę najwyżej współczuć tamtejszym onanistom. Nieco dziwne by było napinanie się, że robię coś, za co by mi upierdolili łeb na drugim końcu świata, nie uważasz?&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTyxaGqZgfI/AAAAAAAAAFo/4jOrbQv4kiQ/s1600/7.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 61px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTyxaGqZgfI/AAAAAAAAAFo/4jOrbQv4kiQ/s400/7.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565518301546250738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Boga nie ma i ja to wiem bo jestem racjonalista, ale za to szczerze wierzę że wszyscy mnie nienawidzą za ateizm i nie dam sobie wmówić, że jest inaczej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie, bo nie chce mi się już robić screenów a to są tylko przykłady przecież i nie o tym jest notka.&lt;br /&gt;Już pominę to że ateizm ma sporo błędów z „udowodnij mi że nie ma czegoś co może leży sobie za rogiem ale jednak leży” na czele. Nie zamierzam też bronić katolicyzmu- sam mam dosyć negatywne uczucia co do tej religii (jak i do większości innych) i gdybym miał robić notkę o chujowej krytyce chrześcijan na kogokolwiek innego to chyba bym musiał założyć bloga (eheheheheh) no i bronienie przed tak potężną krytyką jak zmuszanie do myślenia niestworzonymi historiami o księżach wyszydzających czyjeś dziewictwo to jak depilacja owłosienia łonowego miotaczem ognia Flammenwerfer 41. Zwłaszcza, gdy ww. owłosienie to seksowny paseczek.&lt;br /&gt;Chodzi mi raczej o pewną różnicę w podejściu katolików do katolicyzmu a ateistów do ateizmu. Bo jest różnica. Jedni głęboko wierzą w Trójcę Świętą i odprawiają rytuały na jej cześć, a drudzy równie głęboko wierzą w to, że są bardzo mądrzy, nowocześni i oświeceni i odprawiają rytuały na cześć tego faktu. Tzn faktu że w to wierzą, nie faktu że tak jest (bo tak nie jest).&lt;br /&gt;Poza tym że ma żadnych różnic. I właśnie chodzi o tę jedną różnicę, bo jest ona wyjątkiem który potwierdza regułę.&lt;br /&gt;Pamiętacie notkę w której w sposób dogłębnie żałosny rozstawałem się ze swoją wiarą? Napisałem tam rzecz która nie była tak zupełnie hopeless, mianowicie że są ludzie który mają potrzebę żeby w coś wierzyć i to czcić. Wojujący ateiści również należą do nich. W swoim podejściu nie różnią się niczym od tych, których uważają za zacofanych i potrzebujących zmuszenia do myślenia.&lt;br /&gt;Blog, który omawiałem jest zupełnie pozbawiony sensu. Nie zmieni niczyjego zdania w sprawach wiary czy Kościoła. Ci, którzy się zgadzają z autorem naprawdę nie mają po chuj tego czytać, bo albo są pewnych rzeczy świadomi od dawna (chyba że ktoś ma naprawdę fest ciśnienie żeby się dowiedzieć że Leon Knabit napisał że ateiści są głupi i przeczytać komentarz w którym jest u-do-wod-nio-ne że to nie w porządku). Cały ten blog to wielki festiwal masturbacji, autor szczytuje dzięki temu że dochodzi do najprostszych na świecie wniosków a czytelnicy przelewają litry ejakulatu nad faktem że myślą tak samo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie że ja jako autor tego bloga robię dokładnie to samo, ale nikt chyba nie myślał, że to polega na czymkolwiek innym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I właśnie o to mi chodzi. Są różne mniej lub bardziej kretyńskie rozkminy a ateizm nie jest przecież najgłupszą rzeczą jaką dało się wymyślić, ale jeżeli ktoś mi go wciska jako wyjątkowo oświecony pogląd i związane z nim wnioski jako takie, na które mało kto może wpaść (wyłączam to o szyderczym uśmiechu księdza bo to naprawdę wybiega o dekady przed obecny stan wiedzy) to robię się lekko wkurwiony bo patrząc często w lustro widzę przykłady fałszywego przeświadczenia o byciu wyjątkowym w wystarczającej ilości, by mieć tego po dziurki w nosie na przykład podczas przeglądania debilnych niusów na onecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;You are not a beautiful and unique snowflake. You are the same decaying organic matter as everyone else, and we are all part of the same compost pile.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(widzicie? Posłużyłem się rekordowo popularnym wśród alternatywnej młodzieży cytatem. Ten cytat ma pewną moc: każdy debil, który go wklei w przeświadczeniu, że przekazując go robi coś wyjątkowego i to wcale nie do niego za góra 5 lat będzie wyśmiewał to, jaki był młody i głupi. Czas start, maggots.)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-3748347026471159800?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/3748347026471159800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/01/this-is-weeping-song-but-i-wont-be.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3748347026471159800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3748347026471159800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2011/01/this-is-weeping-song-but-i-wont-be.html' title='This is the weeping song, but I won&apos;t be weeping long'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TTywMeFe4JI/AAAAAAAAAEw/bgGuHfkdbRU/s72-c/1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-6896510578566992732</id><published>2010-12-22T21:20:00.003+01:00</published><updated>2010-12-22T21:28:12.111+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='eksperyment'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='notka ilustrowana'/><title type='text'>My confession that is waiting to be heard</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TRJeWr_LMlI/AAAAAAAAAEk/f0RijBM3Q3g/s1600/skanuj0001.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 285px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TRJeWr_LMlI/AAAAAAAAAEk/f0RijBM3Q3g/s400/skanuj0001.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5553605034359075410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;WSPIERAJ POLSKĄ GOSPODARKĘ- SPRAW SOBIE MADE IN POLAND SZALET&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko ten rodzaj szaletu spełni wszystkie twoje potrzeby:&lt;br /&gt;-Możesz do niego wrzucić co tylko chcesz&lt;br /&gt;-Będzie zawsze zadowolony bez względu na ilość przyjmowanych ekskrementów&lt;br /&gt;-Do Twojej dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w roku&lt;br /&gt;-Brak kosztów eksploatacji&lt;br /&gt;-Absolutne przywiązanie produktu do Klienta&lt;br /&gt;-Absolutne przekonanie produktu o zajmowaniu ważnej roli w życiu Klienta&lt;br /&gt;-Stawiając na nim kloca może coś wymyślisz&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pragnie być nietypowy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niepowtarzalny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jednorazowy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I oryginalny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Nie zwykł kwestionować decyzji Klienta&lt;br /&gt;-Pamiętaj: masz prawo do własnego szaletu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;UWAGA: PRODUCENT NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA EWENTUALNE WADY MECHANIZMU SPŁUCZKI&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-6896510578566992732?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/6896510578566992732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/12/my-confession-that-is-waiting-to-be.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6896510578566992732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6896510578566992732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/12/my-confession-that-is-waiting-to-be.html' title='My confession that is waiting to be heard'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/TRJeWr_LMlI/AAAAAAAAAEk/f0RijBM3Q3g/s72-c/skanuj0001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-2983758869393809306</id><published>2010-11-07T16:00:00.003+01:00</published><updated>2010-11-28T19:06:37.951+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rymy częstochowskie'/><title type='text'>God's Magic Finger</title><content type='html'>UKOŃCZYLIŚMY POMNIK JEZUSA W ŚWIEBODZINIE&lt;br /&gt;ODMÓW MODLITWĘ I POWIEDZ TO SWOJEJ DZIEWCZYNIE&lt;br /&gt;POMYŚL O TYM JAKO O PRZYSZŁEGO URODZAJU PRZYCZYNIE&lt;br /&gt;ROBISZ POMNIK- MASZ PROFIT, TO DZIAŁA JAK W MASZYNIE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;POMNIK JEST WYŻSZY OD TEGO W RIO&lt;br /&gt;I DLATEGO POLACY TERAZ LEPIEJ ŻYJĄ&lt;br /&gt;JEBNIJCIE TERAZ POMNIK Z MARYJĄ&lt;br /&gt;Z KURWA JESZCZE PLATYNOWĄ SZYJĄ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LEĆCIE NA SŁOŃCE PO PLAZMĘ NA AUREOLĘ&lt;br /&gt;TO BĘDZIE CHWALEBNE, O JA PIERDOLĘ&lt;br /&gt;ŻYCIE W POLSCE BĘDZIE TAKIE WESOŁE&lt;br /&gt;WSZYSTKO BĘDZIE ZA FREE W MARKETACH SIECI SPOŁEM&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SIATKOBETONU METRÓW TRZYDZIEŚCI SZEŚĆ&lt;br /&gt;I KAŻDE DZIECKO BĘDZIE MIAŁO CO JEŚĆ&lt;br /&gt;I ZUPEŁNIE BEZTROSKIE ŻYCIE WIEŚĆ&lt;br /&gt;BO JEST ZŁOTA KORONA NA CHRYSTUSA CZEŚĆ&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;JOŁ.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-2983758869393809306?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/2983758869393809306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/11/gods-magic-finger.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/2983758869393809306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/2983758869393809306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/11/gods-magic-finger.html' title='God&apos;s Magic Finger'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-6392741351452780569</id><published>2010-11-04T23:36:00.000+01:00</published><updated>2010-11-04T23:37:10.549+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jp'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='popkultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demotywatory'/><title type='text'>Hardkor JP. Ogień JP.</title><content type='html'>Nie da się ukryć, że tego blogaska czyta w przeważającej większości młodzież. Dlatego też nie sądzę, bym był zobligowany zaznajamiać Was z „ideologią” związaną ze skrótem JP, a także zespołem wykonującym muzykę związaną z kulturą hip-hop o nazwie Firma.&lt;br /&gt;Roman Bosski jest dla mnie postacią trafiającą do jeszcze szerszej grupy odbiorców niż nawet Marilyn Manson, bo jego to nienawidzą, kochają albo uważają go za kolejny śmieć popkultury, którym nie należy się przejmować, natomiast Bosski zawsze wzbudza wielkie, przeważnie pozytywne emocje. Ci mniej inteligentni go uwielbiają, ci bardziej mają wielką radochę ze wszystkiego, czego się dotknie, a mała garstka tych pomiędzy robi o jego zespole smutne demotywatory i pisze &lt;a href="http://pokazywarka.pl/jp/"&gt;takie&lt;/a&gt; popłuczyny. W każdym razie w absolutnie każdym wypadku ma miejsce jakaś reakcja, zwykle polegająca na powiedzeniu kumplowi co to za dekle albo że w teledysku do „Reprezentuję JP” cała ekipa ma takie same szorty. Nie, nie będzie że jestem ałtsajder jak nastoletnim fanom Kurta Cobaina do intelektu bo sam tak robię, dlatego że naprawdę mnie to bawi. Tak, pomaga się w ten sposób nabijać Bosskiemu kasę ale jakoś... nie jest mi przykro.&lt;br /&gt;Nie identyfikuję się z JP i nie odnajduję w twórczości Firmy zbyt wiele dla mnie, natomiast Romana Bosskiego uważam za człowieka o naprawdę naprawdę dobrym łbie do marketingu. Wymyślił hasło które jest wręcz zajebiście chwytliwe bo dla tych, którzy mają się z nim utożsamiać jest dokładnie tak proste i bezpośrednie jak być powinno, natomiast ci, którzy wolą stroić sobie żarty mają ogromne pole do popisu, kilkakrotnie większe niż w przypadku CHWDP. Nie tylko nagrał miliard kawałków o tym, co nie było trudne ze względu na wspomnianą chwytliwość sloganu, ale jeszcze zaczął sprzedawać ciuchy po naprawdę słonych cenach (i zrobił z „Jebać Policję” „Jestem Porządny” gdy przyszło do zarejestrowania firmy i tych spraw). Oczywiście kilka osób się zorientowało, na jakim poziomie jest target tego wszystkiego i zaczęło sprzedawać ciuchy z tak bardzo rozpoznawalnym logo JP nie bardzo pytając się Bosskiego o zgodę. Odpowiedź na to była naprawdę świetnie wymyślona, bo zamiast straszyć bagietą jak Microsoft i tym samym stając się tymi, którzy ścigają czyli to samo co policja, którą to zaleca się jebać, Bosski usiadł przed kamerą i zaczął nawijać że trzeba być porządnym i tylko kurwy robią i noszą podróbki. Czyli mówienie do ludzi o silnej potrzebie przynależności że trzeba być razem w walce z przeciwnikiem. Czy tak totalnie podziałało to nie mam pojęcia, wiem że w mojej szkole można niekiedy zobaczyć jednego z najgłupszych dresiarzy w butach z targu, spodniach po tacie i eleganckiej ometkowanej koszulce z jpsklepu za jakieś 9 dych.&lt;br /&gt;Chodzi mi po prostu o to, że moim zdaniem Roman Bosski wcale nie jest kompletnym kretynem. Moim zdaniem jest cholernie sprytnym i zaradnym człowiekiem, który od małego żyje w pewnym środowisku, dzięki czemu poznał je dogłębnie i doskonale wie, co się w nim sprzedaje. Oczywiście, to wszystko jest kosztem idiotów (ale to jest akurat okej, nie tylko z jego perspektywy) i szczytem hipokryzji, niemniej zasady proponowane przez JP i tak są nie do zaakceptowania dla inteligentnego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak na zakończenie, piszę ten tekst bo wkurwia mnie pokolenie demotywatorów czujące się tak wywyższone i zdystansowane wobec takiego motłochu nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że są po tej samej stronie barykady.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-6392741351452780569?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/6392741351452780569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/11/hardkor-jp-ogien-jp.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6392741351452780569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6392741351452780569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/11/hardkor-jp-ogien-jp.html' title='Hardkor JP. Ogień JP.'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-5691419934604798267</id><published>2010-09-02T17:50:00.000+02:00</published><updated>2010-09-02T17:52:09.764+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prostactwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='moda'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polska'/><title type='text'>Dressed In Black</title><content type='html'>Jako prawdziwie chłodny zdystansowany hejter mogę, a nawet powinienem co jakiś czas ponarzekać na swoim blogu. W swojej oryginalności i niezależności nie będę jednak rzucał błotem na rzeczy których wady każdy zbuntowany nastolatek musi bezlitośnie wytykać gdzie tylko się da, typu Kościół, system, dresiarze, czy też pijący w przypadku blogów niepijących, bądź niepijący w przypadku blogów pijących. Bo w takich kwestiach niewiele odkrywczego można powiedzieć, a już na pewno nie będąc nastolatkiem o za dużym mniemaniu o sobie.&lt;br /&gt;To, co mnie wkurwia i o czym Wam opowiem jest o wiele mniej podniosłe i kontrowersyjne. Porozmawiamy o... ubraniach. O ubraniach, które nosi polskie społeczeństwo. Mało kosmopolityczny sposób podziału ale cóż, to, że się z jakimiś podziałami nie zgadzam nie oznacza, że one nie istnieją i że nie wbijają mi się w poślady ze straszną siłą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie nie będę mówił o płci pięknej, bo poza jakimiś rażącymi wyjątkami w stylu popularnej kiedyś turystki: &lt;a href="http://obczaj.net/pl/57488"&gt;http://obczaj.net/pl/57488&lt;/a&gt; czy rzeszy klientek typu plecak kostka, jedna koszulka z metaliki na zmianę z męską bluzą z metaliki i glany przez 13 miesięcy w roku Polki ubierają się ładnie. Szczególnie, że nawet jeżeli podąża się za trendami mam wrażenie, że współczesna moda wcale nie odbiera nikomu kobiecości i wdzięku.&lt;br /&gt;Ale mężczyźni?&lt;br /&gt;Tak, wiem, chłop ma być chłop, a nie baba, chłop to ma robić a nie się stroić i w ogóle spierdalaj z tego bloga rąbać drzewo.&lt;br /&gt;Bo w zamku będzie zimno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak istnieje pewna prawda, która w Polsce niestety nie jest zbyt rozpowszechniona: jeżeli nie potrafisz zadbać o siebie i się ubrać to to nie jest męskość, tylko prostactwo.&lt;br /&gt;Rozumiem, że za komuny jak się zdobyło pasujące na siebie ciuchy to po prostu luksus, że niektórzy zakładają do roboty byle co bo i tak się usyfią. Ale w cywilizowanym, kapitalistycznym kraju gdzie sklepów z ciuchami jest tak co najmniej od chuja nie wiem, naprawdę, nie wiem, jak można nie potrafić się ubrać.&lt;br /&gt;Owszem, ja swojemu wyglądowi poświęcam nieco więcej czasu i uwagi niż nawet ci bardziej dbający o siebie, i niejednokrotnie mogę powiedzieć, że mój wygląd nieco się wyróżnia, ale nie każę każdemu być modowym królem awangardy. Można wyglądać zadbanie, a nie pedalsko, czy jak to tam się mówi, nie znam się.&lt;br /&gt;Najważniejsza jest wygoda?&lt;br /&gt;No ciekawe czy jest Ci wygodnie kiedy wyglądasz jak kurwa pajac zakładając na miasto dresowe spodnie w których człowiek cywilizowany uprawia sport. Entuzjastom tego typu ubioru polecam rzeczy typu:&lt;a href="http://www.promowork.pl/4daction/PROMOWORK_produkt/?vK1=90&amp;amp;vID=9853"&gt; http://www.promowork.pl/4daction/PROMOWORK_produkt/?vK1=90&amp;amp;vID=9853 &lt;/a&gt;-ludzie po 8 godzin kopią w takich rowy, więc musi być zajebiście wygodnie, no i ta oszczędność czasu- zakładasz tylko jeden ciuch na cały dzień!&lt;br /&gt;Wbrew pozorom, da się ubierać równocześnie wygodnie, neutralnie i porządnie. Jeżeli kupisz porządne dżinsy i gładką koszulę (gładką i nie piętnuję tutaj moich ukochanych prążków, tylko jak widzę w New Yorkerze koszule ze srebrzystymi nadrukami to łzy aż mi się cisną do oczu), a do tego nawet i niech będą trampki na pewno nie będziesz wyglądał ani na nastoletniego buntownika, ani na niezależnego i zdystansowanego rodem z galerii handlowej (o tych za chwilę), ani na pedała, ale za to na człowieka który w pożarze domu stracił wszystkie ciuchy oprócz trzech zupełnie przypadkowych- ani trochę.&lt;br /&gt;Boli mnie też to, że jeżeli już ktoś ma większą świadomość w kwestii mody niż wyciągnięcie z szafy trzech przypadkowych rzeczy kupionych przez mamę/żonę, albo wkręca sobie że jest taki wyjątkowy i niezależny, albo że taki wyluzowany. Efekt?&lt;br /&gt;Moje ukochane zbuntowane dzieci eksponujące swoje outsiderskie podejście do świata obrzydliwymi zielonymi kostkami których schodzi co roku chyba kilka tysięcy, tak, są tysiące jedynych w swoim rodzaju, jeszcze bardziej ukochani indie, którzy są tak bardzo niezależni bo tak czasem mówili na ich ulubione zespoły (zanim stały się sławne) i zdystansowani, co eksponują przez noszenie kapeluszy do koszul w kratę i pantoflopodobnych butów do marynarek, przy czym też wszyscy wyglądają total identycznie, skejci, którzy łączą luz z dystansem do świata wydając kurwa setki złotych w celu uzyskania niepowtarzalnego efektu tworzonego przez założenie niebiesko-zielonych butów do deski do fioletowej koszulki z nadrukiem przedstawiającym... logo jej producenta (widzieliście kiedyś marynarkę z wielkim napisem ARMANI na plecach? Czy wiecie, dlaczego nie?) i w końcu prawdziwi amanci, których romantyzm wyraża się poprzez wspomniane już koszule z nadrukami z New Yorkera i piłkarskie najki w kolorze złota.&lt;br /&gt;Podsumowując, same pajace wyglądające tak, jak wyglądają tylko dlatego że zdecydowały się na znalezienie akceptacji w środowisku, gdzie wyglądają tak, a nie inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieją pewne zasady odnośnie stroju, które zapewne zostały wymyślone metodą prób i błędów. Chodzi mi na przykład o słynne białe skarpetki do sandałów, czy mniej piętnowane, lecz równie wieśniackie połączenia, jak sportowe skarpetki do butów wizytowych, czy z bardziej młodzieżowych klimatów- kapelusz do chujwieczego, czytaj zwykła kurtka czy bluza z kapturem. Bo to pokazuje taki luzacki stosunek do świata, założyć coś co nie pasuje do reszty. A mnie krew nagła zalewa, gdy profanuje się tak wykwintną część garderoby, jak kapelusz (czuję się niekiedy źle nosząc kapelusz do samej koszuli, dla kapeluszy kupiłem buty wizytowe).&lt;br /&gt;Ci, którzy mnie znają wiedzą, że zdarza mi się nieco nagiąć te zasady, ale to dlatego, że uważam przesadną powagę we wszystkich dziedzinach życia za zbędną. I jakimś sposobem gdy wymyślę coś szurniętego, na ten sam pomysł nie wpada połowa klienteli najbliższego centrum handlowego ani nie promuje tego H&amp;amp;M.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdarzało mi się być w „cywilizacji”, czyli w stolicach dwóch znaczących europejskich państw. I tam, wierzcie mi lub nie, po większości mężczyzn widać, że poświęcili przynajmniej odrobinę czasu przy wyborze odpowiedniego ubrania w sklepie i potem jeszcze mniejszą odrobinę przy doborze ubrań już w szafie, żeby poszczególne elementy stroju pasowały do siebie. I jakimś sposobem po ulicach nie chodzą sami cudacy ani pedały, tylko normalni faceci nie kojarzący się z wspomnianym już pożarem.&lt;br /&gt;Wygląda na to, że stosunek do mody jest jakimś wyznacznikiem poziomu cywilizacji. Przy czym niektórzy nie wyglądają jak jaskiniowcy tylko dlatego, że łatwiej o mamę która przejdzie się do Croppa niż o skórę mamuta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takich osobach śmieszne są dwie rzeczy. Po pierwsze, zaciekłość, z jaką bronią swoich ubiorowych ideałów. Dopiero kiedy takiemu zwrócisz uwagę, staje przed tobą prawdziwy znawca mody który powie, że to przecież całkiem porządne spodnie są, a tym butom przecież nic nie ma! Tak, te dżinsy się dobrze trzymają, nawet aż tak ujebane bo chodzisz w nich trzeci tydzień, a tym butom nic by nie było gdybyś grał w nich w piłkę nożną jak normalni ludzie a nie nosił ich do spodni, które ze sportem nie mają za wiele wspólnego.&lt;br /&gt;Wbrew pozorom, do napisania tej notki nie zainspirował mnie ten rewelacyjny artykuł: http://www.viceland.com/blogs/pl/2010/06/01/13-antyprzykazan-modowych-14-w-bonusie/ , ale w przypadku tego, o czym mówię znaczące są komentarze. Ta zaciekła obrona sztruksów, argument „co za facet interesuje się modą” i jeszcze więcej wsi. Jak ktoś ma siłę na poświęcanie takiej ilości uwagi na krytykę tego artykułu spokojnie mógłby użyć swoich tak bardzo, jak widać, rozwiniętych szarych komórek na przemyślenie omawianej właśnie kwestii, czyli „w co się ubrać”.&lt;br /&gt;Druga taka rzecz to to, że cała uwaga, którą mogliby oni skierować na swój własny strój, kieruje się na strój innych. Nie ma to jak osobnik, który od tygodnia chodzi w tej samej koszulce i wytyka poszczególne części mojej garderoby, łącznie ze srebrnym pentagramem o średnicy dwóch centymetrów, który kiedyś nosiłem. Tomasz Jacyków by go od razu nie zauważył. Albo mój ojciec, od jakichś 20 lat mówiący u fryzjera „tak jak zawsze” komentujący moją fryzurę nawet kiedy ja sam nie wiem, jak wygląda bo akurat wieje lub nie chciało mi się z nią nic robić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, nie ma „ale mi jest wygodnie”, jest tylko „jestem prostak”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-5691419934604798267?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/5691419934604798267/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/09/dressed-in-black.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5691419934604798267'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5691419934604798267'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/09/dressed-in-black.html' title='Dressed In Black'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-256293688869782274</id><published>2010-08-23T19:46:00.003+02:00</published><updated>2010-08-23T19:49:08.564+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cywilizacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='system'/><title type='text'>Mr. Wonderful</title><content type='html'>Może trudno w to uwierzyć, ale stwierdziłem, że powinienem być nieco skromniejszy. Nie, nie wyzbędę się pogardy do instytucji gimnazjum i wszystkich osób z nią związanych, ale muszę przyznać, że jestem już zmęczony. Zmęczony patrzeniem na wszystko przez pryzmat swojej osoby, co by się nie stało muszę rozkminić, jak JA w tej sytuacji wyglądam, jak wyglądałbym gdybym był w nią zamieszany bądź jak wygląda MOJA reakcja na nią. Zwłaszcza, że chuj mi z tego, a od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że przez to coś tracę. No i wszystko wskazuje na to że jestem jednak za mało fajny, by sobie móc pozwolić na takie myślenie. Innymi słowy, są ciekawsze rzeczy i osoby do potraktowania jako punkt odniesienia.&lt;br /&gt;Jestem też zmęczony innymi rzeczami. Moje ciało jest całe obolałe. Rozdrapałem ponad połowę wszystkich śladów po ukąszeniach komarów, nie potrafię porządnie wyciąć skórek przy paznokciach, przez co krew leje się strumieniami, dziś w nocy posiałem gdzieś moją poduszkę więc spałem w jakiejś kosmicznej pozycji i teraz nie mogę skręcać głowy w prawo.&lt;br /&gt;Absolutnie wszystko, czego się nie dotknę się rozpierdala, dwa miesiące po skończeniu się gwarancji na laptopa chuj strzelił dysk twardy, przejechałem samochodzikiem buggy swoją własną komórkę która mi wypadła z kieszeni (po 15 minutach zaczęła znowu działać ale wygląda cokolwiek nieelegancko), urwałem kabel od słuchawek i nie da się go wymienić, jedna z bliższych mi osób nie zdążyła na kurwa jedyny możliwy pociąg do mnie, a kiedy w impulsie nastoletniego buntu postanowiłem uciec na dzień, dwa od rodziców, po prostu nie przyjechał mi pierdolony autobus.&lt;br /&gt;W związku z tymi, jak i wieloma innymi sprawami postanowiłem zmienić swoją taktykę życiową- koniec pierdolenia systemu, porządku i ładu, koniec wkręcania sobie, że można mieć wpływ na świat. Jestem na to za cienki i tak po namyśle to nie chce mi się, dlatego nie chcę od swojego dorosłego życia nic więcej od spokoju i dostatku materialnego, bym mógł do woli spełniać swoje zachcianki i nikt mi się w nie zanadto nie wpierdalał. Może uda mi się wpisać w karty historii czymś w stylu „najlepszy pedikiurzysta w historii Czelabińska” ale tak sub specie aeternitatis* czy bycie tak powiedzmy 50 prezydentem USA jest dużo bardziej znaczące? Szczególnie, jak jeżeli jednak jestem jakimś przyszłym nieśmiertelnym jak Elvis Presley to i tak zostanę prędzej czy później zauważony.&lt;br /&gt;Podsumowując mój wywód który traci na logiczności w oczach, lepiej jest być gówno wartym i mieć sporo kasy na wszystko niż być gówno wartym z wielkim napisem NO FUTURE na kurtce, brakiem funduszy na napój winopodobny i przeświadczeniem, że jest w tym jakaś misja!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, w końcu, mam być skromniejszy, więc dosyć o mnie. Porozmawiajmy o was. O Tobie, świecie. Jak bardzo jesteś wkurwiający. IRA gra i śpiewa o tym, że trochę wolniej, że świat niepotrzebnie się spieszy i wychodzi z tego żenujący utwór i to nieznajdujący odniesienia w rzeczywistości, bo ludzie mają czas na bronienie krzyża które nawet na tym blogu musi się pojawić, na zażarte dyskusje na temat mojej fryzury (niejednokrotnie słyszę jakiś komentarz o tym, jak mi się danego dnia włosy układają zanim sam zdążę to sprawdzić w lustrze) czy wymyślanie pojebanych historyjek o tym, jak ruscy rozwalili polski samolot pod Smoleńskiem.&lt;br /&gt;Nie jest to odkrywczy wniosek ale ten świat nie stoi na zbyt racjonalnych fundamentach. Niewykluczone że mój system priorytetów jest jakiś pokrzywiony ale jak można kupić karabin żeby się napierdalać za Islam, kiedy za te pieniądze spokojnie starczyłoby na wizytowe buty w stylu Al Capone?&lt;br /&gt;Dzisiaj po raz pierwszy od dwóch tygodni włączyłem telewizor. Przez pół godziny histerycznie się śmiałem zszokowany tym, co zostało mi podane na kanale MTV. Jeszcze niedawno oglądałem to, by się najzwyczajniej w świecie pośmiać, jednak tym razem nie potrafiłem czerpać z tego niczego poza głębokim smutkiem. Oto cywilizacja w której mam się odnaleźć, wyślij kod spod nakrętki i wygrać wyczesaną domówkę dla twoich friendsów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, i tak, dobrze zauważyliście, olałem serdecznie Paryż, bo ta wycieczka wcale nie była na tyle fajna, nikt tego nie czyta a i moja chęć do pisania wypocin o tym już zupełnie zniknęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*tak, skopiowałem to z google, nie musicie mi tego wytykać w komentarzach&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-256293688869782274?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/256293688869782274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/08/mr-wonderful.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/256293688869782274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/256293688869782274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/08/mr-wonderful.html' title='Mr. Wonderful'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-4030364685346450967</id><published>2010-06-28T23:51:00.002+02:00</published><updated>2010-06-29T00:02:22.356+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Paryża'/><title type='text'>C'est lÀ que les avis se separent (część 2)</title><content type='html'>Spod Akademii Jedi zaprowadzono nas na jakiś nowoczesny most, którego to nowoczesność polegała na tym, że nie był prosty ani wygięty w łuk, tylko pofalowany. Był on naszym pierwszym ciekawym miejscem do zdjęć i miejscem spotkania się z Przewodnikiem. Przewodnik okazał się być całkiem młody, sympatyczny w sumie i ubrany w zbyt obcisłe w okolicach lędźwi rurki, a także rozpinany sweterek z kapturem. Jak myślicie, jaki przydomek zyskał wśród uczestników wycieczki? Podpowiadam, że jest związany z budową najpopularniejszego jednośladu napędzanego siłą mięśni.&lt;br /&gt;Już pod egidą Przewodnika, po przekazaniu nam kilku ciekawostek na temat tego, co widzieliśmy z ww. mostu, a także podstawowych instrukcji („trzymamy się zawsze razem, nikt się nie oddala”) zaczęliśmy zmierzać na stację paryskiego metra. Po drodze zobaczyliśmy Palais Omnisports de Paris-Bercy, czyli jedną z bardziej znanych hal widowiskowo- sportowych w Paryżu. Wydaje się co prawda dosyć mała (może dlatego, że jej ściany są porośnięte trawą), jednak jak dowiedzieliśmy się od Przewodnika, gościły tam gwiazdy światowego formatu, m.in. ostatnio Lady Gaga. Cholera, a bym sobie poszedł. Naprawdę, akurat pod względem koncertów Gaga ma moc bardzo, a u nas to za kosmiczne kwoty i na prawie dokładnie drugim końcu kraju ode mnie.&lt;br /&gt;W każdym razie przed metrem&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img811.imageshack.us/img811/8623/zdjcie038a.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://img811.imageshack.us/img811/8623/zdjcie038a.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bilet na paryskie metro, nie jest jednak dobrem aż tak podstawowym jak w Londynie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;poinformowano nas po raz kolejny o nakazie trzymania się razem, a także o konieczności wsiadania do tego samego wagonu. Mniej więcej w tym momencie zacząłem odnosić wrażenie, że tak w sumie wywiezienie grupy młodzieży aż tak daleko tylko z opiekunami, gdzie na którego przypada koło 20 nastolatków jest pomysłem cokolwiek ryzykownym. Ja tam jestem ułożony, ale czy naprawdę dziwne by było, gdyby ktoś bardzo pierdolnięty po prostu by sobie poszedł w miasto i tyle go widzieli? Naprawdę opłaca się dać grupie różnie inteligentnych i różnie obliczalnych osób w okresie dojrzewania aż taki kredyt zaufania?&lt;br /&gt;No widocznie tak.Czas, który wszyscy poświęcali na wysłuchanie wspomnianych uwag nt bezpieczeństwa ja spożytkowałem na zorientowanie się, że bardzo zepsuła mi się fryzura przez podróż. Od razu wymyśliłem rozwiązanie- założyć kaptur. Tak oto w rurkach, czarnej bluzie z kapturem założonym na głowę i podciągniętymi rękawami i pieszczochach poziom nastoletniego buntu wyjebał pod sufity. I chyba mi się spodobało.&lt;br /&gt;Paryskie metro ma taką samą zasadę działania jak londyńskie, z tym, że jest bardziej futurystyczne i zupełnie pozbawione klimatu. Jak kibel z Niemczech. Na szczęście poruszaliśmy się nim raczej rzadko.Wysiedliśmy chyba gdzieś w okolicy dzielnicy łacińskiej. Zobaczyliśmy absolutnie zajebiste, secesyjne wejście do metra, a także pierwszy sklep nazwany „Tabac”, gdzie sprzedawano pamiątki i papierosy, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu ani ziarenka tabaki. Niemniej przez całą wycieczkę przy każdym „Tabacu” ktoś wiedzący o moim hobby musiał być zabawny i zakrzyknąć „hej Soku, patrz!”.&lt;br /&gt;Zaprowadzono nas pod Centre Georges Pompidou, czyli budynek muzeum sztuki współczesnej. Po drodze pokazano nam miejsce śmierci któregoś króla Francji, lecz niestety, zmęczenie po podróży dawało mi się we znaki i nie słuchałem za bardzo. Co prawda czułem się lepiej niż po podróży do Londynu, lecz ten dzień na pewno byłby lepszy, gdybym się chociaż minimalnie wyspał przed zwiedzaniem.&lt;br /&gt;Z wymienionych wyżej przyczyn miałem także wyjebane na fontannę Niewiniątek i jej historię.&lt;br /&gt;Wspomniany budynek bardzo mi się podobał, jak wszystko, czego konstrukcja jest na wierzchu. Naprawdę żałuję, że nie pokazano nam, co jest w środku, bo architektom udała się trudna sztuka zachęcenia mnie samym projektem tego, co na zewnątrz do spenetrowania wnętrza (niejednokrotnie tak się dzieje, ale nie z budynkami i nie dzięki architektom, hehe).&lt;br /&gt;Przed muzeum natomiast mogliśmy przelotnie zobaczyć jakąś instalację artystyczną (?) polegającą na postawieniu kilku surrealistycznych rzeźb w płyciutkim zbiorniku wodnym. Miała także miejsce dosyć ciekawa sytuacja. Otóż do kolegi podeszła jakaś kobieta, której wyglądu nie zapamiętałem i wręczyła mu gazetę. On chętnie ją przyjął myśląc, że to jakieś ichniejsze „Metro” i będzie co pokazać w domu w ramach pamiątki. Jednak kobieta zaczęła coś gadać po francusku i machać zawieszoną na szyi legitymacją, a kiedy zorientowała się że nie mamy pojęcia, o co jej chodzi użyła bardzo ważnego angielskiego słowa: „money”. To wystarczyło. Kolega oddał gazetę i odwrócił się.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img256.imageshack.us/img256/3012/zdjcie063m.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://img256.imageshack.us/img256/3012/zdjcie063m.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jakaś brama w tych okolicach, która mile połechtała moje poczucie estetyki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Przewodnik zaprezentował nam ciekawe rozwiązanie funkcjonujące w Paryżu. Chodzi o to, że co kawałek znajdują się samoobsługowe wypożyczalnie rowerów. Można wykupić tam abonament na korzystanie ze stojących tam rowerów, a następnie jeździć nimi po Paryżu. Jedynym ograniczeniem jest konieczność zgłaszania się co pół godziny do którejś z wypożyczalni w celu uniknięcia kary, są one jednak rozlokowane co ok. 300 m. Ogółem bardzo fajnie pomyślane, bo koszta są niewielkie, Paryż niebotycznie zakorkowany a i sądzę, że korzystanie z tego przez jakiś czas podreperowałoby nawet moje zwichrowane zdrowie. Oczywiście jeżeli by mi się chciało, co już jest dużo bardziej zawiłą kwestią.&lt;br /&gt;Przeprowadzono nas obok ratusza Paryża, czyli Hotel de Ville (alias Hotel DeBil, copyright niewyspane poczucie humoru Soka). Znowu nie słuchałem zbyt dokładnie, pamiętam tylko że kogoś tam obdzierali ze skóry i rozrywali końmi. W sensie kiedyś, nie na naszych oczach. A szkoda, bo miałbym kilku kandydatów na stanie się głównym bohaterem takiej atrakcji.&lt;br /&gt;Bydło zostało przegonione przez jakiś most, na którym ja wygrzebałem z torby mp4 i słuchawki, więc nie wiem, co to za most, ani co to za ogród/targ z sadzonkami, do którego zaszliśmy. Pamiętam z niego tyle, że było tam zaskakująco dużo zieleni, dobrze się słuchało How To Destroy Angels, a także przechodził człowiek z kurtce z przypinkami, sporą nadwagą, spodniami baggy, japonkami i błyszczącym się w słońcu około 20cm irokezem. W polskim gimnazjum i tak by dostał ujemne punkty z zachowania za eksponowanie przynależności do subkultury.Zaraz obok znajdował się Pałac Sprawiedliwości, pod którym Przewodnik opowiadał nam o niewielkim wzroście Ludwika XIV i jego obcasach. Ja tam do tego gościa (Przewodnika, nie Ludwika) nic nie mam, był porządnym Przewodnikiem, ale często zachodziła dysproporcja pomiędzy rzeczywistymi informacjami na temat danego miejsca a ciekawostkami z serii „chuj nas to obchodzi”.&lt;br /&gt;Kolejną atrakcją, i to jedną z bardziej kluczowych była katedra Notre-Dame. Tym razem dowiedzieliśmy się, że jedna z wieży jest 2 cm wyższa od drugiej. CNTO.&lt;br /&gt;Wypuścili nas na zwiedzanie na własną rękę. Kiedy zobaczyłem kolejkę do wejścia zakrzyknąłem, że ja to pierdolę, na szczęście dałem się namówić na ustawienie się w niej, szybciej, niż myślałem poruszającej się.&lt;br /&gt;Mniej więcej wtedy natknąłem się na nieobjętą programem, lecz istotną, przewijającą się przez cały czas atrakcję wycieczki: azjatyckie turystki. W zapewne modnych tam spódniczkach. I niekiedy leginsach bądź rajstopach. Znacie uczucie, jak po jakimś długim wysiłku w upale wreszcie możecie napić się zimnej wody? Tak właśnie czuły się moje oczy.&lt;br /&gt;Więc, hehe, owszem, widziałem od środka katedrę Notre Dame. Oczywiście przepych jak cholera, no i fajnie, że na środku katedry odbywała się msza święta, a przy ścianach hasali turyści z aparatami i oglądali ustawione tam ekspozycje. Nie ma to jak łączyć przyjemne z pożytecznym (tylko które jest które?).&lt;br /&gt;Kiedy opuściłem wnętrze katedry z wieloma beznadziejnie oświetlonymi zdjęciami w pamięci telefonu jakaś kobieta z chustą na głowie i o ciemnej karnacji zapytała mnie, czy znam angielski. Z czystej ciekawości odparłem, że owszem. Wtedy pokazała mi gęsto zapisaną pocztówkę. Zobaczyłem tylko „Dear Ladies and Gentelmen...” na początku i „money” gdzieś potem. To mi wystarczyło, powiedziałem, że nie mam pieniędzy i poszedłem sobie.Takich kobiet na placu przed katedrą, jak i w całym Paryżu jest ogrom, okazuje się, że każdej przydarzyło się to samo nieszczęście i zostały doprowadzone do tej samej ostateczności (ja bardzo szybko nauczyłem się kiwać głową na boki bez zdejmowania słuchawek już na sam ich widok). No cóż, ciekawe, kto przewodniczy Grupie Gnębicieli Kobiet O Orientalnych Rysach i Chustami Na Głowach?&lt;br /&gt;Ponownie wygrzebałem sprzęt grający z torby i zacząłem robić za zbuntowanego nastolatka trzepiącego głową do metalu (a konkretniej Toola, hehe) w słuchawkach. Od głośnej muzyki i siedzenia w kapturze w temperaturze ponad 20 stopni rozbolała mnie głowa. Ibumprom Max powinien mieć smak i to nieprzyjemny, aby ukarać mnie za beznadzieję moich poczynań.&lt;br /&gt;Nieopodal katedry znajdował się jakiś skwerek, gdzie rosło najstarsze drzewo w Paryżu. Było oldschoolowe do tego stopnia, że musieli je zabetonować w kilku miejscach, żeby się trzymało. Nie utrzymał się za to ktoś z wycieczki, kto upadł na plecy przy próbie usiądnięcia na murku otaczającym roślinę, tylko nie pamiętam, kto.&lt;br /&gt;Zaraz obok stał kościół Saint Julien-le-Pauvre, czyli jeden z najstarszych w Paryżu. Nie mogliśmy do niego wejść, ale nie był okazały. Ciekawostką, i to nie z serii CNTO była mała rzeźba Dzwonnika z Notre Dame na kamienicy obok.&lt;br /&gt;Po trochę dłuższym spacerze, którego trasa omijała pozostałości po łaźni postawionej jeszcze przez Rzymian, czy bardzo wąską lukę pomiędzy dwiema kamienicami, której wszyscy robili zdjęcia&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img256.imageshack.us/img256/8951/zdjcie112240x320.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://img256.imageshack.us/img256/8951/zdjcie112240x320.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;Więc ja też.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;zaszliśmy (w ciążę, hihihi) pod Sorbonę. Miała się tam jednak odbyć jakaś demonstracja, i to sroga, bo o fakcie zamknięcia ulicy Przewodnika poinformował policjant w kamizelce kuloodpornej i wcale okazałym pistoletem maszynowym zawieszonym na ramieniu, dlatego też zaszliśmy jakąś okrężną drogą na jakiś ogród, zdaje się przeznaczony dla studentów. Znajdowała się tam jakaś kawiarenka gdzie czym prędzej skierowaliśmy swoje kroki ze względu na rosnący głód. Kelnera ani nikogo z obsługi nie zastaliśmy, jednak pewien uśmiechnięty facet zajadający apetycznie i okazale prezentującego się cheeseburgera pożyczył nam menu. Dzięki niemu dowiedzieliśmy się, że ww. cheeseburger kosztował... 15 euro. Pomimo rekomendacji ww. faceta czym prędzej opuściliśmy lokal, chyba jeszcze bardziej głodni. Pozostała mi tylko konsumpcja zachomikowanych w torbie żelków na pobliskiej ławce. Pomimo tego, że były czerwono- niebieskie, nie o to mi do końca chodziło.&lt;br /&gt;Zapakowaliśmy się ponownie w niemiecki kibel, to znaczy metro, by po krótkim spacerze po jakichś chyba droższych uliczkach (gdzie stała np. Corvetta z 1958, której pani opiekunka zabroniła fotografować, „bo wiocha”) trafić do muzeum Fragonarda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzeum Fragonarda to wyjątkowo ponury żart, bo po 20 minutach zwiedzania mikroskopijnej „ekspozycji” z polskojęzyczną przewodniczką zostaliśmy zaprowadzeni do normalnego sklepu, gdzie przez następne 20 tłumaczono nam ceny, promocje i rodzaje zapachów, by umożliwić nam ich zakup po bardzo porytych cenach. Ja tam się nie znam na tym, a zapach z papierowego paseczka nic mi nie mówi (pomimo tego, jak bardzo mój mózg kojarzy zapachy z przedmiotami i sytuacjami), musiałbym powąchać perfum z delikatnej damskiej skóry, żeby coś na ich temat powiedzieć, a i tak jeżeli chodzi o mnie, sprawdzony efekt daje Axe czekoladowy za 13,99. Złotych. A nie 90 euro za flakonik, i to najmniejszy.&lt;br /&gt;Po kilkuminutowym wysłuchaniu opowieści i ciekawostek Przewodnika na temat Opera Garnier, gdzie się znaleźliśmy, czym prędzej zapakowaliśmy się do metra na upragniony posiłek. Chyba nie tylko my mieliśmy takie plany, bo wagony były ogromnie zatłoczone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzielnica Montmartre, gdzie mieliśmy się stołować bardzo mi się podobała, jednak gdy zaszliśmy do restauracji, zacząłem odczuwać niepokój. Kojarzycie podświetlane, obudowane tablice z menu przed każdą restauracją wszędzie? Tam, czyli w, zapamiętajcie dobrze nazwę, Gigi Restaurant, tablica była poklejona taśmą izolacyjną i głosiła obdrapanymi literami ENU. Postapokaliptyczny klimat jakoś nigdy nie kojarzył mi się z bogatymi posiłkami.&lt;br /&gt;Na nakrytych stołach czekały na nas puste kieliszki. Zapłonęła we mnie iskierka nadziei na jakieś nawet słabe wino (i na szansę zobaczenia niedorozwojów wychylających je jak czystą i rozwodzących się nad jego mocą), która została brutalnie zgaszona niczym papieros w kieszeni dresiarza palącego w szkolnej toalecie, gdy wchodzi nauczyciel przez postawione na każdym stole butelki wody. Z kranu, jak udało się potem wykazać. Jeszcze jak wyszedłem do toalety jakiś debil wsypał mi do kieliszka soli.&lt;br /&gt;Po stanowczo zbyt długim oczekiwaniu posiłek dostarczył nam facet o hinduskich rysach, którego ktoś z bardzo skrzywionym poczuciem humoru postanowił „nauczyć” polskiego. Kiedy otrzymałem swoją porcję usłyszałem od niego „dobranoc”, a ktoś przy stoliku obok „nie ma kochania, nie ma problemu”. Jak można było nie nauczyć go przekleństw?&lt;br /&gt;Frytki i pierś z kurczaka w jakimś sosie. Frytki, jako mało skomplikowane danie były całkiem smaczne, jednak kiedy spróbowałem piersi, poczułem chuja Gigiego we własnej dupie. Do sosu nie mogę mieć zastrzeżeń, bo jak można wypowiadać się na temat czegoś, co nie ma smaku, natomiast pierś to była tylko i wyłącznie spalenizna. Trochę kiepsko jak po dwóch dobach bez ciepłego posiłku.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-No kurwa mać no!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym niezbyt sympatycznym posiłku wreszcie odwieziono nas do hotelu. Oczywiście coś nie działało tak, jak powinno i koło 20 minut czekaliśmy z walizkami pod hotelem, aż wreszcie rozdano nam klucze do pokojów. Mój oczywiście znajdował się na najwyższym piętrze.&lt;br /&gt;Winda została zajęta przez innych, lecz mi ktoś z obsługi wskazał jakieś drzwi, w które ochoczo wkroczyłem, spodziewając się jakiejś dodatkowej windy. Zobaczyłem uroczą klatkę schodową. Jak w dowcipie „wchodzi facet do windy, a tam schody”.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-No kurwa mać no!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypierniczanie w stanie zahaczającym o wycieńczenie na 5 piętro nie było szczególnie zabawne, więc tym bardziej obawiałem się, co zastanę po otwarciu drzwi do pokoju, który miałem zamieszkiwać z kolegą.&lt;br /&gt;-Ej nie no, kurwa luksus!&lt;br /&gt;Było całkiem przestronnie, z plazmą na ścianie, klimatyzacją, miękkimi łóżkami, czajnikiem, suszarką, a nawet uzupełnianym przez obsługę hotelu zapasem dobrych herbat, kaw i herbatników. W porównaniu z celą z Londynu warunki były chyba więcej niż luksusowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po rozpakowaniu się i zdjęciu butów czym prędzej ewakuowaliśmy się z pokoju, zostawiając otwarte okno (kiedy koleżanka przyszła zobaczyć, jak mieszkamy pomyślała, że zrobiłem sobie zupkę o smaku serowym. Wybaczcie niezbyt smaczny żart, ale life is life.). Złożyliśmy wizytę kumplom z klasy. W trakcie wizyty wyruszyłem na ekspedycję w poszukiwaniu automatu z napojami. Zapytałem o jego położenie faceta z obsługi, bardzo dokładnie i powoli wymawiając każde angielskie słowo, a i tak zrozumiał tylko „snacks”. Dużo nam mówili o beznadziejnym angielskim Francuzów ale nie wiedziałem, że może być aż tak źle. Zwłaszcza, jak gość wskazał coś na lewo od siebie i powiedział, że „right”. Dlatego też zwiedziłem całą przestrzeń wokół hotelu ze śmietnikami włącznie, by odkryć automat w... hotelu obok. Którego to na dodatek nie potrafiłem obsłużyć, bo dopiero recepcjonistka uświadomiła mi, że pieniądze wrzuca się do innego automatu stojącego obok. Proste, czyż nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłem do kumpli pochwalić się swoimi nabytkami, czyli puszkami coli w liczbie dwóch. Kiedy wypiłem jedną z nich, ktoś zapukał do naszego pokoju. Zastaliśmy wielkiego Murzyna o facjacie Barracka Obamy w uniformie ochroniarza. Zaczął trajkotać coś po francusku, co chwilę powtarzając „four person, two person” i pokazując te liczby palcami. Po pięciu minutach patrzenia na niego jak na idiotę zapytałem „So we have to go away?”, a on z zaangażowaniem zaczął kiwać potakująco głową. Jeszcze bardziej zdziwieni ja i mój współlokator wyszliśmy i wróciliśmy do naszego (już wywietrzonego) pokoju, odeskortowani pod same drzwi.&lt;br /&gt;Pojawiła się niezwykle istotna kwestia „o chuj chodzi”. W celu jej rozwiązania zdecydowałem się na udanie się do opiekunek, w nadziei na rozjaśnienie nam sytuacji. Dostaliśmy opieprz za wychodzenie z pokoju po ciszy nocnej. Sytuacja miała miejsce o 21. Stwierdziłem że chyba nie tylko ja jestem zmęczony, więc czym prędzej wróciłem do pokoju umyć się i udać się w zasłużony, lecz krótki spoczynek (ponieważ już o 7 mieliśmy stawić się na śniadanie. Zgadnijcie, jak skomentowałem tą decyzję?)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-4030364685346450967?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/4030364685346450967/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/06/cest-la-que-les-avis-se-separent-czesc_28.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4030364685346450967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4030364685346450967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/06/cest-la-que-les-avis-se-separent-czesc_28.html' title='C&apos;est lÀ que les avis se separent (część 2)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-1628339389439349509</id><published>2010-06-22T23:10:00.002+02:00</published><updated>2010-06-22T23:30:57.798+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Paryża'/><title type='text'>C'est lÀ que les avis se separent (część 1)</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I CAN'T GET NOOO... SATISFACTION!!!&lt;/span&gt;- wycharczał mi prosto do ucha któryś z członków The Residents. W takich oto sprzyjających okolicznościach na dobre rozpoczęła się moja druga po tej do Londynu z zeszłego roku wycieczka szkolna, tym razem prosto do stolicy kraju z którym jest związana jedna z nazw seksu oralnego jak i kilka mniej znaczących rzeczy jak chociażby Napoleon.&lt;br /&gt;W momencie, w którym wyciągnąłem z torby moje niezbyt niezastąpione mp4 już wiedziałem czego mniej więcej się spodziewać, gdyż pobieżnie zapoznałem się z planem wycieczki a także przekonałem się o pierwszym czekającym mnie poważnym utrudnieniu. Miałem oto wątpliwe szczęście jechać na wycieczkę razem ze starszymi klasami, które zaraz po wycieczce miały wychodzić ze szkoły. Dlatego też ci, którzy załapali się na tylne miejsca w autobusie mieli szanse porozmawiać z delegacją mojego ukochanego Towarzystwa Wzajemnej Kurwa Adoracji (w skrócie TWKA, zapamiętajcie bo jeszcze nieraz o nich wspomnę) że „wypierdalać, to nasza ostatnia wycieczka!”. No fajnie, ale na poprzedniej wycieczce gadka była słowo w słowo taka sama, no i, cholera, co nas to? To jest młodzież, prawo dżungli, bejbe, oni byli pierwsi. I nie widzę powodu, by takim ludziom w czymkolwiek ustępować bo jak dane mi było się później przekonać, mało tak działających na nerwy osobników chodzi po tej ziemi. To, że się do ludzi spoza TWKA zwracają w bardzo wywyższający się sposób (a do mnie nawet po nazwisku. Dobrze, że nie przydzielili mi numeru.) to jestem w stanie o tyle o ile zrozumieć, ale żeby do siebie nawzajem to już naprawdę trzeba mieć najebane. Wyglądało to tak jakby każdy uważał się za lepszego od innych, no naprawdę, super ekipę macie.Mając jednak „Third Reich 'n' Roll” w pamięci odtwarzacza nie czułem specjalnie dotkliwego dyskomfortu z jakiegokolwiek powodu. Do czasu.&lt;br /&gt;Przez jakieś trzy godziny tarabaniliśmy się przez jakąś beznadziejną drogę, gdzie absolutnie wszystko było takie samo, pola, domki, nawet cholera mosty, więc nawet z muzą zaczęło mi się dłużyć jak cholera.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img63.imageshack.us/img63/3856/zdjcie001240x320.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://img63.imageshack.us/img63/3856/zdjcie001240x320.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;I takie coś trzy godziny z życiorysu non stop.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Sytuacja jednak się zmieniła. Na gorszą, bo wpierdzieliliśmy się w korek. Przez półtorej godziny ruszyliśmy się o może kilometr. Wtedy jeden z pierwszych razów padło moje motto wycieczki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-No kurwa mać no!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wydostaniu się z korku los nagrodził nas postojem. Rozważałem uczczenie tego faktu tabaką, lecz kolejka do kibla zdecydowanie mnie zniechęciła. Do czegokolwiek zniechęcił mnie również fakt, że jedna z opiekunek wycieczki uprzedziła ekspedientkę na stacji benzynowej o zakazie sprzedawania nam... Powerade'ów. No brawo, to się nazywa dobra kampania reklamowa, wystarczyło dać biegacza do reklamy żeby wszyscy postrzegali coś, co by mogli sprzedawać jako oranżadkę dla dzieci w śmiesznych kolorach jako potężny środek pobudzający, normalnie płynna feta, jakby wychylił takiego to bym do tego Paryża dobiegł przed autobusem. W zasadzie to wychyliłem, bo miałem ze sobą, że też mi nie zarekwirowali to jest cud. To się nazywa bunt.Na szczęście udało mi się kupić inne źródło niepowtarzalnych wrażeń, czyli paczkę orzeszków w cieście wasabi. Protekcjonalnie zakupiłem także Nestea i była to dobra decyzja, bo przez ładną godzinę bawiłem się szampańsko walcząc jeden na jeden z całą paczką tego überostrego szataństwa. No i przez dłuższy czas miałem tak zdewastowaną jamę ustną, że nie czułem niczego, z pragnieniem włącznie, więc zaoszczędziłem na napojach, których to w podróży zawsze mi za mało.&lt;br /&gt;Ostatni postój w Polsce został już sowicie obsypany tabaką, jak i uczczony ostatnim telefonem do mamy. Niekoniecznie naraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt wjechania na terytorium Niemiec przyjąłem z zadowoleniem, z kilku powodów. Warunki jazdy dzięki autostradzie płaskiej jak moja klatka piersiowa znacznie się polepszyły, „Autobahn” Kraftwerka zbudował odpowiedni klimat, a jak się przekonałem rok temu, Niemcy mają strasznie ładne niebo.Gdzieś tak jakoś w nocy załapaliśmy się na postój na dosyć futurystycznej stacji benzynowej. Było mi tam dane skorzystać z kibla, a głównie z jego wystroju w kreatywny sposób:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img541.imageshack.us/img541/8092/zdjcie020c.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://img541.imageshack.us/img541/8092/zdjcie020c.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ja i moi najlepsi znajomi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ceny oczywiście przesrane ale miałem przy sobie wszystkie euro na całą wycieczkę więc jakoś nie było takiej napinki jak rok temu. Zakupiłem dostępne chyba tylko tam czerwone Mountain Dew, po czym dokonałem degustacji. Koszta produkcji chyba nie były zbyt wysokie, i według moich ustaleń napój mógłby zawierać siarczany.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img85.imageshack.us/img85/2443/zdjcie022240x320.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://img85.imageshack.us/img85/2443/zdjcie022240x320.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;Nie kupujcie. Nigdy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Aby polepszyć sobie nastrój po tej porażce (to był najbardziej beznadziejny zakup z całej wycieczki. Przywiozłem ten szajs do domu tylko po to, żeby dać rodzicom spróbować i udowodnić, że Coca-Cola co. Sprzedaje aż taki syf.) wybrałem najtańsze chrupki i w ostatniej chwili wydałem na nie skromną kwotę bodajże 1,39 euro. Okazały się być mniej więcej zjadliwe, więc nie mogłem narzekać.&lt;br /&gt;Po konsumpcji i odsłuchaniu kilku kawałków zabrałem się do przedsięwzięcia zatytułowanego „ej dobra, idę spać”.&lt;br /&gt;Oczywiście noc sprzyja rozmowom, TWKA jeszcze się nie powywyższali nad sobą nawzajem na ten dzień, a ja bym potrzebował tak ze trzy razy więcej miejsca, żeby mieć jakikolwiek komfort, więc spanie to ni chuja. Szybko zrezygnowałem z coraz to dziwniejszych pseudowygodnych pozycji na rzecz całonocnego słuchania muzyki. Powiadam wam, że „Fiat Lux” Einsturzende Neubauten jak i „Eye” The Smashing Pumpkins to bardzo dobre propozycje na nostalgiczne gapienie się w nocny krajobraz niemieckich miast, fabryk i wzgórz.&lt;br /&gt;Nawet kiedy wkroczyliśmy na terytorium Francji, co nastąpiło około 5-6 rano, nie odczuwałem ani trochę zmęczenia. Wyjście o 8 rano przed jakiś zajazd było niebywale ożywcze, zwłaszcza po dziewiczym francuskim snuffie (tzn po raz pierwszy raczyłem się swoją tabaką we Francji, tam ani ziarenka w sklepach nie widziałem) i zobaczeniu kilku urodziwych niewiast posługujących się językiem urzędowym tego państwa.&lt;br /&gt;Podróż do samego Paryża niebywale mnie nudziła i męczyła, zwłaszcza kiedy TWKA postanowiło śpiewać (no lepszej pory sobie znaleźć nie mogli). Mimo to za cholerę nie przypominam sobie momentu wjazdu do miasta, a kiedy poczułem, że autobus się zatrzymał pomyślałem, że czekamy na jakichś światłach. A to był szlaban przed wjazdem do parkingu podziemnego gdzieś przy brzegu Sekwany.&lt;br /&gt;Wyszedłem z obłego, biało- zielonego autobusu na płytę parkingu. Czułem się bardzo zdezorientowany bo przed wjazdem zapomniałem zwrócić uwagę na to, co jest za oknem, a tak to widziałem jedynie wnętrze parkingu.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img821.imageshack.us/img821/7039/zdjcie026d.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://img821.imageshack.us/img821/7039/zdjcie026d.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;Where am I?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Po pogrupowaniu się i przeliczeniu (na wypadek, gdyby ktoś wyskoczył z autobusu podczas jazdy chyba) wreszcie wypuścili nas na zewnątrz. Zobaczyłem jakiś park, ładną pogodę i jakichś ludzi grających na boisku do tenisa. Nie wiedzieć czemu, skojarzyłem sobie to z Akademią Jedi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-1628339389439349509?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/1628339389439349509/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/06/cest-la-que-les-avis-se-separent-czesc.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/1628339389439349509'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/1628339389439349509'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/06/cest-la-que-les-avis-se-separent-czesc.html' title='C&apos;est lÀ que les avis se separent (część 1)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-3455703276889861259</id><published>2010-05-27T22:22:00.000+02:00</published><updated>2010-05-27T22:23:58.640+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiosna'/><title type='text'>Nothing ever grows and the sun doesn't shine all day!</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A) I'm anemic royalty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Delikatnie dotykam opuszkami palców moich włosów z tyłu głowy. Są jak suche, twarde, łamliwe, zlepione kłącza. W ogóle nie przypominają w dotyku włosów, ani niczego, co żyje, co najwyżej wysuszone szczątki czegoś. Ale to nieważne. Co z tego że wypadną nieprzyzwoicie wcześnie, skoro teraz się dobrze układają. Idealnie. Tak jak cały mój wizerunek.&lt;br /&gt;W wielkim magazynie dresów i gównianej bawełny z Croppa wyglądam jak uciekinier z teatru ale dobrze, tak bardzo nie chcę pasować. Siedzę ze skrzyżowanymi nogami na ławce na korytarzu mojej znienawikurwadzonej szkoły, sam jak to zwykle tutaj bywa. Mam na sobie koszulę, wybierz sobie jaką, możesz mnie sobie wyobrazić w fioletowej, bordowej, czarnej gładkiej lub czarnej w kropki. Wychodzi z niej moja głowa z idealną fryzurą, a także dłonie uzbrojone w sygnet i cienką bransoletkę pasującą do koszuli, spoczywające na udach. Czerne rurki eksponują moje nogi, zgrabne nogi, jakbyś widział same moje nogi chciałbyś mnie przelecieć albo zaczęłabyś mi zazdrościć, ale co z tego, skoro z góry są dojrzewające jaja a z dołu ogromne, nieproporcjonalne, płaskie, pokiereszowane stopy z nierówno przyciętymi paznokciami. Dlatego tak lubię małe kobiece stopy, muszę sobie to jakoś odbić. Na szczęście nie widać tego w tej chwili, bo mam glany, co prawda też zryte tak, że lada chwila z nosków będzie wydzierać blacha, niemniej dzięki nim moje nogi wydają się jeszcze chudsze, a o to chodzi. Koncepcja ćwiczeń fizycznych w moim wypadku nie ma sensu, nie tylko pogodziłem się z niedowagą ale i polubiłem ją, zacząłem ją gloryfikować i eksponować, rurki, bezrękawniki, z mankietów koszuli wyłażą przerażające nadgarstki o średnicy właśnie zmierzonych 18 cm, czyli 7 cm mniej niż biceps, tak, mogę pokazać klatę, bo dlaczego nie. Na kolanie tkwi kapelusz, bo tylko to na głowie jest lepsze od idealnej fryzury, a w szkole nakryć głowy się nie nosi. Jaka możliwość wyboru: usłyszeć sugestię, że pierdolnął mnie prąd czy że jestem wcieleniem Michaela Jacksona. Wszystko w tak bardzo kpiącym tonie, o rany, nie wytrzymam następnej szpili wyszydzającej to, co mam na głowie.&lt;br /&gt;I teraz, taki idealny siedzę, jak przeważnie bywa sam. Patrzę za okno ale nic tam nie dostrzegam, bo nie ma na co patrzeć, co to za maj jak tylko pada. Jebią mnie powodzie, czekałem na maj od września zeszłego roku i oglądam ten sam deszcz co przez cały czas oczekiwania. Po prostu trwam, upajam się swoim wizerunkiem, jak przejdziesz to nie poświęcę ci ani drgnięcia gałki ocznej, chyba, że masz fajny tyłek to prawdopodobnie się obrócę ale bardzo rzadko widuję takich ludzi tutaj. Nie ma co zrobić z oczami, z niczym, siedzę w pustej studni z idealnie gładkimi ścianami. Mogę tylko myśleć, rozkminiać. O tym, że nic nie działa. Telefon wygląda, jakby ktoś go wyciągnął z kieszeni islamskiego ekstremisty po tym, jak ten wysadził się z kilkoma kilogramami gwoździ pod ubraniem w jakimś miejscu publicznym, ale nieważne, bo służy mi tylko do robienia zdjęć na fotobloga, jak mi się chce.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie pisać, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nie dzwonić,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nie będzie trzeba się bronić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Glany się rozpierdalają, jak wspomniałem. Ciągle nie mam pieniędzy, chociaż stać mnie na wszystko, na co mam ochotę. Mój laptop lubi wyświetlać oczojebny czerwony zamiast czarnego i tego zdzierżyć nie mogę, bo akurat jeden z kluczowych elementów mojej egzystencji powinien działać w pełni sprawnie. Nie, nie jestem uzależniony, ale przeważnie nie mam lepszych perspektyw, tylko tam mnie lubią, tam jest muzyka, tam jest kontrola. Tutaj swoboda polega na tym, że mogę pedalskim ruchem poprawić sobie okulary prawą lub lewą ręką. Wybieram przeważnie prawą bo tak eksponuję swój sygnet, bo mają na niego patrzeć, zazdrościć mi go lub pukać się w głowę ale ma robić wrażenie, chociaż to, róbmy wpływ jaki się da.&lt;br /&gt;Rozkminiam także to, że nawet jakby ktoś wczoraj wieczorem pierdolnął łbem o umywalkę razy kilka i zaczął się do czegoś nadawać, co sprawiłoby że postanowiłby usiąść przy mnie na tej niewygodnej ławce i zacząć ze mną rozmawiać, w końcu musiałbym się odezwać. I godność zostaje zdeptana. Nie ważne o czym bym ci nie powiedział ani ilu przekleństw i ciekawych słów użył, ty usłyszysz mój kurwajebany głos, który nie jest przeznaczony dla niczyich uszu, może tylko dla prywatnego logopedy który by chyba się rozpłakał z radości na myśl o kasie za taką ilość sesji. Powiedziałbym, że to, że mam takie długie palce to wskazówka, bym nauczył się migowego, ale przy tym nienawidzę milczeć, po prostu muszę zapomnieć, że tak brzmię i zacząć nawijać ale wytknij mi wadę wymowy to zajebię.&lt;br /&gt;Tutaj nie ma muzyki. Co prawda pod zapiętą koszulą pewnie mam jakąś koszulkę zespołu, i wszyscy wiedzą (myślą), że słucham „metalu i takiego niemieckiego zespołu z długą nazwą”, często coś nucę, ale czego bym nie słuchał przed wejściem tutaj nie będę w klimacie tej muzyki. Będę w klimacie tej szkoły, po głowie chodzą mi melancholijne rytmy The Smashing Pumpkins ale one też brzmią jak ta szkoła, od tej klątwy uwolni mnie tylko fizyczna nieobecność w tym przeklętym miejscu.&lt;br /&gt;Czuję się słaby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;B) We're the ones that still believe&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jest maj. Nieważne, że pada w ciul, słońce jednak wschodzi niekiedy i to zawsze, kiedy tego potrzebuję. Jak nienawidzę, nienawidzę, jak nic innego nienawidzę mojej szkoły to uwielbiam wychodzić rano z domu z plecakiem, by skąpać się w promieniach słońca rozpoczynających dopiero atak na kostkę brukową chodnika. Taki jest rewanż za dostawanie w ryj zawiewającym śniegiem, teraz moją mękę rozpoczyna przynajmniej czyste światło porządnie już wzeszłego słońca.&lt;br /&gt;Ale wiosna to przecież nie tylko przyjemny poranny spacer do szkoły (niemniej ogromnie cenię sobie, że moje dni nie rozpoczynają się survivalem w zaspach). Nie ważne teraz, gdzie jestem, na pewno jest zajebiście i słońce świeci, a ja oddycham miejskim wiosennym powietrzem. Nie ma nic lepszego, ile bym zapłacił za chociażby gram tabaki o smaku wiosny w mieście, zasnuffałbym się na śmierć. No i wszędzie jest wiosna. To, co widziałem tonące w bieli, nagie i poskręcane teraz jest zielone i pachnie, a ja się czuję tak samo: widziałem to poskręcane jak zapierdalałem w zimnie, niewyspaniu, beznadziei i kożuchu ze szmateksu, teraz nic nie muszę, temperatura jest idealna, chłonę poranną świeżość wszystkimi zmysłami, a moje chude ramiona okrywa tylko bawełniana, lekka kurtka.&lt;br /&gt;Wszystko jest takie czyste i nieskazitelne, naprawione. Nie podobało mi się w Warszawie. Aż nie zobaczyłem Śródmieścia o świcie, pustego, zawalonego papierkami po fast foodach, plastikowymi kubkami i wymiocinami, ale i tak bez turystów, przypierdalających samochodów, cichego, przyjemnie chłodnawego, oświetlanego dopiero powoli wschodzącym słońcem. Oglądanego przez pryzmat otoczenia wartościowych ludzi, do którego to jeszcze nie przywykłem. O słońce, świeć mi jeszcze w oczy, kocham cię.&lt;br /&gt;Chciałem dać sobie po tym wszystkim spokój od problemów i po prostu dobrze się bawić i wszystko wskazuje na to, że chociaż to mi wychodzi. A może mam problemy, ale mnie to po prostu wali? Nie wiem, ta kwestia również mnie wali.&lt;br /&gt;I chociażbym nie wiem ile, co i jak długo o tym pisał nie będziecie wiedzieli jak się czuję, chyba, że ktoś jest tak wyczulony na zmiany pogody i pór roku jak ja, inaczej nie skminicie, o co biega w wiośnie.&lt;br /&gt;Czuję się silny, bo taki jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Która część jest bardziej patetyczna? Który to już raz piszę o tym, jak mi jest? Jaki jest wspólny mianownik obydwu części? Podpowiem: na pewno nie Ty, bo należy usuwać niewymierności z mianownika.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-3455703276889861259?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/3455703276889861259/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/05/nothing-ever-grows-and-sun-doesnt-shine.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3455703276889861259'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3455703276889861259'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/05/nothing-ever-grows-and-sun-doesnt-shine.html' title='Nothing ever grows and the sun doesn&apos;t shine all day!'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-8001386556663598434</id><published>2010-05-16T14:20:00.001+02:00</published><updated>2010-05-16T14:31:53.944+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='The Residents'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja'/><title type='text'>Everyone comes to the Freak Show</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...but nobody laughs when they leave!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Residents nawet dla wielu czytelników tego bloga mogą być zupełnie nieznani. Jeżeli nie ogarniasz nawet właśnie wymienionej nazwy, polecam całkiem obszerny artykuł na ten temat na wikipedii. Wejdź też sobie na youtube i obejrzyj sobie jakieś Constantinople, One Minute Movies czy inne Third Reich'n'Roll. Jak się spodoba to nie tylko możesz uważać siebie za człowieka o nietypowym (awangardowym, ahhh) guście, ale także spróbować posłuchać takich płyt jak Duck Stab, Commercial Album czy Eskimo. Jak nie to w ramach kary odsłuchaj Mark Of The Mole*.&lt;br /&gt;Jeżeli jesteś już w temacie to możesz spokojnie czytać dalej i opieprzyć mnie w komentarzu za fatalny dobór poleconych płyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę te słowa z powodu mojej obecności na dosyć wyjątkowym wydarzeniu: 5 mają 2010 roku w Krakowie, w klubie Łaźnia Nowa miejsce miał koncert The Residents. Uznałem, że muszę tam być z kilku powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rezydenci (to jedno z niewielu fajnie brzmiących tłumaczeń nazw zagranicznych zespołów. Z drugiej strony, dzięki fascynacji Walącym Się Nowym Budownictwem mało co mi się nie spodoba) to jedna z ważniejszych dla mnie formacji. Poza nieustannym zaspokajaniem mojego zapotrzebowania na psychodelię uświadomili mi kilka rzeczy, takich jak to, że żeby wyrazić w poruszający sposób emocje wcale nie trzeba wywrzaskiwać depresyjnych, nihilistycznych teksów, a bezpośrednia walka z czymś spod znaku „jebać &lt;wstaw&gt;” i to poprzez muzykę rozrywkową nie ma sensu i jest skazane na porażkę. Zwłaszcza, gdy „jebać” chcesz muzykę rozrywkową właśnie. Nie możesz się odciąć, bo jak masz fajny, niemający nic wspólnego z popkulturą pomysł to prędzej czy później zostanie on wciągnięty w tą wielką machinę (kto widział w New Yorkerze kolorowe koszulki z komiksowym wizerunkiem Sida Viciousa powinien wiedzieć, o czym mówię. BTW chciałem sobie taką kupić bo pomysł wręcz niesamowicie obrzydliwy, ale zrealizowany w niebywale paskudny z czysto estetycznej strony sposób.). Chcesz się przeciwko  czemuś zbuntować? Pokonaj obrzydzenie i weź to do ust, pogryź, obśliń, przełknij, po czym dwa palce do buzi i wyrzygaj to na buty twórców. Nieprzyjemne? To spójrz, jak fani i twórcy tego, przeciwko czemu wymierzone jest twoje działanie rozkminiają, co zrobić z kałużą wymiocin- jest ona taka obrzydliwa, ale zrobiona z tego, co tak kochają!&lt;br /&gt;The Residents to nie tylko zespół i muzyka, to jeden wielki szyderczy śmiech z zachodniego społeczeństwa. I to zionący surrealistycznym, tajemniczym oddechem.&lt;br /&gt;I jak zobaczenie takiego czegoś można sobie odpuścić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, nie oszukujmy się, to jednak był koncert z wieloma znamionami normalności. Kupiłem najzwyklejszy w świecie bilet, wszedłem do jakieś nowohuckiej fabryki przerobionej na teatr (bardzo klimatyczna miejscówa) i to w towarzystwie niejakiego Wujka, którego to z tego miejsca pozdrawiam... Jedynym przedkoncertowym akcentem z serii „witajcie na naszej planecie” był fakt, że poza ochroną cały obecny na obiekcie personel był bezpośrednio od The Residents, nawet kolesie sprawdzający bilety byli anglojęzyczni i wyposażeni w stosowne plakietki. No cóż, konspiracja musi być, pośród kilku tysięcy potencjalnych bileterów na pewno jest za dużo cwaniaków z aparatami wbudowanymi w komórki.&lt;br /&gt;Po wejściu do swego rodzaju foyer czym prędzej udałem się do oddzielnego pokoju przeznaczonego na merchandise, czyli sklepik. Tam facet koło pięćdziesiątki i operujący wyłącznie językiem angielskim sprzedawał różnej maści gadżety, koszulki i płyty. Zdecydowanie nie był on przypadkową osobą, spokojnie mógłby on należeć do zespołu (postawienie jednego z muzyków za ladą sklepiku zespołu zdecydowanie by pasowało do przewrotności The Residents), niestety nie wiem, czy można było go tam znaleźć bezpośrednio po koncercie.&lt;br /&gt;Jeżeli chodzi o asortyment, klient miał do wyboru takie precjoza jak klasyczna residentowa koszulka za 100 zł (olałem głównie dlatego, że na oficjalnej stronie można kupić w podobnej cenie taką, ale fioletową), nieśmiertelnik z kodem do pobierania muzyki za 40, obrzydliwe i nijakie bluzy za 180, portfel za 20, jakiś wypasiony box za 160, komiks na podstawie płyty Bunny Boy, którego ceny nie pamiętam i kilka płyt po 50 zł każda. Planowałem kupić jakąś płytę, jednak były raczej ciekawostki dla zbieraczy (typu remiksy), a nie dla kogoś, kto chciałby fajną płytę Residentów, a nie ma gdzie kupić. Niemniej kilku ludzi poszalało, poszedł na moich oczach wspomniany box, widziałem także ziomka dzierżącego w garści wszystkie (chyba 5) z oferowanych płyt .&lt;br /&gt;Ja zdecydowałem się na bardzo solidny, estetyczny i racjonalnie wyceniony portfel a także nieśmiertelnik, z którym troszkę polecieli w chuja, bo dzięki kodowi udało mi się ściągnąć... piętnastominutową kompilację fragmentów występów zespołu z różnych tras. Mogli trochę bardziej się postarać, zwłaszcza, że mp3 z występu na stronie zespołu chodzi po 8 dolców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stosunkowo późno, bo 5 minut przed godziną podaną na bilecie wpuszczono nas na bardzo fajną salę, która kiedyś najwidoczniej była halą fabryczną. Widzieliśmy już całą scenografię na scenie: na środku był kominek z położoną na nim lampą i oldskulowym telewizorem, na lewo od niego keyboard i laptop, na prawo zaraz obok kominka kanapa, a trochę dalej jakiś taboret dla gitarzysty. Za sceną zawieszono trzy kółka z bibuły lub czegoś podobnego, na których miano wyświetlać wizualizacje podczas koncertu.&lt;br /&gt;Po dwudziestu minutach oczekiwania umilanego specjalnie przygotowaną przez The Residents muzyką (w zasadzie muzakiem) na scenie pojawił się ubrany w czerwony frak keyboardzista w masce przypominającej skrzyżowanie noktowizora, dredów i owada, włączył lampkę i telewizor, po czym odtworzył jakiś psychodeliczny, budujący napięcie podkład. Po chwili pojawili się tak samo ubrany gitarzysta a także wokalista w bardzo zapadającym w pamięć stroju: maska starca, koszula, ogromny, czerwony krawat w grochy, szlafrok w paski, bokserki i spore buty przypominające obuwie klauna. I zaczęli grać.&lt;br /&gt;Jeszcze przed koncertem zastanawiałem się, czy dosyć skromnie wyglądający zestaw głośników zapewni odpowiednią ilość wrażeń dźwiękowych, jednak od samego początku byłem zupełnie miażdżony siłą nowego koncertowego brzmienia Rezydentów, opierającego się na elektronicznych podkładach, arytmicznej, zgrzytliwej gitarze i przetwarzanym na różne sposoby wokalu. W każdym razie moim jedynym komentarzem początkowo było tylko „Kurwa ale pierdolnięcie!”.&lt;br /&gt;Niestety nie udało mi się ustalić, jakie dokładnie utwory były zagrane jako dwa pierwsze. Setlista teoretycznie jest dla każdego występu taka sama, ale moim zdaniem na 90% nie zagrano Demons Dance Alone jako pierwszego, to były dwa dosyć szybkie utwory, jednym z nich na pewno był Sleepwalker, który także okazał się być jednym z najbardziej orgazmicznych punktów repertuaru.&lt;br /&gt;Po dwóch utworach stanowiących swego rodzaju pokaz możliwości dźwiękowych (reszta oprawy była bardzo minimalistyczna w tym wypadku) wokalista przedstawił zespół i wygłosił krótką przemowę. Mogliśmy się dowiedzieć, że wokalista ma na imię Randy, klawiszowiec Chuck, a gitarzysta Bob, a zespół to The Residents, którzy od prawie 40 lat grał jako kwartet, lecz jeden z członków imieniem Carlos wyjechał do Meksyku, by opiekować się matką. W takiej sytuacji cóż innego można zrobić, jak nie wykrzyknąć ze sceny „fuck Carlos!” i grać w trio?&lt;br /&gt;Zapowiedziano, że Residents są tutaj, w swoim salonie (pamiętajcie o kanapie, telewizorze i całej reszcie), by zagrać kilka kawałków i opowiedzieć kilka historii... Niektóre z nich to „ghooost stoories”... A niektóre są „kiindaaa spooooookyyyyyyyyyyyy”...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego, co się działo potem nie jestem w stanie opisać chronologicznie, ponieważ poziom kwasu, natężenia bodźców i dziwności był tak wysoki, że w ogóle nie wiedziałem, czy to, co w danej chwili się dzieje to opowiadanie jakiejś historii, granie piosenki, bis, czy co jeszcze. Chłonąłem wszystko na bieżąco z otwartym ryjem nie za bardzo przejmując się takimi sprawami jak czas. Nie oznacza to, że źle pamiętam poszczególne elementy- bez problemu mogę je opisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od teoretycznie najważniejszego dla koncertu, czyli repertuaru. I tutaj zachwytów nie będzie. Bo ja wiem, że koncept, że ochujeliby grając przez 32 lata na każdym koncercie Constantinople, że teoretycznie każdy bardziej zorientowany znajdzie coś dla siebie, a niby dlaczego mieliby grać Melon Collie Lassie, ale z perspektywy mieszkańca kraju, gdzie The Residents prawie w ogóle nie występują i który prawdopodobnie widział ich pierwszy i ostatni raz setlista była po prostu lipna. Ja z The Residents na żywo najbardziej kocham utwory z takich płyt, jak Duck Stab (no dobra, zagrali Semolina i wyszło wykurwiście), Wormood (zagrali They Are The Meat i to także była potęga, ale ja bym chciał więcej) czy Commercial Album (brak niczego z tej płyty to jeden z większych mankamentów występu).&lt;br /&gt;Było jeszcze kilka jasnych punktów, bo Death In Barstow, fajnie było zobaczyć podczas bisu Randy'ego w białym futrze ze światełkami śpiewającego Bury Me Not, mimo że nie przepadam za Old Woman, to wykonanie naprawdę robiło wrażenie, w ogóle, wszystko zagrali na bardzo wysokim poziomie i z rewelacyjnym dźwiękiem**, ale tym bardziej żal mi, że nie dane mi było zobaczyć w tak miodnej konwencji większej ilości moich ulubionych utworów Rezydentów. Dużo bym dał, żeby następną po Talking Light Tour była trasa w stylu „the best of”... Przykro mi, ale jakby to był tak szósty ich koncert w moim życiu to zapewne byłbym zachwycony jeszcze innym doborem utworów, a tak to nie ukrywam, że mogło być dużo lepiej. Co jest wyłącznie moją opinią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale występy z tej trasy to nie tylko kiepsko dobrane piosenki. To, chyba nawet przede wszystkim opowieści.&lt;br /&gt;Część z nich była opowiadana przez Randy'ego i to była rewelacyjna sprawa. Koleś wspaniale modulował głos i gestykulował. Swoją drogą, nie wspomniałem o tym, że spore wrażenie zrobiła na mnie także dopracowana, teatralna gestykulacja i „taniec” podczas utworów. Randy prezentował coś na kształt geriatrycznej wersji ruchów Mr. Skull... Wspaniałe.&lt;br /&gt;Wracając do opowieści, mieliśmy okazję posłuchać o przeżyciach głównego bohatera z niejakimi Mirror People, czyli „lustrzanymi ludźmi”, którzy to są jego wrogami, czają się na niego i chcą zostać nim. Historia kończy się tym, że Randy na oczach widowni wyciąga lusterko, patrzy w nie, po czym nagle dostaje po oczach promieniem światła z niego i pada na ziemię, a my zostajemy uderzani ogromną ścianą dźwięku i stroboskopów. Wtedy on wstaje i trochę zmienionym głosem ponownie przedstawia zespół i rzuca kilka bluzgów na Carlosa.&lt;br /&gt;Historia była ubarwiana rozmaitymi żarcikami, nie tylko o Carlosie, nie ma sensu ich przytaczać, mogę tylko zapewnić, że trzymały poziom i klimat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inne opowieści były opowiadane przez zniekształcone twarze wyświetlane na kółkach zawieszonych za sceną, i prawdę mówiąc te fragmenty występu uważam za najsłabsze. Gadanina była za długa, nie widzę w ogóle sensu wyświetlania wcześniej przygotowanych materiałów audiowizualnych na koncercie, a przede wszystkim głosy zniekształcono do tego stopnia, że prawie nic nie rozumiałem. Możliwe, że to wina mojej jeszcze nieperfekcyjnej znajomości angielskiego, ale jakimś sposobem nie miałem problemów np. z płytą Voice Of Midnight...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby ktoś pytał o publikę to nie było zastrzeżeń, nikt nie robił bydła, wszyscy entuzjastycznie klaskali po każdym utworze i widać było, że nie znaleźli się tam przypadkowo. Najbardziej podobał mi się koleś, który próbował nawiązać kontakt z Randym, np. krzycząc „IT'S A MIRROR!”, gdy wyciągał lusterko :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, jakbym miał wybór to wolałbym pójść na koncert z kilku innych tras, chociażby Wormwood Live czy Icky Flix, czy jakąkolwiek z gałkami ocznymi, ale naprawdę jestem ogromnie zadowolony z faktu zobaczenia tak wspaniałego i nietypowego występu. Nie ukrywam też, że co oni by nie chcieli zrobić na tej trasie, i tak bym chciał pójść, dla samego zobaczenia tak ważnego dla mnie zespołu. Bo po prostu takich rzeczy na co dzień się nie widuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Właśnie ogarnąłem, że dwa pierwsze utwory to Smelly Tongues i Sleepwalker, w takiej kolejności. Obydwa rozpierdalały mocą, a, i sorry, że namieszałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;*Uwielbiam tę płytę, ale jestem w ogromnej mniejszości, mam praktycznie zakaz odtwarzania utworów z niej w obecności rodziców.&lt;br /&gt;**Nie zapomnę momentu, w którym z każdym beatem czułem narastający ból w uprzednio przytrzaśniętym drzwiami samochodu palcu. Einsturzende Neubauten, którzy śpiewali „Hör mit Schmerzen” (czyli mniej więcej „słuchaj z bólem”) byliby dumni.&lt;/span&gt;&lt;/wstaw&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-8001386556663598434?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/8001386556663598434/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/05/everyone-comes-to-freak-show.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8001386556663598434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8001386556663598434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/05/everyone-comes-to-freak-show.html' title='Everyone comes to the Freak Show'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-267797914505080350</id><published>2010-04-19T22:35:00.002+02:00</published><updated>2010-04-19T22:41:06.528+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nie znajdziesz ziarna prawdy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kompletna fikcja'/><title type='text'>All Beauty Must Die</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;soundtrack: Einsturzende Neubauten- DNS Wasserturm&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Prawie nie do uwierzenia, ale naprawdę, zupełnie autentycznie i niezaprzeczalnie, stało się. Nie żyjesz. Stoję teraz przed Twoim ciałem leżącym na podłodze w kałuży krwi, która na dywanie jest po prostu ciemną plamą, która mogłaby być plamą czegokolwiek, ale doskonale wiem, co to za ciecz. Widzę, skąd się wzięła na, a w zasadzie już w dywanie, a także na moich rękach. Tak, mam Twoją krew na rękach (nie spodziewałem się, że będziemy kiedyś tak blisko i to w taki sposób). O Boże, jedna kropla zaległa w kąciku mojego ukochanego sygnetu- oka, niczym krwawa łza uroniona nad Tobą, ale poetyczny wydźwięk tego się w tej chwili nie liczy, to po prostu kropla płynu ustrojowego Twojego ciała na warstwie srebra, a ja stoję przed zwłokami przedstawiciela homo sapiens i zaczynam rozumieć, co się stało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Jezus Maria, czemu to nie mogło mieć miejsca w ciemności, jak udało mi się ustalić, ciemność jest zajebista, a what is seen cannot be unseen. Widziałem tyle brutalności i obrzydliwości w Internecie ale to, jak boleśnie widok Twoich zwłok wypalił mi się na umyśle zdewaluował całą znaną mi koprofilską pornografię i zdjęcia ofiar katastrof do poziomu banalnego, zapominalnego zlepku pikseli na ekranie monitora mojego komputera. To nawet nie jest obrzydliwe, to jest przeraźliwie ostateczne i oznaczające wręcz niewyobrażalną stratę. Pomimo to, nadal się wpatruję wskutek tych wszystkich działań. Bo doskonale wiem, że gdzie bym nie poszedł i co bym nie zrobił z oczami, nie uwolnię się. No i nie mam pojęcia, gdzie się niby udać ani co zrobić, pozostało mi bycie biernym obserwatorem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Mam swego rodzaju częściową eksterioryzację, część mnie stoi tutaj w ciele, które ma totalnie zdrętwiałe nogi, trzęsące się, okrwawione ręce z sygnetem i jego „właściciel” nie ogarnia, jakaż to sytuacja właśnie ma miejsce, a część jest poza tym i ma już wszystkie elementy układanki, teraz musi je poskładać. Więc zróbmy to i zobaczmy, na co nam póki co wychodzi!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new; font-weight: bold;"&gt;Zabiłem Cię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Z prawnego, religijnego, biologicznego i zdroworozsądkowego punktu widzenia to ja odebrałem Ci życie, to moja ręka trzymała nóż, który kilkakrotnie wbił się w Twoje ciało, zapewne trafiając w jeden lub więcej z ważnych organów- Twoje życie zakończyło się bardzo szybko od pierwszego dźgnięcia. Nie widziałem tak naprawdę, jak tracisz życie- miał wtedy miejsce chyba ostatni przebłysk człowieczeństwa w moim życiu, kiedy odwróciłem wzrok bo zrozumiałem, że to już. Gdy mój wzrok wrócił na swoje miejsce, oglądałem już trupa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Dlaczego to zrobiłem? Od dłuższego czasu zastanawiałem się, jak to jest odebrać komuś życie. Ale nie poczułem tego, po prostu wykonałem kilka ruchów i zrobił się trup, jakby sam z siebie, przez pośrednika. Nie zwalnia mnie to jednak z niewymownego poczucia winy i straty. Po prostu otrzymałem z tego najgorsze, co mogłem, bez tego, na czym mi zależało, zresztą, na co mi to było.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Ale dlaczego Ty? Twoja osoba od pewnego czasu była już uważaną za martwą w moim umyśle, a lepiej spłonąć, niż się wypalić, myślałem, że to będzie czysta formalność, bo na co Ty mi teraz, ale to był skurwysyński błąd, bo wszystko wskazuje na to, że sam fakt Twojego istnienia był mi do czegoś potrzebny i właśnie dlatego ta zamknięta w dysfunkcyjnym ciele część mnie nie ma pojęcia, co się stało i co teraz. I pomyśleć, że poniekąd byłem ciekaw, co by było, gdyby Cię zabrakło, no ja pierdolę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Z drugiej strony, istnieje punkt widzenia, z którego posłużyłem za narzędzie, tak jak to nóż w mojej ręce coś Ci przebił, a nie ja.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new; font-weight: bold;"&gt;To było samobójstwo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Lepiej spłonąć, niż się wypalić, a wypalanie trwało od dłuższego czasu, tacy jak Ty nie żyją długo i chyba nie ja jeden o tym wiedziałem. To była tylko kwestia czasu, ja po prostu spełniłem Twoje znikające co jakiś czas pragnienie śmierci. Posłużyłem Ci do spełnienia go, tak jak Kurtowi Cobainowi strzelba Benelli M1, Ianowi Curtisowi sznur do bielizny, a Marilyn Monroe niemała ilość środków nasennych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Właśnie złapałem się na myśleniu o sprawcy tego jako o sobie. A to też nie jest takie proste, to zrobił zupełnie kto inny niż twór zaszyty gdzieś głęboko w głowie przytwierdzonej do ciała, które trzymało ten nóż. Prawdziwy sprawca umarł razem ze swoją „ofiarą”, po prostu popełnił OGROMNY, NIEWYBACZALNY, ŚMIERTELNY BŁĄD, a że śmiertelny, zostało z niego po wszystkim za mało, by nazwać to człowiekiem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new; font-weight: bold;"&gt;To było zbiorowe samobójstwo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Na miejscu „zbrodni” zostały dwa martwe ciała- jedno leżące na ziemi z ranami kłutymi i ciętymi, drugie stojące nad tym pierwszym i zdolne jedynie do odbierania prostych bodźców wzrokowych, jak widok zwłok i zakrwawionych dłoni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Twoje narzędzie było dalece bardziej złożone niż z rękojeści i ostrza, no i nie podołało, bo zanihilowało samo siebie razem z Tobą. Zespół obcej ręki padł mi na coś równie istotnego co serce czy głowa, więc zdecydowałem się to wyciąć. A było to chore i poobijane, ale zbyt niezbędne, by zastąpić leczenie amputacją.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;To nawet i lepiej, człowiek, który to zrobił i tak prędzej czy później doprowadziłby się do stanu ćwierćżywej powłoki cielesnej, nawet, gdyby wytrzymał to, co dzieje się teraz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Podsumowując, zostały Twoje, stygnące zwłoki, ciało, które kiedyś nazywałem sobą, ale po zupełnym oddzieleniu się tej najbardziej racjonalnej, najmniej podatnej na emocje części mojej osoby w ciele została roślinka zdolna do stania, trzęsienia się i oglądania swoich rąk i Ciebie, a także poza tym wszystkim i czymkolwiek innym ja, bierny obserwator, któremu chyba coś jednak zostało z wspomnianego już sprawcy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: courier new;"&gt;Chyba, że na nowo tonę w miazdze z umysłu, stając się jej częścią. Chyba dopiero teraz umieram. I to zupełnie sam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right; font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;(jede ähnlichkeit mit ihr wäre rein zufällig)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-267797914505080350?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/267797914505080350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/04/all-beauty-must-die.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/267797914505080350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/267797914505080350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/04/all-beauty-must-die.html' title='All Beauty Must Die'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-4862586517045561928</id><published>2010-04-02T00:03:00.000+02:00</published><updated>2010-04-02T00:05:23.320+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='system'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bunt'/><title type='text'>Kein Bestandtein Sein</title><content type='html'>Wy, którzy to czytacie, jesteście w przeważającej większości (mógłbym nawet rzec, że prawie wszyscy) ludźmi młodymi, przed którymi jeszcze całe życie, tak jak i przede mną. To, że zdecydowaliście się na lekturę tego tekstu jest pewną sugestią mówiącą, że macie jako taką świadomość co i jak ze wszystkim na tym świecie. Ty, jako jeden z adresatów apostrofy występującej w tym akapicie zapewne podążasz którąś z dwóch dróg: albo zależy ci na ustawieniu się, studiach, spokojnym i dostatnim życiu, albo chcesz fakać system.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;War!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fuck the system&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;War!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fuck the system&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fuck the system &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od złych wieści dla tych fakających. Bez względu na to, czy jesteś bezdomny, bezrobotny, czy może złodziej (łamane przez „czy chcesz być”), nie wydostaniesz się z systemu! Prędzej czy później będziesz musiał kupić coś do jedzenia, „jedzenia”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-szczera prośba: dorzucicie się na winko?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-brakuje nam do wina, dorzucicie się?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;-metale zawsze mają drobniale!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;palenia, ewentualnie kiedyś przyłapią cię na kradzieży i stracisz to, co się dla ciebie liczy, czyli wolność. Wolność? To zastanów się, jak bez kasy pojedziesz w jakieś egzotyczne miejsce, które zawsze chciałeś odwiedzić (i jeszcze jak się o tym miejscu dowiedziałeś, hihi). W jaki sposób doświadczysz pojęcia „luksusu”, którego każdy tak naprawdę chciałby spróbować.&lt;br /&gt;Fakać system to sobie mogą co najwyżej Indianie w dżungli amazońskiej, bo nikt o nich nie wie ani oni nie mają pojęcia o systemie i cywilizacji, ale co z tego, kiedy żyją w swoim własnym i ich horyzonty kończą się z jednej strony na granicy terenu łowieckiego, a z drugiej na jakichś bagnach czy innej barierze naturalnej.&lt;br /&gt;W ten sam sposób, zakładając, że z równie anarchistycznymi znajomymi zbudujesz ze śmieci jakieś miejsce do życia, zrobisz ubrania z rosnącej nieopodal trawy i będziesz wpierdalać liście i to, co będzie przebiegało w pobliżu do końca swoich dni, będziesz prowadził strasznie ograniczony i bezsensowny tryb życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogódźcie się z faktem, że cywilizacja jest zajebista i, przynajmniej dla mnie, nie warto z niej rezygnować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, ty z drugiej strony barykady, nie czuj się taki udobruchany moimi ostatnimi słowami.&lt;br /&gt;Pójdziesz może do następnej dobrej szkoły, albo od razu na dobre studia, potem zdobędziesz dobrą pracę, założysz rodzinę, będziesz miał golfa, skodę fabię albo forda focusa, będziesz wstawał na 8 do pracy, wracał o 16, robił zakupy w supermarkecie, dbał o przyszłość twoich dzieci (jako człowiek z wpojoną skromnością i strachem przed mierzeniem za wysoko, bo zarobienie na tego focusa było takie ciężkie, strach pomyśleć, że można by mieć BMW, tak więc dziecko ma mieć przyszłość taką jak twoja, nie zaprzątaj sobie głowy myślą, że może mieć dużo lepiej), czasami pozwalał sobie na szaleństwo i pił piwo, w końcu umrzesz, pozostawiając piętno na życiu... twojego partnera życiowego i kilku znajomych. Kochani, cywilizacja nie zrobiła bardzo dużego kroku, żyje się może i wygodniej i ciekawiej, ale tak naprawdę &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wszystko sprowadza się do tego, żeby przedłużyć gatunek i podtrzymywać warunki egzystencji dla innych. &lt;/span&gt;Indianie w dżungli mają dzidy, wy (my? :S) mamy komputery i komórki, oni polują, by żyć, my codziennie zasuwamy do pracy, aż do emerytury, teoretycznie po to, żeby podwyższać standard życia swój i krewnych, ale tak naprawdę to te wszystkie telewizory o wielocalowych przekątnych i lodówki to marchewka na końcu kija, żeby było po co pracować i nie dać się rozpaść tej ogólnoświatowej hodowli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żywię szczerą nadzieję, że po lekturze tego, co właśnie przeczytaliście będziecie czuć się tak jak ja ostatnio.&lt;br /&gt;Bo obydwie te ścieżki są dla mnie tak samo niewygodne, ograniczające i ideologicznie bezsensowne, jak pierdolony teatrzyk, udajemy, że żyjemy, pobawmy się w ubogacanie swojej osobowości, obejrzyjmy program na discovery, wypalmy coś w jakimś skłocie i zobaczmy wszystko z innej strony, wszystko dzięki specyfikowi, na sprzedaży którego zarabia mnóstwo ludzi, zarówno tych bardziej anarchistycznych, jak i inwestujących w to wszystko biznesmenów, zajmujących się poza tym „legalnymi” interesami.&lt;br /&gt;Dlaczego „legalnymi” w cudzysłowie, skoro te działalności handlowe są zarejestrowane i ci ludzie zajmują się bardzo zwykłymi, ani trochę nie zakazanymi przez system rzeczami?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bo to wszystko jest umowne jak nie wiem co, wszystko, twoje obywatelstwo, jednostki miar, których używasz, praca to po prostu wykonywanie poszczególnych czynności, za które otrzymujesz wynagrodzenie z umownej waluty, a nie prawdziwe „paliwo” życia, prawo, wszystko, jak już wspomniałem, to jeden wielki teatrzyk.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, ja tego tak nie chcę zostawić. „Bunt” nie ma sensu, świata się nie zmieni, szczególnie że większość uczestników tej maskarady bierze ją na serio i jest z niej zadowolona, nie można też być zupełnie poza tym (jak w tytule notki). Co więc planuję?&lt;br /&gt;Jeżeli nie czytaliście nigdy „Limes Inferior” Janusza Zajdla to błagam, zróbcie to, ta książka to wzbogacona i ciekawiej podana wersja tego wpisu, jeżeli czytaliście to powinniście wiedzieć, czym jest continuum w świecie tej powieści. I to wam chyba wystarczy.&lt;br /&gt;W każdym razie, chcę sterować tym wszystkim, być na najwyższym poziomie systemu, w kabinie kontrolnej. Nie chcę bawić się w życie, zamiast rzeczywiście je mieć, chcę mieć wpływ na życie innych, nie chcę rezygnować ze zdobyczy cywilizacji, którymi cieszą się także uczestnicy teatrzyku, bo lubię dobre jedzenie, drogie buty, Internet i elektronikę. Jak to osiągnąć?&lt;br /&gt;Bycie politykiem to niby niezła opcja, lecz najważniejszą jej wadą jest bycie non stop pod obserwacją „obywateli”, nie mógłbym więc robić wielu rzeczy uważanych za niemoralne/niegodne polityka. Bycie sławnym? Tak, ale odpowiednio sławnym, bo taki Krzysztof Ibisz jest produktem przeznaczonym dla aktorów w teatrzyku, jak Coca-Cola, którą piją podczas sceny zaspokajania pragnienia wpisanej w scenariusz dlatego, że aktorom naprawdę zasycha w gardle. Kimś sławnym dla odpowiedniej grupy ludzi, może niekoniecznie jak Marilyn Manson, bo jego wpływ na uczestników teatrzyku jest całkiem niezły, ale i tak nieistotny dla niczego, ktoś doceniany i znany tylko przez ludzi nadających na jego falach (w tym momencie powinienem wypisać kilka nazwisk związanych z industrialem i muzyką awangardową). Ewentualnie, można zostać jakimś biznesmenem, może nie najbogatszym, bo bycie w czymś naj czyni z nas postać medialną, czyli produkt (któremu nie wszystko wolno), ale posiadaczem jakiegoś ogólnoświatowego przedsiębiorstwa dostarczającego czegoś ważnego aktorom w teatrzyku. Wyobraź sobie, że jesteś prezesem Coca-Cola Co i chcesz zwiększyć przyrost naturalny na świecie. Myślisz, że ktoś się zorientuje, że objęta tajemnicą receptura twoich napojów składa się między innymi z jakiegoś afrodyzjaku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, ile ludzi jadąc na 8 rano do pracy fordem focusem wspomina czasy, kiedy myślało tak samo. Szkoda, że nie mogę przyrzec, że ja w takiej sytuacji się nie znajdę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-4862586517045561928?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/4862586517045561928/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/04/kein-bestandtein-sein.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4862586517045561928'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4862586517045561928'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/04/kein-bestandtein-sein.html' title='Kein Bestandtein Sein'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-5930302588144733161</id><published>2010-03-15T00:40:00.001+01:00</published><updated>2010-03-15T00:45:43.483+01:00</updated><title type='text'>PHANTASMAGORIEN, DIE KURZ UND UNVERMITTELT AUFBLITZEN</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Uwaga, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;Soku&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; musi się, powiedzmy, wyżalić, wyjątkowo nie przykłada się do tego, jak się to będzie czytać więc lojalnie ostrzegam, że ten tekst może być niestrawny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Czasami, kiedy coś napiszę, zostaje &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; zadane pytanie „dlaczego to napisałeś?”. Zwykle odpowiadam że uznałem koncept za warty podzielenia się ze światem, ewentualnie że uznałem, że polepszy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; to nastrój, lecz tym razem jest inaczej. Robi się popierdolenie i to tak że naprawdę nie znam innego miejsca, gdzie mógłbym o tym napisać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;No właśnie, pierwszy problem- &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;moją&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; ulubioną metodą na rozwiązywanie wyjątkowo skomplikowanych kwestii jest pytanie się każdej w miarę zaufanej osoby, co zrobić. Spośród wszystkich zaproponowanych rozwiązań albo wybieram najlepsze, albo tworzę coś z kilku z podanych, ewentualnie modyfikuję któreś z nich. Metoda prawie pozbawiona luk (chociaż zdarzali się źli doradcy, ale i tak wina leży zawsze po &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mojej&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; stronie, bo widocznie zabrakło odpowiedniej weryfikacji), lecz mająca duży skutek uboczny. Jak dowiedziałem się raz od kogoś, jestem „ekstrawertykiem tym, czym jestem introwertyczny”, czyli lubię opowiadać innym o tym, co o &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;sobie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; wymyśliłem (chociażby na tym opiera się &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mój&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; blog). Lubię aż tak, że na ostatniej imprezie sformułowałem następujący wniosek:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-family: georgia;"&gt;GDYBY WSZYSCY LUDZIE, Z JAKIMI KIEDYKOLWIEK ROZMAWIAŁEM ZEBRALI SIĘ I ZEBRALI DO KUPY WSZYSTKO, CO SIĘ O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MNIE&lt;/span&gt; DOWIEDZIELI ODE &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MNIE&lt;/span&gt;, OTRZYMALIBY STUPROCENTOWO PRZEJRZYSTY OBRAZ MOJEJ OSOBY.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Tak więc łączcie się, hehe, zobaczymy, co wam wyjdzie i co z tym zrobicie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Kiedy pisałem (niezbyt) pamiętny wpis pt Futter Mein Ego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;moje&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; życie charakteryzowała wręcz niepojęta dla &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mnie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; obecnie stabilizacja, nastrój prawie zawsze taki sam, podejście do życia  ustalone, wszystko było skończone, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-family: georgia;"&gt;mene, mene, tekel, upharsin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;. Byłem przy tym ciekawy, co będzie następne, bo jak zdążyłem już dawno zauważyć, wszechświat dąży do entropii i to po prostu nie mogło się utrzymać. Spodziewałem się jednak czegoś równie ostatecznego, nie wziąłem nawet pod uwagę, że to może wyglądać inaczej. A w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;moim&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; życiu panuje zasada mówiąca, że bez względu na to, ile scenariuszy jakiegoś zdarzenia wymyślę, sprawdzi się ten, o którym nie pomyślałem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;A zmiana wreszcie nastąpiła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Niespodziewanie znalazłem się w kilku zupełnie nieprzewidzianych sytuacjach, i kiedy przywykłem do jednej, od razu pakowałem się w drugą, tak więc OD PEWNEGO CZASU JEDYNE, CO JEST NIEZMIENNE W &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;MOIM&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; ŻYCIU TO NIEUSTANNY CHAOS. Czuję się jak w kalejdoskopie, nie jestem w stanie być odpowiedzialnym za &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;swoje&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; słowa, czyny, za nic, bo za chwilę mogę uznać jakąkolwiek z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt; moich&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; rozkmin za zupełnie błędną i że mogłem zrobić to lepiej. Zanim zdążę ustalić, jaki właściwie mam nastrój ten zmienia się na coś innego, z czym mam identyczny problem. Jest to też spory cios dla&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt; mojego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; poczucia własnej wartości, które się mocno zmienia i niestety już na dobre sobie przypomniałem jak to jest się czuć słabym i bezradnym. Ze wszystkich &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;swoich &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;„twarzy” najbardziej nienawidzę tej wysokiego i wyglądającego z daleka na dostojnego faceta, który z bliska okazuje się być totalną cipą. W innych chwilach wydaję się dla siebie samego tak zajebisty, jak nigdy wcześniej. Co sprawia, że upadek do poziomu cipy jest jeszcze boleśniejszy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Bardzo ciekawy jestem, czy podczas &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mojego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; życia spotka &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mnie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; coś jeszcze bardziej zjebanego od okresu dojrzewania. Śmiem wątpić, ale jakby co, jestem na to gotowy- wszystko jest przecież skończone, kiedyś dorosnę, kiedyś będzie wiosna i mi się polepszy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Mimo wszystko, ostatnie zdarzenia mają swoje pozytywne strony. Po pierwsze, poszerzam swoje horyzonty, zdobywając cenne doświadczenie, które na pewno &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; się przyda a teraz na pewno sprawia, że się nie nudzę. To niepojęte, jak szybko wydaje &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; się biec czas, i jak niesamowicie odległe wydają &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; się prawie wszystkie wspomnienia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Po drugie, powoli zaczyna &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; się krystalizować nowy, o wiele lepszy system wartości, dzięki któremu tracę mniej czasu na pierdolenie się z nie tym i nie tymi, co trzeba. Ten dystans, o którym napisałem już niemało tutaj staje się możliwy do kontroli, jakbym miał po prostu gałkę z napisem MIN po lewej i MAX po prawej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;Ogólnie rzecz biorąc jestem z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt; siebie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt;i z tego, co&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt; mnie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; otacza całkiem zadowolony, chociaż naprawdę czekam na wiosnę i lato bo wtedy ostatecznie wyklaruje się to, co się teraz ze &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;mną&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; robi, a  &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-family: georgia;"&gt;ja&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: georgia;"&gt; jednak nie lubię nieustannego chaosu.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-5930302588144733161?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/5930302588144733161/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/03/phantasmagorien-die-kurz-und.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5930302588144733161'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5930302588144733161'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/03/phantasmagorien-die-kurz-und.html' title='PHANTASMAGORIEN, DIE KURZ UND UNVERMITTELT AUFBLITZEN'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-3545827568951348506</id><published>2010-02-28T18:44:00.007+01:00</published><updated>2010-02-28T22:16:13.490+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seks'/><title type='text'>To Fix The Gash In Your Head</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=v5VXqHARqFA"&gt;(http://www.youtube.com/watch?v=v5VXqHARqFA&lt;/a&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Jak zapewne wiesz, jestem psychologiem policyjnym. Ponieważ jesteś nieletni, to ja będę z tobą rozmawiać i to ja spiszę twoje zeznania. W związku z tym musisz wiedzieć, że nie możesz mnie teraz okłamywać- jest to karalne. Rozumiesz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Tak.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Więc, możemy zacząć?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Tak. Słucham.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Przede wszystkim, czy rozumiesz, jakiego przestępstwa się dopuściłeś i czy przyznajesz się do winy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Owszem, rozumiem, że to, co zrobiłem jest karalne.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-W takim razie... Jak ją do tego namówiłeś? Z naszych informacji wynika, że nigdy wcześniej nie robiła niczego podobnego, miała tylko jednego chłopaka i to parę lat temu...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Jeżeli was to interesuje to mogę potwierdzić te informacje. Warto dodać, że z fizycznego punktu widzenia jest nadal dziewicą, hehe.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Mógłbyś odpowiedzieć na pytanie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Oczywiście. Rozważałem dwie możliwości. Pierwsza zakładała użycie przemocy- to rozwiązanie miało wiele luk: mogło się nie udać, mogłaby uciec, jakby nie patrzeć, mógłbym sobie z nią nie poradzić. Najważniejszym problemem było to, że wtedy od razu postawiłaby się w pozycji ofiary, wszyscy by jej współczuli, ja byłbym tym złym... A nie o to chodziło. Szybko doszedłem do wniosku, że można wykorzystać jej pogarszającą się sytuację finansową i po prostu zaproponować jej odpowiednią sumę pieniędzy w zamian za to. W ten sposób...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Ile?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Tysiąc. Pięć stów przed, pięć stów po. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;(kłamstwo)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Skąd miałeś tyle pieniędzy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Uzbierałem.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Na pewno?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Sprzedałem też trochę badziewia ze swoich starych zabawek i rzeczy w tym guście. Naprawdę, nie zdobyłem ani grosza z tej sumy kradzieżą.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Teraz ważne pytanie, lepiej przemyśl dobrze odpowiedź. Dlaczego to zrobiłeś?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Trzeba było dać mi dokończyć przed chwilą. Podobała mi się od dłuższego czasu, jednak podjęte przez nią działania destrukcyjne wymierzona w naszą znajomość sprawiły, że jej po prostu nie cierpię. Skrzywdziła mnie, a ja chciałem się zemścić. Postanowiłem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu- zaspokoić swoją ogromną... ochotę na nią, a przy tym odegrać się, upokorzyć ją i sprawić by się brzydziła sobą bardziej niż kimkolwiek innym. Płacąc jej za to sprawiłem, że wyszła na prostytutkę i to z własnej woli, to nie ja jestem tym, kto zniszczył jej czystość... Która zresztą nie była jej potrzebna, jednak dla jej moralności typowej dla osoby z tego segmentu społeczeństwa (i wynikającej z jej obecności w nim) był to spory cios, na który zasługiwała. Zasługiwała zarówno ze względu na to, że przeżyłem przez nią w chuj...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Słucham?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Przepraszam, poniosło mnie. Przeżyłem przez nią dużo beznadziejnych chwil, potraktowała mnie w pewnym momencie jak śmiecia, ale zasługiwała na to także przez jej zgrywanie dziewczynki z dobrego domu, która się nawet nie tyka tego co zostało jej wpojone jako złe, a ona nie ma najmniejszego zamiaru tego kwestionować... Strasznie denerwowała mnie u niej ta cecha.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Nie mogłeś jej tego po prostu powiedzieć?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Nie zwykła sobie brać do serca tego, co ma jej do powiedzenia motłoch mojego pokroju.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Inne ważne pytanie. Czy żałujesz tego, co zrobiłeś?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Tego, co ja zrobiłem nie. Było niesamowicie przyjemnie, strasznie podniecał mnie fakt odegrania się na niej, upokorzenia jej, a także czysto fizyczny aspekt sytuacji- jej delikatne ruchy, wynikające z niepewności i braku doświadczenia w...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Już wystarczy, możesz oszczędzić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Chciałem jednak powiedzieć że żałuję, że jakiś ciul nie wiedzieć czemu przechodził pod oknem sali z polskiego, do której jeszcze specjalnie ukradłem klucz z portierni w szkole i nie tylko był na tyle głupi, by zacząć filmować to telefonem przez jakąś szparę pomiędzy zasłonami ale także na tyle, by potem wrzucić to na redtube i rozreklamować po całej szkole. To naprawdę nie miało tak wyglądać, mieliśmy o wszystkim zapomnieć po, zakończyć ostatecznie naszą znajomość i od tego czasu udawać, że się nie znamy, nie mówić nikomu o tym, co się stało. Żałuję tylko tego, że natknął się na nas ten idiota.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Kradzież klucza to już jest sprawa dla szkoły, nie dla nas... W każdym razie, co czułeś w trakcie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Jak już wspomniałem, bardzo mi się podobało, napawałem się jej upokorzeniem, jej ruchami, tym, jak spuszczała wzrok, ilekroć spoglądałem w dół, nerwową ciszą, kiedy po wszystkim wstała i szła do umywalki, bo...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Już, wystarczy! Może nie powinnam tego w tej chwili mówić, ale będę zmuszona przedstawić sądowi rodzinnemu opinię, że jesteś jednostką zdemoralizowaną.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-No cóż, przynajmniej jestem szczery.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Wracając do sprawy, rozumiem, że zrobiłbyś to jeszcze raz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Tak, ale zasłoniłbym dokładniej zasłony, hehe.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Wcześniej mówiłeś, że to miał być pierwszy i ostatni raz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Chodzi o to, że gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to samo. Nie widziałbym jej jednak w roli stałej kochanki.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Dlaczego?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Aż tak mi się nie podoba, nie stać mnie, jednorazowo było to wyjątkowe doświadczenie, nie chciałbym jej mimo wszystko aż tak zniszczyć. Naprawdę, teraz życzę jej wszystkiego dobrego, chciałem, żebyśmy byli kwita i zapomnieli, żeśmy się w ogóle znali, ale niestety...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Innymi słowy, widzisz swojego kolegę z klasy, który nagrał całą sytuację telefonem komórkowym i opublikował nagranie na pewnej stronie pornograficznej za głównego winowajcę?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Tak. Inaczej nikt by się nie dowiedział, a długofalowy wpływ zajścia na jej psychikę byłby zupełnie inny, taki, jak zamierzyłem...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Byłeś w pełni świadomy prawdopodobnych skutków spowodowanej przez ciebie sytuacji i godziłeś się na nie? Złamałeś pewne prawo z powodu, dla którego prawo to zakazuje tego, co zrobiłeś?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Kurwa mać! Czemu pani już z góry bierze mnie za winnego? Dlatego, że nie tylko zrobiłem coś, na co większość moich rówieśników miałoby ochotę ale także szczerze przyznałem się do tego, że mi się podobało i co dokładnie było takie fajne? Przecież to was obchodzi! No i co najważniejsze, mogła mi odmówić! Skoro jest w moim wieku, a ja tutaj odpowiadam za swoje słowa i konsekwencje swoich czynów, to ona też mogła, kiedy składałem jej propozycję!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;-Widzę, że ta rozmowa nie ma sensu. Teraz się już pożegnamy, twoi rodzice otrzymają w ciągu najbliższego tygodnia list z datą następnego przesłuchania. Możesz wyjść.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;-Do widzenia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-3545827568951348506?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/3545827568951348506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/02/to-fix-gash-in-your-head.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3545827568951348506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3545827568951348506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/02/to-fix-gash-in-your-head.html' title='To Fix The Gash In Your Head'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-4247793104014106620</id><published>2010-02-11T19:03:00.002+01:00</published><updated>2010-02-11T19:07:00.049+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='logo'/><title type='text'>Ende Neu</title><content type='html'>Tak, to logo będzie na dłużej, tzn do następnej zmiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To są moje żebra i kawałek klatki piersiowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, nie ma to związku z moim zdrowiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interpretacja jest dowolna, nie będę wam podsuwał żadnych bzdur, ja uznałem, że to po prostu pasuje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-4247793104014106620?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/4247793104014106620/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/02/ende-neu.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4247793104014106620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4247793104014106620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/02/ende-neu.html' title='Ende Neu'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-7690793535204392410</id><published>2010-01-27T21:08:00.000+01:00</published><updated>2010-01-27T21:10:13.758+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='altruizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='egoizm'/><title type='text'>So fucking special</title><content type='html'>Wiem, że akcentowanie swojego egoizmu na każdym kroku przeze mnie jest strasznie denerwujące, nawet mnie to mierzi, gdy zdarza mi się przeglądać moje teksty. Mogę się jedynie usprawiedliwić, że polubiłem w sobie tą cechę stosunkowo niedawno i muszę się po prostu nacieszyć, jak każdą inną zabawką. Mimo to, zdałem sobie niedawno sprawę z tego, że przeginam. Początkowo zaakceptowanie swojego egocentryzmu przyszło mi łatwo jako pogodzenie się ze swoją naturalną cechą charakteru, prawie jak polubienie, że ma się zielone oczy, a nie niebieskie. „Pogodzenie się z naturą” nie trwało jednak zbyt długo, bo jak już wspomniałem zacząłem nadużywać nowej zabawki i „sztucznie” tłumiłem w sobie wszelkie odruchy altruizmu czy współczucia. Nawet jak robiłem komuś przysługę, dorabiałem sobie historię o tym, że tak naprawdę wychodzi na moje. Zupełnie bez sensu, totalny paradoks. Dopiero niedawno zrozumiałem, że są ludzie, na których szczęściu zależy mi prawie tak samo jak na moim (w chwili, kiedy jedna z ważniejszych dla mnie osób była po prostu smutna ze znanego mi powodu ja czułem się również źle i to nie dlatego, że „co by było, gdybym to był ja”, tylko po prostu ktoś, kto powinien w moim mniemaniu być zawsze szczęśliwy, bo na to zasługuje taki nie jest), a i los takich, których w ogóle nie znam jest w stanie mnie poruszyć (oglądałem niedawno w szkole „Dzieci z Leningradzkiego” i cóż, rozjebało mnie, pomimo stałego dostępu do Internetu i wynikającego z tego faktu kilkukrotnego przypadkowego zetknięcia się z dosyć szokującymi treściami wrażenie, jakie zrobił ten film było ogromne). Niby takie przeżycia jak te opisane w nawiasach psują mi trochę mój obraz siebie i świata, ale dobrze mi z tym. Skoro tacy ludzie jak ja myślą o innych, to jak dobrzy dla mnie mogą być myślący inaczej? Fajnie też, że jednak jestem zdolny do poświęceń czy nawet miłości, w co zdarzało mi się wątpić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, nie jest mimo wszystko aż tak różowo, nie spodziewajcie się zobaczyć mnie wkrótce na fotelu prezesa jakiejś fundacji. Zauważyłem w swoim stosunku do innych jeszcze coś: wydaje mi się (czyli tak jest :)), że sporo osób, których znam jest mi cholernie niepotrzebnych. Nie, że mnie denerwują, działają na moją szkodę w jakiś sposób (takich też jest dużo. Części z nich życzę śmierci. A właściwie nie życzyłbym sobie, żeby w ogóle się rodzili.), po prostu ich relacje z nimi wydają mi się zupełnie jałowe i bezwartościowe. Są to ludzie, z którymi nie dzielę zainteresowań, światopoglądu, źle mi się z nimi rozmawia, nie mają żadnych znaczących wad ani zalet, nie są atrakcyjni, nie są jacykolwiek, osobowości tych wszystkich ludzi zlewają mi się w jedną. Znajomość z nimi nie daje mi żadnych korzyści, poczucia spełnienia, radości, rozrywki czy poczucia obcowania z czymś dobrym, interesującym czy wartościowym. Tłuczenie rozmów z nimi na tematy w stylu „co tam?” niemożliwie mnie męczy, bo nie mam im nic do zaoferowania poza jakąś anegdotką nie starszą niż ostatnie 12 godzin, a oni nic ponad komentarz do anegdotki i coś z ich życia, co za cholerę mnie nie obchodzi, a jeżeli już sam o to zapytam, to z grzeczności. Tak, z pierdolonej grzeczności, bo mam jaja żeby wypisywać takie rzeczy w miejscu, gdzie każdy z opisywanymi tutaj ludźmi włącznie może to przeczytać, ale nie mam jaj, by każdemu z nich po kolei kazać się odwalić i iść gdzieś, gdzie moja przestrzeń życiowa nie sięga. Bo z jednej strony ludzie, których mam dupie, a oni starają się stamtąd wydostać (tak, większość „niepotrzebnych” lubi mnie o wiele bardziej, niż ja ich)  mogliby dla mnie nie istnieć, ale jednak lubię być lubiany i nie potrafię wywalić po chamsku, z grubej rury co o kimś myślę, nie potrafię go wywalić na zbity pysk z moich znajomych i mojego życia. Najwygodniej by dla mnie było, gdyby oni wszyscy się w ogóle nie urodzili, zabić teraz chociażby się nie mogą, bo jednak byłoby mi przykro, w końcu to moi znajomi!&lt;br /&gt;Zauważyłem, że krąg ludzi, których naprawdę lubię, którzy mnie naprawdę obchodzą się zmniejsza, może to dlatego, że zdarzyło mi się poznać niedawno kilka bardzo wartościowych osób (naprawdę wartościowych, bardzo rzadko się zdarza, żeby ktoś spełnił moje oczekiwania, a jak ktoś je przerośnie to już w ogóle. Im się to udało.), tak, że poprzeczka jest teraz wyżej i niestety, niektórzy mają za krótkie kijki i zostali zdegradowani do innych kategorii- znienawidzonych lub niepotrzebnych (chociaż tak na dobrą sprawę druga kategoria jest podkategorią pierwszej). Posiadam dziwną mieszankę takich cech jak narcyzm i egoizm sprawiającą, że zależy mi na „byciu lubianym” i akceptacji innych, ale tylko tych, których ja lubię i akceptuję. Nie wiem, czy z takimi predyspozycjami mogę być sławny, ale tak naprawdę na początku znajomości czuję sympatię do prawie każdego (dziwne, prawda?)- dzisiaj polubiłem kasjerkę (ekspedientkę?) w McDonaldzie, nie wiem dlaczego, może dlatego, że nawet w takim zapierdolu była uśmiechnięta i wczoraj też obsługiwała mojego kolegę, hehe. Tak więc teoretycznie będę czuł sympatię do każdego mojego fana, więc mój narcyzm będzie siedział sobie zadowolony, a ja razem z nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Jeżeli jesteś moim znajomym i po przeczytaniu tego tekstu zastanawiasz się, lub nawet chcesz mnie zapytać, czy jesteś wśród „niepotrzebnych” to wygląda na to, że jesteś zbyt mało pewny trwałości i siły naszej relacji i słusznie, bo gdybyś nie był niepotrzebny nie miałbyś wątpliwości, tak więc możesz odwalić się, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że tego nie odczuję. Jeżeli jednak tak się stanie, ja już o to zadbam, by utwierdzić cię w przekonaniu, że naprawdę cię lubię.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-7690793535204392410?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/7690793535204392410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/01/so-fucking-special.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7690793535204392410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7690793535204392410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/01/so-fucking-special.html' title='So fucking special'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-1213075112850015608</id><published>2010-01-07T21:06:00.002+01:00</published><updated>2010-01-07T21:09:29.298+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='choroba psychiczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szpital'/><title type='text'>Hospitalistische Kinder</title><content type='html'>W moim mieście znajduje się szpital psychiatryczny. Teoretycznie szpital, bo skupia on psychicznie chorych, jednak instytucja ta w żadnym wypadku nie zajmuje się ich leczeniem. Nie może, ponieważ choroba, w której się specjalizuje jest nie do uleczenia przez żaden czynnik inny od czasu. Jest to więc swego rodzaju azyl, a właściwie zagroda dla chorych, utworzona poniekąd dla ich dobra (a przynajmniej z założenia), ale przede wszystkim jako próba umożliwienia im życia w społeczeństwie bez niszczenia go. Terapia stosowana w ów ośrodku nie ma nic do poświęconej mu choroby, ma na celu uczynienie rekonwalescencji jak najszybszą, a normalne życie po wyzdrowieniu jak najbardziej możliwym. Niestety, terapia ta nie działa, to, kim się jest po wyjściu stamtąd zależy tylko i wyłącznie od cech wrodzonych poszczególnych pacjentów. Prób leczenia choroby podejmuje się tylko w wyjątkowo ostrych przypadkach (diagnozowanych wyłącznie po objawach obserwowanych bez ingerencji obserwującego, tzn. personelu), chociaż polega ono na przeniesieniu chorego do innego ośrodka, gdzie zamyka się przed nim ostatnią szansę na wyzdrowienie, ale łagodzi przebieg choroby u innych pacjentów. Mniejszości zawsze stanowiły cholerny problem, tutaj jest on świetnie rozwiązany. Niestety, tylko to działa prawidłowo, cały szpital to dokumentnie popierdolona instytucja oparta na niezłym pomyśle, dokumentnie spieprzonym przez ludzi dalece bardziej ułomnych od tych, którzy postanowili taki organ państwowy (!) założyć. Ale jest to konieczność, w gruncie rzeczy nie dało się tego zrealizować inaczej, bo bez takiego szpitala chorzy nigdy by nie byli ludźmi zdrowymi (a tak chociaż jakiś procent może funkcjonować normalnie), mogli by nie być w ogóle, dając upust swoim skłonnościom autodestrukcyjnym (które, jakby nie patrzeć, w szpitalu są chociaż trochę temperowane). Tak więc pacjenci, chociaż zagłębiając się nawzajem we własnym pojebaniu, są chronieni przed skutkami choroby (mimo, że ta się nasila).&lt;br /&gt;Właśnie, choroba. Ma ona dziwny przebieg, ponieważ dzieli się na wiele etapów, łączy je jednak kilka cech wspólnych. Poza wspomnianą nieuleczalnością i zwiększeniem skłonności autodestrukcyjnych, łatwo można zauważyć u chorych takie cechy jak infantylizm, zwiększony popęd seksualny i skłonność do zachowań seksualnych (co w połączeniu zresztą cech tworzy patologiczne, mrożące krew w żyłach sytuacje), nieustanne uczucie zagrożenia, wyolbrzymianie zupełnie nieistotnych z perspektywy zdrowych problemów, potrzebę akceptacji u innych, potrzebę klasyfikowania rzeczywistości i napotykanych osób, wyjątkowe przywiązanie do cech powierzchownych swoich i innych, nadnaturalnie działający instynkt stadny, upośledzony mechanizm oceny siebie i innych, celowe przytępianie swojej wrodzonej inteligencji i niewłaściwe interpretowanie, przytłumianie lub wyolbrzymianie własnych potrzeb.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Leczę się w tym szpitalu. Nie wiem, czy jestem chory, nie potrafię zdiagnozować u siebie ww. objawów, ale przecież mogę mieć upośledzony mechanizm oceny siebie i innych. Jeżeli już jestem chory, to jestem jakimś wyjątkowym przypadkiem, skoro o tym piszę. Przebieg mojej choroby nie jest ostry, nie przypominam w niczym tych znajdujących się w ośrodkach dla najostrzejszych przypadków.&lt;br /&gt;Może się zastanawiacie, skąd mam internet i inne dobra, o których czasami wspominam w psychiatryku, ale fizycznie w budynku szpitala przebywam tak jak inni chorzy zaledwie kilka godzin dziennie. W każdym innym sensie nie wychodzi się z niego aż do wyzdrowienia, gdzie bym nie poszedł, wciąż jestem pod skrzydłami niechcianej przeze mnie opieki psychiatrycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ty, który to czytasz, jesteś pacjentem któregoś z takich ośrodków, których jest po kilka w każdym mieście, albo byłeś, to tam nauczyłeś się przecież czytać. Możliwe, że nawet znasz mnie z tej samej grupy terapeutycznej. Jeżeli tak to nawet pewnie nie wiesz jak jestem rozgoryczony tym, że przykładając się do terapii w ośrodku dla chorych o wcześnie zdiagnozowanym schorzeniu (diagnozuje się po liczbie lat od momentu urodzenia) trafiłem do miejsca, gdzie są w większości totalni psychole, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego, a jestem mierzony przez wszystkich (łącznie z nimi) tą samą miarą, co oni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Oby ten rok nie był gorszy od poprzedniego, jeżeli to w ogóle możliwe, przyjmijcie moje serdeczne życzenia i potraktujcie je jako podsumowanie roku 2009, o które ktoś prosił.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-1213075112850015608?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/1213075112850015608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/01/hospitalistische-kinder.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/1213075112850015608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/1213075112850015608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2010/01/hospitalistische-kinder.html' title='Hospitalistische Kinder'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-7121884602260256642</id><published>2009-12-17T20:48:00.001+01:00</published><updated>2009-12-17T20:57:17.421+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='materializm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='władza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sława'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='marzenie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wizja'/><title type='text'>And I am the sun, I rise above the world</title><content type='html'>Miałem ostatnio wizję. Nie wiem, czy „wizja” to odpowiednie określenie, ale nie jestem w stanie dopasować trafniejszego. W każdym razie, wizja nie naszła mnie w jakichś romantycznych okolicznościach, typu „kiedy pięść dresiarza miała ponownie uderzyć w moją twarz, zobaczyłem...” czy „kupowałem mleko w monopolowym, gdy...” tylko w sytuacji chujni i to nawet nie wyróżniającej się czymś, jak dostawanie po ryju, ani nie symbolicznej, jak kupowanie mleka w sklepie, tylko w tak beznadziejnym punkcie czasoprzestrzeni, jak o 8.10 na lekcji geografii. O takiej porze mój umysł jest dosyć daleki od pełnej sprawności, a i lekcje geografii są na tyle porywające, że moje myśli dryfują w może i ciekawe, ale niezbyt podobające się mi rejony, dalekie od programu nauczania.&lt;br /&gt;I tak nie rozkminiając niczego konkretnego otworzyłem podręcznik gdzieś w środku rozdziału związanego z USA, zobaczyłem fragment mapy tego kraju. I tam, pośród wielu oznaczeń i symboli widniał punkt podpisany „Nowy Jork”. Nawet tak nieznaczny bodziec sprawił, że dryfujące myśli zaczęły zasuwać w konkretnym kierunku. Nagle przypomniały mi się &lt;a href="http://gryzis.blogspot.com"&gt;jego&lt;/a&gt; słowa: „wiesz, fajnie by było mieć apartament w Nowym Jorku” napisane gdzieś, kiedyś na gg, podczas rozmowy jeszcze zupełnie nieistotne. Ale powtórnie przetworzone bez mojej woli w moim umyśle zaczęły coś tworzyć.&lt;br /&gt;Zobaczyłem oczami wyobraźni, jak siedzę na nowocześnie zaprojektowanej, skórzanej kanapie, w garniturze, ze szklanką jakiegoś drogiego napoju (chyba alkoholowego) z lodem i obserwuję nocny krajobraz Nowego Jorku przez wielkie okno apartamentu, okno od podłogi aż do sufitu, po prostu okno zamiast ściany jak w drapaczach chmur (w którym to się zapewne znajdowałem). Gdzieś w pobliżu był wielki telewizor plazmowy, a za moimi plecami świeciło się światło w kuchni (w pokoju było zgaszone), z pokoju widać było tylko drogą lodówkę z kostkarką i wszystkimi bajerami. I moja wyobraźnia dostarczyła mi tylko wizję (bo fonia obejmowała kojącą ciszę) ale wiedziałem, że jest mi zajebiście przyjemnie.&lt;br /&gt;Prawdę mówiąc, nie wiem dokładnie, jak wygląda nocny krajobraz Nowego Jorku, ale wiedziałem, że patrzę na Nowy Jork, a co ciekawe, żaden budynek nie był wyższy ani równy mojemu. Wszystko przypomniało widok z okna samolotu, po prostu ciemność i dużo światełek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, skąd mi się wzięło takie wyobrażenie, ale wydaje mi się cholernie symboliczne i świetnie odzwierciedlające moją naturę, a także nieco przerażające. Zacznijmy od początku:&lt;br /&gt;Jestem cholernie bogaty. Mam zajebisty telewizor, zajebiście drogą chatę z zajebiście drogim wystrojem w zajebistym mieście. Zawsze mnie wyjątkowo ciągnęło do dóbr materialnych, ale od dopiero niedawna jestem tego świadom i akceptuję to, bo nie mam za bardzo co z tym zrobić.&lt;br /&gt;Nie muszę nic robić. Jestem leniwy, do rzeczy dla mnie ważnych zabieram się z ogromnym, dziecięcym zapałem (w moim wieku to nic dziwnego), ale ogólnie rzecz biorąc czas wolny uważam za bardzo ważną wartość.&lt;br /&gt;Jestem kimś ważnym. Sugeruje to garnitur, to, że moja wizja zapewne wyglądałaby nieco inaczej, gdybym nie widział na filmach apartamentów amerykańskich prezesów wielkich korporacji a przede wszystkim perspektywa, z której oglądam krajobraz- jestem ponad wszystkim, nic nie dorasta mi do pięt. Dokładnie to, o co mi chodzi.&lt;br /&gt;Ale, nic nie jest idealne. Zdałem sobie sprawę z tego, kiedy później analizowałem moją wizję, przed spaniem, mniej więcej w porze, w której powinienem oglądać Nowy Jork w nocy przez ww. okno.&lt;br /&gt;Jestem sam. Bogaty, z reputacją, ale sam. Oczywiście, nie wiadomo, może moja kobieta jest w jakiejś pracy, czy czymś, ale apartament był z pewnością pusty (poza mną, oczywiście). I to wszystko wyglądało tak, jakbym nie miał gdzie zadzwonić, jakbym chciał, co najwyżej po pizzę albo jakąś dziwkę.&lt;br /&gt;W jaki sposób doszedłem do czegoś takiego? Garnitur jest nie tylko wyznacznikiem statusu, ale i sugeruje, że musiałem wejść w dupę sporej rzeszy ludzi, by osiągnąć aż tyle. Oznacza, że zostawiłem gdzieś po drodze swój indywidualizm i w imię, cóż, materializmu dopasowałem się do szablonu specjalnie dla innych. Chociaż, z drugiej strony, dla takiej władzy, jak ta symbolizowana przez bycie tak wysoko, można by poświęcić się w ten sposób (no i nie miałbym nic przeciwko garniturowi, jeżeli założyłbym go tylko po to, by go nosić i sam bym dokładnie wybrał, jak miałby on wyglądać).&lt;br /&gt;Uwidacznia się też pewien problem- jestem bardzo wysoko, wyżej niż ktokolwiek inny, i z tego wszystkiego nie mam żadnego wpływu na to, co na dole. A nawet, jak dopiję drinka (załóżmy, że to drink) i pójdę spać, to wstanę rano, włożę garnitur i pójdę do pracy i będę tylko mówił, co kupić, a co sprzedać (jestem przekonany, że w wizji byłem biznesmenem). Jest reputacja, wielu ludzi chciałoby być na moim miejscu, ale nie mną, nie mam tak naprawdę na nic i na nikogo wpływu. Nie o to jednak mi chodzi w życiu. Dla siedzenia na skórzanej kanapie wartej tyle, co obecnie cała moja szafa i kolekcja płyt w apartamencie droższym od mojego mieszkania i wszystkiego, co się w nim znajduje i popijania czegoś, na butelkę czego zapewne musiałbym odkładać przez dłuższy czas oddałem siebie i właściwie to, czym jestem.&lt;br /&gt;Jednak kilka szczegółów zmieniłoby w sumie antyutopijną wizję w zupełnie idealną chwilę. Apartament i widok z jego okna taki sam, garnitur zamieniony na jakiś ekstrawagancki strój (ewentualnie ekstrawagancki garnitur) i zamiast świadomości bycia biznesmenem mało istotne wspomnienia z gali rozdania nagród, gdzie zdobyłem mnóstwo kasy i jakąś statuetkę, a co najważniejsze powiedziałem przy mównicy coś, czego cały świat słuchał z zapartym tchem i dokładnie przyjął do wiadomości jako coś ze wszelkich miar ważnego (a moją wypowiedź przez dłuższy czas będą komentować moje 16letnie fanki na poświęconych mojej osobie forach internetowych). I wiem, że mogę im w ten sposób wmówić i nakazać wszystko.&lt;br /&gt;I to jest właśnie moja utopia, moje marzenie. Być sobą i sprawiać, by wszyscy chcieli być mną.&lt;br /&gt;A w zasadzie samo siedzenie na drogiej, skórzanej kanapie w apartamencie w Nowym Jorku w nocy i obserwowanie krajobrazu miasta ze szklanką drogiego alkoholu w dłoni ze świadomością tego wszystkiego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-7121884602260256642?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/7121884602260256642/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/12/and-i-am-sun-i-rise-above-world.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7121884602260256642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7121884602260256642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/12/and-i-am-sun-i-rise-above-world.html' title='And I am the sun, I rise above the world'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-8642957688307188132</id><published>2009-12-12T20:06:00.004+01:00</published><updated>2009-12-12T20:20:09.520+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lady Gaga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>[Recenzja] Lady Gaga- "The Fame Monster"</title><content type='html'>Jak wiadomo, albo i nie (nie wiem, gdzie mieszkacie, ani czym się interesujecie), Lady Gaga wydała nie tak dawno temu nową płytę, „The Fame Monster” (z zamierzenia kontynuację „The Fame”). Jest to fakt powszechnie znany, bo reklamują ją nawet przez głośniki w Empiku, a teledysk do „Bad Romance” jest puszczany już prawie tak często, jak inne (to dosyć dziwne- kawałki z poprzedniej płyty wciąż są bardziej wszechobecne). W moim otoczeniu występuje też kilka słuchaczy tej piosenkarki (no i śledzę twittera Gagi, hehe), więc dosyć szybko od premiery wykiełkował we mnie pomysł zobaczenia, co tam nowego u niezbyt lubianej, a jednak śledzonej przeze mnie wykonawczyni.&lt;br /&gt;Hm, może „niezbyt lubiana” to złe stwierdzenie, ponieważ za muzyką średnio przepadam, ale Gaga podoba mi się jako postać. Nie, że wydaje mi się jakoś specjalnie atrakcyjna, ale trzeba przyznać, że robi wszystko z rozmachem, ma dobre pomysły, jej twórczość i image są całkiem przemyślane i wydaje mi się z pełną tego świadomością robić sobie jaja z popowej szopki, i jeszcze czerpać z tego korzyści. Wiecie, coś jak Marilyn Manson, ale z trochę uboższym „drugim dnem” i na innej płaszczyźnie (bo Manson jest i był skierowany w konserwatywną społeczność, i działał im na nerwy wszystkim, czym tylko się dało, a Gaga to gwiazda, która stała się gwiazdą dzięki, można by nawet powiedzieć, parodiowaniu gwiazd popkultury. Bo czymże innym można nazwać teksty w stylu „let's have some fun, this beat is sick, I wanna take a ride on your disco stick”, czy chodzenie w stroju z maskotek żaby Kermit, jak nie świadomym karykaturowaniem np. Britney Spears czy innych „kontrowersyjnych” i „oryginalnych/ekstrawaganckich/ekscentrycznych” gwiazd?).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;W każdym razie, obawiam się, że poprzednią płytę Gagi zjebałem odrobinę za mocno, bo może ubogie jak ukraińska wieś brzmienie i nie lepsze kompozycje mocno dawały się we znaki, ale jednak były przebłyski sugerujące, że z tego może być kiedyś coś wcale niezłego. Tak więc do„The Fame Monster” zabrałem się z trochę innym nastawieniem, co nie oznacza, że miałem zaniżone wymagania.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/3/35/TheFameMonsterStandard.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/3/35/TheFameMonsterStandard.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Okładka nie jest wcale zła, całkiem spoko,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; poza krzyżem, który w takim kontekście jest cholernie kiczowaty, ale...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/0/01/The_Fame_Monster.jpg/200px-The_Fame_Monster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/0/01/The_Fame_Monster.jpg/200px-The_Fame_Monster.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;...wersja alternatywna okładki jest lekko przerażająca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Płytę rozpoczyna „Bad Romance” opatrzone dosyć efektownym teledyskiem. Na samym początku słyszymy jęki Gagi, przez które zacząłem żałować tego, w co się wpakowałem, a następnie swego rodzaju wokalizę- trudno to opisać, a i tak wszyscy to słyszeli. W każdym razie, wokaliza brzmi dosyć groteskowo, ale zapewne taka miała być, więc wrażenie jest niekiepskie, szczególnie jak niespodziewanie wchodzi podkład i mocny beat. Już od tego momentu zauważyłem znaczny postęp- brzmienie jest zauważalnie lepsze. Nareszcie płyta rozpieprzająca listy przebojów brzmi jak coś profesjonalnego, a nie projekt fanki bywalców ww. list. Nawet słynne umc, umc jest całkiem syte, bo brzmi wyjątkowo ciężko i „potężnie”, prawie jak w EBM. Jeszcze w połączeniu z wkręcającymi się syntezatorami i śpiewem Gagi to w ogóle miodzio. Nie mogę także nie wspomnieć o momencie pod koniec, gdzie Gaga śpiewa po francusku, co nie wiedzieć czemu wyjątkowo przypadło mi do gustu. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to konstrukcja utworu- jest prosta i powtarzalna, przez co wszystkie partie zlewają się w jedną.&lt;br /&gt;Drugi utwór, „Alejandro” zaczyna się całkiem ciekawie i budzi ciekawość co do reszty. Niestety, nie ma tutaj nic ciekawego. Brzmi to jak hicior jakiejś południowej gwiazdy pokroju Shakiry, i wykorzystuje oklepane do bólu patenty, więc co prawda uszy nie krwawią, jak to się zdarzało przy „The Fame” (dzięki lepszemu brzmieniu), lecz jest zwyczajnie nudno. No właśnie, zwyczajnie, poprzednia płyta budziła przynajmniej jakieś emocje...&lt;br /&gt;Następny jest „Monster”, który zaczyna się znowu wcale intrygująco, ale wkraczający niespodziewanie podkład jak żywcem wyjęty z lat 80' przyprawił mnie o ból zębów. Nie lepsze uczucia żywię do reszty kompozycji, która wykorzystuje tak oklepane brzmienia i dźwięki, że naprawdę nie wiem, po co tego słuchać. Owszem, chwilami jest raczej znośnie, ale każda taka chwila jest powtarzana wystarczająco dużo razy, by chcieć ją olać. Co ja też robię z całym utworem.&lt;br /&gt;Od samego początku „Speechless” doskonale wiemy, co się święci. Obawiałem się, że to zrobi i cóż, nie mogło być inaczej. Gaga po raz trzeci nagrała ckliwą piosenkę z fortepianem i gitarą w stylu Christiny Aguilery. Jest to dla niej popis całkiem dobrych umiejętności wokalnych, ale warstwa instrumentalna jest mega denerwująca, utwór wywołuje momentalnie efekt „kiedy to się skończy”.&lt;br /&gt;Następny utwór, „Dance In The Dark” zaczyna się w dosyć zaskakujący sposób- industrialnym, „brudnym” bzyczeniem, jednak szybko jesteśmy sprowadzani na parter dyskotekowym podkładem z klawiszami w stylu Depeche Mode które same w sobie byłby niekiepskie, ale do reszty pasują jak pięść do nosa. O ile zwrotki są przeciętne, to przypadł mi do gustu refren- nie wiem dlaczego, też jest równie innowacyjny, co wzornictwo butów z Deichmanna, ale po prostu przyjemny.&lt;br /&gt;Kolejny kawałek zdecydowanie mnie zaskoczył. Już sam fakt, że „Telephone” jest w duecie z Beyonce budzi zainteresowanie, a im dalej w las, tym ciekawiej. Jak dla mnie, takiego utworu w muzyce pop jeszcze nie było, tak, Gaga nagrała coś, co nie kłóci się z określeniem „oryginalny”. Co prawda jest tam jeszcze, jak wspomniałem, Beyonce (nawiasem mówiąc, przy tym utworze zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo jej cierpię), ale kompozycja należy do drugiej wykonawczyni, a ta pierwsza (czyli Beyonce :P) tylko psuje efekt, bo przy jej partii jest bardzo fajny podkład, który jest zdominowany przez niezbyt przyjemny głos. Trochę dziwne tylko, że na początku, końcu i gdzieś w trakcie też się przebija harfa, która za cholerę nie pasuje do niczego.&lt;br /&gt;Słuchając „So Happy I Could Die” ogarniał mnie coraz większy strach. Bo nie miałem pojęcia, co napisać na temat tego utworu, nie powtarzając tego, co pisałem o innych. Ale, do cholery, skoro Gaga może powtarzać się co chwilę, ja też mogę, nie jestem w niczym od niej gorszy (dobra, ona ma większe piersi. A ja zgrabniejsze nogi, haha.). Niestety, nie ma tutaj nic ciekawego, wykorzystuje oklepane do bólu patenty, więc co prawda uszy nie krwawią, jak to się zdarzało przy „The Fame” (dzięki lepszemu brzmieniu), lecz jest zwyczajnie nudno. Owszem, chwilami jest raczej znośnie, ale każda taka chwila jest powtarzana wystarczająco dużo razy, by chcieć ją olać. Co ja też robię z całym utworem. Mogę jeszcze dodać, że utwór brzmi, jakby był robiony cholernie na siłę, bo komuś, kto robił przy tej płycie zdawało się, że 7 utworów to za mało.&lt;br /&gt;Ostatni już jest „Teeth”, który, uwaga, jest jak na pop całkiem psychodeliczny. Niestety, psychodeliczne i schizowe elementy w miarę trwania utworu schodzą na coraz dalszy plan, ustępując miejsca coraz to nudniejszym brzmieniom. Pod koniec otrzymujemy nudny i miałki jak większość reszty płyty kawałek, którego nikt nie będzie pamiętał, a już na pewno nie ja. Jedyne co, to sama koncepcja takiego przejścia pomiędzy nastrojami jest całkiem intrygująca i pokazuje, że ktoś tu ma pomysły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim rzucę kilka ogólnych refleksji co do całokształtu płyty, wystawię ocenę. Nie mogę nie docenić zauważalnego postępu, tak więc&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MOŻNA ZWRÓCIĆ UWAGĘ, 4/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc, jest postęp, Gaga nie stoi w miejscu i mimo że nie zrobiła dużego kroku naprzód, to już da się tego słuchać i otrzymujemy coś profesjonalnie przygotowanego. I powiem wam, że widzę w Lady Gadze spory potencjał, nie zdziwiłbym się, gdyby nagrała coś naprawdę dobrego, coś na miarę „Violator” Depeche Mode. I tak jak ten właśnie legendarny zespół zaczynał od brzmiącego jak disco polo „Just Can't Get Enough” a teraz jest na takiej pozycji, jak widać, sądzę, że dotychczasową twórczość Gagi powinniśmy rozpatrywać jako perspektywę na przyszłość, perspektywę pojawienia się w muzyce pop czegoś na miarę DM właśnie (prawdę mówiąc, to jest póki co chyba ostatni zespół popowy grający muzykę na takim poziomie).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-8642957688307188132?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/8642957688307188132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/12/recenzja-lady-gaga-fame-monster.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8642957688307188132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8642957688307188132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/12/recenzja-lady-gaga-fame-monster.html' title='[Recenzja] Lady Gaga- &quot;The Fame Monster&quot;'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-4582632683943378863</id><published>2009-11-30T20:25:00.000+01:00</published><updated>2009-11-30T20:30:40.810+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bóg'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='człowiek'/><title type='text'>THE GREAT DESTROYER</title><content type='html'>Jako agnostyk mogę przyjąć tymczasowo, chociażby na czas pisania tej notki każdy punkt widzenia w kwestii religii (okazuje się, że to jest jeszcze wygodniejsze niż posiadanie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;someone to hear your prays&lt;/span&gt;, jak w wiadomym utworze Depeche Mode). Korzystając z tej możliwości, wezmę pod uwagę, że istnienie chrześcijańskiego Boga jest faktem.&lt;br /&gt;Istnienie Boga, którego określa się wieloma epitetami, biorącymi się z tego, co on sam nam o sobie powiedział. Wśród tych określeń znajdujemy „idealny” i „niezmienny”. Ma to nas zapewne uświadamiać o jego potędze, lecz jeżeli jest prawdą... Ktoś tu ma przesrane, i to wcale nie jest żaden z ludzi.&lt;br /&gt;Jeżeli coś stoi w miejscu, chociażby nie wiadomo jak daleko od drugiego obiektu, to ten obiekt będąc nieustannie w ruchu prostoliniowym w kierunku tego czegoś, nawet, jeżeli porusza się raz szybciej, a raz wolniej, prędzej czy później dotrze do ów nieruchomego ciała. Wiecie już, o co mi chodzi? Tak, słowo- klucz-&lt;br /&gt;EWOLUCJA.&lt;br /&gt;I tu nie chodzi o to, że, nie wiem, gatunek ludzki staje się coraz potężniejszy sam z siebie, bo ludzie się bardzo nie zmienili w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat, tzn. ruch jest ciągły, ale nie za szybki (i ewoluując w takim tempie zdążylibyśmy wymrzeć, zanim moglibyśmy zbliżyć się do Boga), ale jest w zanadrzu drugi klucz, otwierający inny zamek w drzwiach-&lt;br /&gt;TECHNOLOGIA&lt;br /&gt;Zauważyliście, o co się czepiają w prezerwatywach, czy in vitro osobistości Kościoła? Że to „zabawa w Boga”. No właśnie, ewolucja postępuje, ludzkość zajmuje kolejny bastion, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bóg już nie jest wszechmogący, jeżeli kiedykolwiek taki był.&lt;/span&gt; Oczywiście, sprawienie, że sporo ludzi uważa to za bardzo złe to całkiem sprytna taktyka, ale ma jedną bardzo poważną lukę- sprawiając, że dzieci się rodzą jak najlepsze i w jak najlepszym momencie, dokonujemy selekcji naturalnej (no, może nie do końca naturalnej, naturalne już prędzej jest to, że do czegoś takiego doszło) a konserwatyści? Hihihi, zostają w tyle i nie, żeby mi się to podobało, ale prędzej czy później zostaną wyeliminowani. Oczywiście nie w ten sposób, że dzieci z próbówki pozabijają ich łopatami, po prostu grupa ludzi o większych możliwościach będzie zdobywać więcej... władzy, lepsze stanowiska, większe osiągnięcia, aż w końcu wymrze ostatnie, bezużyteczne pokolenie tych o zupełnie przypadkowo dobieranych cechach. Spośród dzieci z próbówki (jak i innych, których narodziny były kontrolowane- z pewnością nauka stworzy nowe możliwości stworzenia jak najlepszego człowieka) oddzieli się grupa najlepszych, zostawiając resztę w tyle... I tak znowu, i znowu, aż ludzkość będzie składała się z istot nie na obraz i podobieństwo Boga, lecz z jednostek Bogu niczym nie ustępujących. I ciekawe, co wtedy zrobimy? Połączymy z nim siły, czy go...&lt;br /&gt;zanihilujemy?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;You've become a virus killing off his host&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Chociaż sądzę, że zanim nastąpi moment, w którym ludzkość będzie miała takie możliwości, Boga po prostu przestaniemy potrzebować. I tak naprawdę, nie istniejąc w niczyjej świadomości, Bóg przestanie sam istnieć. I tak naprawdę anihilacja wcale nie będzie polegała na fizycznym kontakcie, lecz po prostu zlikwidowaniu wpływów Boga na ludzkość. W ten sposób każdy człowiek, nawet słabszy niż Bóg obecnie, będzie miał większą siłę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co ciekawe, Bóg nie może nic z tym zrobić. Zakładając, że jest wszystkowiedzący (znaczy się, co tu zakładać, przecież to fakt), nie będzie miał niespodzianki, mógłby się przed tym uchronić powodując w dowolnym momencie na przykład eksplozję kuli ziemskiej, więc dosłownie wydupczając nas w kosmos, ale... nas kocha. Może tylko uprawiać swoje poletko wiedząc, że to, co w nim rośnie będzie gigantyczne, zamieni cały teren uprawny w krater a w końcu... samo zgnije.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, nie można wykluczyć, że ludzkość bez Boga, albo będąca na jego poziomie ewolucji najzwyczajniej w świecie zniszczy doszczętnie cały świat.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;You've become a virus killing off his host&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Albo jakąś wojną (wojna wszechmogących? Toż to może zniszczyć wszystko, wszyściuteńko), albo totalnym załamaniem ekosystemu, ale możemy zniszczyć wszystko. I wiecie co zostanie? W najlepszym wypadku coś równie treściwego, co obłok gazu i pyłu. Ba, możemy rozdupczyć nawet cały Układ Słoneczny, albo i Wszechświat (pytanie za 100 pkt: czym najłatwiej rozwalić Wszechświat za jednym zamachem? Ja bym sugerował duży wybuch. Wielki Wybuch. I w tym momencie większość powinna się połapać, do czego zmierzam. Historia Wszechświata się zapętla, nie wiadomo, ile w niej przypadkowości, ale możliwe, że ktoś taki jak TY czy ja to kolejny element nieskończonego cyklu, powtarzający się za każdą pętlą.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, to tylko założenie, i zapewne jest w nim sporo błędów, poza tym ciężko jest je w obecnej chwili udowodnić (ale zachowajcie ten tekst do momentu, w którym ludzkość ogarnie przewidywanie przyszłości), a moja hipoteza sprawdzi się lub nie cholernie długo po mojej śmierci (tak, jeżeli sądzisz, że moje słowa są słuszne, i za 20 lat będziesz mógł dać po ryju Jezusowi, przykro mi, chyba musisz przeczytać jeszcze raz albo zająć się czymś pożyteczniejszym). Wiem, że w momencie, w którym opisywałem, jak dzięki technologii ludzkość będzie ewoluować zrobiło się trochę, brrr, faszystowsko, ale jako agnostyk mógłbym napisać tekst nawet o tym, że św. Piotr wpadnie w depresję i wywali wszystkich na zbity pysk z Nieba, po czym dokona samobójczego ataku na Piekło z wykorzystaniem bomb zrobionych z zaiwanionego z irańskich magazynów wzbogaconego uranu i gwoździ z przetopionego klucza do niebiańskich bram.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-4582632683943378863?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/4582632683943378863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/11/great-destroyer.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4582632683943378863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4582632683943378863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/11/great-destroyer.html' title='THE GREAT DESTROYER'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-7054924568387377509</id><published>2009-11-22T13:36:00.002+01:00</published><updated>2009-11-22T14:03:51.371+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotoblog'/><title type='text'>Need that picture of you, it's so magical</title><content type='html'>Jak zauważyliście, na blogu pojawiło się coś nowego. Zaraz pod logiem umieściłem wszystkie linki, i to posegregowane na dwie kategorie "dopełnień": wizję i inne informacje. Zacznę może od innych informacji- jeżeli zaciekawiło cię to, co tutaj sobą reprezentuję, możesz rzucić okiem na to, czego ostatnio słucham czy co bezmyślnego napisałem na tweeterze. A wizja?&lt;br /&gt;Idei posiadania konta na youtube nie muszę nikomu tłumaczyć, ale podjąłem niedawno dosyć kontrowersyjną decyzję. Założyłem sobie fotobloga. Wiem, że fotoblog to w dużej mierze zabawka pokemonów, pseudoartystów i ludzi zakompleksionych, jednak ja nie mam zamiaru używać go do końca z przeznaczeniem (zresztą, sądzę, że przeznaczenie danej rzeczy nadaje indywidualnie każdy jej użytkownik). Uznałem, że niektórzy mogą być zmęczeni długimi, rzadko ukazującymi się tekstami zawierającymi bardzo rozbudowane zdania i może po prostu chcieliby pooglądać sobie obrazki. Oczywiście, wszystko przy bardzo egocentrycznym założeniu, że ludzie dzięki temu blogowi są zainteresowani moją osobą.&lt;br /&gt;Obrazki, jakie będą się tam ukazywać, będą zdjęciami z mojego życia, a właściwie próbami wyciągnięcia z tego życia czegoś interesującego. Mój blog jest poświęcony wyłącznie mnie, a to będą wciąż zmieniające się do niego ilustracje (postaram się, żeby w bloku po prawej wyświetlały się miniaturki ostatnich zdjęć). Zdjęcia nie będą miały wartości artystycznej, chyba, że wartość artystyczną mają bodźce, jakie do mojego mózgu przesyłają moje oczy. Po prostu przegląd interesujących rzeczy z mojego życia, które chcę pokazać. Oczywiście, będą podpisy pod zdjęciami, i zachęcam do ich czytania, ale nie zastąpią one w żadnym wypadku tekstów tutaj. To kwestia robienia czegoś związanego z tym blogiem pomiędzy kolejnymi wpisami.&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że wyjaśniłem wam, skąd u mnie ten pomysł, pozwólcie jeszcze, że powiem kilka słów o rzeczach "organizacyjnych" związanych z tym fotoblogiem.&lt;br /&gt;Przede wszystkim, nie ułożycie z tych zdjęć mojego życiorysu. Nawet, jeżeli zdjęcia przypadkowo będą się układały w jakąś logiczną całość zrobię wszystko, by to pokomplikować i dać wam niezwiązane ze sobą migawki. No i oczywiście nie spodziewajcie się zbyt często mojego ryja, on się zmienia zbyt rzadko, by być czymś interesującym.&lt;br /&gt;Co innego... ciuchy. No właśnie, muszę to wyjaśnić. Zdjęcia ubrań (i biżuterii) mogą się pojawiać, z pewnością nie jest to normalne, ale mój wizerunek to coś, czemu poświęcam swój czas, więc uważam to za interesujące. Na tej samej zasadzie możecie się spodziewać fotek płyt.&lt;br /&gt;Aha, i wpisałem sobie, że mieszkam w Paryżu (wsi w kujawsko-pomorskim...) dlatego, że photoblog.pl nie ukrywa lokalizacji, a ja w żadnym wypadku nie podałbym wam miasta, w którym naprawdę mieszkam. Niestety, Londyn nie działał, więc wpisałem Paryż z myślą o tym francuskim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-7054924568387377509?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/7054924568387377509/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/11/need-that-picture-of-you-its-so-magical.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7054924568387377509'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7054924568387377509'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/11/need-that-picture-of-you-its-so-magical.html' title='Need that picture of you, it&apos;s so magical'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-4584209223707471827</id><published>2009-11-16T21:23:00.001+01:00</published><updated>2009-11-16T21:25:17.370+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='telewizja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='współczesność'/><title type='text'>God Is In The TV</title><content type='html'>Nie oglądam zbyt dużo telewizji. Zwykle, kiedy jest coś warte mojej uwagi, ale ostatnio coraz rzadziej ot tak, skakać po programach (mimo, że bardzo to lubię, ale o tym za chwilę), albo chociaż usiąść do czegoś, co akurat leci i nieco bezmyślnie to chłonąć, co to by nie było. Z jednej strony, nie mam na to czasu, ani ochoty, ale z drugiej strony, reputacja tej rozrywki coraz bardziej się obniża w moich oczach.&lt;br /&gt;Tak naprawdę, telewizję od innych mediów odróżnia to, że jako jedyna prowadzona jest wyłącznie przez całkiem sprytnych ludzi, mających zamiar zrobić na nas pieniądze i przy okazji z nas debili. Nie ma stacji telewizyjnej prowadzonej na poziomie, z pasją, a nawet jeżeli są, to na tak żałosnym poziomie wynikającym z braku środków finansowych, że i tak nie da się tego oglądać (wyjątkiem mogą być różne programy typu Discovery, ale o tym zaraz). Wszystko jest robione z zamierzenia na jak największe pieniądze, a nie wszystkim (lecz większości, niestety) rzuca się to w oczy dlatego, że ludzie obrywają tym gównem od tak dawna, że pewne rzeczy, które ewidentnie są chore, głupie i nienormalne nikogo nie dziwią, gdyż są zbyt wszechobecne. Chciałem więc spojrzeć moim (hohoho) okiem na poszczególne elementy, na które składa się współczesna telewizja.&lt;br /&gt;Zacznę od &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;programów rozrywkowych&lt;/span&gt; (czytaj: teleturnieje, „show”). Czyli, moim zdaniem, najmocniej porytej rzeczy serwowanej telewidzom. Ciężko mi wskazać co jest najbardziej porąbane w tych widowiskach, ta otoczka od której człowiek z nieprzytępionym zmysłem dobrego smaku powinien zerzygać się na telewizor (niestety, ja też się wychowałem na telewizji, i oglądając większość obecnych show czuję się jedynie zażenowany, co i tak uważam za osiągnięcie mojego człowieczeństwa), te światełka, błyskotki i dupę uprzejmi prezenterzy z kretyńskimi sztucznymi uśmiechami, czy sama idea tych show- kogo do kurwy nędzy może obchodzić, jak jakieś „gwiazdy” tańczą, tańczą na lodzie (to show akurat nie mieści mi się w głowie, mój umysł postrzega to coś jako abstrakcyjne urojenie, prawdopodobnie zachodzi do zaburzenia dysocjacyjnego, w wyniku czego nie odbieram tego czegoś jako prawdę), jacyś kolesie, którzy są w większości zupełnie szarzy i nieinteresujący pewnie nawet dla siebie samych zgadują, co to za utwór po usłyszeniu fragmentu melodyjki (i to jeszcze tak zagranej, że w XXI wieku ciężko w ogóle zarejestrować takie brzmienie)... Naprawdę, udowadnia to, jak szare życie ma nasze społeczeństwo, skoro ludzie odnajdują w tym rozrywkę i jakieś ubarwienie. We mnie owszem, tego typu show wzbudzają dosyć silne emocje, ale głównie ze względu na wspomnianą już otoczkę- rozpacz czarna niczym podeszwy nowych glanów ogarnia mnie już gdy słyszę publiczność bijącą brawo (aplauz, będą, uwaga, ODPOWIADAĆ NA GŁUPIE PYTANIA! AUFSTEHEN, SCHWEINEN! IT'S TIME TO MEET YOUR MASTER!), gdy patrzę na debila (okazyjnie idiotkę) zachowującego się tak, że zakazane powinno być rejestrowanie tego dla dobra cudzych umysłów i do tego ubranego albo na elegancko, jakby to była nie wiadomo jaka okazja (taka sama, jak co tydzień...) albo wyglądającego na parodię stereotypowego przedstawiciela młodzieży (który to stereotyp sam w sobie jest parodią rzeczywistej młodzieży) wita się z nie wiadomo kim, bo ich nawet nie widzi i ma ich w dupie to już naprawdę mi się przewraca w żołądku i wszędzie. Kurwa, te wnętrza, tony pieniędzy i zero gustu, nawet jak pomysł niezły to robią albo szopkę a'la futurystyczne wyobrażenia o mieszkaniach XXI wieku w latach 60', albo bal noworoczny w przedszkolu wersja hi- end. Zwykle te występy, tudzież sami „uczestnicy” nie są tacy źli (w „Tańcu z Gwiazdami” tańczą wcale niekiepsko, a w teleturniejach często zdarzają się ludzie błyskotliwi), ale z tą otoczką i z rozkminą, po co i dlaczego oni to robią to naprawdę, jest to nieoglądalne. Przynajmniej dla mnie, jeżeli ktoś znajduje w tym rozrywkę ze świadomością tego, o czym wspomniałem to naprawdę, tego akurat nie zrozumiem.&lt;br /&gt;Równie, nie oszukujmy się, zjebaną częścią telewizji są &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;reklamy&lt;/span&gt;. Nasze różne od właściwych reakcje na te... twory biorą się z tego samego, co reakcje na show- przywykliśmy, bo to jest coś, czego nie można uniknąć. I znowu, ciężko mi zacząć, co mnie drażni w reklamach. Reklam jest wiele, ale praktycznie każdy rodzaj produktu reklamowany jest w idiotyczny, robiący wodę z mózgu sposób. Chyba najczęściej spotykane są odniesienia do rodziny, robiące z niej cyrk nie gorszy niż teleturnieje- animacja 3D z rodzinką śpiewającą „Sto-dal, Sto-dal” to jedna z bardziej kwaśnych rzeczy, jakie od bardzo dawna widziałem, a tekst „-A ty co wycinasz, skarbie? -Naczynie żaroodporne!” zniszczył wszystko, co do tej pory uważałem za ważne. Czekam na reklamę, w której rodzina będzie się radować gładzią szpachlową albo lekami na żylaki (prawdę mówiąc, ten poziom jest już bardzo blisko. Jakby nie patrzeć, już oglądamy kochające się rodziny mające zajebistą chatę i mnóstwo wolnego czasu dzięki farbom i panelom podłogowym.). Próby bycia wiarygodnym dzięki aktorom opowiadającym o ich zaparciach, czy też dzieciach (tutaj mamy kombo- granie na naszych uczuciach związanych z rodziną, o czym już mówiłem i wiarygodne relacje z pierwszej ręki) sprytnych, silnych i twardych niczym Obcy: Ósmy pasażer Nostromo dzięki wsuwaniu jakichś witamin, soczków czy innego gówna które jest w najlepszym wypadku smaczne też niszczą, ale i tak najlepszymi pokazami rzeźbienia gówna z gówna są reklamy robione na kształt show- łączą one wszystko to, co mi ryje beret w show z brakiem jakiejkolwiek inwencji i robieniem z czegoś tak prozaicznego, jak proszek do prania najwspanialszej rzeczy, jaką widział świat. Oczywiście, zdarzają się reklamy zabawne, z pomysłem lub takie, które nie udają czegoś, czym nie są i po prostu atrakcyjnie pokazują produkt, aż miło patrzeć- na przykład reklamy samochodów. Oczywiście nie wszystkich, ale zwykle jest to po prostu oparte na uczciwej moim zdaniem formule „wiemy, że fajnie ci się to ogląda- pomyśl, jak fajnie byłoby mieć to, co oglądasz” (a już na pewno bardziej uczciwej niż „patrz, ty masz dzieci, a ta szmata gadająca z dykcją prezenterki telewizyjnej też ma i tym dzieciom jest fajnie dzięki temu, i masz to mieć”.&lt;br /&gt;Dalej, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;seriale&lt;/span&gt;. Tych to już w ogóle nie oglądam, bo nie znajduję nic dla siebie w odpowiednim przedziale czasowym, ale swego czasu dosyć częste obserwacje „Na Wspólnej” i jednorazowa „Klanu” (czułem się zupełnie odrętwiały z wrażenia, ledwo wytrzymałem te 25 minut) dały mi podstawy do przypuszczeń, że seriale to zbiory opowieści o zmasowanych atakach mniej lub bardziej wyimaginowanych problemów, mających sprawić, że ludzie znajdą w nich odbicie swojego życia (nie liczę seriali kryminalnych, science fiction itd., bo tego to nikt nie ogląda :P). Pytanie tylko, po co oglądać karykaturę własnego życia. Pewnie dla tego samego, niezgłębionego dla mnie powodu, dla którego ludzie odczuwają przyjemność z oglądania ludzi o reputacji „gwiazdy” (kiepskie z nich gwiazdy, skoro 70% z nich nie zrobiło nic, by być rozpoznawanym przez kogoś takiego jak ja), jak tańczą i śpiewają w otoczeniu jarmarcznej sfory debili.&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;filmach&lt;/span&gt; się nie wypowiem, bo to gałąź sztuki przeszczepiona (dla pieniędzy) do tego medium, więc nie ma co krytykować filmów jako takich. Jedyne spostrzeżenie- wydaje mi się, że każdy film wyprodukowany przez jakąś stację, a następnie na niej puszczony jest totalną klapą.&lt;br /&gt;Jeszcze chciałem napisać kilka słów o &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;kanałach edukacyjnych&lt;/span&gt;- niektóre z pewnością, zawierają interesujące treści, ale to są rzeczy, których można się dowiedzieć gdziekolwiek indziej (a w szczególności w Internecie) i sposób podania tych treści... Cóż, tego jest tyle, że te programy muszą być niskobudżetowe. I to widać (z pewnymi wyjątkami, zwykle jest kilka naprawdę solidnych programów na pełnej parze i puszczana przez całą resztę doby drobnica z montażem a'la Windows Movie Maker), chociażby w montażu właśnie czy w rekonstrukcjach wydarzeń, które najczęściej polegają na ujęciu bohatera reportażu drącego mordę i kilku rozmytych ujęciach otoczenia (wszystko w czerni i bieli). Programów musi też być dużo, więc dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których na naukowym kanale przez godzinę oglądamy reportaż o hydrauliku i jego pupilku- papudze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego też oglądanie telewizji ograniczam do minimum. Żeby nie było, że tylko narzekam (co bardzo często słyszę jako zarzut), wypiszę, co z chęcią oglądam:&lt;br /&gt;-„Mam Talent”- nawet nie wiem dlaczego, bo to kretyńska maskarada jak każde show, ale jednak dobór osób biorących w tym udział, jak i interesujący uczestnicy sprawiają, że to po prostu nieźle się ogląda- chociaż i tak najlepsi w tym programie są kretyni z castingów.&lt;br /&gt;-„Grzeszni i Bogaci”- jest to tak naprawdę niewiele głupsze od „Jak Oni Śpiewają” czy innych „Tańców z Gwiazdami”, ale głupie z zamierzenia i w inny sposób, który mnie, niestety, bawi.&lt;br /&gt;-„Szymon Majewski Show”- z zamierzenia formuła programu nabija się ze znienawidzonych przeze mnie show, więc to już jest dobre, niektóre żarty Majewskiego mnie śmieszą, więc pomimo mocno rozpasanej komercyjnej otoczki dalej w miarę przyjemnie się to ogląda.&lt;br /&gt;Z tego, co oglądałem podoba mi się także „Kuba Wojewódzki Show” (tak się nazywa? Chyba nie.), ale o godzinie, w której to leci mam w głowie zwykle już co innego.&lt;br /&gt;Możecie powiedzieć, że jestem fanbojem TVNu, ale w innych stacjach naprawdę nie ma nic ciekawego, co by można było śledzić i wyczekiwać na to. Moją ulubioną stacją i tak jest VH1, które najbardziej kompetentnie podchodzi do sprawy telewizji muzycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie, lubię oglądać telewizję, szczególnie w nocy. Skacząc po programach, co mnie zawsze bawiło, mam swego rodzaju zbiór migawek z psychodelicznego odbicia zindustrializowanej rzeczywistości. Jest tam wszystko: tragedie, śmiejące się rodziny, seks reklamowany w wybitnie aseksowny sposób, politycy, wojny, kreskówki- wszystko, czym tak naprawdę żyjemy, w bardzo porytej wersji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-4584209223707471827?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/4584209223707471827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/11/god-is-in-tv.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4584209223707471827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4584209223707471827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/11/god-is-in-tv.html' title='God Is In The TV'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-1230545924122556067</id><published>2009-11-07T15:10:00.005+01:00</published><updated>2009-11-07T15:15:32.495+01:00</updated><title type='text'>Fütter mein Ego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;kurwa.                                                                                                                                                          *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Oto drugi porąbany, bezsensowny, nieistotny dla nikogo ze mną na czele niereklamowany nigdzie wpis, który i tak wszyscy zainteresowani przeczytają i utwierdzą się w przekonaniu, że jestem kolejnym na siłę mrocznym i zbuntowanym nastolatkiem.&lt;br /&gt;I mam w dupie, czy jestem czy nie, wiem tylko że piszę to, by wyrzucić z siebie kilka dziwnych myśli i to jeszcze w efektowny sposób, by czytelnicy mieli wrażenie stykania się z kimś, kto ma bardzo źle w głowie.&lt;br /&gt;Bo mam, i udowadniam to sobie każdego dnia, ale nie aż tak źle, by traktować takie rzeczy jak ten tekst i jego pisanie na serio. Po prostu usiądźcie wygodnie, potraktujcie to jako show w którym jeszcze możecie się czegoś o mnie dowiedzieć, a jak chcecie poczytać czegoś rzeczowego, to poczekajcie na następny wpis albo rzućcie okiem na poprzednie.&lt;br /&gt;O ile podczas poprzedniej maskarady tego typu wyżalałem się, jaki to ja jestem skurwysyn i jak mi z tym źle, teraz się chciałem pochwalić. Praktycznie tym samym.&lt;br /&gt;Nauczyłem się obdarowywać pozytywnymi uczuciami i zgodnym z tym zachowaniem tylko te osoby, które na to zasługują, reszty unikam albo robię sobie jaja z nich, albo jakoś wykorzystuję ich do swoich celów. Bo świat ludzi jest skonstruowany w ten sposób, że musi być armia błyskotliwych inaczej, którzy jednak coś tam potrafią, ale nie za wiele, i nad nimi ktoś kto może nie posiada takich umiejętności, ale za to jest pierdyliard bardziej ogarnięty i mówi temu motłochowi, co mają robić, tzn. jak i gdzie użyć swojego tam niby talentu. Idealna symbioza- „liderzy” byliby w ciemnej dupie bez nikogo, kto by robił wszystko za nich, a ci co robią nie mieliby pojęcia, gdzie się podziać i co ze sobą zrobić. Jedni są rękami drugich, a ci drudzy są ich mózgami. Sądzę, że oczywiście wiecie, gdzie ja siebie widzę w tym układzie.&lt;br /&gt;Nie jestem aspołeczny. W społeczeństwie widzę duże możliwości. Skoro Charles Manson potrafił grupkę młodych ludzi zmusić do zrobienia wjazdu na chatę Polańskiemu (i to wszystko w związku z Beatlesami!), to ja na pewno znajdę jeleni, którzy mnie wyniosą na szczyt (i to taki, który sam wskażę) i jeszcze będą mi za to dziękować.&lt;br /&gt;Ogólnie wszystko w moim życiu wygląda zajebiście dobrze, co prawda nic na 100% normy, ale każdy element pasuje do innego w wystarczającym stopniu. Świetnie się ze sobą czuję, w swoich ciuchach, ze swoim ryjem, ze swoim zachowaniem, słownictwem, poglądami i co sobie jeszcze wymyślicie. Jestem nie tyle pewny siebie, co świadom swoich możliwości i ograniczeń.&lt;br /&gt;I kiedy zdaję sobie z tego sprawę, powoli do tego wszystkiego wchodzi strach. Strach, że nagle pojawi się coś, co wszystko rozpierdoli i będzie gnieść, tłamsić, naciągać, łamać, aż dopasuje do siebie. I ja rozpaczliwie próbuję wszystko jak najdłużej utrzymać w obecnym stanie, stworzyć jakiś rezerwat... Moja obecna osobowość nie znudziła mi się jeszcze do tego stopnia, by chcieć ją w tak bolesny sposób zmieniać. Chociaż wiem, że i tak nie uda mi się tego wszystkiego utrzymać w kupie na długo. Wiem, że powinienem próbować, ale to tak naprawdę tylko oczekiwanie aż przyjdzie coś nowego, niekoniecznie lepszego, ale stwarzającego New World Order. Bo już wszystko, co ja, sam mogłem ustawić, to ustawiłem.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pain's not ashamed to repeat itself&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I obawiam się, że tym, co wszystko rozpierdoli, a właściwie podda regresji, będzie sam strach przed tym. Jakże często się obawiam, że nie będę w stanie zachować takiego dystansu do wszystkiego, jaki mi odpowiada... Jednak zawsze, gdy przychodzi co do czego, czuję się uspokojony. I w sumie to powtarzające się uczucie ulgi jest niczym zastrzyk szczęścia do mojego życia, ulga, że coś się nie stało jest o wiele większa niż strach przed tym... Po prostu rewelacja.&lt;br /&gt;I tak naprawdę, teraz jestem wszystkim, czym zawsze chciałem być&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;indywidualistawyjątkowycynicznypamiętanylubianykochany&lt;br /&gt;eleganckidrogoubranyspokojnywyluzowanyzdystansowany&lt;br /&gt;pięknyczułynapięknoszczęśliwyagnostykfilozofmegaloman&lt;br /&gt;samoświadomośćspostrzegawczośćbłyskotliwość&lt;br /&gt;inteligencjapogarda&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fütter mein Ego Fütter mein Ego Fütter mein Ego Fütter mein Ego Fütter mein Ego Fütter mein Ego Fütter mein Ego Fütter mein Ego Fütter mein Ego &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do dystansu, zauważyłem interesującą rzecz. Kiedy grasz w grę komputerową, albo oglądasz naprawdę dobry film, czytasz bardzo dobrą książkę czy słuchasz świetnej muzyki, granica pomiędzy rzeczywistością a fikcją się zaciera. Masz jakąś świadomość, że to się nie dzieje naprawdę, gdzie faktycznie jesteś, i przez pryzmat tej świadomości patrzysz na to, co twój mózg uważa za rzeczywistość (czyli na sztukę). Ja tak mam ciągle. Z życiem. Często zdaję sobie sprawę z tego, że postrzegam rzeczywistość jako wspomnienie. Jakbym był gdzieś indziej i wspominał coś, a to się dzieje naprawdę. Niby to fajne, i pozwala mi zawsze zachowywać spokój, ale nie jest oznaką zupełnej normalności, szczególnie, jeżeli nie ma się do czynienia z żadnymi narkotykami.&lt;br /&gt;Chociaż z oznakami swojej nienormalności spotykam się tak często, że pewnie bym już do nich przywykł, gdybym był nienormalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;*zawsze chciałem zacząć tym słowem notkę na blogu&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-1230545924122556067?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/1230545924122556067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/11/futter-mein-ego.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/1230545924122556067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/1230545924122556067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/11/futter-mein-ego.html' title='Fütter mein Ego'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-8474973056395175893</id><published>2009-10-24T20:02:00.001+02:00</published><updated>2009-10-24T20:04:31.799+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wiara'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kościół'/><title type='text'>I speak religion's message clear</title><content type='html'>Do napisania tego wpisu zabierałem się bardzo długo, praktycznie od założenia bloga jeszcze na onecie. Koncept na niego ewoluował, aż w końcu, właśnie teraz, uznałem że pomysł jest wystarczająco dopieszczony, by go ubrać w słowa i zaprezentować. Muszę jednak zaznaczyć, że moje poglądy w tej materii zmieniły się ostatnio, więc mogą się zmienić znowu- w ostateczności za jakiś czas napiszę część drugą notki.&lt;br /&gt;Chodzi mi o jakże ważną dla jakże wielu ludzi religię. Wiem, że od początku blogów ogólnie ten temat był poruszany miliony razy, i ja nie powiem w tej materii nic wyjątkowo odkrywczego, ale chciałem, żeby te słowa padły z moich ust, żeby to była manifestacja MOICH poglądów bez względu na to, ile podobnych mi osób takie poglądy manifestowało.&lt;br /&gt;Zacznę od samej idei religii, zwłaszcza zorganizowanej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Choices always were a problem for you.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;What you need is someone strong to guide you.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Deaf and blind and dumb and born to follow.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;What you need is someone strong to guide you&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie. Wielu ludzi nie potrafi samemu ustalić sobie w życiu zasad, iść własną drogą. Potrzebują drogowskazu, instrukcji obsługi życia, ktoś im musi powiedzieć, jak mają myśleć, co ma im się podobać, co dla nich powinno być dobre, a co złe. Niektórzy przyłączają się do subkultur (ale to zwykle młodzież, albo ludzie, którzy zatrzymali się na takim poziomie rozwoju), ale w pewnym momencie sporo ludzi sięga do czegoś, co im cały czas, od momentu narodzin wciskano pod nos: religię. I jakie wszystko robi się proste! Po co układać własne zasady lub przytakiwać kilku ludziom naraz (uważam, że czerpanie trochę tego i owego z różnych wzorców to też jakiś przejaw indywidualizmu. Mając 200 klocków lego i budując z nich coś fajnego, wciąż jest to moja własna konstrukcja, nawet jeżeli jest z prefabrykowanych elementów.), skoro mamy wyznaczoną wielkimi, grubymi metalowymi ścianami pod prądem ścieżkę, dostajemy instrukcję „krok po kroku” i jedyne, co nam pozostaje, to po prostu robić tak, jak ktoś napisał, że tak robić się powinno.&lt;br /&gt;Dobra, ale nawet jeżeli ktoś ma predyspozycje do podążania tą samą drogą, co inni tylko dlatego, że ci inni nią podążają (co zabawne, inni podążają z dokładnie tego samego powodu) to musi wiedzieć, dlaczego lepiej się nie rozpychać łokciami i nie sprawdzać, co jest przy drodze lub poza nią, czemu by nie skręcić w tamtą stronę zamiast w tą... I wtedy się dowiaduje, że na bank się zgubi, nigdy nie wróci, przepadnie, straci szansę, trafi do jakiegoś okropnego miejsca. A najlepsze, że takich korowodów jest kilka, i każdy z nich jest przekonany, że członkowie innych trafią do tego miejsca, do którego sami trafią wg tych „innych” (nadążacie?*).&lt;br /&gt;Oczywiście, „popularność” religii wynika z tego, że większość ludzkości potrzebuje pasterza jak i ogromu równie ogarniętych co dana osoba owieczek, więc nie ganię potrzeb ludzi (chociaż, jakby nie patrzeć, potrzeba ta wynika z dosyć przeciętnej zaradności w życiu), ale chciałem tylko powiedzieć, że to nie dla mnie. Ja doskonale wiem, co jest dla kogoś takiego jak ja dobre, a co złe, i nie potrzebuję takiego regulaminu, szczególnie, że regulaminów jest kilka, podobnie jak ujętych w tychże regulaminach postaci, których zgodnie z regulaminem mam czcić itd.&lt;br /&gt;Po co? Czy naprawdę Boga obchodzi, że co tydzień zjesz opłatek? Czy Jahwe zależy na tym, byś nie golił pejsów? Kto przywiązuje większą wagę do tego, by bić pokłony w stronę Mekki: Allah, czy jego wyznawca?&lt;br /&gt;Te rytuały są rzeczą tak umowną i abstrakcyjną, że nie wyobrażam sobie, żeby od tego miało zależeć to, „gdzie pójdę” po śmierci. Jeżeli ktoś jest skurwysynem, to chodzenie gdziekolwiek w tygodniowych odstępach i odprawianie nad sobą rytuałów (bo tak naprawdę jedyne, co się tam dzieje, dzieje się w nas. Mówimy tak naprawdę do siebie, bez szczególnego przekonania, że ktoś nas słucha. Tylko my wkręcamy sobie, że wino w kielichu jest krwią, mimo że z chemicznego i każdego innego punktu widzenia jest winem.) tego nie zmieni, a już na pewno nie w ocenie kogoś innego niż sam skurwysyn.&lt;br /&gt;Wiem, że argument ten jest do niemożliwości wyeksploatowany, ale przy tym tak boleśnie prawdziwy- religia wywodzi się potrzeby wyjaśnienia sobie tego, czego nie rozumiemy. Każdy sobie wmawia jakieś wytłumaczenie dla czegoś, czego nie potrafi pojąć. Pozwólcie, że zaprezentuję dwa ilustrujące coś dialogi:&lt;br /&gt;-Wodzu, na mojego brata spadło drzewo podczas wichury. Dlaczego, dlaczego?!&lt;br /&gt;-No... eee... widocznie Bóstwo Drzew tak chciało, twój brat nie oddawał mu pewnie należytej czci.&lt;br /&gt;-Co to jest Bóstwo Drzew?&lt;br /&gt;-Syn Bóstwa Lasu i Bogini Rzek.&lt;br /&gt;-A co to jest...&lt;br /&gt;…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Powiedzże mi, dlaczego nie mogę go zabić, przecież ma krzywy ryj!&lt;br /&gt;-Wtedy rozgniewasz Stwórcę. On stworzył wszystko: ciebie, mnie, pałkę, którą chcesz go zabić, jego, jego krzywy ryj... To wszystko jest jego dzieło, nie powinieneś go niszczyć.&lt;br /&gt;-Kim jest Stwórca?&lt;br /&gt;-No skądś musieliśmy się wszyscy wziąć, no nie?&lt;br /&gt;-A jak ktoś był na tyle fajny, żeby nas stworzyć, to powinien być naszym Panem i powinniśmy mu oddawać cześć!&lt;br /&gt;-Dobra, ale jak?&lt;br /&gt;-Hmmm... Powiedzmy, że będziemy mówić do niego. Każdy sam, a potem w grupie. I może spalimy coś dla niego, jakieś ognisko, czy coś.&lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko, nie jestem w 100% pewien skąd się cały wszechświat wziął, bo nie mam pojęcia, istnienie jakiejś istoty wyższej jest niewykluczone, ale chciałem tylko powiedzieć, że typ relacji z tą istotą zwany religią zdecydowanie mi nie odpowiada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z racji tego, że prawnie i w każdym innym poza mentalnym sensie jestem katolikiem, chciałem napisać parę słów o tej wierze, jak i reprezentującej ją organizacji.&lt;br /&gt;Kościoła Katolickiego nie lubię, moim skromnym zdaniem jest to dosyć mroczna i chciwa organizacja, w dosyć bezlitosny sposób wykorzystująca to, że rozwojowa wersja odpowiedzi na zadane kilka tysięcy lat temu pytanie „co my tu robimy?” brzmi dosyć przekonująco dla wielu ludzi na świecie. Poruszałem jego temat kilka razy już na blogu, więc można się zapoznać z moją bardziej wnikliwą krytyką Kościoła klikając na etykietę „kościół” pod wpisem.&lt;br /&gt;A wiara? Przede wszystkim, jest pozbawiona uzasadnienia i zawiera sporo błędów logicznych. Już począwszy od Biblii- tutaj zachęcam do przeczytania bardzo, ale to bardzo dobrej notki ze znajomego bloga niejakiego Gryzisa, udzielającego się tutaj w komentarzach: &lt;a href="http://gryzis.blogspot.com/2009/10/bibliobunt.html"&gt;http://gryzis.blogspot.com/2009/10/bibliobunt.html&lt;/a&gt;. A jedynym źródłem mówiącym o tym, że wszystko w Biblii to 100% prawda to... Biblia. Czyli w jakiejś książce jest napisane, że w tej samej książce jest sama prawda, więc to prawda... Paradoks godny polskich urzędów.&lt;br /&gt;Na większość rzeczy, na których opiera się katolicyzm nie ma dowodów, a wyjaśnieniem tego jest to, że „to polega na tym, żeby wierzyć właśnie pomimo braku dowodów”. I jest to moim skromnym zdaniem jedna z bardziej absurdalnych rzeczy, jakie kiedykolwiek powiedziano, już nawet nie mam siły na krytykę tego, bo to stwierdzenie ośmiesza same siebie.&lt;br /&gt;Poza tym, zachęcam do spojrzenia na niektóre „fundamenty wiary” z boku. Wyrzucając z siebie uprzedzenia, wspomnienia, popkulturę, codzienność, wszystko, spójrzcie na np. cud w Kanie Galilejskiej. Czy komuś prócz mnie opowieść ta wydaje się zupełnie bezsensowna, niekonstruktywna, nieznacząca i nielogiczna? Jakiś koleś zmienił wodę w wino- i co z tego? Już pomijając to, że to niewykonalne, i nie mamy pojęcia, jak to tak naprawdę było (skoro wypili już wcześniej całe wino, jakie mieli, to prawdopodobnie byli tak nawaleni, że można im było wiele rzeczy wkręcić.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: przy najbliższej okazji wypisuję się w cholerę, nie zostanę ateistą, czy czymkolwiek, to w zasadzie nie jest mój biznes, to nie dla mnie. Nie mam zamiaru z nikim walczyć ani nikogo wspierać, tylko wyraziłem swoje poglądy. Jeżeli ktoś da mi się przekonać albo będzie chciał inteligentnie przekonać mnie, to proszę bardzo.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;*-wersja reader-friendly, bo ja też nie rozumiem tego, co napisałem (tzn. wiem o co mi chodzi, ale nie rozumiem dokładnego sensu): jest grupa A. Wszyscy w grupie A myślą, że grupa B i C mają już zaklepane miejsca w miejscu X, przed pobytem w którym grupa A stara się uchronić. Tak samo grupa B uważa, że A i C trafią do X, a C że to A i B są skazani na X... Żeby było ciekawiej, każda grupa nieco inaczej postrzega X, i nikt z żadnej z grup nigdy X nie widział.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-8474973056395175893?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/8474973056395175893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/10/i-speak-religions-message-clear.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8474973056395175893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8474973056395175893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/10/i-speak-religions-message-clear.html' title='I speak religion&apos;s message clear'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-5377709327796666678</id><published>2009-10-17T15:41:00.003+02:00</published><updated>2009-10-17T15:45:08.207+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='samotność'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='indywidualizm'/><title type='text'>I turned off the pain, like I turned off you all, now there's only ME</title><content type='html'>Tematem dzisiejszych rozważań (tak, to z zamierzenia brzmi jak początek kazania) będzie pojęcie towarzyszące mi od dosyć dawna (w zasadzie dopiero niedawno zorientowałem się, jak długo), czyli samotność.&lt;br /&gt;I jak teraz mnie widzicie? Jako gota godzinami słuchającego dziesiątek marnych, podrabiających Marilyna Mansona zespołów w swojej sypialni i nie robiącego nic bardziej produktywnego, czy komputerowego maniaka w upieprzonej koszuli znającego płeć przeciwną tylko z reklam sklepów z bielizną na portalach internetowych?&lt;br /&gt;Hehehe, ale efekciarsko się zrobiło. Lubię takimi tanimi „sztuczkami” wywierać jakieś wrażenie.&lt;br /&gt;A ja samotności jako takiej wbrew sobie doświadczam bardzo rzadko. Bo brak fizycznej obecności kogokolwiek w pobliżu to nie problem w dobie internetu i telefonów komórkowych. Praktycznie zawsze jest ktoś, z kim można porozmawiać o czymkolwiek, z wyjściem gdzieś na miasto też nie ma szczególnie często problemu.&lt;br /&gt;A jak nie mam ochoty z kimkolwiek utrzymywać jakiegokolwiek kontaktu, zawsze mogę wyłączyć gg, wyłączyć telefon i odizolować się od rodziny (która czegoś chce zawsze, kiedy nie mam ochoty oglądać nikogo) chociażby zakładając słuchawki (zaczepianie mnie w jakiejkolwiek sprawie, kiedy mam na sobie słuchawki to dobry pomysł na pogorszenie sobie stosunków ze mną) czy puszczając utwór „das Schaben” Einsturzende Neubauten, dzięki któremu nikt się nawet nie zbliża do mojego pokoju. No, chyba, że puszczam za głośno, wtedy z użyciem rozmaitych gróźb ktoś perswaduje mi zmianę repertuaru. Swoją drogą dziwne, że moi sąsiedzi nigdy nie czynili mi uwag z powodu głośności, rodzaju i ilości słuchanej przeze mnie muzyki- ja bym oszalał na ich miejscu, mieszkając nad źródłem nieustannych hałasów i innych dziwnych dźwięków.&lt;br /&gt;Ale o wiele ciekawiej się robi, gdy jestem w tzw. „grupie” lub ogólnie rzecz biorąc, w towarzystwie. Wtedy nie jestem samotny (jeżeli nie chcę...)- ale z łatwością potrafię zachować autonomię, być &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;sam&lt;/span&gt;. Nigdy nie czuję przynależności do grupy- zawsze świat dzielę na „ja” i „resztę”. Mogę wytworzyć dowolny dystans pomiędzy każdym osobnikiem, z którym się stykam (gorzej ze zmniejszeniem tegoż dystansu...) lub zupełnie się od niego odizolować. Nie mam potrzeb ani skłonności do solidaryzowania się z jakąś grupą lub pojedynczą osobą- mogę co najwyżej kogoś poprzeć czy coś, ale nigdy się do niego (nich) przyłączyć. W sumie to jak sięgam pamięcią, to poczucia przynależności do grupy, poczucia BYCIA CZĘŚCIĄ grupy doświadczyłem tylko podczas koncertu NIN (a i nie przez cały), kiedy robiłem dokładnie to, co wszyscy i to było fajne, ale była to, rzecz jasna, „wina” nazbyt silnych emocji i wiążącej się z tym sporej zmiany w percepcji :).&lt;br /&gt;Czy mi się to podoba? Tak, póki co działa to znakomicie. Bycie częścią grupy sprawia, że nie tylko wywieramy na samą grupę jakiś wpływ, ale sami podlegamy wpływom reszty grupy. A ja poza sobą samym nie spotkałem nikogo, kim chciałbym być (i nie chodzi mi o pozycję materialną czy społeczną, ale o usposobienie, poglądy, sposób życia itd.), o grupach takich ludzi nie wspominając.&lt;br /&gt;Ciekawi mnie, w którą stronę mój dystans do świata się potoczy. Czy utrzyma się na zdrowym poziomie, dzięki któremu nie będę się przejmował błahostkami (mówię tu o stosunkach międzyludzkich. Bo, jak może ci znający mnie zauważyli, nie jest łatwo mnie obrazić), czy może dojdę do momentu, w którym nie będę odpowiedzialny za swoje czyny, a wszystko postrzegał tak, jak teraz grę komputerową? I bardzo mnie ciekawi, jak to będzie wyglądało, kiedy będę z kimś w związku.&lt;br /&gt;Mam skłonności do socjopatii, prawda?&lt;br /&gt;P.S: Wiem, że ten wpis jest dużo krótszy niż inne ostatnio się tu pojawiające ale cóż- miałem ochotę napisać coś o takiej długości, moja sprawa, mój blog, moje warunki, nie podoba się- ALT+F4. Możesz to spróbować też tolerować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-5377709327796666678?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/5377709327796666678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/10/i-turned-off-pain-like-i-turned-off-you.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5377709327796666678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5377709327796666678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/10/i-turned-off-pain-like-i-turned-off-you.html' title='I turned off the pain, like I turned off you all, now there&apos;s only ME'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-2294818599796773851</id><published>2009-10-06T22:05:00.003+02:00</published><updated>2009-10-06T22:12:26.632+02:00</updated><title type='text'>[Recenzja] Lady Gaga- "The Fame"</title><content type='html'>Dzisiejszy wpis będzie zupełnie unikatowy na tle reszty mojej twórczości. Nawet proces jego powstawania znacznie odbiega od mojej typowej procedury. Chodzi o to, że zawsze chciałem napisać recenzję jakiejś płyty. Tutaj mam ku temu okazję, ale od razu nasuwało mi się pytanie... Jaką? Napisanie 2 stron a4 zachwytów nad dowolnym albumem Nine Inch Nails byłoby bez sensu, gdyż nie jestem w stanie podejść krytycznie i opiniotwórczo do tematu, poza tym jeżeli ktoś by uznawał moje opinie w kwestii muzyki za wartościowe (czyli miał podobny gust), najprawdopodobniej by daną płytę znał...&lt;br /&gt;Postanowiłem więc sięgnąć w tym samym kierunku, ale w przeciwnym zwrocie. Wziąłbym jakiś krążek, którego w całości wcześniej nie znałem, a jedynie kilka zniecierpionych przeze mnie kawałków. Będzie ciekawie, i jednak łatwiej mi będzie podejść do tego na poziomie. A czego bardziej nie trawię, niż 4* utworów Lady Gagi z płyty „The Fame”, którymi jestem katowany w radiu i telewizjach muzycznych niemal bez przerwy?&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/Ssuj3rGnnWI/AAAAAAAAABQ/D7KYZyFuB30/s1600-h/lady+gaga+the+fame.PNG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/Ssuj3rGnnWI/AAAAAAAAABQ/D7KYZyFuB30/s400/lady+gaga+the+fame.PNG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389581555937549666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Okładka może nawet być, fajne kolory, fajne diamenciki, ale otwór gębowy Gagi mnie odrzuca.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Znając przyczynę pojawienia się czegoś tak kuriozalnego tutaj, możemy uczciwie przejść do recenzji.&lt;br /&gt;Z racji tego, że jest to eksperyment, najważniejszy moment, czyli odsłuchanie całej płyty zostało przeprowadzone w warunkach laboratoryjnych. Czyli:&lt;br /&gt;-późny wieczór&lt;br /&gt;-Einsturzende Neubauten przed i po eksperymencie (dla równowagi poczucia dobrego smaku**)&lt;br /&gt;-szklanka soku z czerwonych pomarańczy&lt;br /&gt;-moje słuchawki&lt;br /&gt;-wytężony słuch&lt;br /&gt;-notatnik otworzony na kompie, bym mógł na bieżąco zapisywać swoje przemyślenia (których nie opublikuję, bo mają one poziom mniej więcej forum żal.pl, lecz są niezłą bazą dla czegoś, co się klei, tzn. recenzji tutaj)&lt;br /&gt;Tak uzbrojony przeszedłem do uważnego słuchania, wyrzucając z siebie wszelkie uprzedzenia do tego, co postanowiłem zbadać.&lt;br /&gt;Aha, i wszystko, co tu piszę a jest zależne tylko od mojego gustu to oczywiście wyłącznie moja opinia, na wypadek, gdyby ktoś chciał traktować ten tekst jako streszczenie całego albumu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spodziewałem się jakiegoś wstępu, chociażby 15- sekundowego intra, by wprowadzić w klimat  (przywykłem do płyt o jakimśtam poziomie spójności całego materiału) i pokazać, że mam do czynienia z czymś przemyślanym... Niestety, od samego początku moje uszy atakuje znienawidzone „Just Dance”, powodując na mojej twarzy autentyczne skrzywienie i chęć przerwaniu eksperymentu już po 30 sekundach od jego rozpoczęcia***. Tekst tego utworu aż boli (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;„What's the name of this club? I can't remember but it's all right, all right”&lt;/span&gt;), ale chyba najgorszy jest... Wieśniak. Jakiś wieśniak o głosie, który wkurwiłby świętego nie tylko stęka „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;oohhh, oohhh&lt;/span&gt;” i „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ooohhhh yeeeaaah&lt;/span&gt;” w zwrotkach, ale także, o zgrozo, sam śpiewa jedną. To, że podkład składa się z góra 3 zapętlonych dźwięków naraz daje się we znaki dopiero, kiedy słuchamy na słuchawkach. Do plusów muszę zaliczyć motyw w mniej więcej 3/ 4 długości utworu. Nagle powtarzający się beat znika, zmienia się rytm, na chwilę robi się trochę psychodelicznie, nawet to dyskotekowe pierdzenie brzmi ciekawiej, o już maksymalnie skatowanym (na plus) elektroniką głosie Gagi nie wspominając. No i na chwilę się zamyka wcześniej wspomniany patafian (chociaż, niestety, wraca jeszcze przed zakończeniem sekwencji).&lt;br /&gt;Drugim utworem jest niewiele mniej znane ostatnio „LoveGame” (jeżeli masz podobny do mnie gust muzyczny, możliwe że wiesz, że remiks tego utworu z dość średnim skutkiem wykonał Marilyn Manson). Tekst naprawdę może zdołować co wrażliwszych (kiedy usłyszałem słowa &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„let's have some fun, this beat is sick, I wanna take a ride on your disco stick”&lt;/span&gt; poczułem się mniej więcej jak ofiara gwałtu analnego), no i ta muza... Mi to dobitnie przypomina „Macarenę”. I dlaczego ten sam podkład powtarza się przez prawie cały utwór? W zasadzie to cichnie dwa razy: podczas zmiany rytmu w 3/ 4 długości utworu (czy zauważacie już jakąś powtarzalność?) i... na koniec, razem z utworem. Tak, brzmi to jakby ktoś ujebał utwór pod koniec refrenu. Kończy się pętla, Lady Gaga robi „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ha!&lt;/span&gt;” i koniec.&lt;br /&gt;Następnie jesteśmy raczeni okazyjnie obecnym w mediach „Paparazzi”, które jest jedynym naprawdę dobrym utworem na płycie. Ma swój specyficzny, „celebrycki” nastrój (słysząc go, do razu widzę przed oczami czerwony dywan i flesze) i po prostu przyjemną dla mojego ucha melodię.  Oczywiście, kilka rzeczy bym stamtąd wywalił, niektóre beaty działają mi na nerwy, a okrzyki Gagi „jahaa!” w refrenie są poniżej jakiejkolwiek krytyki, ale ogólnie przyjąłem ten utwór bardzo pozytywnie. No i poszukajcie sobie w internecie zarąbistego wykonania z „Mam Talent”, od mojego zdecydowanego faworyta, Marcina Majewskiego.&lt;br /&gt;Potem wchodzi „Beautiful, Dirty, Rich”. Brzmi jak niemalże parodia Christina Aguilery, z zapętlonym beatem perkusyjnym, który mi naprawdę kojarzył się z zabawami z jakąś wczesną wersją programu Ejay w wieku ok. 9 lat.&lt;br /&gt;Następne w kolejce jest „Eh Eh (Nothing Else I Can Say)”. Nie wiem za bardzo co powiedzieć, najchętniej wstawiłbym jakąś rozbudowaną, plugawą wiązankę rodem z polskiej wsi. Mało w życiu słyszałem rzeczy tak beznadziejnych, tak tragicznie banalnych i powtarzających do wyrzygania pewien schemat „wakacyjnej spokojnej pioseneczki o miłości”. Mam alergię na takie, ale i tak nie spodziewałem się, że można to zrobić AŻ TAK źle. Gdyby było trochę szybsze naprawdę zacząłbym zachodzić w głowę, jakim cudem Gaga coveruje Boysów.&lt;br /&gt;A potem nadchodzi apokaliptyczne „Poker Face”. W wersji albumowej jest chyba rozbudowane o jakieś 5 sekund disco pierdzenia w stosunku do wersji znanej z teledysku, ale nie dałbym sobie za to usunąć żadnego z organów, których to odjęcie powoduje ból. Jeżeli już mamy za sobą 5 wcześniejszych utworów Gagi, najbardziej denerwujący staje się podkład, który jest zwyczajnie prostacki (doliczyłem się 3 pętli naraz + wokal. Dla porównania, pierwsza zwrotka mojego ulubionego utworu ma ich jakieś... 6, i to zazębiających się ze sobą :)) i bliźniaczo podobny do wcześniejszych. Naprawdę, zdziwiłbym się, jakby zmienili choć jedno ustawienie, odhaczyli jeden kwadracik w programie, w którym robili muzę do tego utworu specjalnie dla niego.&lt;br /&gt;Kolejnym utworem jest tytułowe „The Fame”. Zaczyna się wręcz okropnym, powtarzalnym, rzygliwym beatem, by nagle zaskoczyć nas... Gitarą. Nie wiem, czy to przypadkiem nie jakiś syntezator, ale jest jakiś powiew świeżości, jakieś nowe brzmienie. Nie zmienia to faktu, że utwór jest równie skomplikowany, co nadruk na klawiszu na mojej klawiaturze, po naciśnięciu którego pojawia się litera „o”****, ale znowu... Podoba mi się kompozycja. To drugi naprawdę pozytywny akcent na płycie, do którego z pewnością będę wracać.&lt;br /&gt;Już siódmym kawałkiem jest „Money Honey”. Jest to dokładnie taka sama kupa gówna, jak reszta płyty. I nie chodzi o moje odczucia, lecz jest to identyczne brzmieniowo, niektóre z wykorzystanych pętli są wręcz bliźniaczo podobne do tych z innych utworów. No i refren mi dobitnie przypomina jakiś dance'wy hit sprzed jakichś paru lat, ale w natłoku tego szajsu ciężko zapamiętać wykonawcę i tytuł.&lt;br /&gt;Następne jest „Again Again”. Z jednej strony zaskakuje, bo ma zupełnie inne brzmienie niż reszta płyty, lecz z drugiej strony powtarza jeszcze jeden do bólu oklepany schemat. Jest to coś pomiędzy Christiną Aguilerą (ogólnie Gaga nieźle ją podrabia momentami) a pioseneczką pani z krzywymi zębami, wybranej jako motyw TVNu kilka miesięcy temu. W sumie to nawet nie warto słuchać, bo chyba każdy, nawet niezwiązany z taką muzyką słyszał coś prawie identycznego.&lt;br /&gt;Utworem o okrągłym numerze 10 jest „Boys Boys Boys” (brawo, powtarzalność względem reszty muzyki popowej osiąga nieznane wcześniej poziomy już w momencie czytania tytułu). Cóż tu powiedzieć- każdy słyszał od zajebania takich tanecznych utworów, więc nie wiem czemu ktokolwiek by miał zwracać uwagę na akurat ten. No chyba, że na kretyński tekst („&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I like you a lot, lot, think you're really hot, hot&lt;/span&gt;") i cukierkowy refren, który w ostateczności mógłby się podobać. Aha, nie mogę także przemilczeć wyciszającego się na koniec utworu zapętlonego refrenu niczym w wersji piosenki wysyłanej do stacji radiowych, ale, do cholery jasnej, na płycie... Strasznie mnie to irytuje i pokazuje niemoc twórczą kompozytorów.&lt;br /&gt;Już na początku kolejnego utworu, „Brown Eyes” dostajemy z plaskacza od idiotycznego automatu perkusyjnego (reprezentującego poziom mniej więcej perkusisty z filmiku z jednego z niedawnych wpisów), potem przygniata nas glanem do asfaltu nużący fortepian, by w końcu otrzymać wywracający wnętrzności kop na klatę od zaczynającej śpiewać Gagi. Najgorszy jest jeszcze refren, spluwający nam w twarz i kradnący telefon beznadziejną powtarzalnością (tym razem jednak mamy powtórkę nie z wcześniej poznanych utworów Lady Gagi, a z ogólnego dorobku muzyki popularnej*****). Jedyne co jest pozytywne, że widzimy, jak ładnie błyszczy markowy dres, tzn. jakaś wyjątkowo przeciętna gitara pobrzdąkująca w zwrotkach i nieco konsternująca zupełnie nudną solówką... po każdym z refrenów. Wiecie, coś, jak słuchanie „Stairway To Heaven” od połowy na repeacie.&lt;br /&gt;Na początku przedostatniego (hurrra!) utworu, czyli „Summerboy” jesteśmy raczeni Gagą mówiącą „one, two, three...” (a moim zdaniem, ona ma ładny głos, tzn. ładnie mówi. Ze śpiewaniem gorzej, ale wynająłbym ją do szeptania mi świństw do ucha przed spaniem.) i całkiem przyjemnym podkładem kojarzącym się z latami 80'. Niestety, kiedy tylko nasza diva zaczyna produkować się wokalnie, jakiekolwiek ciepłe uczucia do tego kawałka znikają. W sumie to otrzymujemy kolejną nudną, optymistyczną, wakacyjną popierdółkę o chłopakach, której główną rolą jest sprawianie, że płyta trwa 46, a nie 42 minuty.&lt;br /&gt;No i tak oto docieramy do ostatniego, 13 (chyba zacznę wierzyć w numerologię po odsłuchaniu tej płyty) utworu, czyli „I Like It Rough”. Ja już na samym początku nie dowierzałem, że ona mogła zrobić coś takiego. Ale niestety, ktoś był na tyle chamski, by bezczelnie wcisnąć nam po raz kolejny taneczny hicior, nie różniący się absolutnie niczym od innych na tej płycie, o tanecznych hiciorach innych artystów nie wspominając. Za takie odgrzewane tysięczny raz gówno, jakim jest refren tego kawałka Lady Gadze (fajnie się odmienia, hehehe) należy się mocny kop z glana w jej rzekomo zgrabną dupę. Jedynym przykuwającym uwagę akcentem jest zapętlony dźwięk słyszany w lewej słuchawce (tak, na tej płycie jest stereo! Też mnie dziwi, że komuś się chciało przeznaczyć czas na podzielenie każdego z utworów na dwa kanały.), przywodzący na myśl muzykę z gier komputerowych z lat 80'. Może to aluzja do tego, że ojciec Lady Gagi przeszedł Mario w lewo? (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, teraz tzw. wrażenia ogólne. Płyta jest do wysrania powtarzalna powtarzalna powtarzalna powtarzalna w każdym momencie. Można w każdym utworze wyróżnić:&lt;br /&gt;- dyskotekowe pierdzenie (takie jak w refrenie „Just Dance”)&lt;br /&gt;- strukturę zwrotka/refren/zwrotka/refren/jakaś zmiana, na lepsze lub na gorsze w 3/ 4 długości utworu/refen razy kilka lub czasami tylko raz&lt;br /&gt;- powtarzający się przez cały kawałek beat, cichnący jedynie do zmiany w 3/ 4&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z ważniejszych rzeczy, które mi się dały we znaki, jest swego rodzaju... toporność całokształtu. Wszystko brzmi amatorsko, nie jak ze studia, którego wynajęcie kosztuje tysiące dolarów, a z jakiegoś prostego w obsłudze programu (i to robione przez kogoś zbyt leniwego na zmianę tonacji dołączonych do programu sampli). Wokal brzmi na dobrze obrobiony (chociaż za wiele się nie męczyli, bo Gaga na żywo nie brzmi jakoś szczególnie okropnie).&lt;br /&gt;Podsumowując:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;NIE.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Płyta jest okropnie słaba, strasznie nudna i męcząca. Jedynie „Paparazzi” i „The Fame” mogę polecić z czystym sumieniem, od reszty trzymałbym się jak najdalej.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;OCENA: 2/10.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;*- „Just Dance”, „LoveGame”, „Eh Eh (Nothing Else I Can Say)” i epickie wręcz „Poker Face”. Tak, wiem, że można też oberwać „Paparazzi”, ale... o tym za chwilę.&lt;br /&gt;**- nie, żebym od razu podchodził do tego jak pies do jeża, ale pierwszym utworem na płycie jest „Just Dance”, a dlaczego puściłem też po... o tym też za chwilę, nie uprzedzajmy faktów.&lt;br /&gt;***- i w tym momencie pożałowałem słuchania Einsturzende Neubauten bezpośrednio przed tym. Szok związany z poziomem jednego i drugiego i różnicą między nimi jest nieziemski.&lt;br /&gt;****- (wiem, że te gwiazdki ssą pałę, ale tutaj jakbym dał nawias to zdanie by stało się wręcz niewyobrażalnym, niestrawnym tasiemcem) jestem prawie pewien, że w tym utworze wykorzystano dokładnie ten sam dźwięk perkusji, co w 3 kawałkach przed nim.&lt;br /&gt;*****- bo utwory Lady Gagi można podzielić na powtarzające inne utwory Lady Gagi i powtarzające inne popowe hity. Tylko że ta pierwsza kategoria jest związana z replikowaniem tej drugiej...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-2294818599796773851?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/2294818599796773851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/10/recenzja-lady-gaga-fame.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/2294818599796773851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/2294818599796773851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/10/recenzja-lady-gaga-fame.html' title='[Recenzja] Lady Gaga- &quot;The Fame&quot;'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_o145fWpv6MA/Ssuj3rGnnWI/AAAAAAAAABQ/D7KYZyFuB30/s72-c/lady+gaga+the+fame.PNG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-913022364358178469</id><published>2009-09-19T16:56:00.002+02:00</published><updated>2009-09-19T22:18:59.826+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='patriotyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polska'/><title type='text'>I'm a part of this great nation</title><content type='html'>Ostatnio naoglądałem się filmików tego kolesia z poprzedniego wpisu (tzn. nie tego skinheada, ale gościa który zapodał to genialne nagranie), Polska wygrała też jakiś medal w siatkówce, zacząłem słuchać Laibacha (i zwracać jakąśtam uwagę na teksty), muszę też czytać pewną lekturę szkolną...&lt;br /&gt;Wszędzie tam pojawia się motyw „patriotyzmu”, „polskości” (no, w Laibachu może nie, jest uwielbienie dla innych państw), „dumy narodowej” itd. I muszę powiedzieć, że za cholerę tego nie rozumiem.&lt;br /&gt;„Kraj” jest dla mnie pojęciem zupełnie abstrakcyjnym, czymś tak nierealnym i nienamacalnym, że nie wyobrażam sobie, bym miał coś takiego kochać czy żywić do tego jakiekolwiek uczucia. Bo co tu kochać? Jakieś połacie terenu? Sorry, ale to się zmieniało tyle razy, że nie wiem, co jest „nasze”, a co nie. Ludzie? I tak wszystko jest pomieszane (np. ja mam zapewne poniemieckie nazwisko), a z większością tych ludzi poza językiem nie mam nic wspólnego. Tak, nastoletni bunt itd., ale nie znam osobiście 99% „(P/p)olaków”, a sądząc po tym, co widzę w internecie, telewizji to w żadnym wypadku nie zostanę przez większość z nich zaakceptowany, rozumiany i vice versa, poza językiem nie mam z nimi zbyt wiele wspólnego. Ludzi mojego pokroju można zapewne znaleźć w każdym kraju, i to z nimi wolałbym się solidaryzować, niż z ludźmi, których w większości bym nie polubił, ale mieli wątpliwe szczęście urodzić się po takiej samej stronie sztucznie wyznaczonego okręgu, co ja.&lt;br /&gt;No właśnie. Zupełny przypadek sprawił, że urodziłem się w takim, a nie innym miejscu, i taki sam przypadek sprawił, że granice tego miejsca wyglądają tak, a nie inaczej. Kto wie, czy gdyby kilka rzeczy (nie mam zbyt obszernej wiedzy historycznej) nie potoczyło się inaczej, nie musiałbym kochać tego, co obecnie jest np. Rosją, czy Niemcami...&lt;br /&gt;I w ten sposób zmierzamy do tego, co się nazywa „duma narodowa”. Z czego ja mam być dumny? Dumny mogę być np. z tego bloga, bo to coś, co robię świadomie i własnymi siłami, a nie z tego, że zostałem sklasyfikowany ze względu na miejsce urodzenia jako taki sam jak masa kretynów, z którymi nie chcę mieć nic do czynienia (zapewne myślicie w tym momencie, że myślę stereotypowo, ale naprawdę widząc „(P/p)olaków”, mało jest wśród nich ludzi, których chciałbym znać. I zapewne reszta świata dla mnie przedstawia się tak samo. Tak, wiem, że właśnie dokonuję podziału, ale ja tylko wytykam, co mi się nie podoba w takim myśleniu.).&lt;br /&gt;Dalej, tradycja. Oscypki, dziwne stroje z falbankami i wiara (tak, wiara powinna zależeć od miejsca urodzenia!). Nie lubię tradycji. Ogranicza ona moją wolność i godzi w mój indywidualizm, i to z tak głupiego powodu jak ten, że ludzie, którzy żyli w „moim” „kraju” przede mną tak robili, to ja też muszę.&lt;br /&gt;Jeszcze odnośnie wiary, taka luźna refleksja. Dlaczego prawie wszyscy chrześcijanie (mówię o polskich) to patrioci? „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”, a niektórzy kraj stawiają na równi z Bogiem :).&lt;br /&gt;No i... hymn, godło, barwy narodowe. Chryste. Nie mam pojęcia, po co to. Znak graficzny, logo, czyli godło jest niepotrzebne, bo już prędzej ludzie spoza granic państwa będą kojarzyć nazwę, a nie skomplikowany obrazek (albo i dwa skomplikowane obrazki. Polska nie ma tego problemu, bo biały i czerwony pasek każdy zapamięta, ale czy ktokolwiek poza amerykańskimi patriotami wie, ile na ich fladze jest gwiazdek i pasków?). Hymn? Nie jest to tak naprawdę nic stałego, zawsze wskutek czyjejś decyzji (zwykle kogoś, kto w danej chwili rządzi) może zostać zmieniony (flaga i godło zresztą też...). I znowu, po co to komu? Mi osobiście większość z ważniejszych wydarzeń i rzeczy w moim życiu kojarzy z jakimś konkretnym utworem z „mojej” muzyki, a tu ktoś chce mi wcisnąć kawałek, który ma się mi kojarzyć z moim obecnym miejscem zamieszkania. Który wcale nie odpowiada moim gustom, a tekst jest o czymś, z czym nie mam nic wspólnego.&lt;br /&gt;I to jest wszystko strasznie sztuczne. Jacyś obcy ludzie wyznaczyli granice kraju, jacyś obcy ludzie wymyślili związane z tym krajem obrazki i muzykę, i ja mam to kochać. Pfff.&lt;br /&gt;Najlepsze, że w związku z powyższymi mam się czuć lepszy od mieszkających gdzie indziej (czytaj: nie w Polsce. Patrioci dzielą świat na mój kraj i nie mój kraj.). Szerokość geograficzna miejsca urodzenia- co to za kryterium wartości człowieka? Czy Gracjan Roztocki jest lepszy od Stephena Hawkinga, bo jest „(P/p)olakiem”?&lt;br /&gt;Rozumiem przywiązanie do mniejszych jednostek terytorialnych, jak np. miasto (bo większość miast, takich miast pełną gębą, ma swoją... duszę? Jak np. mój ukochany Londyn.), dzielnica (chociaż zwykle wiąże się to z waleniem po mordzie ludzi spoza danej dzielnicy. A najciekawsze, że walą zwykle patrioci.), dom, ale kraj to zwykle cholernie rozległe połacie terenu, i nikt nie zwiedzi całego ani nie pozna wszystkich jego mieszkańców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem antypolski (pamiętacie filmik z poprzedniego wpisu? :&gt;), nie jestem antycokolwiek (mówię o narodowościach), jestem tylko antypatriotyczny. Nie uważam jednak, by granice państw powinny zniknąć. Jest to dosyć dobry podział administracyjny, szczególnie, że ktoś musi rządzić (ludzie są nieprzystosowani do samodzielnego myślenia, ktoś musi im mówić, czego wolno, a co nie. Lub chociaż próbować ich ogarnąć.), a gdyby to był jeden człowiek/organizacja byłoby to cholernie niebezpieczne. Ale nie każcie mi któregokolwiek z tych „sektorów” kochać ani wpajać mi chęć oddania za niego (tak jak to robią w szkole).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-913022364358178469?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/913022364358178469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/09/im-part-of-this-great-nation.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/913022364358178469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/913022364358178469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/09/im-part-of-this-great-nation.html' title='I&apos;m a part of this great nation'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-5932595256554740175</id><published>2009-09-10T19:39:00.003+02:00</published><updated>2009-09-10T20:12:47.146+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='perkusja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skinhead'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>New No New Age Advanced Ambient Motor Music Machine</title><content type='html'>Oczekiwanie na "normalny" wpis chcę umilić wam fascynującym materiałem filmowym, który odkryłem w internecie.&lt;br /&gt;Jak wiadomo, skinheadzi są unikalną grupą społeczną. Ich uniformy od strojów zwykłych bezdomnych odróżniają glany (których nikt przy zdrowych zmysłach nie wyrzuca) i aerodynamiczne uczesanie (i, powiedzmy, są czystsi. I nie mówię tutaj o czystości rasy, tylko o higienie i częstotliwości prania odzieży) ponadto fascynują swoją wolą upodobnienia całego swojego otoczenia do nich. Są przy tym znakomitymi dyskutantami i filozofami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale są to powszechnie znane fakty, natomiast odnaleziony przeze mnie film uświadomił mnie, że skinheadzi są wartościowymi ludźmi także dzięki jeszcze jednej cesze, nie tak powszechnie znanej.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=vfdeCyCob3c"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=vfdeCyCob3c&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na początku tego profesjonalnie wykonanego nagrania (zapewne jest to zapowiedź koncertowego DVD tej grupy) kamera pada na prawdopodobnie najlepszego perkusistę w Polsce. Nie jestem znawcą gry na perkusji, ale nigdy wcześniej nie spotkałem z takim dynamizmem, szybkością, precyzją, siłą i takim zaangażowaniem. Żałuję, że dzisiaj jest ostatni w historii koncert Nine Inch Nails, prędzej czy później Trent odnalazłby tego naturalnie utalentowanego człowieka i wcielił go do szeregów zespołu, złożonych z najwyższej klasy muzyków.&lt;br /&gt;Nie sposób nie zauważyć także doskonale przemyślanego image artysty (tylko Marilyn Manson może konkurować z nim w kwestii staranności wypracowania wizerunku scenicznego) i profesjonalnego sprzętu (wykonanego zapewne na zamówienie), dodatkowo ozdobionego logo znanej organizacji walczącej o tolerancję, równouprawnienie i pokój na świecie (jeżeli ktoś chce ich wesprzeć w ich szczytnej misji, gorąco polecam ich stronę: &lt;a href="http://www.nop.org.pl/"&gt;http://www.nop.org.pl/&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;Podsumowując, nie martwię się o przyszłość muzyki. Skoro takie wybitne talenty, jak ten człowiek są tak blisko, to jacy inni geniusze gdzieś daleko czekają na odkrycie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-5932595256554740175?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/5932595256554740175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/09/new-no-new-age-advanced-ambient-motor.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5932595256554740175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5932595256554740175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/09/new-no-new-age-advanced-ambient-motor.html' title='New No New Age Advanced Ambient Motor Music Machine'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-3063365622558672636</id><published>2009-09-08T20:14:00.001+02:00</published><updated>2009-09-08T20:17:45.725+02:00</updated><title type='text'>Not So Pretty Now</title><content type='html'>Dzisiejszy wpis będzie eksperymentem. Nie będzie on nigdzie reklamowany, żaden z jego czytelników nie zostanie o nim poinformowany. Ciekawe, czy ktokolwiek sam go znajdzie. Nie będzie on też miał jakiejkolwiek logicznej budowy (poszczególne akapity można bez problemu ze sobą zamieniać), pisany on będzie na bieżąco, bez jakiegoś planu, ani konkretnego konceptu.&lt;br /&gt;Co chcę zrobić? Chcę wyrzucić z siebie wszystkie najgorsze myśli, jakie mam w sobie, do tego odpowiednio podkoloryzowane i wyolbrzymione, by tekst stał się ciekawszy. Ale tak, to o czym piszę w dużym stopniu odzwierciedla to, co sobą reprezentuję. No, może jednak jestem trochę lepszy, niż siebie przedstawiam.&lt;br /&gt;Jeżeli jesteś na tym blogu po raz pierwszy, nie czytaj tego. Zjedź na dół lub kliknij na menu gdzieś z boku i wybierz jakikolwiek inny wpis, ponieważ to do ciebie nie przemówi. Ba, to nie przemówi do nikogo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy podsumowałem wycieczkę do Londynu (tak, znowu do tego nawiązuję), pisałem, że zmieniłem się,&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;everything you swore would never change is diffrent now&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;stałem się bardziej pewny siebie, a przy tym arogancki. No właśnie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Arogancki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Stałem się do wszystkich śmielszy, nie wiem czy kogokolwiek ranię (tych, na których mi zależy, staram się nie ranić tą moją nowo nabytą cechą, inni mnie coraz mniej obchodzą) w ten sposób, ale wątpię, bo stałem się także nieszczery. Jeżeli układy z kimś są dla mnie w jakiś sposób korzystne, nawet jeżeli go nienawidzę (dużo tego uczucia w moim życiu ostatnio) nie okazuję mu tego. Czerpię raczej satysfakcję z tego, że dana osoba sądzi, że darzę go sympatią.&lt;br /&gt;Przez jakiś czas to było zabawne, lecz w pewnym momencie zrozumiałem, że staję się egoistycznym sk&lt;span style="font-size:78%;"&gt;urwysyne&lt;/span&gt;m, i nie wiem, do czego to prowadzi. Ale wtedy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczął się rok szkolny. I kiedy zacząłem mieć kontakt z wieloma ludźmi zacząłem dochodzić do wniosku, że większość z nich zasługuje na takie podejście. Szczególnie, że większość z nich to idioci&lt;br /&gt;czy się w tym momencie wywyższam? Jeszcze nie, więc jak planowałem, chcę wyrazić swoją pogardę dla ludzi jeszcze nie upośledzonych, lecz po prostu o niskim poziomie intelektualnym. Wolę, jak ktoś traktuje mnie jak głupszego i ma ku temu powody, niż jak ktoś ode mnie głupszy traktuje mnie jak równego sobie lub głupszego. Czasami nawet skłaniałbym się ku segregacji ludzi wg inteligencji (nie, nie chodzi mi o IQ. Jakaś lepsza skala, bardziej związana z „mądrością” niż z inteligencją, bo zdarzają się geniusze, którzy w życiu codziennym są kretynami).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ponieważ wśród rówieśników zacząłem się spotykać z coraz gorszymi przypadkami niedołężności umysłowej, takiej, że już przestało to być śmieszne, zamiast podchodzić do tego na luzie, zaczęło mnie to coraz bardziej denerwować, rodząc we mnie nienawiść. I, w jakiś sposób, zbudowałem wokół siebie swego rodzaju kokon nienawiści, przez który spoglądam na to wszystko z dużym dystansem. Wszystko, co w tych ludziach mnie denerwuje, na drodze do mnie napotyka na kokon, który już nie jest częścią mnie. I wracam do punktu wejścia, czyli mam do wszystkiego dystans i jestem zupełnie wyluzowany. Pytanie tylko, co wyjdzie z tego kokona. Coś wspaniałego, bo chronionego od wszystkiego, co złe przez kokon ze zła, czy coś jeszcze gorszego niż to, co przedstawia sobą kokon, bo przesiąknięte nim?&lt;br /&gt;I znowu, kiedy myślałem, że po Londynie zmiana w podejściu do życia, ten optymizm już pozostanie, znowu stwierdzam, że&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;this isn't meant to last, this is for right now&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(to zdanie towarzyszyło mi podczas totalnie zamulonego okresu mojego życia, czyli zimy w zeszłym i tym roku)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, muszę coś oznajmić. Paradoksalnie,&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;JESTEM SZCZĘŚLIWY&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Bo w sumie nie mam żadnych większych i konkretnych zmartwień, a zdanie&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;this isn't meant to last, this is for right now&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;nie tylko pełne jest frustracji powodowanej koniecznością oczekiwania na zmianę, ale i optymizmem, że zmiana jednak nastąpi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszechświat dąży do entropii, idealny porządek zawsze musi coraz bardziej się destabilizować, aż w końcu zapanuje New World Order (czy ja przypadkiem nie żyję cyklami rocznymi, czyli oczyszczenie(wiosna)-postępująca dezintegracja(lato, jesień)-okolice dna(zima)-oczyszczenie?)&lt;br /&gt;Cykl jednak tym razem wygląda inaczej, ponieważ zawsze swoje negatywne uczucia kierowałem w siebie, a teraz czuję się na tyle silny psychicznie, by wykorzystać je przeciwko tym, którzy na to zasługują. Nie wiem jeszcze jak (aha. Jeżeli znasz mnie na tyle dobrze, że już to czytasz, prawdopodobnie nie staniesz się celem dla tego, co we mnie będzie/jest złe. No i nie sądzę, by poza tym, że ktoś zostanie potraktowany przeze mnie obłudnie, ktokolwiek ucierpi.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio próbowałem się pomodlić. Ledwo zacząłem zorientowałem się, że nie czuję się, jakby ktokolwiek mnie słuchał. Czyżbym w Londynie zostawić także swoją wiarę?&lt;br /&gt;Najlepsze, że nie widzę w tym problemu. Raczej w tym, że nie widzę w tym problemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale są rzeczy, które pomagają mojemu szczęściu trzymać się w kupie. Oczywiście muzyka&lt;br /&gt;ciekawe, że im mniej ludzki się staję, tym bardziej uduchowionej i pozytywistycznej (choć niekoniecznie. Jeżeli coś na kogoś działa na tyle, że tworzy o tym muzykę, to też jest to ludzkie. Coraz mniejszą uwagę zwracam np. na, w moim odczuciu, zdehumanizowaną muzykę Marilyna Mansona) muzyki słucham.&lt;br /&gt;I ci ludzie, których nie darzę negatywnymi uczuciami. Nie będę wymieniał&lt;br /&gt;(niech każdy myśli, że akurat on się zalicza)&lt;br /&gt;I, cóż, internet. Chociażby serwis twitter, na którym mogę chociaż w części się wyładować (kokon nie może być za gruby, bym się nie udusił ani bym nie stracił kontaktu ze światem, w pewnym momencie może też przepuszczać za mało) pisząc po angielsku pełen wulgaryzmów 160- znakowy wpis którego nikt nie przeczyta ze względu na przeciętną popularność serwisu w Polsce.&lt;br /&gt;Albo ludzie z internetu, których nie mogę poznać na tyle, by ich zniecierpieć, ale to, co sobą reprezentują w sieci mi odpowiada.&lt;br /&gt;Ale są to raczej mało istotne czynniki, najważniejsze są te dwa pierwsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwne, że ciągle jestem zmęczony. Fizycznie, mimo że poza WF nic szczególnie ciężkiego nie robię. Dziwi mnie, skąd biorę jakąkolwiek energię na obowiązki szkolne. To chyba już tylko przyzwyczajenie.&lt;br /&gt;Chociaż, z drugiej strony, cieszę się, że chodzę już do szkoły. Głównie ze względu na ludzi, którzy są dla mnie wartościowi. No i zawsze jest to jakiś cel, kto wie, czy nie potrafiłbym sobie nawet wmówić, że czynnie buduję swoją przyszłość. Chociaż bardziej się męczę z uporządkowaniem teraźniejszości, z budowaniem swojego świata (który prędzej czy później osiągnie masę krytyczną i stanie się nie do zniesienia, by się rozpaść i ułożyć na nowo).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przytłacza mnie trochę, jak bardzo się zmieniłem w stosunku do człowieka, który założył tego bloga, i który gdzieś egzystował rok temu. Z jednej strony jestem zadowolony z tych zmian (aczkolwiek, jak widać, zdaję sobie sprawę z tego, że jest coraz gorzej), a z drugiej czasami nie poznaję siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurczę, czuję się teraz lepiej, pisząc to wszystko. Zapewne nic nie zmieniłem, ale ciekawe uczucie, trzymać w ręku pojemnik ze wszystkimi swoimi brudami (nawiązując do reklam proszków, dolałem jeszcze jodyny, by było efektowniej) i wystawiając go na światło dzienne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i przepraszam za pseudomrocznobuntowniczy styl, jednak jakaś część mnie to zbuntowany nastolatek, starający się być na siłę outsiderem.&lt;br /&gt;I nie bierzcie tego na zupełnie poważnie, musiałem tym myślom nadać jakiś kształt, wybrałem gorszy niż to, co ma przedstawiać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-3063365622558672636?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/3063365622558672636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/09/not-so-pretty-now.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3063365622558672636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3063365622558672636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/09/not-so-pretty-now.html' title='Not So Pretty Now'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-7697113699371305663</id><published>2009-08-18T15:10:00.006+02:00</published><updated>2009-08-18T17:49:45.174+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Madonna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kościół'/><title type='text'>There're more important things than hearing you speak (Część 2.)</title><content type='html'>Od ostatniej części tego wpisu wiele się zdarzyło w tej sprawie, z samym koncertem Madonny włącznie. Zacznę jednak od zwrócenia uwagi na pomysły na powstrzymanie koncertu, na które wpadnięto już po napisaniu pierwszej części.&lt;br /&gt;Lider całej akcji (Marian Budzyński? Tak on się nazywał?) nalegał, by zbadać ekipę koncertu na obecność wirusa HIV i A/H1N1. Można by powiedzieć, że pomysł kretyński, ale jest niczym wobec złożenia wniosku do CBA o sprawdzenie, czy impreza nie narusza uczuć religijnych.&lt;br /&gt;Mogli jeszcze napisać do urugwajskiego ministerstwa finansów, no ja pier***ę.&lt;br /&gt;Ambitnym planem było także zaprzestanie kupowania na Allegro przez protestujących, ponieważ Allegro to sponsor imprezy. Kurczę, czy oni naprawdę myślą, że kilka tysięcy góra mniej użytkowników ze, zdaje się 6 milionów cokolwiek zmieni?&lt;br /&gt;Mówiło się także o pseudokibicach Legii Warszawa, mających wspomagać w śpiewaniu pieśni religijnych komitet "Pro Polonia" (tak, wreszcie znalazłem, jak się nazywa ta grupka protestujących!). Wiadomo, cel uświęca środki, mogli jeszcze kazać tym kibolom okradać staruszki, by za te pieniądze kupić megafony.&lt;br /&gt;Najbardziej spektakularnie wyglądała jednak według mnie strona &lt;a href="http://www.protestuj.pl/"&gt;http://www.protestuj.pl/&lt;/a&gt;. Postanowiłem się jej bliżej przyjrzeć.&lt;br /&gt;Przede wszystkim, wykupiono reklamy w Google Ads, przez co prawie wszędzie byłem atakowany tekstem "Madonna obraża Królową Polski! Zaprotestuj!" (ja naprawdę myślałem, że w Polsce zniesiono monarchię, a państwie przewodniczy prezydent).&lt;br /&gt;Po wejściu na stronę widzimy zdjęcie Madonny śpiewającej na krzyżu (z tego co pamiętam, zdjęcie było wykonane na trasie z... 2003? roku. Ale było, więc teraz też nie może występować, co by nie zamierzała podczas występu robić.). Po prawej jest też tekst protestu, który się wysyła do organizatorów koncertu w Polsce, USA i do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.&lt;br /&gt;Po lewej jest porcja czegoś, co można by bez problemu nazwać praniem mózgu. Czytamy, że:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Koncert „Madonny” został specjalnie zorganizowany&lt;br /&gt;15 sierpnia po to, by ośmieszyć Królową Polski i odwieść&lt;br /&gt;młodych od Jej wielkiego święta.&lt;/blockquote&gt;Po pierwsze, to wspaniałe, jak wszechwiedzący są organizatorzy protestu. Dokładnie znają intencje osoby, której nawet nie widzieli na oczy i nie chcą, żeby inni zobaczyli. Nie wiedzą jednak, że na koncert pójdą (poszły) osoby w różnym wieku, także (uwaga) DOROŚLI, KTÓRZY DOSKONALE WIEDZĄ, CO ROBIĄ I NIE POTRZEBUJĄ ŚPIEWAJĄCYCH FANATYKÓW Z TRANSPARENTAMI, BY WIEDZIEĆ, CO DOBRE, A CO ZŁE.&lt;br /&gt;Następny akapit:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wypowiedź „Madonny”, w której stwierdza, że: „Nie ma&lt;br /&gt;miejsca na dwie królowe w tym kraju” obraża wszystkich&lt;br /&gt;katolików w Polsce i jest jawną prowokacją.&lt;/blockquote&gt;Ja rozumiem, że zaścianek itd., ale nie wiem, jak można nie wiedzieć, że w tym samym miesiącu miała występować Britney Spears, której koncert reklamowano jako... koncert królowej popu :&gt;.&lt;br /&gt;Dalej czytamy:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Co gorsza, ta antychrześcijańska impreza ma się odbyć na&lt;br /&gt;terenie należącym do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych&lt;br /&gt;i Administracji. Dlaczego władze państwowe udostępniają&lt;br /&gt;teren pod tego rodzaju pseudoartystyczne ekscesy?&lt;/blockquote&gt;Podobają mi się szczególnie dwa ostatnie słowa tego akapitu. Tym razem osądza się, co jest sztuką a co nie, głównym kryterium jest stosunek fanatyków religijnych do danej rzeczy.&lt;br /&gt;Potem jest najlepsze:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: normal; font-variant: normal; font-weight: normal; line-height: normal; font-size-adjust: none; font-stretch: normal; color: rgb(0, 0, 0);font-family:Tahoma;font-size:14;"  &gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;Musisz wiedzieć, że „Madonna” podczas&lt;br /&gt;swoich koncertów:&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;• Propaguje homoseksualizm, lubieżnie całując się z&lt;br /&gt;innymi kobietami&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Czyli, nosząc publicznie okulary, promuję wadę wzroku. Chodząc w butach rozmiar 46, promuję duże stopy. Jak można promować coś, z czym się albo rodzi, albo nie?&lt;br /&gt;Jedziemy dalej:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;• Promuje pornografię wykonując obsceniczne gesty i pozy&lt;/blockquote&gt;Gdyby nie Madonna, redtube.com nigdy by nie odniosło takiego sukcesu.&lt;br /&gt;I jeszcze:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Płyty, które „Madonna” sprzedaje noszą bluźniercze tytuły&lt;br /&gt;„Spowiedź”, „Jak modlitwa”, jawnie szydzą z katolicyzmu.&lt;/blockquote&gt;Nigdy nie zrozumiem, jak kobieta śpiewająca utwór o tytule "Spowiedź" (którego nigdy nie było, była tylko trasa Confessions Tour. Gratuluję rozeznania w temacie.) może kogokolwiek urazić. Nie wiem, niechże mi to ktoś wytłumaczy.&lt;br /&gt;Na koniec mamy:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;By wyśmiewać katolików swoją córkę nazwała „Lourdes”&lt;br /&gt;zaś jej kochanek nosi imię „Jezus”.&lt;/blockquote&gt;Z tego co pamiętam, to jej chłop to Latynos, a wśród nich imię Jesus jest jak nasz Jan... A związku z imieniem córki i wyśmiewaniem katolików nie widzę, znowu. Niestety, argumentacja fanatyków religijnych mnie nie przekonuje, ze względu na to, że w większości z argumentów jedno się z drugim w ogóle nie klei. Nie mogę się powstrzymać od ostatecznego zripostowania tych wypocin:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://yourargumentisinvalid.com/wp-content/uploads/2008/08/the_cat_is_pushing_a_watermelon_out_of_a_lake.thumbnail.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 291px;" src="http://yourargumentisinvalid.com/wp-content/uploads/2008/08/the_cat_is_pushing_a_watermelon_out_of_a_lake.thumbnail.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W każdym razie, protest w trakcie koncertu i tak zaskoczył wszystkich. Otóż, szacunkowa liczba protestujących, podawana przez media to...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:500%;"&gt;5 OSÓB!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;(w tym momencie powinien pójść jakiś patetyczny marszowy utwór, coś w stylu "Life Is Life" w tragikomicznej wersji Laibacha)&lt;br /&gt;Brawo, nie ma to jak napierdzielać przez kilka miesięcy w internecie, by stwierdzić, że jednak nie ma się odwagi spojrzeć w oczy kilkudziesięciu tysiącom ludzi i nazwać ich bezbożnikami itd. itp. Nie mogę mimo wszystko powiedzieć, żeby nie było w ogóle efektownie. Pozwólcie, że przedstawię i skomentuję zdjęcia manifestujących, które znalazłem na gazeta.pl (chyba :P)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img6.imageshack.us/img6/8829/z6930021x.jpg"&gt;http://img6.imageshack.us/img6/8829/z6930021x.jpg&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(proszę wrócić w tym momencie do obrazka z kotem i arbuzem)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img197.imageshack.us/img197/9393/z6930170x.jpg"&gt;http://img197.imageshack.us/img197/9393/z6930170x.jpg&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No, przynajmniej moralizują tylko katolików. I kategoryzują występy artystyczne według tego, w co wierzy występujący.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img6.imageshack.us/img6/8990/z6930237x.jpg"&gt;http://img6.imageshack.us/img6/8990/z6930237x.jpg&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niby wszystko się powtarza, ale część "transparentu" na żółtym tle ROZ-PIER-DZIE-LI-ŁA wszystko, co w sprawie koncertu powiedziano i napisano :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Morał z tego jest taki: Narkotyki, fanatyzm, płótno i farby to fatalne połączenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie ostrzegę, że ten przypadek to wyjątek potwierdzający regułę. Fanatycy religijni to niebezpieczni ludzie i nie należy ich nie doceniać, ten chwilowy spadek formy nie może tego zmienić. Po prostu akurat ta grupa to totalne dupy, z pewnością gdyby zabrali się za to inni ludzie, mielibyśmy niezły rock'n'roll.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-7697113699371305663?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/7697113699371305663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/therere-more-important-things-than_18.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7697113699371305663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7697113699371305663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/therere-more-important-things-than_18.html' title='There&apos;re more important things than hearing you speak (Część 2.)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-7615868965427319011</id><published>2009-08-11T17:37:00.003+02:00</published><updated>2009-08-11T19:53:30.947+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zmiany'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='logo'/><title type='text'>Into the Void</title><content type='html'>Tak, dzisiaj mój blog zyskał nowe logo. Jak ktoś pamięta, kiedy zamieściłem pierwszą jego wersję (jeszcze na onecie), napisałem notkę dokumentującą to wydarzenie i (nad)interpretującą obrazek stworzony w pół godziny w GIMPie na podstawie jakiegoś zdjęcia z google grafika (tutaj jest nielegalna kopia tego obrazka, jakby ktoś nie widział: &lt;a href="http://img18.imageshack.us/img18/9089/blogtlo2.jpg"&gt;http://img18.imageshack.us/img18/9089/blogtlo2.jpg&lt;/a&gt; ). Teraz także kontynuuję tą tradycję, oczywiście w bardziej rozbudowany sposób.&lt;br /&gt;Zacznę od tego, co to logo właściwie przedstawia. Około 12 w nocy, słuchając Gary'ego Numana wpadłem na ciekawy pomysł loga. Włączyłem więc mój stary telewizor w pokoju (uwielbiam go. Bez względu na to, co oglądam albo czy jest włączony, ma w sobie rewelacyjny klimat lat 90', który mnie kręci.), odpaliłem 4fun tv (leciały jakieś gówniane, rapowo- popowe teledyski z głupawą... gierką? smsową) i używając jakichś ustawień zniekształciłem wyświetlany obraz. Następnie ustawiłem się lewym profilem do ekranu i zrobiłem sobie kilka(naście) zdjęć, z czego do obróbki i ustawienia jako logo tutaj wybrałem najlepsze. W sumie to wygląda to jak nie wiadomo co i nic z tego nie wynika, ale jest wystarczająco mroczne i oryginalne jak na moje potrzeby.&lt;br /&gt;Dobrze, możemy przejść do interpretacji, jedynej słusznej, bo wg. autora "dzieła".&lt;br /&gt;Przede wszystkim, nowe logo pokazuje postęp. Na poprzednim logo widać było już nieco archaiczny układ kół zębatych (w dodatku uszkodzony, ale o tym za chwilę), tutaj już mamy ważny dla współczesnego świata wynalazek, monitor.&lt;br /&gt;Oczywiście ten obrazek ma dla mnie jeszcze kilka znaczeń, ale wpierw muszę coś zaznaczyć (wiem, pisałem już o tym w epilogu do relacji z wycieczki do Londynu): &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jestem innym człowiekiem niż autor pierwszego loga bloga. &lt;/span&gt;Kiedy zakładałem bloga na onet.blog, byłem osobą... sfrustrowaną, niezbyt pewną siebie, niezbyt szczęśliwą (oczywiście, każdego dnia działy się rzeczy budzące uśmiech na mojej twarzy, ale nie miały dla mnie większego znaczenia). Pamiętam, kiedy raz w tym okresie puściłem kawałek "Closer" NIN i zamknąłem oczy, wsłuchując się w dźwięki, nagle naszła mnie myśl "Boże, chyba każdy element mojego życia jest jakoś spieprzony" (co innego, że raczej miałem wtedy dosyć duże tendencje do użalania się nad sobą, a największym problemem było moje postrzeganie wszystkiego).&lt;br /&gt;Przekładając to na znaczenie loga (ówczesnego loga), łatwo było się domyślić, jakim człowiekiem jest autor pisanych wtedy notek, tak jak można było zajrzeć w maszynę na tamtym obrazku i zobaczyć, że coś nie działa. Mimo, że pisałem o rzeczach, które nie dotyczyły mnie w jakimś większym stopniu, przelewałem swoje frustracje, swój jad krytykując tych, którzy akurat się napatoczyli i to ze świadomością, że mam rację. Oczywiście, mało kto z mojego otoczenia zauważył, że czuję się ogólnie rzecz biorąc źle, bo nie starczało mi pewności siebie, by wyładowywać się na ludziach, których znam osobiście. Tak, wiem, ostatni wpis o koncercie Madonny też był w podobnym tonie, ale już nie szukałem "kozła ofiarnego" (w przenośni, bo ci, którym się dostawało w pierwszych wpisach zasługiwali na to), tylko naprawdę mnie to wkurzyło.&lt;br /&gt;Obecnie, jestem człowiekiem szczęśliwym. Nie mam większych zmartwień, czuję, że mam większą kontrolę nad swoim życiem i że wszystko się układa. Cytat z utworu "A Warm Place" NIN, do którego nawiązuje nazwa bloga, który na poprzednim logo znajdował się tylko dlatego, że nazwa bloga nawiązuje do tego utworu (:&gt;), teraz ma dla mnie znaczenie.&lt;br /&gt;Teraz mamy monitor telewizora. A pilot mam ja. I to ja decyduję, czy pokażę coś, co od telewizora jest daleko, czy też może wnętrze całego urządzenia. A moje życie teraz przypomina bardziej dosyć prosty układ elektroniczny niż zgrzytającą maszynę z uszkodzonym elementem (który został usunięty i zastąpiony kilkoma mniejszymi kółkami, ale z trwalszego materiału, jeszcze przed zamianą na układ elektroniczny &lt;span style="font-style: italic;"&gt;tak, jest to dosyć zawiła metafora o bardzo prywatnej części mojego życia, o której nie mam najmniejszej chęci mówić wprost&lt;/span&gt;). To, że obraz na monitorze jest mocno zniekształcony, to już było dyktowane moim wątpliwym poczuciem estetyki :).&lt;br /&gt;Po lewej jest moja twarz. Widać jej bardzo niewiele, na niektórych monitorach w ogóle, ale jest to powodowane moją ostrożnością do ujawniania się w internecie (paradoksalnie, mam konto na naszej-klasie), a na logo umieściłem ją głównie po to, byście lepiej czuli, że czytacie słowa prawdziwego człowieka, który nie za bardzo chce się jednak wszystkim pokazywać.&lt;br /&gt;P.S: Aha, olałem pisanie, skąd się wziął tytuł wpisu na jego końcu. Jak to kogoś interesuje, google już nie może się na niego doczekać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-7615868965427319011?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/7615868965427319011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/into-void.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7615868965427319011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7615868965427319011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/into-void.html' title='Into the Void'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-7937303354319287586</id><published>2009-08-07T18:57:00.002+02:00</published><updated>2009-08-07T19:07:31.007+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nowy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blog'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sprawy techniczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szablon'/><title type='text'>I have finally found my place in everything, I have finally found my home</title><content type='html'>Witam w wersji 2.0 mojego bloga. Poprzednia była na blog.onet.pl, co było zdecydowanie złym wyborem. Jakby to kogoś ciekawiło, oto część "oświadczenia" zamieszczonego przed chwilą na "starym" blogu:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;Decyzja ta spowodowana została m.in. tym, że blog.onet.pl jest wylęgarnią pokemonów i kretynów, możliwości rozbudowy szablonu swojego bloga wołają o pomstę do nieba, natarczywe reklamy doprowadziłyby do wściekłości świętego (że o takich kwiatkach, jak reklamy typu "Bóg Cię kocha" obok moich antykościelnych wpisów nie wspomnę) a także otrzymywałem liczne doniesienia o problemach z dodawaniem komentarzy.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Tutaj wszystko wygląda o wiele, wiele lepiej, więc raczej nie będzie więcej przeprowadzek. Układ bloga może się w najbliższym czasie kilka razy zmienić, bo jeszcze nie znam zbyt dobrze tego serwisu. Szykuje się np. nowe logo. Jestem, rzecz jasna, otwarty na wszelkie propozycje zmian, jeżeli ktoś ma taką, proszę o komentarz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-7937303354319287586?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/7937303354319287586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/i-have-finally-found-my-place-in.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7937303354319287586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7937303354319287586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/i-have-finally-found-my-place-in.html' title='I have finally found my place in everything, I have finally found my home'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-3310257046578574330</id><published>2009-08-07T18:01:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T18:03:02.792+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Madonna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kościół'/><title type='text'>There're more important things than hearing you speak</title><content type='html'>Ostatnio dużo nieźle porąbanych rzeczy się dzieje. Zastanawiałem się czy napisać o tym, co się dzieje po śmierci M. Jacksona czy też o akcji przeciwko koncertowi Madonny w Polsce, jednak zarówno Kościół, jak i jego fanklub... eee, to znaczy „głęboko wierzący” dali mi się bardziej we znaki ostatnio, więc wybrałem drugi temat ;)&lt;br /&gt;Myślę, że każdy posługujący się internetem na tyle, by dokopać się do tego bloga słyszał także o planach odwołania koncertu Madonny, ponieważ jest to „antychrześcijańska” (czyli jeżeli w czymś nie ma jakiejś rzeczy, to to coś jest tej rzeczy przeciwieństwem. Czyli puste opakowanie jest przeciwieństwem zawartości opakowania, pusta płyta CD jest przeciwieństwem muzyki a Madonna jest przeciwieństwem chrześcijaństwa. Makes perfect sense.) i „perwersyjna” (nie ma to jak mylić perwersję z erotyką i prowokacją artystyczną) gwiazda, której występ w dzień Wniebowzięcia Maryi Panny jest:&lt;br /&gt;-”cynicznym sposobem odwrócenia uwagi katolików od święta Wniebowzięcia” (bo koncert trwa całą dobę i nie ma kiedy pójść do kościoła, a cynizm to tak przypadkiem pewnie...)&lt;br /&gt;-”niezwykle upokarza mieszkańców Warszawy i Polaków.” (może i lubię abstrakcję, ale przeraża mnie, jakimi krętymi ścieżkami umysłu musiał podróżować autor tych słów)&lt;br /&gt;-”koncertem perwersyjnej piosenkarki- kabalistki” (jak dla mnie to ona może czcić nawet Latającego Potwora Spaghetti, przecież ona będzie robić koncert, a nie katechezę. A nawet jeśli, to od kiedy dzień święta katolickiego sprawia, że nie można robić nic związanego z innym wyznaniem? Proponuję wobec tego hibernować na okres Wielkanocy ateistów i wyznawców niechrześcijańskich wyznań.)&lt;br /&gt;Wszystko, co do tej pory było w cudzysłowach pochodzi z ust przeciwników tego występu.&lt;br /&gt;Moja reakcja na tą całą szopkę jest łatwa do wyrażenia w tylko jeden sposób, od czego zacznę:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://qmack.republika.pl/japierdole.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Dobrze, teraz trzeba to rozwinąć.&lt;br /&gt;Przede wszystkim:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czy nie pomyśleliście, że skoro ktoś chciał zorganizować w Polsce koncert i że bilety poszły jak ciepłe bułeczki oznacza to, że jest dużo ludzi, którzy chcą tam pójść, i albo mają w dupie wasze święto, albo planują i uczcić święto, i iść na koncert!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przykro mi, ale wygląda na to, że jesteście mniejszością, że większość ludzi chce, aby koncert się odbył. A jeżeli nie podoba wam się koncert, wystarczy że na niego nie przyjdziecie i nie będziecie próbowali spieprzyć zabawy innym.&lt;br /&gt;Odnośnie spieprzania zabawy innym: pomysłów na zapobiegnięcie koncertowi było kilka. Zaczęło się od mnóstwa petycji, które zdaje się albo nie odniosły skutku, albo jeszcze nie zostały wysłane do zainteresowanych (prezydenta Polski i prezydentowej Warszawy bodajże). Niedawno wyjechali też z „krucjatą modlitewną” (modlitewną? Łał, czyli już nie jesteśmy na poziomie rąbania mieczami niewiernych. Cóż za postęp.), czyli... odprawianiem modłów przed siedzibą Hanny Gronkiewicz- Waltz. Pytanie tylko, czy chcą przerazić swój cel, czy sprawić, by dzięki modlitwie pani Hanna zmieniła zdanie? Nie ma to jak poszanowanie dla wolnej woli, którą dał nam Bóg :)&lt;br /&gt;Zdecydowanie najlepszym i najgłupszym pomysłem jest jednak... pikieta podczas koncertu. Czyli garstka fanatyków (albo i nie fanatyków, ale bliskich do tego) śpiewających pieśni religijne ma zamiar sprawić, że nie będzie słychać koncertu. Koncertu gwiazdy takiej, jak Madonna, czyli pewnie wyposażonej w nagłośnienie zdolne wyburzać budynki. Hm, mój koncert NIN był dosyć kameralny, ludzi nie było zbyt wiele a scena nie za ogromna, jednak podczas koncertu nie było słychać absolutnie nic poza muzyką i śpiewem fanów stojących obok. Oni natomiast będą robić szopkę pod bramami zapewne, czyli bardzo, bardzo daleko od sceny :D. No, chyba że wykażą się geniuszem taktycznym i w ramach walki przeciwko Madonnie kupią bilety na jej koncert... Swoją drogą pięknie, że zamiast obchodzić święto kościelne, „wierni” będą... poświęcać czas na koncert Madonny. Czyli: „Nie robicie tak, jak my byśmy chcieli, to my też tak nie zrobimy bo będziemy zajęci sprawianiem, żebyście żałowali że tak nie robicie!”&lt;br /&gt;Sprawa druga:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W każdy, ale to każdy dzień jest jakaś rocznica lub święto &lt;/span&gt;(mój koncert też nie powinien się odbyć, bo 23 czerwca jest Noc Kupały, a to święto naszych przodków... Sprofanowane występem artysty, który śpiewał, że chce „fuck you like an animal”, bla, bla, bla...)&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;, ale widać w ramach wolności wyznania powinniśmy się przejmować tylko świętami katolickimi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;O tym to już szkoda gadać, bo jak już pisałem wiele razy, Kościół jest jednym z organów władzy w Polsce. Niemniej uważam, że nawet jak na polskie standardy odwołanie koncertu byłoby bardzo dużym przegięciem.&lt;br /&gt;Sprawa trzecia:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wszędzie Madonna, mimo swoich ekscesów &lt;/span&gt;(bo fakt, jest dosyć prowokacyjna, nie mogę zaprzeczyć) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;uważana jest za artystkę bardzo wysokiej klasy, legendę wręcz, tylko u nas muszą się znaleźć jakieś dekle, dla których nie powinna ona występować w Polsce&lt;/span&gt; (dobra, większości chodzi o datę, ale i tak... Są pewnie miejsca, gdzie powitaliby ją z otwartymi ramionami nawet w najważniejsze święto narodowe, bo nigdy wcześniej tam nie była).&lt;br /&gt;Jest to kolejny przykład na ignorancję Polaków w sprawach sztuki (a dokładniej rzecz biorąc muzyki). To już jest sprawa na osobną notkę, bo boli mnie, że lwia część społeczeństwa jest za głupia/ za leniwa by poszukać czegoś innego niż to, co serwują najważniejsze stacje muzyczne i radiowe... A nawet jeżeli serwują coś dobrego, to i tak głupota/ lenistwo sprawia, że i tak gówno wiedzą na temat danego wykonawcy i w np. Michaelu Jacksonie widzą tylko pedofila i Murzyna, który wybielił sobie skórę (no, chyba że po jego śmierci... Ale nie o tym miał być ten wpis :&gt;), a w Madonnie antychrysta (dobra, to drugie to tylko ci ludzie, o których jest ta notka, ale tylko u nas się chociaż kilku takich znalazło... I to polityków... Tak samo jak Polska jest chyba jedynym krajem, gdzie znalazł się ktoś taki jak Ryszard Nowak, który sporządził listę satanistycznych zespołów rockowych i metalowych, które nie powinny występować w tym kraju...).&lt;br /&gt;Ogólnie gorąco kibicuję tym ludziom. Chociaż coś mi podpowiada, że ich perswazja co do odwołania koncertu zawiedzie (aczkolwiek pamiętajmy, że modlą się pod oknem Gronkiewicz- Waltz, to może zdziałać cuda!), ciekawy jestem tego, co zrobią podczas koncertu. To, że zrobią z siebie pośmiewisko na cały świat, to niemal pewne, tak jak niestety to, że zrobią naszemu pięknemu krajowi świetną reklamę. Ten rok jest zdecydowanie „gruby” pod względem koncertów, ciekawe czy ktokolwiek będzie chciał przyjechać za rok wiedząc, że podczas występu w każdej chwili może się pojawić grupa ludzi odśpiewująca na cały głos różaniec...&lt;br /&gt;P.S: Nie mogę się jednak powstrzymać przed napisaniem kilku słów o Jacksonie.&lt;br /&gt;Ogólnie tego, że to wielka strata, a MJ był artystą wielkim nie ma sensu powtarzać, skupię się na reakcjach ludzi.&lt;br /&gt;O śmierci Jacksona dowiedziałem się co najmniej raz z każdego możliwego źródła informacji, uwzględniając nawet fora i znajomych. Muszę się przyznać, że nawet mnie poniosło i na jednym z for, na których się udzielam postawiłem internetową świeczkę: „[*]”...  Najciekawiej było jednak jak zwykle na naszej- klasie. Obrazki z pierwszym lepszym czarno- białym zdjęciem Michaela z dorobionym chamsko w Paincie podpisem „żałobnym” z dużą ilością emotikonek pojawiły się już w jakiś... kwadrans? po wypłynięciu informacji o śmierci. Dopiero jednak następnego dnia zrobiło się hardkorowo, bo ktoś dostał weny i do pierwszej z brzegu foty MJ nałożył czarno- biały filtr, dopisał czcionką Arial imię, nazwisko, datę śmierci i urodzenia, a także internetową świeczkę i słowo „Dead”. Na wypadek, jakby nie wszystkie pokemony i pochodne zauważyły, że to kolejny gówniany łańcuszek dopisano też „zapal znicz na swoim NK”. Moim ulubionym elementem kompozycji jest jednak chamsko wklejony w Photoshopie znicz, szkoda że już nie czarno- biały i taki biedny... W każdym razie oto efekt końcowy:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img16.imageshack.us/img16/7159/11dff8f205.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Moja arogancja i megalomania każe mi zaapelować, że jeżeli przypadkiem coś zakończy moją egzystencję, proszę trzymać się z daleka od moich zdjęć. Obiecuję, że jeżeli coś jest po śmierci, a ja będę stamtąd oglądać, co tu się dzieje, wrócę w o wiele mniej przyjemnej formie i zemszczę się na wszystkich patafianach, którzy wstawią sobie moje przerobione zdjęcie do swojej galerii.&lt;br /&gt;Całe szczęście, poza granicami kraju cyrk jest jeszcze większy. Nagranie z duchem Jacksona sprawiło, że zacząłem dostrzegać analogię z tym, co się działo po śmierci Jana Pawła II, a jak przeczytałem, że znaleźli sylwetkę Michaela w odciętym konarze drzewa bodajże, to już się załamałem.&lt;br /&gt;Podoba mi się też bardzo ołtarzyk z płyt Jacksona na środku mojego Empiku (trochę jak ołtarzyk NIN w moim pokoju, ale jakby intencje jego stawiania inne), tak jak znalezione w internecie foto plakatu zapraszającego na „Michael Jackson RIP party”. Ogólnie, głupotę społeczeństwa w pełnej krasie widać dopiero w sytuacjach ekstremalnych. I całe szczęście.&lt;br /&gt;P.S. 2: Tytuł wpisu pochodzi z utworu "Sorry"... Madonny, rzecz jasna :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-3310257046578574330?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/3310257046578574330/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/therere-more-important-things-than.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3310257046578574330'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3310257046578574330'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/therere-more-important-things-than.html' title='There&apos;re more important things than hearing you speak'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-9130500473384078254</id><published>2009-08-07T18:00:00.003+02:00</published><updated>2009-08-07T18:02:33.684+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NIN'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nine Inch Nails'/><title type='text'>Fist Fuck</title><content type='html'>23. 06 miało miejsce niesamowite, wspomniane już w pewnym komentarzu wydarzenie. Chodziło o to, że tego dnia w Poznaniu odbył się koncert mojego ulubionego zespołu Nine Inch Nails. Mam teraz zamiar tenże koncert zrelacjonować.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jeżeli chcesz przeczytać tylko i wyłącznie relację z koncertu, zjedź na dół, do następnego pogrubionego tekstu . Jeżeli chcesz przeczytać także wprowadzający w nieudolnie zbudowany klimat tekstu wstęp, po prostu czytaj dalej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Migawka pierwsza. (chyba) 11- letni Soku, który wtedy jeszcze nie był Sokiem ogląda teledysk do „The Ballad Of Resurrection of Joe and Rosa Whore” Roba Zombie na youtube. W komentarzach znajduje zdanie „definitely the most NIN style song from Rob Zombie”. Soku zna już rozwinięcie tego skrótu. Wpisuje więc w wyszukiwarkę słowa „Nine Inch Nails”. Włącza pierwszy proponowany teledysk, ten do utworu „Wish”. Soku nie znał wcześniej tego zespołu, gdzieś przemknął mu się tylko utwór „Only”, który przyprawił go o ból zębów. Postanawia on jednak dać szansę drugiemu kawałkowi...&lt;br /&gt;Dziwny, nosowy wokal. Gitara, która zanim na dobre zaczęła grać, ustępuje miejsca dziwnemu, dosyć cichemu, świdrującemu dźwiękowi. Soku nie dociera nawet do końca refrenu, zapomnina o tym zespole i idzie słuchać Roba Zombie.&lt;br /&gt;Takich prób było kilka, z różnymi kawałkami, lecz z tym samym skutkiem. W końcu Soku zaczął nieco lepiej podchodzić do „Wish”...&lt;br /&gt;Migawka druga. Nieco starszy Soku trochę się nudzi w domu. Wchodzi na jakąś pokrętną stronę z linkami do rapidshare i wpisuje w wyszukiwarkę te same słowa, co w poprzedniej migawce. Liczy na jakieś Greatest Hits, żeby sobie ściągnąć i się zapoznać, jeszcze nie wie, że to nie ta ranga artysty i że takiego wydawnictwa nie ma (dobra, teoretycznie są 3 półoficjane składanki wypuszczone przez zespół na torrenty, ale nikt o nich nie wie :)) ... W końcu wybór pada na płytę Broken, z której pochodzi wspomniany już „Wish”. Soku ściąga, puszcza i zaczyna odrabiać lekcje...&lt;br /&gt;W okolicach trzeciego utworu Soka nachodzi refleksja: „Co taka muza robi w moich głośnikach? Przecież to mi się nie podoba w ogóle”. Może się nie podobało, ale miało jakiś dziwny magnetyzm, który kazał Sokowi ściągnąć też The Downward Spiral.&lt;br /&gt;Rubikon został przekroczony.&lt;br /&gt;Wieczorem, przy zgrywaniu kilku poznanych już kawałków z tych dwóch płyt, Sokowi w oko wpadł jeden tytuł. „Reptile”. Gad? Ciekawe jak tak zatytułowany kawałek może brzmieć.&lt;br /&gt;W nocy Soku został zmiażdżony, przemielony, poskładany z powrotem i znowu zmiażdżony i przemielony tymże utworem. Pokochał on już NIN, jednak nie wiedział, jak bardzo.&lt;br /&gt;Takich migawek było jeszcze kilka, wkrótce Soku stał się fanem, a wręcz wyznawcą.&lt;br /&gt;Przedostatnia migawka jest jednak kluczowa dla tego wpisu. Soku wrócił ze szkoły 2 kwietnia   i siada przed komputerem (rodziców, bo na swoim chwilowo nie ma internetu). Na forum Krainy NIN (na którym od pewnego czasu miał konto) widzi nowy temat „23.06.09 - NIN na Malta Festival w Poznaniu!”. Od razu biegnie do rodziców. Dowiaduje się, że tak daleko to nie ma mowy. Po 10 minutach wyrok zmienia się- „zobaczymy”.&lt;br /&gt;Potem jest jeszcze kilka migawek, ostatnia przedstawia Soka siedzącego w samochodzie jadącym do Poznania w deszczowe wczesne popołudnie 23 czerwca, słuchającego „Head Like A Hole” i wiedzącego, że za parę godzin będzie to śpiewał razem ze swoim ulubionym wokalistą i jego innymi fanami.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Od tego momentu już jest relacja. Naprawdę :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przed 20:00 zmierzałem już do bram. Pokazałem bilet ochroniarzowi przy pierwszej bramce do sektora 1 i zostałem przepuszczony do drugiej bramki, gdzie urwali kawałek z mojego biletu i kazali mi wyrzucić zakrętkę z mojej wody mineralnej (regulamin zezwalał na wnoszenie fabrycznie zakręconych napojów do 0,5 l, ale bez zakrętki ich użyteczność drastycznie spada).&lt;br /&gt;Już takie elementy jak to, że przypadkiem poszedłem do „baru” z piwem zamiast pod scenę i że mi się nudziło w oczekiwaniu na support pominę, bo nikogo to nie obchodzi.&lt;br /&gt;W pewnym momencie oczekiwania na support ktoś zaklaskał i wyraził entuzjazm na kilka innych sposobów. Wszyscy wstali (bo siedzieli na kostce brukowej, którą wyłożono teren MTP, gdzie odbywał się koncert), jednak nic się nie działo. To chyba był ktoś z obsługi...&lt;br /&gt;Potem jakiś facet przez mikrofon ostrzegł po polsku i po angielsku przed silnymi światłami stroboskopowymi, które mogą być niebezpieczne dla epileptyków. Mówił to jednak w bardzo dziwny sposób, niewykluczone że już dostał tymi stroboskopami po oczach ;).&lt;br /&gt;W końcu wyszedł support, czyli Alec Empire. Nie jest to byle kto, w końcu lider Atari Teenage Riot i twórca Cyfrowego Hardkoru :). Słuchałem go wcześniej trochę w domu. Podobało mi się, jednak nagłośnienie na koncercie było takie sobie. Wokalu mało co było słychać, a bardzo mocny beat w połączeniu z wokalem (opierającym się głównie na okrzykach) i okazyjnymi piskami i trzaskami tworzył dosyć nieprzyjemną ścianę dźwięku. Publiczność też nie dawała z siebie za wiele, Alec nawet wyznał, że jego dziadek był Polakiem, i że zabili go naziści, jednak to też nie spotkało się ze zbyt żywiołową reakcją, Może większość, tak jak ja, oszczędzała się na koncert właściwy, ale nawet ja oszczędzając się oblałem się wodą (wtedy też zrozumiałem, że muszę tę wodę wypić już przed NIN). Większości utworów nie znałem, ale podobały mi się kawałki „If You Live Or Die” a także rewelacyjne „I'm Addicted To You”. Po cichu liczyłem na balladę „1000 Eyes”, którą strasznie lubię, jednak Alec miał wyraźnie w planach danie nam kopa ;)&lt;br /&gt;Po supporcie była dosyć długa przerwa, urozmaicona m.in. oklaskami dla jakiegoś faceta z ekipy technicznej (naprawdę, kto się spodziewał, że Trent pokaże się w adidasach, krótkich spodenkach i bluzie z kapturem?), reklamą koncertu Jane's Addiction puszczoną aż dwa razy pod rząd i kolejnym, chyba jeszcze bardziej porąbanym ostrzeżeniem dla epileptyków.&lt;br /&gt;W końcu zaczęło się. Jako pierwszy na scenę wszedł Robin Finck, gitarzysta. Zaczął on grać łagodny początek utworu „Home”. Nigdy wcześniej za tym kawałkiem nie przepadałem, ale podczas pisania tego tekstu został on odtworzony jakieś 10 razy :). Następnie pojawił się (nie zauważyłem wejścia, usłyszałem tylko jak gra) Ilan Rubin, perkusista. Kolejny był Justin Meldal- Johnsen, basista. Dopiero na chwilę przed zwrotką na scenę wszedł sam Trent Reznor, którego przedstawiać chyba nie trzeba. Już od początku słychać było, że jest w świetnej kondycji wokalnej.&lt;br /&gt;Zwykle po „Home” następuje przejście do „Somewhat Damaged”, więc już szykowałem gardło do darcia się „Too fucked up to care anymore!”, jednak kiedy usłyszałem te... stuki? już wiedziałem, co się święci. Drugim kawałkiem był absolutny killer „Terrible Lie”. Stałem dosyć blisko sceny (jakieś 5 metrów w linii prostopadłej do telebimu na prawo od sceny. Z telebimami były niezłe jaja, bo włączyły się gdzieś w 2/3 koncertu, potem co chwilę się wyłączały a kamerzyści albo to olewali, albo byli niedorozwinięci), jednak w spokojnym miejscu (patrząc na resztę koncertu), co nie zmieniało faktu, że zrobiło się „gęsto”. Nie umniejszało to, rzecz jasna, mojej radochy z krzyczenia „Hey God!” i całej reszty tekstu utworu :)&lt;br /&gt;Za utworem „Discipline” nie przepadałem i nie przepadam (nawet koncert tego nie zmienił), niemniej odebrałem go pozytywnie.&lt;br /&gt;Kiedy usłyszałem charakterystyczną perkusję wiedziałem, że muszę się przygotować na mocne wrażenia i uważać (nie należę do entuzjastów pogo i pochodnych). I faktycznie „March Of The Pigs” sprawił, że zrobił się prawdziwy ścisk, miałem czyjeś łokcie między żebrami. Mimo to ten kawałek należy do najwyrazistszych części koncertu. Już na początku poczułem coś dziwnego i włochatego na ramieniu. Rozterka pt. „pociągnąć, zrzucić, wziąć do ręki?” skończyła się rzuceniem okiem na tajemniczy przedmiot. Okazał się nim być dred dziewczyny stojącej obok, który szybko zrzuciłem, bez wiedzy właścicielki.&lt;br /&gt;Po chwili, podczas skakania spadła mi przewieszona przez pas kurtka dżinsowa. W ciągu ułamka sekundy zdążyłem mruknąć „o ku**wa”, schylić się w masie skaczących ludzi i podnieść kurtkę. Resztę koncertu spędziłem z kurtką w ręce (w tym momencie podziękowania dla mojej mamy, która była przekonana, że na koncercie będzie mi zimno i zmusiła mnie do wzięcia kurtki. Szkoda, że jeszcze nie musiałem brać rękawiczek. I termosu. Aha, i już poza tym sarkazmem chciałem podziękować rodzicom że mnie przewieźli przez pół Polski na miejsce i dofinansowali bilet :)).&lt;br /&gt;Okrzyk „How does it make you feel better?” został tradycyjnie rozjechany (że nierówno śpiewaliśmy ;)) przez publiczność, ale nie przypominam sobie, żeby w 15- letniej historii tego kawałka choć raz wyszło idealnie ;).&lt;br /&gt;Cover bardzo cenionego przeze mnie Gary'ego Numana „Metal” sprawił mi dużo radości, poza tym na żywo wypada bardzo soczyście i lepiej niż w wersji studyjnej. Jednak dopiero po tym kawałku zrozumiałem, gdzie tak naprawdę jestem, i jak to zaje***cie.&lt;br /&gt;Słysząc te klawisze, te cudowne, niespokojne, mechaniczne szumy zsamplowane z filmu „Leviathan” zrozumiałem, że spełnia się moje marzenie. Jestem na koncercie, na którym grają mój ulubiony utwór! GRAJĄ „REPTILE”!&lt;br /&gt;Para obok mnie zaczęła się cieszyć, pani wykrzyknęła „nareszcie!” i kiedy zauważyłem, że nie tylko ja mam z tego powodu radochę, wszelkie resztki mojego opanowania zawiodły i wydarłem się niczym fanki The Beatles w latach 60', powodując dziwne spojrzenia nawet u wspomnianej już pary... Pozdrawiam i przepraszam, jeżeli zakłóciłem swoimi opętańczymi wrzaskami odbiór tego cudownego utworu :) (bo darłem się też przez zwrotki i w refrenie. Tzn. niby śpiewałem, ale...)&lt;br /&gt;Po absolutnie perfekcyjnym, boskim i wspaniałym wykonaniu „Reptile” przyszedł czas na troszkę mniej uwielbiane przeze mnie „The Becoming”. Trent rzucił swoim tamburynem w publiczność (tzn. podrzucił je do góry. Jedna z osób, która je zdobyła twierdzi, że instrument jest wart 148 zł, więc mu się zwróciło za bilet :D), przewalił stojak z keyboardem, a ja śpiewając „It won't give up it wants me dead goddamn this noise inside my head” maksymalnie zdarłem sobie gardło, czułem jak jego wyściółka wychodzi mi do jamy ustnej :).&lt;br /&gt;Następnym kawałkiem był cover Davida Bowie „I'm Afraid Of Americans”, który jakimś cudem słabo znałem, niemniej było fajnie. „Burn” podobało mi się, jednak „Gave Up” zmiotło. Nie wiem skąd wziąłem tyle energii na ten kawałek, nie potrafiłem go odśpiewać nawet na spokojnie w domu, a tam bez problemu się wydzierałem i skakałem jeszcze :)&lt;br /&gt;Na szczęście na uspokojenie zagrano piękne, instrumentalne „La Mer”, po czym przecudowne „The Fragile”. Jest to jeden z moich najukochańszych kawałków w dorobku NIN, więc słysząc jego początek wręcz nie dowierzałem...&lt;br /&gt;Wyszło po prostu genialnie. Świetna gra świateł, samolot przelatujący nisko nad terenem imprezy gdzieś w połowie utworu, doskonała kondycja wokalna Trenta, publiczność i w końcu solo Robina, które wyszło lepiej niż na innych słuchanych przeze mnie wykonaniach na żywo.&lt;br /&gt;Mimo tego, że „The Fragile” to dosyć spokojna ballada, czułem się totalnie zmieciony, więc ciepło przyjąłem spokojny i niewzbudzający nadmiernych emocji cover Saula Williamsa „Banged And Blown Through”. Po utworze (albo przed? Nie pamiętam :O) Trent powiedział, że kilka lat temu nagrał z Williamsem płytę i jest to „one of the proudest things I've recorded” i że zachęca do zapoznania się (mimo że większość fanów doskonale to zna, czego Trent chyba nie był świadom :)).&lt;br /&gt;Kolejnym utworem był b- side „Non- Entity”, z rewelacyjnym momentem, w którym prawie wszystkie światła na scenie zaświeciły się podczas linijki „...blinded by the light”. Następnie przyszedł czas na kolejny instrumental, „Gone, Still” który prawdę mówiąc jest mi dosyć obojętny.&lt;br /&gt;„The Way Out Is Through” miał w sobie jeszcze więcej mocy niż w wersji studyjnej, po prostu niesamowite. Utwór też zakończył serię spokojniejszych utworów, bo potem nastąpił zabójczy wręcz ciąg.&lt;br /&gt;Zaczęło się od tego, że basista (chyba) zaczął zachęcać nas do klaskania. Sam klaskał coraz szybciej, publiczność też, kiedy klaskanie osiągnęło już pożądane tempo rozpoczął się „Mr. Self Destruct”. Szczerze mówiąc, nie rozpoznałem od razu, co to za utwór (mimo że to jeden z moich faworytów w twórczości NIN), jednak okrzyk Robina, Justina i publiczności „And I control you!” szybko mnie otrzeźwił ;). „Mr. Self Destruct” był zdecydowanie jednym z najmocniejszych punktów koncertu. Podczas tego utworu uwolniła się niesamowita ilość energii płynącej z muzyki, wykonawców i publiczności. Sam nie wiedziałem, że potrafię się tak drzeć i do tego skakać :D&lt;br /&gt;Kolejny był „Wish”. Z tego co widziałem i słyszałem w internecie, pod sceną i ogólnie pośrodku widowni działy się naprawdę ostre rzeczy, ja jednak byłem zadowolony. Moment, w którym wszyscy krzyknęli „FIST FUCK!” był po prostu wspaniały :).&lt;br /&gt;Potem były nieco lżejsze „Survivalism” i „The Hand That Feeds”. Na żywo bardziej przypadł mi do gustu ten pierwszy, szczególnie możliwość zaśpiewania „I'm a part of this great nation!”.&lt;br /&gt;Serię ostrzejszych utworów zakończył kultowy „Head Like A Hole”, o którym powiedziano już chyba wszystko, więc nie muszę nic dodawać :)&lt;br /&gt;„Echoplex” rozpoznaliśmy już po pierwszych dźwiękach płynących ze specjalnego automatu perkusyjnego, używanego tylko do tego kawałka. Nie wiedzieć czemu, coś się jednak porąbało i utwór już na początku zupełnie się posypał. Zgasły światła, Trent zażartował „Sorry, it was a remix” i utwór już poleciał normalnie.&lt;br /&gt;Kolejnym zagranym utworem był wyczekiwany przeze mnie „The Good Soldier”. Moment w którym mogłem się wydrzeć „...and the bass goes BOMB” należy do moich ulubionych momentów całego koncertu! Trent też podzielił się kolejnym tamburynem z publicznością.&lt;br /&gt;Po zakończeniu utworu do moich uszu dobiegł pewien dźwięk. Słysząc go myślałem, że mi się coś zdaje. Nie może być AŻ TAK pięknie. A jednak było. Zagrano trzeci (poprzednimi były „Reptile” i „The Fragile”) z Najwspanialszych Koncertowych Kawałków NIN wg Soka, czyli „The Day The World Went Away”. Wyszedł on chyba jeszcze cudowniej niż myślałem, to jednak możliwe.&lt;br /&gt;Ostatnim kawałkiem był legendarny „Hurt”. Jest to też sprawdzian poziomu publiczności (Trent jest uczulony na przesadne darcie się i wszelkie przejawy chamstwa podczas tego utworu, kilkakrotnie zszedł ze sceny, kiedy publiczność się nie nadawała). Myśmy poradzili sobie idealnie (zdaje się że ktoś próbował się drzeć „Thank you!”, ale to pojedynczy przypadek).&lt;br /&gt;Koncert był absolutnie wspaniały, cudowny i idealny. Na minus można zaliczyć jedynie telebimy, to jak potraktowano ludzi w 2 sektorze (którzy widzieli tyle, co nic) i koszulki za 100 zł :O.&lt;br /&gt;Trent mówił też, że nie wie, czemu czekaliśmy aż 20 lat i że jesteśmy „the best audience so far”. Na swoim twitterze napisał też po koncercie „Crippled by no bus internet, but... THANK YOU POLAND! That was amazing!”.&lt;br /&gt;I chyba to wszystko w tym temacie. That was amazing!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-9130500473384078254?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/9130500473384078254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/fist-fuck.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/9130500473384078254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/9130500473384078254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/fist-fuck.html' title='Fist Fuck'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-3164773627901999353</id><published>2009-08-07T18:00:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T18:00:33.771+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Londynu'/><title type='text'>London Brigde Is Falling Down (Epilog)</title><content type='html'>Po powrocie do domu, rozpakowaniu się, powitaniu z rodziną itd. przydarzyło mi się ostatnie związane z wycieczką doznanie. Włączyłem laptopa i puściłem z moich głośników (wreszcie dobra jakość dźwięku!) utwór „In This Twilight” Nine Inch Nails. Dzięki temu, że słysząc go, przypomniałem sobie wszystkie sytuacje na wycieczce z nim związane (to podczas właśnie tego kawałka zepsuło mi się mp4 itp.) i zdałem sobie sprawę, że to już za mną, jak i dzięki dosyć chwytającej za serce linii melodycznej po prostu popłakałem się. Bardzo rzadko mi się to zdarza, w zasadzie jestem w stanie wymienić 3 pozostałe utwory, przy których mi się to przydarzyło (i to tylko raz). Piszę o tym, bo to dosyć ważne dla mnie przeżycie poza tym zauważyłem, że za każdym razem, kiedy takie coś się dzieje, rozpoczyna się nowy okres w moim życiu (a już w okresie dojrzewania na pewno, bo wcześniej aż tak nie zasłuchiwałem się w muzykę). Tak też się stało i tym razem.&lt;br /&gt;Wróciłem z Londynu odmieniony. Stałem się bardziej pewny siebie, robię rzeczy, na które wcześniej bym się nie odważył (z mniej lub bardziej opłakanymi skutkami :)). Lepiej nad sobą panuję (nie zawsze, ale i tak). Wygląda na to, że stałem się też trochę bardziej arogancki, ale kogo to obchodzi?&lt;br /&gt;Rety, ale betony walę w tym wpisie.&lt;br /&gt;Żeby nie było za sentymentalnie i w ogóle, zrobię wyliczanki. A więc, podczas wycieczki do Londynu:&lt;br /&gt;-Złamałem 4 przykazania Dekalogu, oczywiście w (nad)interpretacji Kościoła Katolickiego&lt;br /&gt;-Zrobiłem 610 zdjęć (z czego część została usunięta)&lt;br /&gt;-Wydałem zaledwie 40 funtów (liczby euro nie zliczę, bo nie wiem ile miałem na początku)&lt;br /&gt;-Wydałem także 5,50 zł na cheeseburgera&lt;br /&gt;-Nagrałem 8 wołających o pomstę do nieba filmików&lt;br /&gt;-Dzięki wycieczce napisałem 7 wpisów na bloga&lt;br /&gt;-Z wycieczki przywiozłem wszystkie rzeczy, które wziąłem ze sobą (czyli w tłumaczeniu na ludzki, niepseudoinasiłęodjechany język: nic nie zgubiłem)&lt;br /&gt;-A także 4 pamiątki, z płytą włącznie&lt;br /&gt;-Zjadłem 2 zupki chińskie&lt;br /&gt;-Wypiłem dwie herbaty&lt;br /&gt;-Nie odbyłem żadnego stosunku seksualnego&lt;br /&gt;-Spałem 4 noce z facetem pod jedną kołdrą. W ramach zachowania równowagi przed spaniem poruszaliśmy tematy, które zdecydowanie nie pozostawiały wątpliwości co do naszej orientacji :P&lt;br /&gt;-Przez niecałe 7 dni zaj***ście się bawiłem.&lt;br /&gt;(wszelkie zmiany i nowe pozycje w liście niewykluczone)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-3164773627901999353?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/3164773627901999353/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-epilog.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3164773627901999353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3164773627901999353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-epilog.html' title='London Brigde Is Falling Down (Epilog)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-8185036650821958230</id><published>2009-08-07T17:59:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T17:59:57.315+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Londynu'/><title type='text'>London Brigde Is Falling Down (część 6.)</title><content type='html'>UWAGA! NIE CZYTAĆ NIE ZNAJĄC POPRZEDNICH CZĘŚCI!&lt;br /&gt;Sobota miała być naszym ostatnim dniem w Londynie. Ustawiliśmy sobie budziki o 7.00, by do 9.00 zdążyć na zbiórkę ze spakowaniem się. Około 7.20 dowiedzieliśmy się, że zbiórka została przełożona na 8.00. Już padły pierwsze ciężkie słowa. Udało nam się jednak spakować wszystko i niczego nie zgubić, jednak kosztem śniadania i posprzątania pokoju, w którym zostawiliśmy syf niemiłosierny.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img44.imageshack.us/img44/7757/zdjcie884.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Naprawdę nie mieliśmy kiedy tego ogarnąć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zanieśliśmy nasze walizki do autobusu, którym przyjechaliśmy na miejsce i... poszliśmy na przystanek metra. Bardzo mi zbrzydł ten środek komunikacji przez ostatni tydzień.&lt;br /&gt;Pierwszym punktem programu była katedra św. Pawła. Dowiedzieliśmy się od przewodnika co i jak z tym miejscem, a także gdzie jest dobre miejsce do robienia zdjęć. „Dobre miejsce” było idealnie pod słońce, dlatego zdjęcia wyszły fatalne.&lt;br /&gt;Wsiedliśmy do naszego ukochanego metra i zostaliśmy zawiezieni do Muzeum Fizyki.&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że bardzo melancholijny nastrój, późna pora zaśnięcia, wczesna pora przebudzenia, (znowu) mała ilość czasu na zwiedzanie jak i niezbyt fascynująca ekspozycja sprawiły, że ja i kumpel przeszliśmy po części muzeum robiąc niezbyt dobre i niezbyt interesujące zdjęcia, po czym olaliśmy wszystko i kupiliśmy Pepsi z automatu, gadając przez resztę przeznaczonego czasu. Oj, już wtedy wiedziałem, że to nie będzie najlepszy dzień mojego życia.&lt;br /&gt;Zanim wyruszyliśmy dalej, zgubił nam się jeden członek (a właściwie członkini) wycieczki. Została wysłana grupa poszukiwawcza. Po chwili poszukiwana przyszła sama, o wiele dłużej czekaliśmy na grupę poszukiwawczą...&lt;br /&gt;Kiedy już cała wycieczka była w kupie, nieźle nas pogoniono, byśmy zdążyli na zmianę warty przed Buckingham Palace. Minimalnie się spóźniliśmy, ale to nieważne, bo zupełnie nam się nie podobało. Obiecano nam nie wiadomo co, a był to dość nudny pokaz chodzenia w kółko kolesi w paradnych strojach. Szybko wycofaliśmy się z tłumu i usiedliśmy grupą na trawniku w parku koło pałacu. Przewodnik zwrócił nam uwagę, że jeszcze się nie skończyło, myśmy jednak olali go, woleliśmy się rzucać patykami leżącymi na naszym trawniku. Nie, nie chodzę do szkoły specjalnej, lecz czasami myślę że powinienem ;) (a czasami, że przypadkiem do właśnie takiej szkoły trafiłem...:]).&lt;br /&gt;Po Buckingham Palace zaprowadzono nas pod jakąś bramę, gdzie za szlabanem stali ci strażnicy, co się nie ruszają. Nie wiem o co chodzi, nie słuchałem przewodnika. Nawet nie wiem czy on coś mówił.&lt;br /&gt;Potem przeszliśmy koło jakiegoś pomnika (nie wiem jakiego. Jakoś mało mnie wszystko obchodziło tego dnia.), zmierzając na Picadilly Circus. W drodze, na światłach, stało najlepsze auto, jakie widziałem w Londynie (a widziałem także Astony Martiny, Ferrari, Lamborghini i kilka innych)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img196.imageshack.us/img196/403/zdjcie925.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;It never gets old, that’s why I have to say "wow, wow, wow!"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;W końcu doszliśmy. Młyn, jaki panował tam, był jeszcze większy niż na ul. Stawowej w Katowicach w południe. Hm, nie wiedziałem, że to możliwe.&lt;br /&gt;Na dysku mam filmik z przejścia przez pasy na Picadilly Circus. Wygląda on tak:&lt;br /&gt;Tłum ludzi. Kamera nieco nad głowami ludzi (trzymałem telefon w wyciągniętej ręce). Wszyscy stoją przed pasami. Przejeżdża granatowe Ferrari 612 Scagletti, kilka zabytkowych skuterów (był chyba jakiś zlot, i aż roiło się od nich w tych okolicach) i klasyczny piętrowy autobus. Wtedy robi się zielone. Masa, masa ludzi rusza do przodu. Słychać mój głos: „Dżizas!”. Kamera w bok- na pasach stoi jeszcze więcej skuterów. Przechodzę drogę. Trafiam w stojącą grupę ludzi- to moja wycieczka. Wyłączam telefon.&lt;br /&gt;Ogólnie jest to miejsce znane z tego, że jest znane, przez co panuje tam ogromny tłok. Ogromny tłok powoduje, że wszyscy myślą, że tam jest fajnie, więc tam idą, tworząc jeszcze większy tłok... I tak w kółko. A miasto zarabia krocie dzięki wielkim reklamom tam umieszczonym.&lt;br /&gt;Kolejnym punktem programu była słynna dzielnica Soho. Ze względu na charakter działających tam sklepów przeprowadzono nas przez nią podejrzanie szybko ;), jednak muszę przyznać że tamtejsze szyldy rządzą!&lt;br /&gt;Potem trafiliśmy do jakiegoś parku, gdzie była fontanna, pomnik Charliego Chaplina i jakieś przedstawienie dla dzieci, które było dosyć... psychodeliczne? W każdym razie nie wiem, co z tych dzieci wyrośnie ;)&lt;br /&gt;Po chwili ruszyliśmy przez resztę miasta. Po raz drugi trafiliśmy na Trafalgar Square. Naszego ulubionego Murzyna niestety nie było.&lt;br /&gt;W pewnym momencie zacząłem poznawać okolicę. Okazało się, że jesteśmy całkiem blisko naszej ulubionej azjatyckiej restauracji i że będziemy tam mieli posiłek! Pokazano nam jeszcze „typowy angielski pub” (od zewnątrz mało fascynujące, a do środka nas nie wpuścili bo szkoda czasu). Po drodze wziąłem jeszcze darmową gazetę typu naszego „Metro”, tylko jakieś 5 razy grubszą i o wiele ciekawszą (może to przez inny język. Angielski jest piękny.). Na naszej drodze stanął jeden z tych długich, wietrznych i zimnych mostów (ale to nie ten, po którym zapieprzałem w kółko w drugim odcinku. To ten, z którego był dobry widok na London Eye i Pałac Westminsterski.), ale jakoś nie było to tak uciążliwe jak wtedy. Potem, idąc wybrzeżem Tamizy na posiłek zobaczyliśmy mnóstwo ulicznych artystów wyższych i niższych lotów. Niektórzy naprawdę byli świetni, inni robili z siebie pośmiewisko.&lt;br /&gt;Azjatycka restauracja tego ostatniego dnia nieco mnie zawiodła. Krążki cebulowe, które ubóstwiam i wcześniej jadłem tam kilogramami, wyjątkowo im tego dnia nie wyszły. Inne dania były niezłe, poza prażonymi (chyba) orzechami. Miałem też od paru dni cholernie spierzchnięte usta, co już tego dnia było cholernie bolesne, szczególnie podczas jedzenia ciepłego...&lt;br /&gt;Po posiłku poszliśmy na metro. Mostem. Tak, tym mostem. Moim ulubionym, cholernym. Dobrze że aż tak nie wiało &lt;span style="font-style: italic;"&gt;i można było być zadowolonym&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Podczas ostatniej już jazdy metrem kumpel wpadł na genialny w swej prostocie i głupocie pomysł. Zaczął... otwierać drzwi na przystankach. Nie sposób to opisać, pozostaje tylko dokumentacja filmowa: &lt;a class="ge_a" title="" target="_blank" href="http://www.youtube.com/watch?v=MA8uK1ODYgQ"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=MA8uK1ODYgQ&lt;/a&gt;. Ja osobiście popłakałem się ze śmiechu.&lt;br /&gt;Wróciliśmy pod nasz hotel. Wpakowaliśmy się do autobusu (zdobyłem z kumplem bardzo fajne miejsce przy drzwiach i w optymalnym towarzystwie). W końcu odjechaliśmy. Jak zwykle w takich sytuacjach, nie byłem smutny. Nie byłem radosny. I don't. Feel. Anything. At all.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img7.imageshack.us/img7/9638/zdjcie943.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Takim niebem pożegnał mnie Londyn. Dziękuję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zrobiłem inspekcję zgromadzonych wcześniej (podczas wypadu do Tesco pod koniec poprzedniego dnia, o którym zapomniałem napisać) zapasów prowiantu i picia. Miałem dwa powerade'y i resztki wody, którą jeszcze przywiozłem z Polski. Do jedzenia natomiast 5 snickersów i jeszcze trochę słodyczy. Kupiłem też co prawda pączki, ale po zakupie okazało się, że następnego dnia kończy się ich data ważności, więc zjadłem je w hotelu.&lt;br /&gt;Dlatego też podczas ostatniego postoju, zaraz przed Eurotunelem (zatrzymaliśmy się tam też podczas drogi w drugą stronę) skierowałem się do pobliskiego marketu. Stały tam dwa Jaguary Jamesa Bonda. Jeden z pierwszego, a drugi z ostatniego filmu. Oczywiście ten drugi był bardziej plastikowy. O wiele bardziej obchodził mnie pobliski spożywczak. Okazało się, że są tam tylko słodycze. Cholera jasna.&lt;br /&gt;Z racji obsesji na punkcie picia kupiłem półlitrową Fantę (jakąśtam tropikalną czy coś) i butelkę 0,75 wody (taka sama jak ta, którą kupiłem w Niemczech). Do jedzenia natomiast coś, co pamiętam tylko że było, a także... Cóż, powiedziałem koledze, że szukam orzeszków ziemnych. Pokazał mi jakąś żółtą paczkę, więc wziąłem. W autobusie okazało się, że to chrupki serowe...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img7.imageshack.us/img7/5782/zdjcie948.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tak się żywi Soku za własne pieniądze i bez rodziców!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Podczas jazdy odczułem okropnie brak muzyki. Gniazdo mp4 było spieprzone na amen, jednak przypomniałem sobie, że jest wbudowany głośniczek... Co prawda cichszy od słuchawki i dający o wiele, wiele gorszą jakość, ale zawsze coś... Musiałem jednak słuchać metalu i ogólnie głośnych utworów, bo inaczej bym nic nie usłyszał :)&lt;br /&gt;Gdzieś po przejeździe Eurotunelem puszczono nam film. „Plan Doskonały”. Widziałem... Mimo iż się na nim wynudziłem, a wszyscy inni spali, ja nie mogłem zasnąć. Najgorsze, że po zakończeniu seansu wszyscy się pobudzili i zaczęli mnie prosić o wytłumaczenie fabuły, która jest bardzo pokrętna i ciężko ją opowiedzieć komuś, kto widział tylko połowę filmu...&lt;br /&gt;W pewnym momencie (około 2.00, w Niemczech) prawie wszyscy zasnęli. Oprócz chyba 3 chłopaków, z którymi zacząłem gadać na tematy dziwne. Tematem przewodnim były wizje końca świata w roku 2012, ale liznęliśmy też gry komputerowe (wtedy obudził się jeden z kumpli) a także filmy. Większość rozmówców zgadzała się ze mną, że Blair Witch Project jest chyba najstraszniejszym filmem ever. Robiliśmy też zdjęcia tym, którzy śpiąc wyglądali dosyć zabawnie :)&lt;br /&gt;Bardzo fajny klimat konwersacji został zachwiany postojem na jakimś zajeździe. Wszyscy się obudzili, zrobiło się głośno i w ogóle. Wszyscy skierowaliśmy się do kibla. Większość z nas postanowiła zhakować system bramek na 0,50 euro przechodząc darmowym wejściem dla dzieci, ja jednak postanowiłem być uczciwy (obawiając się monitoringu).&lt;br /&gt;Niemieckie kible są dosyć ciekawe. Są tam nie tylko specjalnie niżej położone pisuary dla dzieci (ja jednak obstawiam, że to są na mój rozmiar), ale przede wszystkim deski klozetowe, które po spuszczeniu wody zaczynały się kręcić wokół własnej osi. Nie, nie wiem dlaczego.&lt;br /&gt;Dzięki temu, że po wrzuceniu 50 eurocentów do bramki przed kiblem otrzymywało się kupon o wartości 50 eurocentów do wykorzystania w sklepie, dołożyłem 1 euro i kupiłem sobie loda. Był mikroskopijny, ale dobry. Co nie zmieniało faktu, że coraz bardziej zaczął boleć mnie brzuch- nie aż tak bardzo, coś pomiędzy bólem a Bólem z pierwszego odcinka.&lt;br /&gt;Po postoju rozłożyłem się wygodniej w fotelu. I...&lt;br /&gt;Zasnąłem.&lt;br /&gt;Obudziłem się około 9.00 (zawsze po przebudzeniu patrzę na zegarek). Wyjrzałem przez okno autobusu. Zobaczyłem zrujnowany stragan z owocami, jakiś bar z tyłu i las liściasty w tle. Od razu wiedziałem, że jesteśmy już w Polsce.&lt;br /&gt;Dali nam 20 minut na toaletę i ewentualny posiłek. Źródło mojego bólu (a właściwie już wtedy Bólu) widziałem w głodzie (dawno już zjadłem swoje skąpe zapasy), dlatego też skierowałem się do obskurnego baru. Chciałem cheeseburgera. Były tylko zapiekanki. Wyglądało na to, że trafiłem do największego zadupia w całym kraju.&lt;br /&gt;Nie lubię zapiekanek, jednak nieopodal był na szczęście drugi, ładniejszy bar, w którym już kupiłem sobie cheeseburgera. Nie pamiętam jak smakował, bo po prostu wchłonąłem go w ułamku sekundy. Dało to zamierzony efekt- Ból się znacznie zmniejszył do zaledwie bólu.&lt;br /&gt;Wysłałem do centrali (czyt. rodziców) SMSa o treści „omg jesteśmy już w pl będę koło 14” (tak nam mówili na postoju), nie interesując się, czy zrozumieją. W każdym razie po chwili zadzwonił ojciec by się upewnić, czy nie robię sobie jaj :).&lt;br /&gt;Jakimś cudem jechaliśmy drogą wyłożoną kamieniami zamiast asfaltem (jak już wspominałem, to był szczyt zadupia), więc telepało nieziemsko, uniemożliwiając sen. Ja już i tak byłem wyspany.&lt;br /&gt;Dojazd do mojego miasta przebiegał bez żadnych zakłóceń. Pamiętam tylko, że musiałem koledze pożyczyć telefon, bo chciał zadzwonić do rodziców, a mu się bateria w telefonie skończyła. A, i jeszcze jakieś dziewczyny siedzące przed nami, które rozwiązywały krzyżówkę i za cholerę im to nie wychodziło.&lt;br /&gt;Kiedy autobus podjechał pod szkołę opiekuni poinstruowali nas, że zostaniemy wypuszczeni tylko wtedy, kiedy pod wejściem do autobusu zgłoszą się po nas rodzice. Po chwili zobaczyłem swoich. Założyłem moją kurtkę dżinsową, podwinąłem w niej rękawy, założyłem kostkę i plecak, włożyłem  mp4 i telefon do kieszeni, a słuchawki na szyję. Z pogodnym uśmiechem wyszedłem z autobusu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;Koniec.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-8185036650821958230?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/8185036650821958230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-6.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8185036650821958230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8185036650821958230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-6.html' title='London Brigde Is Falling Down (część 6.)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-5698144074244570070</id><published>2009-08-07T17:58:00.002+02:00</published><updated>2009-08-07T17:59:13.714+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Londynu'/><title type='text'>London Brigde Is Falling Down (część 5.)</title><content type='html'>Piątkowy poranek przebiegał bez zakłóceń, w każdym razie nie przypominam sobie niczego wartego uwagi. W każdym razie o 8.30 (tak, z bliżej niewytłumaczalnych przyczyn ustawili zbiórkę pół godziny wcześniej) już byłem gotowy, by po fascynującej podróży metrem znaleźć się pod gabinetem figur woskowych Madame Tussaud's. Jak zwykle wnikliwa (naprawdę chciałem sobie włożyć do plecaka coś niebezpiecznego i spróbować to przemycić, ale nic takiego nie miałem i pomyślałem sobie, że może ich nie doceniam) kontrola plecaka nic nie wykazała, jedynie jakimś cudem przy jego ściąganiu odpięła mi się agrafka trzymająca moją naszywkę Depeche Mode na kurtce. W końcu jednak byłem w środku.&lt;br /&gt;Wystrój korytarza prowadzącego do części właściwej obiektu kojarzył mi się z jakimś ekskluzywnym klubem, myślę że to celowy zabieg, ponieważ w pierwszej sali były światowe sławy srebrnego ekranu. Muszę przyznać że jestem na tyle światowy, że kojarzyłem większość z przedstawionych tam postaci. Był m.in. John Travolta (Xenu niestety nie, hehe), Angelina Jolie z Bradem Pittem i mój ulubiony aktor, Johnny Depp. Szkoda trochę że nie było Keanu Reevesa, z racji tego że kocham Matrixa.&lt;br /&gt;Najważniejsze jednak było wrażenie przy zbliżeniu się do pierwszej figury. Po prostu „OMG, to to nie żyje?!”. Szczęka mi opadła.&lt;br /&gt;Robienie zdjęć było bardzo utrudnione z kilku przyczyn. Po pierwsze, kijowe oświetlenie. Wiem, chcieli żeby było klimatycznie, a i tak wszędzie jest jasno od fleszy (które sprawiają, że kolory na zdjęciach wyglądają kiepsko).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt; &lt;img src="http://img193.imageshack.us/img193/9600/zdjcie666.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nie tylko nie wiem kto to jest, ale i zdjęcie wyszło tragicznie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Po drugie, pozostali zwiedzający. O ile wszędzie ludzie grzecznie się zatrzymywali, żeby się nie wpieprzyć w kadr (i nikt się nie spinał, że np. całą wycieczkę w ten sposób zatrzymałem), tutaj panowała totalna dżungla. Nikt nie zwracał na nic uwagi, więc np. zdjęcie Orlando Blooma zmieniło się w zdjęcie czupryny jakiegoś faceta który akurat przechodził.&lt;br /&gt;Niektórym postaciom robiłem zdjęcia razem z pozującymi z nimi innymi zwiedzającymi, bo bym się nie doczekał żeby zrobić fotę samej figurze. A to, co się działo przy figurach Brada Pitta i Angeliny Jolie (byli razem) przechodzi ludzkie pojęcie. Przypominało to raczej zamieszki.&lt;br /&gt;Następną salą była sponsorowana przez Disneya. Myszki Miki itd. nie zaznałem, zamiast tego miałem szansę ujrzeć Jonas Brothers, Hannę Montanę i kilka równie groteskowych postaci z ich tragicznych filmów. Wkurzyło mnie to, bo zawsze myślałem że to zaszczyt dostać się do Madame Tussaud's, a okazuje się że wystarczy mieć dużo fanek w wieku podstawówkowym i umowę z bogatą firmą. Ciekawi mnie tylko co będzie za rok- dwa, kiedy nikt nie będzie o nich pamiętał. Świeczki Jonas Brothers w sklepiku z pamiątkami? Super, wchodzę w to!&lt;br /&gt;Potem byli bohaterowie z filmów (wcześniej byli aktorzy), gdzie panował jeszcze większy chaos a oświetlenie było jeszcze gorsze. W każdym razie najważniejsze postaci widziałem (no, prawie. Za brak Edwarda Nożycorękiego powinny być konsekwencje.). Był Superman, Spiderman, Indiana Jones, Hulk, Shrek i Ciastek z tego samego filmu a także Steven Spielberg.&lt;br /&gt;Następny był sport, aczkolwiek było tam chyba więcej konkurencji gdzie przy ogromnym ładunku szczęścia dało się coś wygrać niż figur. Dlatego też szybko znalazłem się w kolejnej sali, gdzie byli najbardziej zasłużeni dla świata, np. Newton czy Dalajlama. Zwrócił moją uwagę fakt, że trochę im nie wyszedł Jan Paweł II. Może ja się nie znam, ale jakiś niepodobny.&lt;br /&gt;Kolejne pomieszczenie było tym, na które najbardziej czekałem, czyli to z gwiazdami muzyki (w międzyczasie przewinęli się też byli i obecni władcy Anglii. I płatne zdjęcie z Elżbietą II, ale o tym za chwilę.). Trochę się zawiodłem, bo co prawda największe legendy były, ale taką Beyonce mogliby sobie odpuścić. Np. Metaliki też nie zobaczyłem, liczyłem też po cichu na Marilyna Mansona.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img30.imageshack.us/img30/1204/zdjcie710.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bez względu na to, do czego dojdę w życiu nigdy nie będę TAK zaj***sty. I wy też nie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Kolejne pomieszczenie zawierało współczesnych polityków. Najbardziej spodobali mi się rzecz jasna dyktatorzy, Hitler naprawdę sprawił, że zacząłem czuć się dziwnie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img30.imageshack.us/img30/5325/zdjcie713.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;I co ja mam jeszcze powiedzieć na ten temat?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Był też Barrack Obama. I płatne zdjęcia.&lt;br /&gt;Działało to w ten sposób, że po podejściu do figury facet z obsługi robił lustrzanką zdjęcie i podawał numer. Szło się z tym numerem do kasy. Aby otrzymać wydruk a4 zdjęcia wystarczyło dać 5 funtów... Dziękuję, postoję, a Obamie samemu i tak zrobiłem zdjęcie, bo ktoś się ociągał z podejściem do niego.&lt;br /&gt;Potem trafiliśmy do ekspozycji związanej z horrorami. Hm, oświetlenie w pozostałych częściach w porównaniu z tamtym było doskonałe, a szkoda, bo naprawdę fajne rzeczy tam były. Udało mi się w miarę dobrze uchwycić tylko Vlada Palownika.&lt;br /&gt;W ramach uspokojenia chyba następną częścią była prezentacja krok po kroku, jak wykonuje się figury. Kurczę, strasznie dużo roboty.&lt;br /&gt;I wtedy wróciliśmy do klimatów horrorowych. Okazało się, że postanowiono poczęstować nas czymś mniej statycznym (aczkolwiek wcześniej już widzieliśmy zwłoki przymocowane do kręcącego się koła młyńskiego), czyli tunelem strachu.&lt;br /&gt;Najpierw zobaczyliśmy dużą tablicę informującą, że w środku są prawdziwi aktorzy i żeby ich nie dotykać, że nie wolno robić zdjęć ani wchodzić do środka osobom poniżej 12 lat, w ciąży lub z problemami z sercem. Jakimś cudem spełniałem te wymagania (tak jak i mój kumpel, z którym zwiedzałem cały obiekt), więc poszliśmy w kierunku nazwanym przez kolesia z obsługi „scary”. Ustawiliśmy się w dosyć długiej kolejce. Wpuszczali po 10 osób naraz. Myśmy byli na samym początku naszej dziesiątki.&lt;br /&gt;Jeszcze przy wejściu w klimat wprowadził nas sugestywny monolog gostka ubranego w jakieś pobrudzone szmaty i ucharakteryzowanego sztuczną krwią. Opowiadał on co prawda to samo, co pisało na tej tablicy, ale w sposób, który naprawdę zaczął niepokoić.&lt;br /&gt;W końcu wpuścili nas. Chciałbym opowiedzieć dokładnie co tam jest, ale nie będę psuł zabawy tym, którzy może kiedyś tam pojadą. Napiszę tylko, że straszenie opiera się głównie na nagłym wyskakiwaniu kolesi. Ogólnie jest to bardzo fajne, bo nie jest zbyt straszne (jakby ktoś wpadł na chory pomysł zrobienia tunelu w klimacie leśnym a'la Blair Witch Project zdecydowanie nie byłbym w stanie zwiedzać dalej) ani za mało, tak w sam raz by zapewnić pewną dawkę emocji. Aktorzy tam występujący są na wysokim poziomie, bo nie tylko nikt nie dostał w ryj, ale i jeden z nich wykazał się refleksem, kiedy mój kumpel wykrzyknął „Jesus Christ!” aktor od razu odpowiedział „There is no Jesus here!” i pobiegł gdzieś dalej :).&lt;br /&gt;Kolejną atrakcją była ekspozycja związana z najnowszą częścią Jamesa Bonda. Osobiście nie przepadam za tą serią, ale mój kumpel był za to wniebowzięty. Mnie bardziej zainteresowała następna część związana z Andy Warholem. Nie jestem fanem jego sztuki, ale lubię kolesia.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img25.imageshack.us/img25/9250/zdjcie737.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;On jest fajny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Ostatnią atrakcją była „podróż po historii Londynu”. Polegało to na tym, że wchodziło się do wagonika z przerobionej angielskiej taksówki, która miała głośniki i słychać z nich było lektora komentującego kolejne sceny z wykorzystaniem figur woskowych, opowiadające wspomnianą historię. Robiło wrażenie, pod koniec zrobiło się nawet trochę psychodelicznie.&lt;br /&gt;Po wyjściu z wagonika trafiliśmy do sklepiku z bardzo dużą ilością bardzo drogich i bardzo brzydkich pamiątek. Jak już wspominałem, chciałbym świeczki z Jonas Brothers.&lt;br /&gt;Na samym końcu była kawiarnia. Kupiłem sobie... coś na kształt shake'a z McDonalds'a, ale lepsze. I miętowe.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img4.imageshack.us/img4/7049/zdjcie740240x320.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przypatrz się temu i zapamiętaj, że to jest coś naprawdę smacznego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Tak oto zakończyliśmy zwiedzanie chyba najciekawszej rzeczy w całym Londynie. Kolejnym przystankiem było British Museum.&lt;br /&gt;Dowiedzieliśmy się, że mamy godzinę na zwiedzenie wszystkiego. No porąbało ich chyba. Tam jest tyle wszystkiego, że pół dnia na pobieżne oględziny by ledwie wystarczyło! Zobaczyliśmy część ekspozycji o Rzymie, Grecji, Mezopotamii i Egipcie. Opowiadać nie ma za bardzo sensu, dowalę za to zdjęciami:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img14.imageshack.us/img14/2388/zdjcie755.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jejku, ale tu wszystkiego!&lt;br /&gt; &lt;img src="http://img14.imageshack.us/img14/5427/zdjcie757.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ja jednak wolę mój plakat Marilyn Manson.&lt;br /&gt; &lt;img src="http://img29.imageshack.us/img29/3967/zdjcie792.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rzecz z czasów, kiedy ludzie nie byli na tyle głupi, by wymyślić faszyzm, a to był talerz z symbolem szczęścia.&lt;br /&gt; &lt;img src="http://img192.imageshack.us/img192/4861/128887924912841127.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A to już moja radosna twórczość :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;Po British Museum nadszedł czas na długo wyczekiwany (jak zawsze) posiłek. Ukochana azjatycka restauracja była na drugim końcu miasta, więc zaprowadzono nas do polskiej ryby z frytkami.&lt;br /&gt;Od razu wyczułem podstęp.&lt;br /&gt;To, że prawie zabrakło miejsc, jak i wystrój lokalu wzbudziły u mnie wątpliwości, ale przecież nie ocenia się książki po okładce. Już na początku postawiono przed nami wybór- soczek jabłkowy czy ananasowy. Wciąż miałem uraz do jabłkowego przez to coś, co piłem raz do śniadania, więc wziąłem ananasowy. Kumple, z którymi siedziałem przy stole chyba też, bo przynieśli nam cztery kartoniki soku ananasowego. W oczekiwaniu na posiłek dokonaliśmy sakramentu degustacji soczku. Był beznadziejny.&lt;br /&gt;„Ryba z frytkami” okazała się być frytkami z paluszkami rybnymi, co zdecydowanie pomniejszyło nasz entuzjazm. Niezbyt smaczne jedzenie postanowiliśmy umilić sobie wygłupami.&lt;br /&gt;Myślałem że to, co robiliśmy podczas posiłku poprzedniego dnia to był hardkor, jednak myliłem się. Wszystkich „akcji” wymienić nie zdołam, powiem tylko że pod koniec zmuszony byłem udać się do toalety, gdyż ze śmiechu moje zwieracze coraz słabiej spełniały swoją rolę :)&lt;br /&gt;Pułapka- zemsta też oczywiście była. Tym razem wepchnęliśmy frytkę do dużego pojemnika z cukrem, który stał na stole.&lt;br /&gt;Kolejną i ostatnią &lt;span style="font-style: italic;"&gt;teoretycznie&lt;/span&gt; atrakcją było wyczekiwane przeze mnie od już dawna Natural History Museum. W wieku przedszkolnym bardzo się interesowałem dinozaurami i od tego czasu zawsze chciałem tam być.&lt;br /&gt;Budynek już od zewnątrz robił niezłe wrażenie. Cała grupa zrobiła sobie wspólne zdjęcie na trawniku przed muzeum, które leży teraz gdzieś na naszej- klasie.&lt;br /&gt;Kiedy weszliśmy do holu, szczęka mi opadła. Od szóstego roku życia marzyłem, żeby zobaczyć coś takiego!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/7933/zdjcie812.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Diplodok. Na jego widok wyglądałem jak maska na poprzednim zdjęciu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Dali nam zaledwie półtorej godziny na zwiedzenie wszystkiego. No cholera jasna.&lt;br /&gt;Skierowaliśmy się (ja i paru znajomych) w pierwszy z brzegu korytarz. To był błąd. 45 minut oglądaliśmy jakąś ekspozycję o ekologii i geologii przeznaczoną raczej dla dzieci. Niektóre rzeczy były ciekawe, nad niektórymi trzeba by chwilę dłużej posiedzieć, a myśmy nie mieli czasu. Symulacja trzęsienia ziemi była totalną porażką. Mocniej się telepie u mnie w domu jak obok tramwaj przejeżdża, a to podobno miało odzwierciedlać to co się działo w Tokio parę lat temu. Jedyne co, to efekty dźwiękowe fajne.&lt;br /&gt;Poza tym było tam multum innych rzeczy i żadnych EKSPONATÓW. Szkielety np. prehistorycznych gadów morskich widzieliśmy jeszcze w paru miejscach, ale ogólnie 70% procent przeznaczonego czasu spędziliśmy na dowiadywaniu się, że trzeba dbać o środowisko.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img191.imageshack.us/img191/8586/zdjcie828.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To sprawia, że dzieci są bardziej ekologiczne. Naprawdę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Dopiero 15 minut przed czasem pobiegłem (bo byłem gdzieś daleko) na ekspozycję z dinozaurami. Coś, na co czekałem od 6 roku życia.&lt;br /&gt;Było tam okrutnie ciemno, więc zdjęcia są beznadziejne, jednak zrobiło to na mnie niezłe wrażenie. A ruchomy Tyranozaur- robot w skali 1:1 już w ogóle mnie zniszczył.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img19.imageshack.us/img19/7483/zdjcie874.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ło dżizas.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Po zwiedzaniu muzeum (i tak czułem pewien niedosyt) przyszedł czas na półtoragodzinną podróż metrem. Miejsce stojące zdobyłem gdzieś w połowie dystansu.&lt;br /&gt;Po powrocie do naszego pokoju przyszły dziewczyny. Zrobiliśmy długą, dziką bitwę na poduszki która osiągnęła apogeum w momencie, kiedy kumpel jako broni użył materaca z łóżka piętrowego. Nie obyło się też bez obrażeń, ja byłem cały obolały i to w wyniku działań tylko jednej osoby. Nie będę wymieniał kto, myślę że ta osoba wie że to o nią chodzi ;). W każdym razie dopiero niedawno zagoiła mi się rana na plecach od upadku na chropowatą ścianę.&lt;br /&gt;Kiedy dziewczyny poszły do pokoi, ja z chłopakami pogadaliśmy, posprzątaliśmy ogromny burdel jaki narobiliśmy podczas walk, ja zjadłem zupkę chińską i poszedłem się wykąpać.&lt;br /&gt;Późnym wieczorem, kiedy wróciłem z kąpieli zastałem zamknięte drzwi od pokoju. Długie i uporczywe pukanie poskutkowało tym, że z drzwi naprzeciwko wyszedł kumpel i dał mi kartę. Karta okazała się być do pokoju, w którym był kumpel, a nie do naszego. Okazało się że drugi kumpel był u innych dziewczyn, ale karty też nie ma. Wniosek? Karta jest zatrzaśnięta w pokoju.&lt;br /&gt;Następnym wnioskiem z tej sytuacji, sformułowanym przeze mnie było „ja pier**lę!”. Jak już zdążyliśmy się załamać, z drzwi obok nas wyłonił się przewodnik i powiedział nam, że na portierni musi być ktoś, kto nam da nową kartę. Byłem co prawda w piżamie, ale miałem klapki, które pożyczyłem jedynemu ubranemu jeszcze koledze. Wykazał się on niemałym bohaterstwem i zdobył dla nas nową kartę. Weszliśmy do pokoju, położyłem rzeczy po kąpieli i poszliśmy do dziewczyn.&lt;br /&gt;Zajmowaliśmy się różnymi rzeczami, ale przede wszystkim &lt;span style="font-style: italic;"&gt;AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAA AAA AAA A AAAAAA&lt;/span&gt;. Wróciliśmy do pokoju o 3 rano.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-5698144074244570070?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/5698144074244570070/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-5.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5698144074244570070'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/5698144074244570070'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-5.html' title='London Brigde Is Falling Down (część 5.)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-8573352346931965414</id><published>2009-08-07T17:58:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T17:58:39.808+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Londynu'/><title type='text'>London Brigde Is Falling Down (część 4.)</title><content type='html'>UWAGA! NIE CZYTAĆ BEZ ZNAJOMOŚCI POPRZEDNICH CZĘŚCI!&lt;br /&gt;Przebudzenie drugiego (trzeciego? Nie ogarniam tej numeracji. Dobra, trzeciego.) dnia nie było aż tak stresujące jak poprzednio, zdaje się nawet że nie padły żadne wulgaryzmy. Na śniadanie wziąłem sobie zupę mleczną z innymi płatkami niż wczoraj i dla odmiany sok jabłkowy. Oczywiście idąc do stolika rozlałem trochę zupy. Typowe. Po spróbowaniu soku skrzywiłem się i wypiłem resztę drugim łykiem, żeby jak najszybciej móc nalać sobie pomarańczowego :).&lt;br /&gt;Tym razem do mojej kultowej kostki zapakowałem, prócz picia i bluzy też mp4 (przez dwa ostatnie dni nie słuchałem muzyki, to naprawdę było dla mnie trudne).&lt;br /&gt;Po 9.00 siedziałem już w autobusie jadącym do Cambridge. Kumpel znowu zasnął, więc ja postanowiłem powalczyć z przeciwnościami losu i spróbować posłuchać muzyki. Znalazłem pozycję, w której należało przytrzymać wtyczkę by grało jak należy. Na pierwszy ogień poszło „The Warning” NIN. W pewnym momencie dostałem normalnie ciarek na plecach. Tak, tego właśnie mi brakowało przez ostatnie dwa dni.&lt;br /&gt;W końcu, po półtoragodzinnej  podróży dojechaliśmy. Cambridge jest zdecydowanie ładnym miastem, aczkolwiek sprawiało wrażenie... Prowincjonalnego? W każdym razie poza uniwersytetem nie ma tam zbyt wielu ciekawych rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/7756/zdjcie587.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;No, może być :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zwiedzanie zaczęliśmy od katedry nieopodal uniwersytetu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;w pewnym sensie ważne miejsce ale raczej nie dla mnie so much potential&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Następnie podzielono nas na grupy po 10 osób. Każdej z grup powiedziano, że są teraz egzaminy i że jeżeli będziemy przeszkadzać, hałasować czy w ogóle odzywać się to mamy przerąbane i nas znajdą w lesie w czarnych, plastikowych workach (no, może nie mówili nam tego wprost). Dostaliśmy mapki całego kompleksu (gdzieś chyba mam swoją) i zaczęliśmy zwiedzać. Najpierw jakaś sala jadalna czy coś, która była zaskakująco mała- może to było tylko dla nauczycieli?&lt;br /&gt;Następnie zobaczyliśmy kaplicę, do której wstęp mieli jednak tylko studenci i rektorzy, więc widzieliśmy tylko trochę przez wejście. Potem przeszliśmy przez dziedziniec do wielkiego ogrodu z a uniwersytetem. Cholera, ale tam pięknie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/9724/zdjcie610.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Najbardziej zielona i trawiasta trawa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Próba zrobienia wspólnego zdjęcia z kumplami skończyła się porażką, głównie ze względu na niepełną inteligencję niektórych uczestników wycieczki. Poza tym jestem dosyć niefotogeniczny więc nie jestem z tego faktu bardzo niezadowolony. Wolę stać po drugiej stronie aparatu.&lt;br /&gt;W końcu wyszliśmy z ogrodu i dostaliśmy godzinę na penetrację targu, który odbywał się na rynku. Poszedłem z kumplami, jednak dwa stoiska z płytami winylowymi i CD nęciły mnie tak bardzo, że szybko odłączyłem się od grupy. Chyba pół godziny spędziłem nachylony nad różnymi „działami” (czyli koszami z naklejkami z nazwami gatunków/ zespołów). Nie znalazłem nic, mimo najszczerszych chęci. Poza tym znalazłem na targu jedną z najobrzydliwszych rzeczy, jakie widziałem podczas całej wycieczki. Stoisko z rybami i owocami morza (na żywo wyglądało to sto razy gorzej. O zapachu już nie wspominając.).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/5972/zdjcie620.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Za jakie grzechy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zgubiłem moich kumpli i w ogóle wszystkich ludzi, których znałem (tylko dwie koleżanki też krążyły po targu, reszta się ulotniła). Szukając ich wypatrzyłem panią w koszulce NIN. Chciałem podejść i powiedzieć że ma dobry gust muzyczny, ale uznałem że ona przecież o tym wie.&lt;br /&gt;Po samotnie spędzonej godzinie stawiłem się na miejsce zbiórki, gdzie już byli wszyscy.&lt;br /&gt;Poszliśmy na przystań, gdzie wsiedliśmy do wynajętych 10- osobowych tratw, którymi płynęliśmy  po jakiejś rzece przepływającej przez Cambridge. W międzyczasie robiliśmy zdjęcia i słuchaliśmy faceta, który nie tylko napędzał łódź, ale i ciekawie opowiadał i próbował nas zagadywać. Oczywiście niezbyt wiele ludzi go rozumiało :).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/1200/zdjcie631.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;No, na takie niebo czekałem!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Opuściliśmy tratwę (zauważyłem w ostatniej chwili, że wypadły mi z portfela a potem z kieszeni wszystkie euro) i skierowaliśmy się wreszcie na posiłek. Zaprowadzono nas do jakiejś restauracji, gdzie „szwedzki stół” był zrealizowany jeszcze gorzej niż tam, gdzie jemy śniadanie. Nie tylko wybór dań powodował załamanie (mieliśmy do wyboru 5 rzeczy, z czego jednej nie było a reszta wyglądała bardzo mizernie. Do picia był albo sok jabłkowy, albo ananasowy.), ale i nie mogliśmy sami sobie nakładać, robiła to za nas obsługa (myśmy mieli tylko pokazać palcem i powiedzieć „this”). Bez względu na to co się wzięło (ja wybrałem coś, co wyglądało najmniej dziwnie, a okazało się być nieco zwiędłym kotletem z hamburgera), dowalali na talerz trochę frytek i fasoli.&lt;br /&gt;Usiedliśmy z kumplami i przystąpiliśmy do konsumpcji. Frytki były normalne, cała reszta obrzydliwa. Zaczęliśmy robić sobie rozmaite jaja (z wykorzystaniem głównie małych paczek keczupu i cukru). Kiedy spróbowałem wspomnianej wcześniej fasoli, o mało jej nie wyplułem. Straszne paskudztwo. Nie mogłem się powstrzymać od wypowiedzenia na cały głos, znienacka (akurat była przypadkowa chwila ciszy przy naszym stole) opinii: „Ta fasola jest chu**wa!”&lt;br /&gt;Nie wiem dlaczego, ale ten tekst totalnie rozwalił moich towarzyszy. Potem wszyscy do końca wycieczki z lubością powtarzali, że wszystko jest chu**owe :)&lt;br /&gt;Ponadto w ramach zemsty ustawiliśmy pułapkę na tych, którzy będą po nas sprzątać: cztery szklanki po naszych sokach (z czego jedna do połowy pełna, ale z papierkiem po rzucie za 3 punkty kumpla, który spowodował że prawie popłakałem się ze śmiechu), a pomiędzy nimi pełne i puste paczki z keczupem i cukrem. Było to zaplanowane tak, że po wzięciu którejkolwiek ze szklanek (albo wszystkich naraz) wszystko się rozsypywało :). Niestety nie mieliśmy okazji zobaczyć naszej instalacji w akcji, została nam tylko wiara w powodzenie planu i satysfakcja.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img3.imageshack.us/img3/4200/zdjcie647.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Plan doskonały.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Po mało pożywnym i apetycznym posiłku wróciliśmy do Londynu (podczas podróży powrotnej odkryłem, że coraz gorzej znaleźć odpowiednie ustawienie dla wtyczki minijacka w mojej mp4). Tam poszliśmy na Oxford Street (znowu?) i znowu dostaliśmy czas na zakupy. Ale ja już wiedziałem, czego szukać.&lt;br /&gt;Poszedłem z kumplami wzdłuż ulicy (Jezu, ale tam jest tłok) wypatrując fajnych samochodów (za bardzo wypatrywać nie trzeba, bo super bryk jest tam na pęczki) i czarnego szyldu z różowym napisem HMV (to jest coś takiego jak nasz Empik, tylko oczywiście o wiele lepsze). W końcu wypatrzyłem (wiedziałem, że to tam będzie). Od razu skierowałem się na dział z muzyką „Rock/ Metal” i na literę N... Znalazłem to, czego szukałem. Tylu płyt NIN w jednym miejscu nigdy wcześniej nie widziałem. Większość rzeczy już miałem, albo w Polsce są tańsze, ale na widok jednego produktu zabiło mi o wiele mocniej serce. Płyta „The Downward Spiral” w wersji Deluxe. 12 funtów. I tak taniej niż w Polsce. Czyli biorę.&lt;br /&gt;Już tego dnia nic nie kupowałem, odmówiłem sobie nawet coli w KFC pozostając przy wodzie, którą miałem w plecaku. Kumplowi i tak się ta cola wylała, więc gdybym też kupił to pewnie by wypadło na mnie, hehe.&lt;br /&gt;Kiedy pokazywałem wszystkim mój nabytek, nagle podeszła do nas grupka dosyć ubogo ubranych dzieciaków. Jeden z nich zadał mi pytanie „where are you from?”. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Reakcji grupy nie zrozumiałem bo głośno tam było, a oni jechali slangiem. Zrozumiałem tylko słowo „fuck”. Coś do nas mówili, ale myśmy się patrzeli na nich jak głupi. Oni chyba się zorientowali, że my mało angielscy jesteśmy, więc poszli. No, ale trochę się spiąłem.&lt;br /&gt;Po powrocie do hotelu zrobiłem sobie zupkę chińską. Kumpel puścił z PSP „Ja Do Ciebie” Happysadu. Cóż, osobiście nie przepadam, ale ten kawałek jest nawet niezły, a sam ochrzciłem go jako „To o tym nożu”, dopiero jak po wycieczce chciałem sobie ściągnąć to poznałem tytuł oryginalny :)&lt;br /&gt;Po wykąpaniu się, przebraniu i ogólnym czilałcie poszliśmy do dziewczyn. Miało być cicho, skończyło się na małej bitwie na poduszki (moment z okrzykiem „DAJ KAMIEŃJA!” poprzedzającym rzut mnie rozwalił). Dopiero kiedy wróciliśmy z chłopakami do pokoju zaczęła się prawdziwa walka, już bez poduszek. Ja walczyłem w stylu „Kąsającej Pszczoły”. Kumpel do rana nie słyszał na jedno ucho w wyniku mojego popisowego, acz improwizowanego ciosu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-8573352346931965414?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/8573352346931965414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-4.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8573352346931965414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8573352346931965414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-4.html' title='London Brigde Is Falling Down (część 4.)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-8673779128491517270</id><published>2009-08-07T17:56:00.002+02:00</published><updated>2009-08-07T17:57:11.857+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Londynu'/><title type='text'>London Brigde Is Falling Down (część 3.)</title><content type='html'>UWAGA! NIE CZYTAĆ BEZ ZAPOZNANIA SIĘ Z POPRZEDNIMI CZĘŚCIAMI!&lt;br /&gt;Drugi, a właściwie pierwszy dzień w Londynie rozpoczął utwór Britney Spears, który kolega ustawił na budzik o siódmej rano. Dosyć irytująca mnie muzyka, jak i echa wczorajszego dnia sprawiły, że pierwszymi moimi słowami, wypowiedzianymi jeszcze z zamkniętymi oczami były „Co się k**wa dzieje?!”. Najciekawsze przebudzenie miał jednak kumpel, który spał na łóżku piętrowym. Wyprostowując się do pozycji siedzącej uderzył z całej siły głową w sufit. Dzięki temu soundtrack do naszego poranka przedstawiał się tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;britney&gt;&lt;br /&gt;&lt;kroki&gt;&lt;br /&gt;-Co się k*** dzieje?&lt;br /&gt;&lt;ŁUP!&gt;&lt;br /&gt;-&lt;jakaś&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, trochę upadek społeczny, ale bywa i tak.&lt;br /&gt;Umyłem zęby (poprzedniego wieczora zapomniałem), ubrałem się i udałem się na śniadanie. Był szwedzki stół w najuboższej wersji, jaką widział świat. Do wyboru były zwiędłe tosty (z którymi trzeba było samemu się obsłużyć używając zdezelowanego tostera), dżem, którego nie jadłem, ale wszyscy go konsumujący wypowiadali się o nim bardzo negatywnie, dwa rodzaje płatków i zimne mleko. Ostatnie dwie pozycje mnie ucieszyły, bo zimną zupę mleczną uważam za najlepsze śniadanie, jakie tylko może być. Wybrałem płatki, które chyba były czekoladowe.&lt;br /&gt;Następnym krokiem było picie. Kawa, herbata, sok jabłkowy i pomarańczowy. Wszystko z automatów. Wybrałem ostatnią pozycję i byłem zadowolony.&lt;br /&gt;Następnym krokiem był powrót do pokoju i uzbrojenie się do wyprawy, czyli całodziennego zwiedzania. Wkładamy kartę do czytnika zamocowanego w drzwiach do naszego pokoju. Czerwona lampka, access denied. Zamknięte. Próbujemy znowu. Nic. I znowu. Nic. No to jeszcze raz. Nic. Pada już jakieś przekleństwo. Ostatni raz próbujemy i idziemy po pomoc. Musieliśmy iść po pomoc. Od sprzątaczki dowiedzieliśmy się (zadanie jej odpowiedniego pytania to było pierwsze wyzwanie dla naszego, a właściwie mojego angielskiego), że być może karta „has expired” i trzeba iść z nią do recepcji. Poszliśmy, dali nam nową. Wracamy pod drzwi z pokoju. Czerwień lampki, oznaczającej odmowę dostępu, coraz mocniej wyrywa z naszych ust przekleństwa. W końcu jedna z koleżanek pokazuje nam, że kartę trzeba włożyć i szybko wyciągnąć, a nie włożyć i zostawić aż się nie otworzy (bo się nie otworzy). Dżizas, tyle czasu zmarnować.&lt;br /&gt;Uzbrojenie się ograniczało się do włożenia do plecaka (a dokładniej mówiąc czarnej kostki z naszywkami. Kocham ją.) picia i bluzy, bo nic innego i przydatnego na najbliższe 12 godzin poza hotelem nie miałem. Poza portfelem i telefonem, rzecz jasna.&lt;br /&gt;O 9.00 była zbiórka przed hotelem. Oddaliśmy nasze paszporty, coby nam się nie zapodziały (są ludzie, u których takie coś, jak zgubienie paszportu będąc za granicą wcale by mnie nie zdziwiło. Np. ja.) i wyruszyliśmy na miasto.&lt;br /&gt;Po jak zawsze pasjonującej przejażdżce metrem trafiliśmy na punkt widokowy, z którego nieźle było widać twierdzę Tower. Wysłuchaliśmy przypowieści naszego przewodnika, po czym skierowaliśmy się na plac w pobliżu twierdzy, gdzie był czas na zdjęcia (w tym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;w pewnych wąskich  kręgach kultowe&lt;/span&gt; zdjęcia wspólne). Nie wiem po co, bo w zasadzie większość z nas spędziła ten czas bezproduktywnie.&lt;br /&gt;Udając się do Tower, po raz pierwszy zobaczyłem Tower Bridge. Wrażenie takie jak przy Pałacu Westminsterskim, ale trochę słabsze.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img198.imageshack.us/img198/3610/zdjcie490.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;westchnienie&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Po kontroli plecaka (niestety nie dałem ochroniarzom się wykazać) wysłuchaliśmy kolejnej opowieści przewodnika. Następnie zobaczyliśmy kruki, związane z pewną legendą. Opowiada ona, że jeżeli siedem kruków wyleci z Tower, potęga Anglii upadnie. Dlatego też kolejnym pokoleniom kruków mieszkających w tej twierdzy obcina się lotki, przez co nie mogą latać. Idiotyzm.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img4.imageshack.us/img4/3176/zdjcie494.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Happiness In Slavery&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Kolejną zwiedzoną przez nas częścią Tower była Biała Wieża, którą zamieniono w bardzo interesujące muzeum. Nie sposób go całego opisać, bo było bardzo obszerne i nie pamiętam wszystkiego, bo nie wolno było robić zdjęć. W każdym razie, jeżeli już tam jesteście, to warto zobaczyć. Na samym końcu był sklep z pamiątkami wielkości małego samu spożywczego. Chciałem zaoszczędzić, więc za 1,50 funta kupiłem plastikowo- aluminiową miniaturową armatę. Myślałem że akcję „pamiątka z Tower” mam już z głowy, kiedy dostrzegłem bardzo fajną łyżkę do herbaty... Zaledwie 5 funtów. Raz się żyje.&lt;br /&gt;Po co mi to?&lt;br /&gt;Następnie udaliśmy się do czegoś na kształt skarbca, a dokładniej mówiąc wielkiego, kilkupomieszczeniowego sejfu w którym trzymano w gablotkach insygnia władzy (z różnych lat) i kilka cholernie drogich zabytków. Potem jeszcze była jakaś ekspozycja o więźniach z Tower czy coś, ale zupełnie mi nie zapadła w pamięć.&lt;br /&gt;Nie wiem jak on to zrobił, ale nasz przewodnik o mało co nas nie zgubił w całym kompleksie (w którego skład wchodził mur, wieża pośrodku okręgu wyznaczanego przez mur i  droga otaczająca wieżę...). Jakoś udało się jednak wydostać i poszliśmy na pobliską przystań, by odbyć rejs bardzo fajnym, nowoczesnym statkiem po Tamizie. Zrobiłem przez okno (część dla pasażerów była całkowicie przeszklona) kilka zdjęć, ale wyszły kiepskie. Podczas podróży zostało mi zadane bardzo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;SRSLY WTF&lt;/span&gt; pytanie, którego genezę jak i drugie (a także trzecie) dno miałem poznać później :)&lt;br /&gt;Zatrzymaliśmy się na przystani w Greenwich, gdzie mieliśmy zobaczyć (niespodzianka!) południk 0º. Zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie na wielkim trawniku przed Shipping Museum i ruszyliśmy przez pobliski, duży park a potem pod górę po schodach na King's Observatory. W parku zauważyliśmy dość duże zbiorowisko nachylonych nad czymś ludzi. Wszyscy myśleli że to jakiś wypadek czy coś, ale okazało się, że to tylko jakaś wiewiórka, która w ogóle nie boi się ludzi i z entuzjazmem przyjmuje wszelkie dary od turystów (nażarła się od kogoś więcej chrupek niż chyba sama waży). Zrobiłem jej z 20 zdjęć :)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img199.imageshack.us/img199/5063/zdjcie526.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A może frytki do tego?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;W końcu wspięliśmy się na sam szczyt. Kolejna przypowieść przewodnika i można już było rzucić  się z telefonem do zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img199.imageshack.us/img199/1952/zdjcie532.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tego tu nie ma.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno sens ma taka gloryfikacja czegoś zupełnie abstrakcyjnego i wymyślonego przez człowieka. Szczególnie że to coś  mogłoby być równie dobrze zupełnie gdzie indziej, albo nie być nigdzie w ogóle. No, ale jak widać powyżej, fotę se strzeliłem (nie jestem hipokrytą. To jest zdjęcie butów, ta linia na ziemi to tylko tak przypadkiem...)&lt;br /&gt;Zwiedziłem jeszcze pobliskie, darmowe muzeum (niezłe, ale za mało czasu trochę) i skorzystałem z toalety (ŁAŁ!). Zrobiłem też kilka zdjęć Londynu z tarasu widokowego, z których nic nie wynika. Nawet niebo jakieś ładne tam nie było ani nic. Najlepsze niebo jest w Niemczech.&lt;br /&gt;Zeszliśmy z góry i wsiedliśmy do słynnego piętrowego autobusu. Idąc na autobus zostałem urzeczony klimatem dzielnicy Greenwich, fajnie byłoby tam mieszkać.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img36.imageshack.us/img36/9483/zdjcie541.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kurczę, ale tu fajnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Jazda autobusem ogólnie była dosyć nudna, bo kumpel obok mnie zasnął. Zrobiłem więc przez okno kilka zdjęć, myślałem o wielu, wielu rzeczach (następnym razem wezmę notes. Na pewno trafił mi się jakiś pomysł na fajny wpis) i byłem świadkiem pewnej sytuacji.&lt;br /&gt;Na samym tyle autobusu był rzecz jasna rząd kilku siedzeń. Wszyscy z nas chcieli gdzieś usiąść, ale tam na trzech siedzeniach rozwalił się jakiś młody Murzyn. Został on uprzejmie poproszony przez pewnego chłopaka o ustąpienie miejsca jego koleżankom, ten jednak odmówił. Wywiązała się sprzeczka, której dokładnie nie słyszałem, ale zdaje się że koleś został oskarżony o rasizm. I w tym momencie przystopuję.&lt;br /&gt;Zauważyłem, że w krajach zacofanych (mówię o Europie), np. Polska Murzyni i inne mniejszości rasowe są traktowane „tradycyjnie”, czyli po rasistowsku. W krajach rozwiniętych natomiast są oni  niczym święte krowy i doskonale o tym wiedzą. Zwrócenie im uwagi, zaczepka na ulicy, próba kradzieży (dwa ostatnie przypadki wymyśliłem sobie, z niczym takim się nie spotkałem) czy chociażby krzywe spojrzenie kończy się oskarżeniem o rasizm. Ja wiem, że zostaliście tego nauczeni przez białych na przestrzeni wieków, ale teraz to już naprawdę większość (mówię o krajach rozwiniętych) uważa was za równych sobie, to wy się alienujecie.&lt;br /&gt;Przyznać się, komu przeszło przez myśl że jestem rasistą? No właśnie.&lt;br /&gt;W każdym razie wspomniany już koleś podczas sprzeczki wypalił „fuck you or die”, co sprawiło że Murzyn i jego dwójka kompanów wstali i wyzwali go na solo na przystanku (autobus akurat się zatrzymał). W ostatniej chwili nauczycielka powstrzymała go przed opuszczeniem autobusu :).&lt;br /&gt;W końcu wysiedliśmy przed Hyde Parkiem (zdaje się że gdzieś pomiędzy był posiłek w tej przekozackiej restauracji, ale niestety nie jestem w stanie dokładnie umieścić go w czasie). Żadnych mówców nie widziałem, widziałem za to dużo bardzo zadbanej trawy. Usiadłem na niej ze znajomymi i rozmowa znowu zeszła na nie ten tor, co trzeba.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img36.imageshack.us/img36/2020/zdjcie556.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Down In The Park (zawsze chciałem coś, co stworzyłem tak zatytułować!&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Było już po 19.00, więc spodziewaliśmy się, że już wrócimy do hotelu. Oczywiście, ale opiekuni stwierdzili, że przecież jest  wcześnie, możemy jeszcze godzinę pozwiedzać Oxford Street. Byłem wprost zachwycony  tym pomysłem, do tego stopnia, że nie będę przytaczał, co na ten temat powiedziałem... Dostałbym skurczu palców, którymi bym trzymał klawisze Shift i 8 na klawiaturze :)&lt;br /&gt;Mimo dosyć negatywnych emocji bardzo podobała mi się ta ulica. Widziałem cudowne samochody, których wymienić wszystkich nie sposób. Po 15 minutach z godziny wolnego czasu byłem już wyposażony w małą budkę telefoniczną za 3 funty, więc przez 45 minut podziwialiśmy z kolegą przejeżdżające bryki i jak zawsze gadaliśmy o &lt;span style="font-style: italic;"&gt;tym co zawsze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jechaliśmy 1,5 godziny metrem, co zdecydowanie wpłynęło źle na moje samopoczucie. W każdym razie, w hotelu byliśmy przed 22.00. Co nie oznacza, że poszliśmy spać. Odbyłem z kumplami jedną z najciekawszych rozmów tego roku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;the mark has been made&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-8673779128491517270?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/8673779128491517270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-3.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8673779128491517270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/8673779128491517270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-3.html' title='London Brigde Is Falling Down (część 3.)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-4574103302191000696</id><published>2009-08-07T17:56:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T17:56:30.375+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Londynu'/><title type='text'>London Brigde Is Falling Down (część 2.)</title><content type='html'>UWAGA: PRZED PRZECZYTANIEM NALEŻY ZAPOZNAĆ SIĘ Z CZĘŚCIĄ 1.&lt;br /&gt;Wszyscy się spodziewaliśmy, że po powrocie będzie czas na rozpakowanie się, siusiu, odpoczynek, telefon do rodziców (czyli ja miałem w planach: przerzucić wszystko z torby do szafy i iść spać. Ten plan i tak był niewykonalny z innych, nieznanych mi wówczas przyczyn). Byłoby to jednak zbyt proste, toteż nasi opiekuni postanowili od razu wziąć nas na zwiedzanie. Nie pamiętam co wtedy powiedziałem, ale myślę że przypominało niektóre kwestie z „Psów” Pasikowskiego. Padał deszcz, więc powiedziano mi, bym założył kurtkę przeciwdeszczową. Ta była zaś w torbie, a torba w luku bagażowym autobusu... Na szczęście miałem gdzieś w podręcznym bluzę z kapturem. To i tak był kiepski wybór (jak się miało później okazać).&lt;br /&gt;Przechodząc po raz pierwszy przez przejście dla pieszych na drodze do metra, zrobiłem pierwsze w Londynie zdjęcie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img38.imageshack.us/img38/6587/zdjcie437.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Piętrowy autobus, czyli mega oryginalne zdjęcie autorstwa turysty w Londynie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Potem zdałem SMSem relacje szefostwu, czyli rodzicom (wciąż idąc na to metro). I tu już miałem pierwsze spostrzeżenie (nie spodziewałem się, że spostrzegę cokolwiek będąc tak zmęczonym). Przede wszystkim, nie jestem rasistą (czy ja już wspominałem, że jeżeli jesteś jednym z nich, wyjdź z tego bloga, bo nie dla takich jak ty piszę?), jednak odczuwałem pewne... Hmm... Zaskoczenie? Ilością czarnych  w mieście. W Polsce jest ich dosyć mało, więc jeżeli już się jakiś trafi to odruchowo traktuję go (tzn. postrzegam, jakby doszło do rozmowy to zachowywałbym się jak do każdego innego) jako coś... Odmiennego? To tak jak widziałbym np. prawdziwego punka, z kolcami wolności na głowie zafarbowanymi na zielono, pstrokatą ramoneską itd. Nic bym do niego nie miał, ale nie co dzień się takich spotyka!&lt;br /&gt;I przepraszam, jeżeli ta część tekstu kogokolwiek uraziła, wszyscy jesteśmy ludźmi, jednak się różnimy, ale nie ma lepszych ani gorszych, a już na pewno nie zależy to od rasy...&lt;br /&gt;No i już w połowie tego dnia przestało mnie to dziwić.&lt;br /&gt;Z Cyganami, Romami itd. miałem większy problem, bo muszę przyznać, że jestem do nich uprzedzony. W Polsce zajmują się oni głównie kradzieżą i żebraniem, poza tym nie przestrzegają żadnych norm życia społecznego (oczywiście, są wyjątki. Ale niewiele. Niemniej znowu przepraszam, jeżeli kogoś te słowa niesłusznie obrażają.). W Anglii to są po prostu zwykli ludzie, tacy jak Europejczycy, Murzyni czy inni przedstawiciele wszystkich innych kultur, z jakimi można tam się spotkać.&lt;br /&gt;W końcu dotarliśmy na stację. Nasz przewodnik (było 3 opiekunów- nauczycieli i jeden przewodnik) kupił bilety, po czym nam je rozdał.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img39.imageshack.us/img39/1162/zdjcie741.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"A London transport device"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zostaliśmy krótko poinstruowani o obsłudze tego cudownego wynalazku (wkłada się bilet w odpowiedni otwór na początku bramki, bramka się otwiera, bilet wychodzi z drugiej strony, a my już mamy dostęp do stacji właściwej. Oczywiście nikt nie powiedział, którą stroną się ten bilet wkłada, toteż jeszcze przez następny dzień miałem częste i poważne problemy z obsługą bramki.), po czym przyszedł czas na ostateczną próbę. Udało mi się, aczkolwiek za drugim razem (bilet jest także potrzebny, żeby ze stacji wyjść!) już nie poszło tak dobrze, z tego co pamiętam.&lt;br /&gt;Wejście do metra (poprzedzone kilkoma banalnymi zdjęciami peronu) wiązało się z emocjami typu „a co jak zostanę” (to nie jest autobus, tu nie ma zmiłuj, można nawet zostać przytrzaśniętym drzwiami), jednak wagony są o wiele większe niż na to wyglądają. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie zdobyłem miejsc siedzących i usiadłem z kumplami na podłodze (desperacja, a w zasadzie wyczerpanie). Jazda, jako nowe doświadczenie, podobała mi się przez pierwsze trzy przystanki, potem to było po prostu nudne. Umilałem sobie czas czytaniem reklam wewnątrz wagonu i przez okno na kolejnych stacjach. Muszę przyznać, że angielskie reklamy są od polskich... fajniejsze. Po prostu, może to przez to, że tak bardzo lubię angielski.&lt;br /&gt;W końcu dotarliśmy to naszego pierwszego celu (w sumie to nie wiedziałem gdzie jedziemy, hehe). Po wyjściu schodami z podziemi opadła mi szczęka.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img41.imageshack.us/img41/1480/zdjcie444.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;:O&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Big Bena, jak i budynek parlamentu (czyli Pałac Westminsterski) widziałem setki razy na zdjęciach, ale na żywo ten widok po prostu wgniótł mnie w ziemię. Nie tylko z powodu ich monumentalności, którą odczuwa się dopiero z perspektywy przechodnia, ale z powodu kolejnej myśli, jaka pojawiła się w mojej głowie (kurczę, cały dzień chodziłem otępiały, a tyle fajnych rzeczy powymyślałem). Otóż doskonale wiedziałem, jak wygląda i do czego służy ten budynek (bo Big Ben to tylko dzwon na wieży, która jest częścią gmachu ;)), jednak postrzegałem go jako coś, co jest bardzo odległe i raczej nierealne... Tymczasem coś, co jawiło mi się zawsze jako symbol jakiegoś miasta, rzuca cień na moją osobę.&lt;br /&gt;Zostaliśmy zaprowadzeni do pobliskiego parku, gdzie podczas opowieści przewodnika o parlamencie i wszystkim z nim związanym (prawie nikt go nie słuchał, i tak było przez całą wycieczkę ;)) zaczęło padać. Spotkaliśmy też pierwszego Polaka: „O, Polacy? A skąd jesteście? Z Krakowa?”. Hm, ja jakoś nie podzielałem jego entuzjazmu. Gdyby powiedział, że jest w stanie zapewnić nam ciepły posiłek i miejsce do spania w ciągu góra 15 minut, to co innego :).&lt;br /&gt;Następnym przystankiem było Opactwo Westminsterskie. Czekaliśmy jakieś pół godziny, aż nas wpuszczą do środka (bo to jest po prostu duży kościół, jakby ktoś nie wiedział ;)), podczas których zrobiłem się okrutnie głodny i zrobiło mi się jeszcze zimniej. Z podróży ostał mi się tylko 7-Days, który został spłaszczony do grubości pudełka na płyty CD. Mimo to wcale go nie zjadłem, tylko po prostu wchłonąłem... W końcu wpuścili nas do środka, jeszcze przed wejściem dając nam niezwykle niegustowne przypinki, których noszenie wewnątrz budynku miało oznaczać, że jesteśmy grupą zorganizowaną, a na zewnątrz było zbędne i oznaczało że nie mamy gustu ;).&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img17.imageshack.us/img17/8228/zdjcie461.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ech...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Na „przedsionku” powitał nas starszy, odziany w bardzo dziwną szatę (to zdaje się jest jakieś tradycyjne wdzianko czy coś) pan, który wytłumaczył nam, że mamy iść za przewodnikiem, nie hałasować ani nie robić zdjęć. Na około 40 osób z wycieczki zrozumiało go najwyżej 10. Porażka :D.&lt;br /&gt;Zwiedzania „tego k***a kościoła” (mniej więcej tak go określaliśmy) szkoda opisywać, bo tylko zastanawiałem się kiedy w końcu będę mógł coś zjeść i jak wolno może mijać czas (było około 12.00, a przyjazd do hotelu obiecano nam około 18.00). Z tego co pamiętam, nie podobało mi się.&lt;br /&gt;W końcu zaprowadzono nas na miejsce, gdzie według naszego przewodnika miało być kilka barów itd., gdzie moglibyśmy się doładować. Dano nam pół godziny wolnego czasu. Po pięciu minutach poszukiwań okazało się, że w okolicy jest tylko jedna kawiarnia, w której można kupić jedynie kawę i suche, zwiędłe i zimne kanapki. Myślałem, że się załamię. Jednak także i nasi opiekuni zorientowali się, że coś jest nie tak, toteż zaprowadzono nas przez bardzo długi most, na którym już  ledwo żyłem z zimna do McDonald'sa. Alleluja, bracia i siostry!&lt;br /&gt;Za 5 funtów wyposażyłem się w zestaw składający się z kanapki, frytek i coli. Dokładnie tyle planowałem wydać na dokładnie taką ilość jedzenia. Było to też pierwsze uszczuplenie mojej kolekcji funtów. Swoją drogą, porcje w angielskim Macu wydają się być większe, niż w Polsce... Po raz pierwszy najadłem się w tej „restauracji”. No i stałem się trochę szczęśliwszy, a trafniej rzecz ujmując mniej wściekły.&lt;br /&gt;Po półgodzinnej przerwie na żarło wróciliśmy tym cholernym mostem i skierowaliśmy się na Downing Street. Zrobiłem zdjęcie, po czym padła mi bateria w telefonie. Wtedy zdałem sobie sprawę, że od ostatniego przebudzenia się we własnym łóżku moje życie to pasmo porażek. Pocieszyłem się myślą, że nawet jeżeli będzie gorzej to przynajmniej zostanę zaskoczony, bo już to, co przewidywałem że może się spieprzyć, spieprzyło się.&lt;br /&gt;Przeszliśmy przez jakiś duży plac gdzie ponoć są jakieś defilady czy coś, nie wiem dokładnie, nie obchodziło mnie to. Pamiętam tylko że przeleciał dosyć nisko helikopter.&lt;br /&gt;Na przejściu dla pieszych prowadzących do Trafalgar Square (plac przed National Gallery) widziałem przykład fatalnie ubranego człowieka. Tzn. nie było gorzej niż dresowe spodnie, bluza z kapturem, piłkarskie buty i biała bejsbolówka, bo gorzej od tego się już nie da, ale naprawdę tragedia. Koleś myślał, że jak założy najdroższe i najmniej pasujące do siebie rzeczy z H&amp;amp;M i tym podobnych sklepów to będzie oryginalny, a tymczasem widząc człowieka w kaszkiecie, bordowym swetrze z dekoltem w serek, czarnych rurkach i kwadratowych okularach przeciwsłonecznych (a było pochmurno, hehe) z wściekle zieloną oprawką można było tylko parsknąć śmiechem. Niemniej, poza paroma dziwadłami takimi jak on, Brytyjczycy ubierają się niekiepsko.&lt;br /&gt;Pod jedną z kilku fontann na Trafalgar Square dowiedzieliśmy się, że mamy godzinę wolnego czasu (w domyśle: „wykombinujcie se sami, jak w godzinę obejrzeć ponad 2000 obrazów i jeszcze udawać zadowolonych”). Ja i kilku znajomych po prostu usiedliśmy na murku, lejąc ciepłym moczem na galerię i próbując odpocząć, ale nie zasnąć (było mi jednak na tyle zimno, że to nie był problem. I nawet w pełnym słońcu, siedząc zapięty pod szyję i z kapturem na głowie było mi zimno  jak cholera.). Po 45 minutach z kumplem postanowiliśmy jednak coś obczaić, żeby potem powiedzieć że zwiedziliśmy National Gallery :). Zobaczyliśmy dwa obrazy Cezanne'a (chyba źle napisałem?), po czym stwierdziliśmy że to dosyć nudne i wróciliśmy na murek. Taak, nasz zapał do wszystkiego tego dnia mógł imponować. Mimo to byłem świadkiem czegoś, co naprawdę mnie rozwaliło.&lt;br /&gt;Tuż przed National Gallery był gruby Murzyn, który z mp3 słuchał (chyba) przebojów z lat 80'-90'. Śpiewał także, mimo że nie znał tekstu. No i tańczył. Tańca nie da się opisać, jedynie filmik może to wyrazić: &lt;a class="ge_a" title="" target="_blank" href="http://www.youtube.com/watch?v=6MfhsHboRUc"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=6MfhsHboRUc&lt;/a&gt;. Myśmy traktowali go z umiarkowanym zainteresowaniem, dopóki połowa wycieczki nie dołączyła się do niego i nie zaczęła naśladować jego ruchów ;). Po raz pierwszy się naprawdę uśmiałem. W pewnym momencie jakiś facet zaczął do swojej czapki zbierać pieniądze, które potem oddał "artyście". Kiedy w końcu opuściliśmy to miejsce, gość miał już jakieś 50 funtów!&lt;br /&gt;Zaszliśmy innym, lecz równie zimnym, wietrznym i cholernym mostem (z którego był za to dobry widok na Pałac Westminsterski i London Eye. Fajnie, ale nie miałem czym zrobić zdjęć.) do London Eye. Znowu dłużące się oczekiwanie aż kupią bilety. Potem, po raz pierwszy, lecz nie ostatni, musiałem pokazać wnętrze plecaka, na wypadek gdybym miał nóż, młotek, karabin, granatnik czy też inne niebezpieczne przedmioty. W Polsce by mnie raczej nie wpuścili, jakby znaleźli tam np. płytę Marilyn Manson :). Uwagę ochroniarza przykuł jedynie dwulitrowy Tymbark, zaintrygował go chyba jako polski produkt (ale na plus, nie żeby to miała być broń). Ciekawe, że wpuścili mnie w pieszczochach i łańcuchu u spodni, szczególnie że w mojej szkole są to rzeczy bardzo złe i niebezpieczne...&lt;br /&gt;W końcu byłem z wszystkimi lubianymi przeze mnie ludzi w dwudziestoosobowej, przeszklonej kapsule. Widoki były boskie, to że nie miałem czym robić zdjęć już nie.&lt;br /&gt;Po około 45- minutowej jeździe poszliśmy do znajdującej się nieopodal London Eye azjatyckiej restauracji, gdzie było... JEDZENIE!!!&lt;br /&gt;Większość z będących tam specjałów nie znałem, więc nałożyłem sobie na talerz (był szwedzki stół) po trochę z wszystkiego, a za drugą turą już brałem to, co najbardziej mi smakowało. Nażarłem się jak świnia, w końcu cały dzień na to czekałem.&lt;br /&gt;Wracając do hotelu wpierw tym CHOLERNYM mostem, a potem metrem prowadziłem dyskusję z kumplem o muzyce, okazuje się że zgadzamy się tylko w kwestii Depeche Mode :).&lt;br /&gt;Wyciągnąłem strasznie ciężką walizkę z autobusu. Niosąc ją do hotelu rzuciłem temu samemu kumplowi tekst, że dzisiaj jest tak zły dzień, że jak już wreszcie się położymy pewnie jakiś pożar wybuchnie czy coś. Okazało się że mamy pokój na najwyższym, trzecim piętrze. Tak jak myślałem, namęczę się z wnoszeniem najbardziej jak tylko się da.&lt;br /&gt;Kiedy otworzyliśmy drzwi pokoju (po dosyć dramatycznych kłopotach z kartą magnetyczną), dwóch kumpli, z którymi miałem mieszkać nie powiedziało nic. Ja natomiast wrzasnąłem „JA PIE***LE!”.&lt;br /&gt;W pokoju wielkości mojej (klaustrofobicznej) łazienki upchano jedno dwuosobowe łóżko (z jedną kołdrą) i jedno piętrowe, jednoosobowe, lustro, umywalkę, telewizor, biurko wielkości klawiatury mojego laptopa, cztery wieszaki (wszystkie nam się potem rozwaliły) i telewizor. Szaf nie zaznaliśmy.&lt;br /&gt;Zażarta walka o piętrowe łóżko skończyła się moją klęską i wygnaniem na łoże „małżeńskie”. Umowa była taka, że będziemy się co 2 noc zmieniać. Ja zostałem zrobiony w jajo i ani jednej nocy w Londynie nie przespałem sam pod kołdrą...&lt;br /&gt;Myślałem, że po wypakowaniu się (skrawek podłogi koło mojej części łóżka posłużył mi jako szafa. Nawet nie było aż tak źle.) i kąpieli od razu pierdzielnę się do łóżka i zasnę w kilka chwil, jednak nienaturalnie odżyłem. Przyszły do nas koleżanki i zrobiliśmy dziką bitwę na poduszki, a następnie konkurs skoków z łóżka piętrowego na małżeńskie. Następnie, po pożegnaniu się z dziewczynami i zredukowaniu bałaganu w pokoju wraz z kumplami udało mi się dostać do prysznica i się wreszcie wykąpać. Trzeba było trzymać cholerny przycisk żeby leciała woda, niesamowicie denerwujący patent.&lt;br /&gt;O 23.00 już siedzieliśmy z dwójką moich współlokatorów na łóżku piętrowym, próbując oglądać telewizję. Programy były nudne, poza tym zepsuł nam się pilot więc porzuciliśmy to zajęcie i gadaliśmy po ciemku. Z kilku poruszanych tam tematów jeden był &lt;span style="font-style: italic;"&gt;some say it was a warning, some say it was a sign&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Gdzieś tak o 23.30 wreszcie położyliśmy się do łóżek. Jeden kumpel zasnął, ja już byłem blisko, kiedy nagle... zadzwonił alarm przeciwpożarowy. Przypominały mi się moje słowa i wystraszyłem się nie na żarty. Alarm ucichnął i nic się potem nie działo, ja jednak dopiero po 0.00 byłem w stanie zasnąć. Teorii o powodzie jego uruchomienia jest wiele, najprawdopodobniejszą jest ta o prostownicy do włosów :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-4574103302191000696?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/4574103302191000696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4574103302191000696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/4574103302191000696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-2.html' title='London Brigde Is Falling Down (część 2.)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-3999755712802796990</id><published>2009-08-07T17:54:00.003+02:00</published><updated>2009-08-07T17:55:53.066+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relacja z wycieczki do Londynu'/><title type='text'>London Brigde Is Falling Down (część 1.)</title><content type='html'>Dosyć długi całkowity paraliż blogaska spowodowany był kilkoma poważnymi czynnikami zupełnie ode mnie niezależnymi, z brakiem weny i czasu na czele. Teraz jednak mam coś specjalnego, nie mogę nawet powstrzymać się przed nazwaniem tego zaj***stym.&lt;br /&gt;Otóż, przez ostatni tydzień wcale nie próżnowałem. Byłem na wycieczce szkolnej w najlepszym mieście na świecie, czyli Londynie (aczkolwiek dopiero ta wycieczka mi to uświadomiła, hehe). Mam zamiar jak najdokładniej ją opisać. Oszczędzę wam jednak nie tylko opowieści o mojej higienie osobistej, defekacji itd. na wyjeździe, ale też kilku pikantnych szczegółów, które może i faktycznie uczyniłyby historię ciekawszą dla przeciętnego czytelnika, ale nie mogą zostać opisane. Raz obiecałem, że pewne rzeczy nie ujrzą światła dziennego, o innych niektórzy potencjalni czytelnicy nie powinni wiedzieć, o jeszcze innych sam wolę nie mówić. Będę co najwyżej sugerował, kiedy coś takiego się działo ;) (spróbuję opowiedzieć pewną historię równoległą do historii wycieczki, ale niczym w algebrze nic na jej temat nie mówiąc. Wiecie o co chodzi? Nie? Co z tego...).&lt;br /&gt;Przewiduję dość dużą obszerność całego tekstu, toteż szykuje się pierwszy wpis w odcinkach! Odstępu pomiędzy kolejnymi ani ich ilości nie jestem w stanie przewidzieć (carpe diem...). O tym, z jakiej perspektywy, w jakim nastroju będą one pisane, też nie wiem. Wiem tylko, że postaram się podejść do sprawy subiektywnie, osobiście, może nieco filozoficznie. To na wypadek, jakby ktoś pomyślał że mam zamiar opowiadać o wycieczce szkolnej jak o wycieczce szkolnej na zadanie domowe z języka polskiego. O nie, taki tekst jak ten by nie przeszedł.&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się w pewien poniedziałek. W eskorcie matki (pozdrowienia dla niej w tym momencie) podszedłem pod budynek mojej szkoły. Tam już czekał mój ojciec (też pozdrawiam), który po pracy jeszcze podwiózł samochodem moją dosyć ciężką torbę. Cóż, zawszę muszę mieć dużo swojego świata przy sobie. Pożegnałem się z tymi, którzy nie jadą, a mieli wówczas lekcje i ewakuowali się do nas na przerwie. Przez cały czas byłem zupełnie spokojny, nieco wręcz obojętny, mimo iż miałem świadomość, że jadę dość daleko. W końcu nadjechał autobus. Obawiałem się tego, co zobaczę, jednak zostałem mile zaskoczony ładnym, srebrnym Mercedesem. Z rodzicami żegnałem się jakieś pół godziny, z czasem na nieustanne machanie przez okno i sprzeczką pod tytułem „za dużo wziąłeś picia do plecaka i teraz się ledwo mieści” (dzień bez kłótni z nimi to dzień stracony, ale i tak ich kocham) włącznie. W końcu ruszyliśmy. Wciąż czułem totalny spokój i luz. Nie było zbyt wiele do roboty, więc zacząłem coś jeść (oj, potem to zapewniło mi jeszcze trochę zupełnie nie nudnych chwil. Ale o tym za chwilę.). Dopiero kiedy wyjechaliśmy z mojego wtedy-jeszcze-ukochanego miasta, chwyciłem mój telefon z aparatem 3 mpix i zrobiłem zdjęcie nieba.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img41.imageshack.us/img41/79/zdjcie350.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Oczywiście zapomniałem wyłączyć flesza, ta kropka to nie UFO.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Tak oto uczyniłem ten mały, srebrny (wiem, wiem... Nie sprzedają czarnych Samsungów SGH-u800, a szkoda...) bardzo ważną częścią mojego życia na najbliższy tydzień. Poza tym rozrywkę zapewniały mi pogawędki z kumplami, obserwowanie ich walk w Tekkena na PSP (wyglądali, jakby się dobrze bawili. I tak uważam ten sprzęt za niezbyt potrzebny, są lepsze pomysły na wydanie kasy niezbędnej do kupienia czegoś takiego.) i słuchanie muzyki z mp4 (ech, w poprzednim nawiasie dałem prztyczka w nos zbędnym gadżetom, a sam chwalę się swoją elektroniką... A więc wyjaśnię. Model telefonu podałem, bo miało być dokładnie, a o aparacie napisałem, bo są tu przecież zdjęcia nim zrobione i była to ważna część wszystkiego. Mp4 potrzebuję, bo słucham dużo muzyki, a tylko odtwarzacze mp4 mają przeglądarki plików potrafiące ogarnąć całą muzykę, jaką mam.). Z tym wiąże się pierwsza wk***iająca (pewne rzeczy należy nazywać po imieniu) sytuacja. Akurat, kiedy tak potrzebowałem (nie wiedziałem wtedy też, jak bardzo będę później potrzebował) muzyki, a dokładnie przed pierwszym postojem i zarówno ostatnim w Polsce zepsuło się gniazdo minijack w moim sprzęcie. Grała tylko lewa słuchawka, chyba że przytrzymało się wtyczkę w bardzo niewygodnej pozycji, która już po dwóch utworach powodowała skurcz palców (i tak dobrze, że nie chciało mi się słuchać Toola i ich ośmiominutowych kawałków albo że w ogóle nie lubię takiego przykładowo ambientu, gdzie zdarzają się utwory kilkudziesięciominutowe...). Następny postój był wieczorem (wyjechaliśmy około 11.00), na dosyć eleganckim zajeździe w Niemczech.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img40.imageshack.us/img40/1649/zdjcie372.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;And the sky is filled with light, can you see it?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Przeżyłem pierwszy szok. Ceny. Zapas moich euro był dosyć skromny, a na dodatek zacząłem wszystko przeliczać... Kosmos. Obawiałem się, że mam za mało picia (swego rodzaju obsesja na tym punkcie. Na około 24 godziny podróży wziąłem 4 litry napojów), więc w ramach redukcji kosztów kupiłem butelkę 0,75 (czyli w sumie prawie 5 litrów. Yeah.) wody (bo była najtańsza z takich „większych” rzeczy) za 2 euro (naprawdę, najtańszym piciem był soczek 250 ml za 1 euro, a to trochę mało...). Aż musiałem to uwiecznić.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img20.imageshack.us/img20/7651/zdjcie371.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Niemieckie chmury z wodą za 2 euro&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Potem, już w autobusie naszła mnie osobliwa refleksja. Zgadzając się na wyjazd (przecież nie wszyscy z mojej klasy pojechali), czyli mając jakiś wybór i wybierając opcję, którą uważałem za słuszną, odebrałem sobie na około tydzień niemal całkowicie wolną wolę, ograniczając sobie możliwości wyboru czegokolwiek do minimum (co prawda to minimum zostało znacznie poszerzone po przyjeździe na miejsce, ale i tak...). Wydało mi się to dosyć osobliwe, szczególnie że podobało mi się to w jakiś dziwny sposób. Ścieżką dźwiękową do tej podróży jest utwór „Me, I'm Not” NIN. Przeczytajcie chociaż refren, a zrozumiecie.&lt;br /&gt;Kiedy już zrobiło się ciemno, a my już dawno pojechali dalej, udało mi się zdobyć miejsce przy oknie, co umożliwiało komfortowe spanie. Jeszcze jakieś kilka godzin wygłupiałem się ze znajomymi (świecenie fleszem z telefonu po oczach rulez), po czym odsłuchałem kilka utworów (bez względu na dosyć ciężkie warunki, zawsze muszę chwilę posłuchać muzyki przed snem) i spróbowałem zasnąć. I zaczęło się... Najpierw zrobiło mi się gorąco. Bardzo. Nawet w Mercedesie może się zepsuć klimatyzacja. Poza tym nie wszyscy chcieli spać, więc musiałem wysłuchiwać &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dziwnych&lt;/span&gt; rozmów i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;nie tylko&lt;/span&gt;. Ale to nie było najgorsze. Najpierw w moim brzuchu poczułem ból. Po pewnym czasie zmienił on się w Ból, a potem już w BÓL. Ponadto wiedziałem, że w moim żołądku prócz BÓLU jest coś więcej. Jak dobrze, że miałem szczęście w nieszczęściu i postój był o pół godziny wcześniej niż myślałem, dzięki czemu mogłem skorzystać z toalety... I tak czułem coś pomiędzy bólem a Bólem przez resztę podróży. A oka wcale nie zmrużyłem nawet.&lt;br /&gt;W końcu około 6 rano był postój tuż przed Eurotunelem (dla niekumatych- tunel pod kanałem La Manche). W pobliskim minicentrum handlowym wszystko było zamknięte, ale zrobiłem zdjęcie nieba.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img40.imageshack.us/img40/9066/zdjcie416.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sweet smile of sunshine, i remember sometimes&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Nasz autobus (a my w nim) władował się do wagonu pociągu, który wyglądał jak opancerzony i ogólnie przygotowany na przejeżdżanie przez tory na środku postnuklearnej pustyni najeżonej mutantami... Kiedy to wymyśliłem, całą noc nie spałem, chyba mnie rozumiecie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img34.imageshack.us/img34/1561/zdjcie431.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Hey, do ya love I'm the devil machine&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Podczas podróży tunelem nawet zamieniłem kilka słów z innymi pasażerami, a także zrobiłem zdjęcia wnętrza wagonu (można było wychodzić), których nie pokażę bo zwykle w kadrze są znani mi ludzie, a nie chce mi się pytać ich wszystkich o zgodę.&lt;br /&gt;W Anglii przywitało nas niebo:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; &lt;img src="http://img20.imageshack.us/img20/928/zdjcie434.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bjutiful...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;I deszcz. Podczas pierwszego postoju desperacko próbowałem zdobyć Red Bulla w jakimś sklepie, bo już prawie zapominałem oddychać, ale babka nie miała mi wydać. W takich okolicznościach wypowiedziałem pierwsze niezrozumiałe dla miejscowych przekleństwo.&lt;br /&gt;Potem myślałem że zasypiam, ale chyba mdlałem ze zmęczenia. W końcu dojechaliśmy pod hotel. Wyszedłem z autobusu z innymi. Nie wiedziałem, że od tej chwili będzie już tylko gorzej...&lt;br /&gt;P.S: Tytuł tego wpisu pochodzi z tekstu utworu "Shoots &amp;amp; Ladders" zespołu Korn.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-3999755712802796990?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/3999755712802796990/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3999755712802796990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/3999755712802796990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/london-brigde-is-falling-down-czesc-1.html' title='London Brigde Is Falling Down (część 1.)'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-620529708078052498</id><published>2009-08-07T17:53:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T17:53:56.918+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>It must have been years</title><content type='html'>Jak już pisałem w pierwszym, powitalnym wpisie na tym blogu mam zamiar pisać o swoich przeżyciach (które się tu przewijają, ale rzadko, bo nie mam życia ;)), przemyśleniach (przede wszystkim) i o innych rzeczach, na które zwracam uwagę (w praktyce chodzi o wszystkie głupoty, które tu napisałem ;)). Wtedy nie przyszło mi jednak do głowy, że będę chciał i pisał o... wspomnieniach. Można by zacytować tutaj Waszkę G w swoim największym hicie: „Jestem przygotowany na każdą ewentualność w życiu, bo liczą się wspomnienia!” (to jest tak cudownie debilne i bezsensowne, że musiałem kiedyś zacytować ten kawałek).&lt;br /&gt;Wspomnienie, którym chcę się podzielić, jest jednym z najbardziej wyrazistych jakie mam. Mimo to, z nikim się dotychczas nim nie podzieliłem. Nie wiem dlaczego, może wątpiłem że kogokolwiek to będzie obchodzić (to dlaczego tutaj o tym piszę? Hmm...), nigdy też nie było żadnej sensownej okazji by o tym opowiedzieć- a na blogasku piszę bez okazji :).&lt;br /&gt;Po takim wstępie można się spodziewać jakiegoś trzymającego w napięciu opowiadania i w ogóle, niestety jednak muszę was zawieść. To będzie nuda, ale za to postaram się ją ciekawie podać ;).&lt;br /&gt;To było około rok temu. Wiosna była już w pełni, a ja zawsze na wiosnę zmieniam swoje nastawienie do życia i zupełnie inaczej się czuję (jeżeli spojrzeć na to przez pryzmat słuchanych przeze mnie najukochańszych płyt NIN, to w jesień i zimę słucham głównie depresyjnego i mojego ulubionego „The Downward Spiral”, natomiast na wiosnę i lato mniej depresyjnego i bardziej dającego nadzieję, choć nieco mniej ukochanego „The Fragile”. Jezus Maria, ja naprawdę jestem fanatykiem.). Ponadto byłem pod wpływem dwóch silnych czynników, które do dziś mają duży wpływ na mnie i na moje życie- wspomniana już płyta „The Downward Spiral” (wiem, nie zgadza się z poprzednim nawiasem. Ale tamta wiosna była dziwna, a „The Fragile” zacząłem męczyć dopiero w wakacje) a także gra Gothic (część pierwsza, rzecz jasna. Moja ulubiona gra.). Każde z tych arcydzieł ma swój wyrazisty, charakterystyczny klimat, pod którego wpływem wówczas byłem, nakładały się one na siebie (te klimaty) i udzielały mi się nawet jeżeli w danej chwili nie grałem/ nie słuchałem. Ponadto tego dnia dowiedziałem się, że mój ojciec został okradziony z dużej sumy nie swoich pieniędzy (taka praca, jego dokładnej profesji jednak nie zdradzę). Tak więc miałem dość duży mętlik w głowie. I kiedy grałem w Gothica, próbując jakoś to wszystko ogarnąć, zadzwonił domofon. Nigdy nie odbieram (a już na pewno nie wtedy, przecież grałem :)), jednak okazało się że to do mnie. W słuchawce usłyszałem swoją dość dobrą kumpelę (w tym momencie pozdrowienia dla Kromy, jeżeli jakimś cudem to czyta) z propozycją spaceru po mieście w towarzystwie dalekiej znajomej. Po krótkim wahaniu zgodziłem się. Włożyłem nieco za ciasne trampki (wiem, nieistotne szczegóły. Ale wiele z tego pamiętam, a nie chcę tego dalej zostawiać dla siebie), pierwsze z brzegu spodnie, pierwszą z brzegu koszulkę i nową kurtkę jeansową. Chwytając jeszcze po drodze komórkę wyszedłem z domu. Pięć minut później spotkałem na mieście moich rodziców i uzyskałem zgodę na wyjście (do dziś pozostaje dla mnie zagadką, dlaczego wcześniej nie uzgodniłem tego telefonicznie).&lt;br /&gt;Nie wiem czemu poszliśmy akurat tam. Mieszkamy w samym centrum miasta, gdzie jest pełno atrakcji, jednak opuściliśmy je i trafiliśmy na dosyć dziwne osiedle domków jednorodzinnych. Było to niczym przejście z szafy do Narni- idąc pomiędzy betonowymi blokami nagle znaleźliśmy się w zupełnie innym miejscu- pełnym kwitnących drzew (nie wiem jakich, nigdy się na tym nie znałem) i wspomnianych już domków. I wtedy zaczął się odlot.&lt;br /&gt;Zapach drzew, specyficzna temperatura (uważam, że podczas wczesnej wiosny ze Słońca prócz promieni słonecznych do Ziemi dociera coś więcej. Co, to nie wiem, ale na pewno wpływa na moją osobę), wspomniane już klimaty moich ulubionych dzieł, myśli krążące po mojej głowie, suchość w ustach (bo nikt nie wziął pieniędzy, by kupić picie...) jak i kołaczące się gdzieś w tle rytmy „The Downward Spiral” złożyły się na niesamowity wręcz stan świadomości, w którym się znalazłem. Nie potrafię go opisać znanymi mi słowami, choć pamiętam go doskonale. Co prawda podczas samego spaceru niezbyt mi się podobało (bo wiedziałem, że muszę jeszcze po powrocie zrobić parę rzeczy, poza tym jakoś rozmowa nam się nie kleiła i ogólnie postrzegałem całe wyjście jako dosyć bezsensowne.), całe to przeżycie potrafiłem docenić dopiero po fakcie. Myślę, że gdybym był w jakikolwiek sposób uzdolniony muzycznie, skomponowałbym rewelacyjny utwór na ten temat, tylko musiałby on być instrumentalny. I żałuję, że nie pisałem wtedy bloga, bo powstałaby wówczas jedna z najlepszych rzeczy, jakie napisałem w życiu. Nie wiem, co mógłbym wymyślić, będąc w takim stanie. W każdym razie pewnie dostałbym Bloga Roku, a już na pewno tekst trafiłby na stronę główną Onetu ;).&lt;br /&gt;W końcu po około dwóch godzinach wróciłem do domu. Zostałem opieprzony za to, że miałem być wcześniej, że nie zrobiłem zadania domowego i jeszcze za kilka rzeczy, których już nie pamiętam, bo umysłem wciąż myślałem o tym, co przeżyłem.&lt;br /&gt;Zdumiewające, jak zwykłe rzeczy, z którymi się prawie każdy człowiek kiedyś spotkał (no, może nie każdy tak „czuł” muzykę jak ja. Nie chcę się wywyższać, ale często widzę, że wiele ludzi nie podchodzi do niej w mój sposób) potrafią się złożyć na niezwykłe i wyjątkowe doświadczenie.&lt;br /&gt;A co z tego doświadczenia wyniosłem? Przede wszystkim, samo wspomnienie. Bo warto mieć co wspominać, także rzeczy z pozoru niekonstruktywne (proszę jednak zauważyć, że na podstawie „niekonstruktywnego” wspomnienia stworzyłem tekst, który naprawdę wydaje mi się niekiepski).&lt;br /&gt;O dziwo, nigdy później w tamtej dzielnicy miasta nie byłem, nawet nie przejeżdżałem tędy. Dziwne, bo to było jakieś 15 minut piechotą od mojego domu. A może... tego wcale nie było? Może przydarzyło się takie coś, o czym pisałem w chyba najlepszym wpisie tutaj(tak, ten zainspirowany tekstem „Right Where It Belongs”)? Może to był sen na jawie, co tłumaczyło swoisty surrealizm całego przeżycia?&lt;br /&gt;P.S: Tytuł wpisu pochodzi z tytułu piosenki Tubeway Army.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-620529708078052498?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/620529708078052498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/it-must-have-been-years.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/620529708078052498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/620529708078052498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/it-must-have-been-years.html' title='It must have been years'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-7110630699932862238</id><published>2009-08-07T17:51:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T17:53:01.069+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marvin Heemeyer'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zemsta'/><title type='text'>Nothing Can Stop Me Now</title><content type='html'>Jakiś czas temu przeczytałem taką historię: &lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Marvin_Heemeyer"&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki/Marvin_Heemeyer&lt;/a&gt; (polecam też trochę pogooglować na ten temat, zobaczyć angielską wikipedię no i pooglądać filmiki na youtube, te ostatnie robią największe wrażenie). Jest to jedna z takich rzeczy, z którymi się świetnie zapoznałem i to kilka razy, jednak wciąż nie mogę do końca uwierzyć że coś tak niesamowitego się przydarzyło, nie jestem w stanie przejść nad tym do porządku dziennego (co nie oznacza że w to nie wierzę, jest to przecież doskonale udokumentowane. Po prostu do końca tego "nie ogarniam". Wiem, że niejasno tłumaczę. Nieważne :P). Mimo to dopiero wczoraj (z serii "A Cold Place od kuchni": koncept wpisu powstaje około 1-3 dni, więcej czasu zajmuje mi dopiero znalezienie pomysłu) głębiej to przemyślałem i postanowiłem coś o tym napisać.&lt;br /&gt;Najpierw rozpatrzę pozytywne akcenty całej sytuacji. Przede wszytkim- &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;należało im się&lt;/span&gt; (mówię, rzecz jasna, o tych urzędasach). Facet, widząć że nie powstrzyma budowy i że nie zrobią mu nowej drogi do jego zakładu (logika wskazywałaby, że nie powinien w ogóle o to prosić. Budowa drogi powinna przecież przebiegać równolegle z budową cementowni, tak żeby ani chwili zakład nie był odcięty) postanowił &lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;za własne pieniądze&lt;/span&gt; sam wybudować drogę. Dlaczego mu nie pozwolili- nie wiem, chyba z czystej złośliwości (spowodowanej tym, że zapewne Heemeyer mimo wszystko nieco spowolnił budowę). Prawdopodnie z tego samego powodu zostału mu wlepione te absurdalne mandaty...&lt;br /&gt;Prawie każdy inny w takiej sytuacji popełniłby natychmiastowe samobójstwo. Heemeyer jednak z przerażającą wręcz determinacją i skrupulatnością przez pół roku przygotowywał się do zemsty. Potrafił opanować swój gniew wiedząc, że dzięki temu jego zemsta będzie potężniejsza. Potrafił też wykorzystać swoje umiejętności przeciwko tym, którzy uczynili je bezużytecznymi.&lt;br /&gt;Dobre jest także to, że nikogo nie zabił ani nie zranił (aczkolwiek wiele ludzi uważa inaczej)- odpłacił się tylko tym, którzy byli winni dokładnie tym samym (no, może z małą nawiązką).&lt;br /&gt;W domu Heemeyera odnaleziono dzienniki audio na kasetach świadczące o tym, że twierdził on że Bóg chciał, by dokonał ataku. Cóż, zwykle śmieję się z tego typu stwierdzeń a ich autorów uważam za nie do końca zdrowych psychicznie, ale tutaj zrobię wyjątek. Znaczy się- z psychiką Marvina nie było do końca wszystko w porządku, ale mógł mieć rację. Może Bóg chciał, żebyśmy mieli kogoś takiego? Bo Heemeyer stał się swego rodzaju symbolem, symbolem pewnej idei. Jeżeli ktoś oglądał i zrozumiał genialny film "V jak Vendetta" powinien wiedzieć o co chodzi (swoją drogą, losy V i M. Heemeyera są w pewien sposób podobne).&lt;br /&gt;Jest jeszcze jeden aspekt, nie do końca taki jasny- samobójstwo. Załóżmy, że Heemeyer się nie zabił. Nie mógłby liczyć na łagodny wyrok, bo jego przypadek jest bardzo niewygodny dla rządu (pewnie dlatego zadali sobie trud praktycznego uniemożliwienia zdobycia jakichkolwiek resztek Killdozera). Jakby go w końcu wypuścili, gdzie by poszedł? Stracił wszystko, a byłby już w wieku, w którym ciężko zacząć życie od nowa (w chwili ataku miał 52 lata. Jakby wyszedł z więzienia, byłby koło 60).&lt;br /&gt;Są jednak mroczniejsze strony tej sytuacji. Marvin Heemeyer stał się praktycznie bohaterem (nie mówię, że niezasłużenie). Na pewno będzie miał naśladowców. Część z nich będzie działała tak jak on z uzasadnionych pobudek, z podobną skrupulatnością, a część to psychole, którzy bez dobrego powodu spowodują duże straty i krzywdy niewinnych. Ale to nie jest wina samego Heemeyera, a raczej faktu, że nie wszyscy ludzie mają po kolei w głowie.&lt;br /&gt;A co, gdyby kiedyś, gdzieś trafił się ktoś tak samo wściekły, ktoś tak samo zdeterminowany, z podobną charyzmą (wszyscy go lubili i wypowiadali się o nim pozytywnie nawet po zdarzeniu), ale postanowił... Zebrać grupę ludzi, którzy by mu pomogli? Po ilości "fanów" Heemeyera (jest dużo stron mu poświęconych, istnieje także zespół The Marvin Heemeyer Experience) sądzę, że na pewno ktoś by za kimś takim poszedł. Zemsta wówczas przestałaby być osobista, ale jeżeli ten osobnik zacząłby myśleć o tych ludziach jako o "narzędziach"... Kwestia odpowiedniego nastawienia się. A wtedy straty byłyby na pewno większe niż 7 mln $, kto wie czy by nie doszło do wojny domowej...&lt;br /&gt;Podsumowując (odnosi się to zwłaszcza do akapitu, w którym była mowa o "V jak Vendetta"): &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zawsze należy respektować prawa jednostki, nawet słabszej, nigdy nie wiadomo do czego ona jest tak naprawdę zdolna&lt;/span&gt;, bo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Czasami rozsądni ludzie muszą robić nierozsądne rzeczy"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; (cytat z notatek Marvina Heemeyera odnalezionych w jego domu)&lt;br /&gt;P.S: Tytuł wpisu pochodzi z utworu "Ruiner" zespołu Nine Inch Nails. Ten sam cytat jest także w utworach "Piggy", "Big Man With A Gun", "La Mer" i "Sunspots".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-7110630699932862238?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/7110630699932862238/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/nothing-can-stop-me-now.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7110630699932862238'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7110630699932862238'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/nothing-can-stop-me-now.html' title='Nothing Can Stop Me Now'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-6307687674494544871</id><published>2009-08-07T17:50:00.000+02:00</published><updated>2009-08-07T17:51:37.301+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śmieszne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filmiki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='humor'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='youtube'/><title type='text'>El Phantasmo And The Chicken Run Blast-O-Rama</title><content type='html'>Dzisiaj ilość wejść na blogaska przekroczyła 1000, słyszałem też wiele pozytywnych opinii (za które z tego miejsca dziękuję) więc mam dobry humor i postanowiłem napisać pierwszy ŚMIESZNY wpis i pierwszy wpis z bezsensownym tytułem :P.&lt;br /&gt;Zaprezentuję wam moje ulubione i najśmieszniejsze moim zdaniem filmiki w internecie. Dlaczego tylko filmiki? Cóż, nic mnie nie rozbawiło tak jak te, które mam zamiar pokazać. Wiem że wszystkie z nich to hity i wszyscy je znają, ale moich "recenzji" nikt nie zna ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://www.youtube.com/watch?v=M8pR1rZZHEs"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=M8pR1rZZHEs&lt;/a&gt; -"Crazy German Kid". Po prostu legenda. Podobno ten chłopak uczęszcza do szkoły aktorskiej a cały filmik jest wyreżyserowany, ale co z tego? Koleś i tak stworzył nowy okrzyk oznaczający złość ("SZPIIILEEEEE!"), nowy styl muzyczny (mam na myśli ten hymn w 1:12) i nowy sposób na rozładowanie negatywnych emocji podczas grania na komputerze (bez względu na to co poszło nie tak, zawsze można rozwalić klawiaturę o kant biurka. Niestety ta metoda nie działa w przypadku mnie i innych użytkowników laptopów.). Respekt także za możliwości wokalne- mam na myśli krzyk zaraz po wspomnianym wcześniej hymnie i ten na samym końcu. Ostatnim razem tak długi wrzask słyszałem w utworze "The Grudge" zespołu Tool.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://www.youtube.com/watch?v=zOJA6rdoV1w"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=zOJA6rdoV1w&lt;/a&gt; -"Jozin Z Bazin". Trudno mi cokolwiek na ten temat powiedzieć. Jedyne co mi przychodzi do głowy to moja opinia, że "glonojad" jest zabawniejszy od pana tańczącego w refrenie. I fajnie, że już wtedy kultura czeska była na takim poziomie, że mogli sobie pozwolić na rzeczy kiczowate z zamierzenia. Bo jak widzę niektórych polskich wykonawców muzyki popularnej, którzy robią niewiele lepsze rzeczy od Jozina i to na poważnie, aż boję się pomyśleć co by było, gdyby któryś spróbował zrobić sobie jaja (aczkolwiek... Sokół i Pono chcieli zrobić coś takiego, a wyszła im najlepsza rzecz jaką kiedykolwiek nagrali :))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://www.youtube.com/watch?v=k7ZEshyZVOo"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=k7ZEshyZVOo&lt;/a&gt; -"Paweł Jumper" (uwaga, są wulgaryzmy w ilości ponad wszelkie normy). O Pawle mógłym napisać książkę, więc postaram się streścić. Przede wszystkim, urzeka słowo "k**wa" wpychane średnio dwa razy na zdanie. Reszta wulgaryzmów też stoi na wysokim poziomie zwieśniaczenia, podobnie jak ogólny sposób wysławiania się narratora. Moimi ulubionymi tekstami są "metr pińdziesiąt, k**wa", "(...) stan techniczny, zaj****ty, k**wa", "sprzedaż, k**wa, dzwońcie pod 0-700, pytajcie, hahah, pytajcie o bolida... K**wa, szybkę żem opluł aż", "ch**, k**wa, stan idealny". Mimo to i tak najlepszymi tekstami walił ubrany w czaderską polówkę, spodenki do połowy ud i sandały Paweł Jumper, któremu kilka razy udało się przebić przez słowotok narratora. "Same szimanochy" i przede wszystkim "Ała k**wa rzeczywiście! K**wa! Ała, jak mnie wszystko boli!". Warta uwagi jest reakcja filmującego, który wpierw zachęcał kolegę do skoku, ale po fakcie stwierdził "co ty żeś odj***ł, k**wa?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://www.youtube.com/watch?v=VPhxSDnpar0"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=VPhxSDnpar0&lt;/a&gt; -"Gothic Prawdziwa Historia" (uwaga, wulgaryzmy i dużo podtekstów i tekstów erotycznych). Daję tylko pierwszą część, reszta jest z boku. Zdecydowanie moja ulubiona przeróbka. Prawie przy każdym odcinku leżałem ze śmiechu pod biurkiem, dobrych tekstów jest tyle że z nich by można ze trzy takie blogi jak ten ułożyć. Mistrzostwo świata, chylę czoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://www.youtube.com/watch?v=m-Z3PkvaK7s"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=m-Z3PkvaK7s&lt;/a&gt; -"Słyszałeś?". Prawdziwa rewelacja. Arcydzieło absurdu. Doprawdy nie wiem, jak można wymyśleć coś tak bezsensownego. Żaden element (stroje, muzyka, monitor, biegnący na końcu koleś, który zresztą bawi do łez) nie klei się z drugim. I to jest w tym najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://www.youtube.com/watch?v=8nd5n5KVOUo"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=8nd5n5KVOUo&lt;/a&gt; -"Jestem Hardcorem" (ostrzegam, znowu jest trochę bluzgów). O, to akurat najnowszy z tych filmików. Buractwo dosłownie leje się z monitora- zarówno dzięki klnącej babci mylącej piorunochron z kablem od internetu jak i kolegom hardkora ("nie weszłeś!"). Chyba najwyższym poziomem intelektualnym popisał się główny bohater filmiku, który zamiast zbluzgać sąsiadkę odpowiedział przekomiczną, lecz nie wulgarną ripostą. Dlatego też respekt dla tego pana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://www.youtube.com/watch?v=U-qSXhb910c"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=U-qSXhb910c&lt;/a&gt; -Waszka G- "Życie ostre jak maczeta" (tak, są przekleństwa). Skupmy się wpierw na warstwie muzycznej tej produkcji. Pierwsze zdanie w tekście przemówiło do mnie najbardziej ze wszystkich tekstów hip-hopowych jakie słyszałem. Dalej jest bełkot, którego nie potrafię zrozumieć, aż do zmiany w strukturze utworu (tak gdzieś w połowie). Mamy tam "śmierć Jezusa mnie porusza" i moje ulubione "narodzony żeby cierpieeeć. Przez cierpienie innyyyyych.". Klip to także mistrzostwo świata. Tylu buraków w jednym miejscu nie ma nawet na polu przed porą zbiorów (a łysol w okularach wymachujący konwulsyjnie rękami to już metapoziom buractwa, który jest niemalże niemożliwy do osiągnięcia przez innych ludzi). Znakomita jest też scena w siłowni i wypożyczone samochody (no i rapowanie na fotelu pasażera...). Mimo to jest coś, czego nie potrafię wyrazić znanymi mi słowami. Ujmę to tak: maczeta. Nic więcej dodać nie potrafię, zresztą chyba nie potrzebuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny wpis będzie poważny i oczywiście pesymistyczny, proszę się nie obawiać.&lt;br /&gt;P.S: Tytuł wpisu jest z tytułu piosenki White Zombie.&lt;br /&gt;P.S2: Sytuacja niektórych filmików na youtube zmienia się jak w kalejdoskopie, dlatego możliwe że kiedy to czytasz pod którymś z linków nic nie ma. Jeżeli tak się zdarzy, daj mi znać, zrobi się Just One Fix.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-6307687674494544871?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/6307687674494544871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/el-phantasmo-and-chicken-run-blast-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6307687674494544871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6307687674494544871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/el-phantasmo-and-chicken-run-blast-o.html' title='El Phantasmo And The Chicken Run Blast-O-Rama'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-9216728349405229562</id><published>2009-08-07T17:45:00.003+02:00</published><updated>2009-08-07T17:50:06.335+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Enjoy The Silence</title><content type='html'>&lt;span style=";font-family:Verdana;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style="font-family:Verdana;"&gt;Dzisiaj rzecz będzie o moim podejściu do muzyki. I od razu muszę coś zaznaczyć, i to pogrubioną czcionką. Z racji tego, że tego bloga czyta sporo ludzi, którzy znają mnie w realu muszę to w końcu ogłosić:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nie słucham tylko i wyłącznie metalu.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Pewnie reszta ludzi nie wie o co chodzi ale cóż, taki już jest ten blog :P.&lt;br /&gt;Moim ulubionym zespołem jest Nine Inch Nails, który ma z metalem wspólnego tyle co Radio Eska z muzyką na poziomie (no, trochę przesadzam :]. Ale przesadzam mówiąc o niskiej "metalowości" NIN, a nie o poziomie Radia Eska, haha), poza tym słucham np. Depeche Mode (nawet naszywkę mam na kurtce!) czy też Placebo.&lt;br /&gt;Dobra, po tym niecodziennym wstępie mogę przystąpić do części właściwej.&lt;br /&gt;Według mnie muzyka ma być przede wszystkim przyjemna. Oczywiście ważną kwestią jest jakość tej przyjemności (tzn. jej źródła)&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;. &lt;/span&gt;Ja osobiście nie znajduję jej w ogóle w muzyce poniżej pewnego poziomu ambitności (nie wiem gdzie jest dolna granica. Gdzieś w okolicach Korn?). No cóż, jeżeli ktoś robi muzykę tylko dla kasy lub na "odwal się" chyba to podświadomie wyczuwam i już mam dość. Pewnie robię teraz z siebie jakiegoś nie wiadomo jak osłuchanego melomana, a tak naprawdę jestem dość głuchy ale naprawdę akurat kwestię poziomu muzyki widzę tak a nie inaczej.&lt;br /&gt;Ale muzyka jest jak życie- nie składa się wyłącznie z przyjemności. Nie mówię, że powinniśmy się katować muzyką noise (ale znać na pewno, chociażby żeby wiedzieć o czym teraz piszę) ale warto dostrzec w muzyce funkcję "uduchawiającą", dostrzec co możemy z muzyki wynieść. Bo muzyka to nie zawsze tylko spójne dźwięki. Ale o tym za chwilę.&lt;br /&gt;Spotkałem się z poglądem, że muzyka ma być przede wszystkim do zabawy. Możecie zgadnąć, czego słuchał ten koleś- tak, techno :). Przy tym możnaby się teoretycznie bawić, lecz w moim przypadku są dwa problemy- nie za bardzo umiem i lubię tańczyć to, co się do tego tańczy, poza tym ta muzyka tak mnie irytuje że nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek zabawy przy niej. No, ale co kto lubi (za to słuchania tego gdzie indziej niż na imprezie nigdy nie zrozumiem). Ja tam wolę jakieś pogo czy coś w tym stylu ;). Ale nie jestem zwolennikiem tego poglądu (że muzyka jest do zabawy, jakby ktoś zgubił wątek. Np. ja zgubiłem :P). Są zespoły/gatunki/utwory przy których trzeba się naprawdę skupić, by wychwycić "smaczki" tudzież po prostu klimat, w pełni docenić starania artysty. Tudzież pojąć niekiedy dość zawiły przekaz.&lt;br /&gt;No właśnie, przekaz- ja nie słucham muzyki tylko dla przekazu ani nie odrzucam jej gdy z przekazem się nie zgadzam lub nie rozumiem go. Co nie zmienia tego, że gdy tekst jakiegoś utworu mi się podoba lub w jakimś sensie utożsamiam się z nim wtedy cieplej myślę o całym utworze. Nie uznaję jednak jednak częstego w muzyce popularnej dopasowywania przekazu do odbiorcy- prawie zawsze wychodzi strasznie sztucznie, a nawet wręcz kiczowato (patrz: Feel).&lt;br /&gt;Teoretycznie przekaz jest najważnieszy w rapie, tylko że często jest on (przekaz) wręcz żenująco głupi (nie twierdzę że rap jest tylko o dziwkach, gangsterce, kasie, nienawiści do policji itp. ale jest tak bardzo często) i zawsze towarzyszy mu maksymalna prostota muzyczna. Równie ważny jest np. w EMO, tylko że rzadko jest on wartościowy (a już na pewno zawsze o tym samym, w dodatku jest to zwykle nieszczere i dopasowane do słuchaczy, o czym już wspominałem). Odnośnie gatunku muzyki, w którym się najbardziej odnajduję czyli rock/metal- jeżeli uważasz, że dominują tam treści satanistyczne to obawiam się, że jesteś za głupi nawet jak na tego bloga. Muszę też dorzucić coś o moich osobistych fascynacjach muzycznych- Marilyn Manson to przede wszystkim prowokacja artystyczna, wyzywając go od satanistów, poj**ów i pedałów tylko dajecie mu to, czego on chce :P.&lt;br /&gt;Pragnę także dorzucić, że moja ulubiona płyta też opowiada pewną historię, która mi się bardzo podoba i polecić pewną pozycję: "Ghosts I-IV" Nine Inch Nails. 36 pięknych utworów, które nie mają żadnego tekstu ani nawet tytułu, dzięki czemu możemy każdy z nich zinterpretować i skojarzyć z czym tylko chcemy.&lt;br /&gt;Jak można łatwo wywynioskować z tego, co dotychczas tu napisałem uwielbiam muzykę. Mimo to nie należę do żadnej subkultury muzycznej. Cóż, nie mam takiej potrzeby, poza tym nie ma subkultury w której by mi wszystko pasowało. Każda taka subkultura ma dość hermetyczne zainteresowania muzyczne, do których moje nigdzie nie pasują, poza tym nie ma jak się wyróżnić w obrębie danej subkultury, a ja bardzo lubię się wyróżniać. Ale nie z potrzeby wyróżniana się wynikają moje nonkonformistyczne zainteresowania muzyczne- raczej popularność takich gatunków jak pop czy hip-hop wynika z potrzeby konformizmu i podążania za modą (czy może raczej strachu przed innością?) u ich słuchaczy.&lt;br /&gt;P.S: Tytuł wpisu pochodzi od tytułu utworu Depeche Mode.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-9216728349405229562?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/9216728349405229562/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/enjoy-silence.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/9216728349405229562'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/9216728349405229562'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/enjoy-silence.html' title='Enjoy The Silence'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-1480149327684675311</id><published>2009-08-07T17:44:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T17:49:38.143+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kościół'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='antykoncepcja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aborcja'/><title type='text'>We don't like to kill our unborn, we need them to grow up and fight our wars</title><content type='html'>&lt;p&gt;Dzisiaj będzie kontrowersyjnie. Tak, znowu :]. Otoż będzie o czymś, o czym się dużo ostatnio słyszy (nieczęsto poruszam tu takie tematy), czyli o aborcji. &lt;/p&gt; &lt;p&gt;Jak można się nietrudno domyśleć, w tej kwestii nie zgadzam się z Kościołem. Poruszałem już ten temat we wpisie zatytuowanym "His perfect kingdom of killing, suffering and pain demands devotion atrocities done in his name", zapraszam do przeczytania jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Uważam, że aborcja nie powinna być bezwzględnie zabroniona. Mam na myśli przypadki gwałtu (gdzie matka nie chciała przecież mieć dziecka, a na pewno nie z gwałcicielem. Zdanie gwałciciela w tej sprawie nie powinno nikogo obchodzić), kiedy rodzice są bardzo młodzi (jakiś specjalista powinien ustalić maksymalny wiek, do ktorego nie każdy zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich działań. Myślę, że poki co pułap ustalony przez polskie prawo jest całkiem rozsądny.), kiedy życie matki jest zagrożone (aczkolwiek to powinna być świadoma decyzja matki. Nikt nie powinien jej zmuszać do urodzenia, ani do aborcji), kiedy dziecko ma urodzić się upośledzone (upośledzone dziecko to tragedia zarowno dla rodzicow, jak i dla samego dziecka, mimo że nie zawsze może zdawać sobie z tego sprawę. Znowu jakiś specjalista powinien sporządzić listę chorob, przy ktorych aborcja będzie obowiązkowa, żeby nie dochodziło do sytuacji w ktorych rodzice będą chcieli usunąć ciążę bo dziecko może mieć alergię), śmiertelnie chore (zależy też, ile takie dziecko by miało żyć. Lista chorob się kłania, znowu!) albo martwe (myślę, że możnaby już oszczędzić matce bolu przy porodzie i innych komplikacji). Gorzej, jak matka zaszła w ciążę mimo użycia środkow antykoncepcyjnych. Ciężko to udowodnić- pewnie można stwierdzić, że matka brała jakieś pigułki antykoncepcyjne, ale co z najpopularniejszą formą zabezpieczenia, czyli prezerwatywami? Dziury można nie zauważyć i wyrzucić kondom do kosza, poza tym nie da się udowodnić, że akurat tej prezerwatywy użyto przy przypadkowym poczęciu. Coż, trzeba się dobrze zabezpieczać i nie oszczędzać na środkach. Przy okazji muszę też ponarzekać na żenujący poziom informacji o antykoncepcji dawanych młodzieży. Przykład? W moim podręczniku do biologii opisano tylko i wyłącznie metodę kalendarzyka małżeńskiego, o innych nawet nie wspomniano... Ręce opadają po prostu. Jest to najzawodniejsza metoda, ale za to zgadnijcie... Kto (jaka organizacja) uznaje tylko ją za dopuszczalną? Podpowiedź: już o nich pisałem ;)&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Bardziej skomplikowaną kwestią jest, czy rodzice mogą usunąć ciążę z własnej woli, nieuzasadnionej przypadkami z poprzedniego akapitu. Ja uważam, że nie. Wspomniane przed chwilą środki antykoncepcyjne są bardzo dobrze dostępne (w przeciwieństwie do wiedzy o nich), poza tym jest coś takiego jak stosunek bez penetracji(&lt;a class="ge_a" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Stosunek_bez_penetracji"&gt;http://pl.wikipedia.org/wiki/Stosunek_bez_penetracji&lt;/a&gt; -wikipedia. Lojalnie ostrzegam, że artykuł ozdobiony jest odpowiednimi rysunkami. Co prawda naukowymi, ale i tak nie każdy powinien to oglądać). Obecnie naprawdę ciężko jest zajść "przypadkowo" w ciążę. Tak więc jak widzę w telewizji rodzicow np. osemki dzieci biadolących jak im jest ciężko, robi mi się smutno, ale bardziej z powodu głupoty rodzicieli.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Czyli: jeżeli robisz to bez zabezpieczenia, oznacza to, że chcesz mieć dziecko.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;Odwołując się do wpisu o aborcji 9- latki: Tak jak tamta sytuacja dowodziła ułomności dekalogu (a właściwie jego interpretacji Kościoła), słynna historia z chowaniem dzieci do beczek może także dowodzić błędności poglądow z dwoch poprzednich akapitow. Jednak ja uważam, że sytuacja ta dowodzi jedynie tego, że powinno się wręcz propagować antykoncepcję (wiem, powtarzam się. Ale aborcja i antykoncepcja to bardzo bliskie tematy). Jednak wszyscy doskonale wiemy, co stoi na przeszkodzie...&lt;/p&gt; &lt;p&gt;P.S: Tytuł wpisu pochodzi z utworu "We're From America" Marilyn Manson. Wiem, że to już trzeci wpis z tytułem z jego tekstow, ale akurat je bardzo dobrze znam i często pokrywają się z moimi refleksjami.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-1480149327684675311?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/1480149327684675311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/we-dont-like-to-kill-our-unborn-we-need.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/1480149327684675311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/1480149327684675311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/we-dont-like-to-kill-our-unborn-we-need.html' title='We don&apos;t like to kill our unborn, we need them to grow up and fight our wars'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-2435898371383678481</id><published>2009-08-07T17:43:00.002+02:00</published><updated>2009-08-07T17:48:50.395+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przyjaźń'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kobieta'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miłość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pożądanie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mężczyzna'/><title type='text'>A friend with breasts and all the rest</title><content type='html'>Dzisiaj będzie o przyjaźni pomiędzy mężczyzną a kobietą. I już na początku mam dwie uwagi: tekst będzie pisany z perspektywy (heteroseksualnego) mężczyzny. Proszę jednak nie postrzegać go jako oficjalne stanowisko mężczyzn w tej sprawie ;), bo nie jestem typowym mężczyzną (nie, żebym był niemęski. A może jestem? No cóż, nie obchodzi mnie to, jestem przede wszystkim człowiekiem. A już na pewno jestem bardziej męski niż te pokemoniaste lalusie z dyskotek).&lt;br /&gt;Głównym pytaniem w tej kwestii jest pytanie, czy taka przyjaźń jest możliwa bez fizycznego pociągu którejś ze stron do drugiej (albo i obydwu. Zauważcie, z jakiej perspektywy piszę). Uważam, że podstawowym kryterium tutaj jest wiek. O ile w dzieciństwie (i tak większość dzieci brzydzi się płci przeciwnej, ale zawsze trafią się dziwacy. Albo zawsze trafi się ktoś normalny ;)) czy w dorosłości jest to wykonalne, o tyle w okresie dojrzewania jest z tym o wiele gorzej. Nie mówię że taka przyjaźń jest w ogóle niemożliwa, ale uważam że bardzo często występuje w niej element skrywanego pociągu do przyjaciółki. Nie musi on być silny, ale zawsze występuje i kto wie, czy daną osobę taki nastolatek widzi najpierw jako przyjaciółkę, a potem kobietę czy na odwrót. Ja nie jestem w stanie na to odpowiedzieć.&lt;br /&gt;Następnym kryterium jest atrakcyjność przyjaciółki ;). Fakt jest faktem, że mężczyzna (czasem podświadomie) postrzega kobietę, zwłaszcza atrakcyjną jako "obiekt" do zdobycia. Można wręcz stwierdzić, że przyjaźń z atrakcyjną kobietą bez dążenia do fizyczności i bez pociągu zaprzecza naturze ;). Tak jak homoseksualizm... Oczywiście, ten argument jest bez sensu zarówno w przypadku jednego, jak i drugiego.&lt;br /&gt;Próby zaprzyjaźnienia się z kimś ze względu na jego atrakcyjność są zdecydowanie nie w porządku. Już lepszy jest tradycyjny flirt (przynajmniej do tego celu). Jeżeli robi się to ze względu na miłość- cóż, nie jest to też najlepszy pomysł, ale można to jakoś usprawiedliwić potrzebą bliskości kochanej osoby. Problem w tym, że przyjaźń nie jest na drodze do związku- bardziej porównałbym to do rozwidlenia drogi, która z jednej strony kończy się przyjaźnią, a z drugiej związkiem. Ale to też nie jest reguła.&lt;br /&gt;P.S: Część zawartych tu przemyśleń oparta jest na moich osobistych doświadczeniach, a część nie.&lt;br /&gt;P.S2: Tytuł wpisu pochodzi z tekstu piosenki "Pure Morning" zespołu Placebo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-2435898371383678481?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/2435898371383678481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/friend-with-breasts-and-all-rest.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/2435898371383678481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/2435898371383678481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/friend-with-breasts-and-all-rest.html' title='A friend with breasts and all the rest'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-7541945617480491619</id><published>2009-08-07T17:41:00.002+02:00</published><updated>2009-08-07T17:48:09.024+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kościół'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='aborcja'/><title type='text'>His perfect kingdom of killing, suffering and pain demands devotion atrocities done in his name</title><content type='html'>Na początek ostrzegę: Będzie kontrowersyjnie. Jeżeli jesteś przeczulony na punkcie swoich uczuć religijnych (zwykle jest to usprawiedliwienie do opluwania ludzi o innych poglądach, ale dobra...)- nie czytaj. Albo przeczytaj, ale się potem nie rzucaj. Tzn. nie żebym zniechęcał do komentowania :).&lt;br /&gt;Otóż jakiś czas temu wydarzyła się taka historia: &lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://wiadomosci.onet.pl/1929488,12,item.html"&gt;http://wiadomosci.onet.pl/1929488,12,item.html&lt;/a&gt;. Jak mogliście się łatwo domyśleć, skupię się na roli Kościoła w tej sprawie. Dodam też jeszcze że Watykan popiera tych księży...&lt;br /&gt;Przede wszystkim. Jak widać, Bóg przebacza- ale tylko łamiącym VI. przykazanie. Dokonali aborcji, więc nie ma dla nich litości- co z tego, że uratowali dziewczynkę, a te dzieci i tak raczej by nie przetrwały ani minuty na świecie. Ten (niestety, nie znam nawet wulgarnych określeń na tego... nie, nie napiszę że człowieka.), ojciec tych dzieci może natomiast wyspowiadać się ze swego grzechu i dostąpić zbawienia. Wszystko zgodne z Pismem Św. i logiką...&lt;br /&gt;I tutaj trochę się cofnę, do drugiego zdania w poprzednim akapicie. Bóg zapewne przebacza wszystkim, w przeciwieństwie do jego reprezentantów, czyli Kościoła. Bo tak naprawdę ci lekarze i matka nie zostali ukarani za aborcję- tylko za to, że śmieli sprzeciwić się tej organizacji i pokazać wszystkim, że jednak nie mają takiej władzy jaką chcieliby mieć (po długich przemyśleniach doszedłem do wniosku że Kościołowi nie o kasę chodzi, tylko o władzę. No, bo to że nie chodzi im o Boga to chyba oczywiste.).&lt;br /&gt;Do tego dochodzi jeszcze jeden aspekt- wiadomym faktem jest, że Kościół sprzeciwia się aborcji ze względu na przykazanie "Nie zabijaj" (a właściwie to ze względu na ich interpretację tego przykazania).&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ile warte są prawa, przez które dochodzi do takich sytuacji?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Można by powiedzieć że wiele z racji tego, że ustanowił je Bóg. Ale jedynym dowodem na to jest relacja człowieka, który miał doskonałe powody by skłamać. Nie mówię że Mojżesz był złym człowiekiem- potrzebował czegoś, co by utrzymało jego podopiecznych zanim wyjdą z tamtej pustyni, więc poszedł gdzieś na tydzień, napisał dziesięć praw i opowiedział wszystkim o tym, że to Bóg mu je podyktował. Ten mógł to zrobić we śnie albo bo prostu "natchnąć" Mojżesza. Pytanie tylko czy reszta ludu by mu uwierzyła... Wystarczy przeanalizować przykazania by zauważyć, że wszystkie miały ochronić uciekinierów z Egiptu przed wzajemnym pozabijaniem się, co by prędzej czy później nastąpiło.&lt;br /&gt;Wniosek? Bardziej od jakichś praw ludziom potrzebny jest zdrowy rozsądek i samodzielne myślenie.&lt;br /&gt;I tu już podsumuję:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jak dla mnie to można o kant dupy roztrzaskać dziesięć praw wymyślonych przez jakiegoś Żyda &lt;/span&gt;(nie żeby to, że Mojżesz był Żydem cokolwiek zmieniało- zwykłem gardzić antysemitami) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;kilka tysięcy lat temu i obecnie naginanych do granic możliwości przez bandę hipokrytów wciskających głupoty ludziom, którzy nawet nie są w stanie zastanowić się nad tym co dobre, a co złe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;P.S: Przedstawione powyżej poglądy są osobistymi poglądami autora tekstu. Nie zachęcam nikogo do nich, ale też nie zniechęcam. Pomyślcie sami, jeżeli oczywiście potraficie.&lt;br /&gt;P.S: Tytuł wpisu pochodzi z piosenki "Heresy" zespołu Nine Inch Nails.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-7541945617480491619?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/7541945617480491619/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/his-perfect-kingdom-of-killing.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7541945617480491619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/7541945617480491619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/his-perfect-kingdom-of-killing.html' title='His perfect kingdom of killing, suffering and pain demands devotion atrocities done in his name'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-6198311742267910793</id><published>2009-08-07T17:40:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T17:47:35.910+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rzeczywistość'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='postrzeganie'/><title type='text'>What if all the world you think you know is an elaborate dream?</title><content type='html'>Do napisania tego wpisu zainspirował mnie utwór Nine Inch Nails pt. "Right Where It Belongs". Już z góry mówię, że z jego tekstu jest tytuł wpisu. Polecam też puścić sobie tą piękną balladę podczas czytania: &lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://www.youtube.com/watch?v=5rcnrEiWX4w"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=5rcnrEiWX4w&lt;/a&gt; (piosenka właściwa zaczyna się od 35 sekundy)&lt;br /&gt;Zacznę od miniinterpretacji tekstu tego utworu. Chodzi mniej więcej o to, że jego autor skłania do refleksji: Czy na pewno ten poukładany świat i życie, które prowadzimy nie jest tylko naszym złudzeniem?&lt;br /&gt;Ale tak naprawdę o tym nie będzie. Tę kwestię polecam przemyśleć sobie samemu. Ja natomiast zastanowiłem się: a co, jeżeli moje życie naprawdę tylko mi się zdaje? Skoro tak jest, to jak jest naprawdę?&lt;br /&gt;Pomyślałem, i wymyśliłem kilka "teorii", również inspirowanych poszczególnymi linijkami z tekstu "Right Where It Belongs".&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;What if all the world's inside of your head/Just creations of your own?/ Your devils and your gods/ All the living and the dead/ And you really are alone&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;No, dosyć długi kawałek ale pociąć go to barbarzyństwo. Chodzi o to, że może całe moje życie dzieje się tylko w mojej głowie? Że leżę w szpitalu w śpiączce i odbieram wytwory mojej skołatanej wyobraźni jako coś realnego? Albo, co gorsze, nigdy się nie narodziłem i moja dusza (jeżeli jest takie coś) stworzyła sama sobie "syntetyczne życie"?&lt;br /&gt;Brzmi strasznie ale spokojnie, szybko wpadłem na coś, co odrzuciło tę teorię. Jeżeli faktycznie tak jest, jestem prawdopodobnie jednym z największych geniuszy, jakich widziała ziemia. Wymyśliłem sam sobie muzykę Pink Floyd, klasyczną, Nine Inch Nails (nie pasuje? Ja uważam, że jak najbardziej), stworzyłem setki genialnych książek, filmów, wymyśliłem niesamowite urządzenia i kilka trudnych języków.&lt;br /&gt;Jak widać, brzmi to niedorzecznie. Poza tym w takim wypadku nic nie byłoby dla mnie niezrozumiałe (bo sobie sam to wyobraziłem, nawet podświadomie). Zresztą, świat jest zbyt złożony żeby mógł go wyobrazić sobie sam z siebie jeden człowiek.&lt;br /&gt;Bardziej prawdopodobny byłby scenariusz, w którym w pewnym etapie swojego życia np. zapadając w śpiączkę zacząłem przeżywać swoje życie od samego początku, na nowo. Łącznie ze wszystkimi myślami, chęciami i uczuciami.&lt;br /&gt;No, ale nikt nie pamięta swojego życia od samego początku tak dokładnie, żeby przeżyć je od nowa.&lt;br /&gt;Przejdźmy więc do drugiej teorii.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;See the animal in it's cage that you built/ Are you sure what side you're on?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ten cytat trochę jest źle dobrany, ale akurat z tą teorią zagalopowałem się dalej niż przewidział autor tekstu.&lt;br /&gt;A co, jak niczym w "Matrixie" czy książce Philipa K. Dicka "Ubik" (kto nie zna, niech spada na drzewo) większa ilość ludzi jest w jakiś sposób ze sobą podłączona i ulega zbiorowej iluzji, którą sami sobie produkują (albo jak w "Matrixie" ktoś im tą iluzję zapewnia)? Byłoby to o wiele bardziej prawdopodone i mniej przerażające, bo przecież jednak nie jesteśmy sami- ci wszyscy ludzie, których spotykamy w naszym "życiu" są prawdziwi, choć tak samo "nie żyją" jak i my.&lt;br /&gt;No, trochę zagmatwałem, ale myślę że każdy widział "Matrixa" i wie o co chodzi.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;What if everything around you/Isn't quite as it seems?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;To jest kolejny, jeszcze bardziej prawdopodobny scenariusz.&lt;br /&gt;Co, jeżeli nasze życie i nasz świat istnieje naprawdę, jednak część z jego elementów są wytworem naszej wyobraźni? Bez względu na to, czy inni to widzą.&lt;br /&gt;Większość zjawisk paranormalnych można wytłumaczyć w ten sposób, jak i wiele rzeczy z życia codziennego. Może to też dotyczyć ludzi czy też dzieł sztuki (myślę że każdy potrafiłby wymyślić sobie coś na poziomie Arki Noego...).&lt;br /&gt;Pytanie tylko, czy każdy może tak mieć czy takie coś może wiązać się z chorobą psychiczną (bądź co bądź, ta teoria trochę kojarzy się ze schizofrenią).&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;You keep looking but you can't find the woods/ While you're hiding in the trees&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Tutaj też nie mogę powiedzieć żebym idealnie trafił w dziesiątkę z tym cytatem, ale myślę że jego piękno samo się wybroni, bez względu na kontekst.&lt;br /&gt;Teoria ta jest o tyle unikatowa, że poprzednie zakładały, że nasz umysł coś "dodaje" do rzeczywistości (tudzież ja tworzy od podstaw), ta natomiast polega na tym, że coś nam "odejmuje".&lt;br /&gt;Jacyśtam Indianie w Amazonii ponoć wierzą, że nasz mózg zakrywa przed nami rzeczy, których nie powinniśmy zobaczyć- głównie dlatego, że są zbyt przerażające. Można sobie dopowiedzieć, że zapewne podmienia obrazy i zamiast jakiejś poczwary, o której nawet kryptozoologom się nie śniło :) mózg serwuje nam np. kwiatek czy coś w tym stylu. Oczywiście wątpliwe jest, żeby po świecie biegali kosmici i mutanty, a my dla naszego własnego dobra podświadomie zakrywali je przed nami. Bardziej chodzi mi o to, jak mózg wpływa na naszą percepcję. Podam przykład z życia codziennego.&lt;br /&gt;Muzykę sezonowej gwiazdki kryjącej się pod pseudonimem Lady Gaga uważam za koszmarną w każdym tego słowa znaczeniu. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem jej teledysk w telewizji, zakodowałem sobie żeby omijać ją szerokim łukiem (co jest zresztą niewykonalne, bo jej żałosną twórczością jestem bombardowany na codzień w przerażających ilościach). Kolejne "zderzenia" tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Ostatni raz kiedy znowu zobaczyłem Lady Gagę w telewizji, mój mózg włączył reakcję obronną i zacząłem odbierać tę muzykę (jak i fatalny teledysk) jako na swój sposób dość przyjemną, lecz paradoksalnie i tak dosć irytująco przyjemną. Możnaby oczywiście pomyśleć, jak fatalna musi być "moja" muzyka, skoro tak ją uwielbiam :D, ale naprawdę, tamta przyjemność była dosyć sztuczna i inna w niemożliwy do opisania sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To prawie wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia. Prawie, bo pragnę zadać pytanie:&lt;br /&gt;A co, jeśli twój umysł bez twojej wiedzy zorientował się, że coś jest nie tak i stworzył ten wpis byś mógł spróbować przejrzeć na oczy?&lt;br /&gt;A co, jeśli mój umysł bez mojej wiedzy także zorientował się, że coś jest nie tak i dał mi natchnienie, bym napisał to wszystko i sam spróbował przejrzeć na oczy?&lt;br /&gt;Co, jeśli jestem tylko wytworem twojej wyobraźni?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-6198311742267910793?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/6198311742267910793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/what-if-all-world-you-think-you-know-is.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6198311742267910793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6198311742267910793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/what-if-all-world-you-think-you-know-is.html' title='What if all the world you think you know is an elaborate dream?'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-6093460003017745132</id><published>2009-08-07T17:36:00.001+02:00</published><updated>2009-08-07T17:38:31.151+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='młodzież'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pokemony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='subkultura'/><title type='text'>The Nobodies</title><content type='html'>Obiecałem mojemu dobremu kumplowi, że następny wpis będzie bardziej osobisty i mniej "taki-co-można-dostać-za-niego-po-ryju", ale wyszło jak zawsze...&lt;br /&gt;Otóż dzisiaj opiszę "subkulturę" tzw. "pokemonów". Te dwa słowa są w cudzysłowach z pewnych przyczyn: mianowicie żaden "pokemon" sam siebie tak nie nazwie, poza tym nie jest to subkultura w pełnym tego słowa znaczeniu.&lt;br /&gt;Ale żeby nikt się nie pogubił, zacznę od początku. Pokemony to nastolatki, o których mówi się (o dziewczynach) "tipsiary", "blachary" itp., a o chłopakach "piłkarzyki", "żelusie" itd. Mam nadzieję że nie będę musiał więcej tego robić, ale odeślę tu do nonsensopedii: &lt;a class="ge_a" title="" target="" href="http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Pokemon_%28osoba%29"&gt;http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Pokemon_(osoba)&lt;/a&gt;. Myślę że już łapiecie o co chodzi.&lt;br /&gt;Ten wpis ma być swego rodzaju uzupełnieniem tego opisu. Otóż udało mi się (nie pytajcie jak. Długa, nudna i dziwna historia. Nawet bym nie wiedział jak o tym opowiedzieć.) trochę lepiej zgłębić tą "subkulturę". Bardziej co prawda damską część niż męską, ale tam też coś się pojawi (chyba, piszę trochę na bieżąco, tzn. nie do końca planuję to, co się dalej pojawi :P).&lt;br /&gt;Otóż, o jakich sferach życia pokemona udało mi się dowiedzieć czegoś nowego:&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nauka, szkoła itp.&lt;/span&gt;- zupełnie się nie uczą, gardzą tymi którzy przejawiają jakiekolwiek objawy zainteresowania swoją przyszłością. Odbija się to dość źle na ich inteligencji i ilości możliwych tematów do rozmowy. Od siebie dodam tylko, że nie chciałbym mieć takich sprzątaczek w biurze swojej firmy :]&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czas wolny&lt;/span&gt;- dużo przed komputerem, do ekstremalnych wręcz pór (4-5 w nocy nawet, niektórzy także w tygodniu! W związku z tym pozdrowienia dla tego, kto powinien wiedzieć że o niego chodzi :)), poza tym wychodzenie na podwórko tudzież gdziekolwiek z pokemonami z sąsiedztwa. Jakby spytać pokemona co robił cały dzień, odpowiedziałby pewnie że nic i by nie skłamał. Aha, jeszcze oczywiście robienie sobie zdjęć na fotka.pl i nasza-klasa.pl.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Życie towarzyskie&lt;/span&gt;- oczywiście kumplują się tylko z podobnie myślącymi (myślącymi? Kurczę, niezbyt fortunne stwierdzenie w tym przypadku) ludźmi (to też nie jest najlepsze określenie :P). W ciągu 2 tygodni można zostać "najlepszym przyjacielem" takiej osoby i dowiedzieć się kilku najbardziej osobistych szczegółów z jej życia (dajcie mi miesiąc, a dowiem się jakich tamponów używa dana dziewczyna. Wystarczy mi jej gadu-gadu.). Poza tym można zauważyć dużą lekkomyślność odnośnie umawiania się przez internet- czasami naprawdę wystarczy napisać swój wiek i imię a także wyrazić chęć spotkania, by do niego doszło.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Używki&lt;/span&gt;- pokemony bez względu na wiek piją i palą na potęgę. Z narkotykami się nie spotkałem, ale na pewno są wśród tych starszych. Zazwyczaj bierze się nie dla przyjemności, ale żeby zaimponować. Zresztą, na tym polega całe ich życie.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Seks&lt;/span&gt;- wiek inicjacji jest bardzo niski (13-14 lat w niektórych przypadkach. Szczególnie wierzący czy też konserwatywny nie jestem, ale to jest niezłe przegięcie jak dla mnie). Wiedza pokemonów na te tematy jest duża, lecz wyniesiona z filmów i opowiadań erotycznych, więc łatwo wywnioskować że bardzo spaczona. Widać też, że im starszy jest dany pokemon, tym mniej podniosłą rzeczą jest seks (od pierwszego razu, który nawet dla nich jest czymś na kształt rytuału w ww. wieku do traktowania tego  jak zwykłą zabawę na zasadzie "nie ważne z kim" w okolicach 18). Warto też opisać odrębne zjawisko, jakim jest...&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cyberseks&lt;/span&gt;- polega to na tym, że w nawiasach "&lt;", "&gt;" pisze się w 3 osobie co z partnerem się robi, np. &lt;wkłada&gt; &lt;dyszy&gt;. Przybiera wręcz obrzydliwe formy, nie będę przytaczał bo niewykluczone że się porzygam przy pisaniu tego. Nie wiem po co to, ale jest dość powszechne na czatach, gadu-gadu i na n-k.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Religia&lt;/span&gt;- są zbyt głupi, żeby cokolwiek na ten temat pomyśleć.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Styl życia&lt;/span&gt;- żyją chwilą, mimo że nic szczególnego w życiu nie robią. Nie mają marzeń, planów na przyszłość, po prostu wegetują we własnej głupocie.&lt;br /&gt;-&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Miłość&lt;/span&gt;- buhahahah. Jedyne, co mi przychodzi pierwsze na myśl. Poza tym: zmieniają partnerów jak rękawiczki, traktują to jak zabawę (jak wszystko), są w tej kwestii straszliwie dziecinni.&lt;br /&gt;No, myślę że to wszystko. Na tą chwilę to jedyne co mi przychodzi na myśl. Wniosku nie będzie, zamiast tego refleksja która od dawna kołacze mi się w głowie:&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: underline; font-weight: bold;"&gt;GDZIE SĄ K**WA RODZICE?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jak można pozwolić swojemu dziecku na takie rzeczy, jak można olać je do tego stopnia, że może wszystko bez wiedzy rodziców?&lt;br /&gt;Aha, jeszcze coś. Jeżeli w liście powyżej znalazłeś/łaś opis swojego życia, uroczyścię pokazuję ci mój środkowy palec i życzę dalszego bezproblemowego marnowania swojej młodości i życia.&lt;br /&gt;PS: Tytuł wpisu to tytuł piosenki Marilyn Manson. Tak, znowu. Nie jestem jakiś fanatyk, po prostu te teksty pasują do moich tekstów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6266710822935785470-6093460003017745132?l=a-cold-place.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://a-cold-place.blogspot.com/feeds/6093460003017745132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/nobodies.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6093460003017745132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6266710822935785470/posts/default/6093460003017745132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://a-cold-place.blogspot.com/2009/08/nobodies.html' title='The Nobodies'/><author><name>Soku</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17916452521234683504</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://4.bp.blogspot.com/-WnNwYLpMmBs/Tm5lrhjhlmI/AAAAAAAAAF8/iOcW9h1zsPE/s220/no%2Bi%2Bco%2Bty%2Bw%2Bmorde%2Bpierdolony%2Bbambusie.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6266710822935785470.post-6442323854284208557</id><published>2009-08-07T17:32:00.000+02:00<
